Zosia

Adam Lizakowski

 Rano dzwoniła Zosia w sprawie listów z Polski. Zosia z nami prawie nie mieszka, to znaczy mieszka, ale tylko przez dwie noce w miesiącu. Przez pozostałe dni i noce pracuje jako pomoc domowa, czyli opiekunka albo dziewczyna do wszystkiego u pewnej starej Amerykanki, która wcale nie jest zamożna, ale stać ją na pomoc o imieniu Zosia.

 U nas Zosia wynajmuje mieszkanie a raczej łóżko w piwnicy i tak na dobrą sprawę to nie poptrzebuje mieszkania, ale woli się - jak to mówi czasem z nami, czyli z Polakami, rozprężyć i pogadać po dniach i nocach pracy. Być zamkniętym przez 24 godziny na dobę w jednym pomieszczeniu ze starą osobą i umierającą nie tylko ze starości, ale na jakieś choroby na których znają się tylko lekarze, bo oni biorą za to wielkie pieniądze nie jest łatwo. Na dodatek jeśli ta chora osoba nie mówi po polsku i ani jednego słowa nie rozumie - to już pełne więzienie, nawet gorzej niż więzienie, bo więzień z wieźniem może sobie od czasu do czasu pogadać. Kiedyś były czasy, że Zosia mogła sobie pogadać przez telefon, co robiła przez kilka godzin najpierw tygodniowo, a później dziennie, ale teraz jej zabroniono używać telefonu. Tylko w nagłych przypadkach - powiedziała córka starszej pani a jej obecna właścicielka.

 Zosia dobrze zarabia, bo 300 dolarów na tydzień, tj. na siedem dni. Inni mówia, że za taką pracę powinna mieć ze 450 dolarów, ale kto dzisiaj płaci takie pieniądze emigrantom, na dodatek bez pozwolenia do pracy. Niech się cieszy, że w ogóle ma jakąś tam pracę, przecież w Polsce takich pieniędzy w życiu by nie zarobiła a ta zakichana Ameryka stworzyła jej raj, więc niech korzysta ile tylko może, więcej już tutaj nie przyjedzie, więc raz kozie śmierć.

 Zosia zawsze gdy ma wolne, przyjezdża z dużą butelką taniej wódki, na taką butelkę tutaj mówi się ucho, bo jest wielka jak łeb konia i ma uchwyt, który może przypominać ucho, w szczególności gdy zobaczy się tej butelki dno. Pan Marek i Zenek towarzyszą jej w nocnych rozmowach, aż do świtu. Chłopcy lubią wypić, a Zosia pogadać. Poza tym chłopaki są bez bab a Zosia bez chłopa, ma się rozumieć krew nie woda, majtki nie pokrzywy. Więc wszystko w porządku "wilk syty i owca cała". Wszyscy lubimy Zosię, gdyż jest wesoła i uśmiechnięta, nawet co niektóre panie w naszym sąsiedztwie to jej zazdroszczą, bo "ta dopiero ma życie". O nic się nie musi martwić, za nic nie płaci, a w pracy śpi, albo ogląda telewizor, a stara Amerykanka i tak nikomu nic nie powie, bo już prawie nie mówi, zresztą kto to słyszał, za takie pieniądze co płacą Zosi, nikogo lepszego nie znajdą. To dopiero trafiła się Zosi Ameryka, wszyscy z nią grzecznie, wszyscy traktują ją poważnie, słuchają co tam z siebie po angielsku wyduka i za to dostaje raz na dwa tygodnie czek na 600 dolców, które od razu zanosi do banku. Te 600 dolców, to już co niektórych denerwuje.

 Najgorzej jest z Zosią, gdy upije się bez humoru na czarno. Wtedy płacze i wymachuje pięściami, staje się wulgarna i obrzydliwie dokucza ludziom, poniżając ich mówiac o sobie jak o lepszej i to jeszcze ważniejszej wykrzykuje, że za komuny to była panią, pracowała w Poznaniu w firmie jakiejś tam architektonicznej czy biurze projektów. Mąż jej był wysokim komunistą bo nawet dosłużył się stopnia pułkownika w wojsku i czegoś tam w szkole uczył żołnierzy. Pijana płacze i się uskarża na swój podły los pomocy domowej, jakby, kto był winny, że jest babą do wszystkiego. Co niektórzy mówią, że to wódka przez nia "płacze". Wódka jej pomaga i rozluźnia ją, jest jej dobrym przyjacielem, przed którym Zosia się spowiada: córka teraz z trzecim dzieckiem chodzi, nie pracuje, kto jej pomoże jak nie ja? Zięć inżynier, ale mało zarabia, mąż na wojskowej emeryturze, żeby nie moja Ameryka - wnuki nie miały by butów do szkoły, cóż dopiero mówić o mieszkaniu czy samochodzie. O pracy w komunie mówi z dumą i dozą chwały, ale teraz to ledwo na chleb wystarcza - dodaje. Dobrze, że ta Ameryka mi się teraz trafiła, inaczej wszyscy musieliby wbić zęby w ścianę i żreć kit z okien.

 Dobrze, dobrze już tak nie narzekaj - mowią do niej inne baby - w Polsce nie jest tak źle, choć za komuny było lepiej, a takie czerwone świnie jak ty żyły tam ponad stan, a na dodatek i tutaj w Ameryce szczęście cię nie opuszcza i faktycznie ta Ameryka trafiła się jak ślepej kurze ziarnko. Za łóżko w piwnicy płacisz prawie nic, masz dwóch gachów, którzy są w wieku twojej córki, stara jesteś i jakaś nawet czarownica, wcale jeszcze nie taka spracowana i masz ładną figurę, a na dodatek rzuciłaś jakiś czar czy urok na chłopaków, bo nie mogą się doczekać kiedy tylko do domu przyjedziesz na noc. W Polsce o takich chłopakach nawet bys nie mogła pomarzyć, a tutaj proszę bardzo, patrzysz na nich śmiało i wzywająco. To czego byś tam nie robiła, tutaj traktujesz jako swoją osobistą wolność, i wara komu do tego co ty tam wyrabiasz. Wrócisz do domu znowu bedziesz aniołkiem, ale zanim to nastąpi, to kabdzę nabijasz jak tylko możesz, posyłasz kasę do domu co miesiąc, więc oni tam modlą się za twoje zdrowie i proszą Pana Boga, abyś była tutaj jak najdłużej, tylko nie pij tyle co świnia, bo wytrzymać z tobą nie można, i tych twoich mądrości, co to ty Polsce nie miałaś, albo nie masz i jaki to był ważny ten twój mąż komunista wojskowy, który teraz jest stary i ledwo nogami może powłóczyć.

 - Jutro rano muszę wcześnie wstać - odpowiedziała Zosia - udając jakby ta gadka wcale nie była do niej, - tak się odporniła na gadanie. Wy śpicie a ja spać nie mogę, bo na tym wszystkim rozmyślam, poza tym muszę się jeszcze napić z chłopakami, a przy okazji omówić parę spraw, po dwóch tygodniach milczenienia ma człowiek o czym rozmawiać, poza tym stare ciało kobiety umierającej, z której cieknie krew, kał, ślina, mocz, ropa, wycieka takie coś co ludzie nazywają życiem a ja gównem, dobrze nie nastraja do życia. Czuję jakby część mojej duszy już we mnie umarła, stałam się innym człowiekiem, chcę cieszyć się z życia, chcę się radować życiem, dopóki jest jeszcze czas i pora. Wam radzę też tak róbcie, jesteście tutaj same, skazane na ogromną samotność, rodzina w Polsce pieniądz dostaje, czy to mało, swój haracz płacimy i to jest wysoka cena.

indeks - Ameryka