Wyoming i Montana, lipiec-sierpien 1996

Adam Dobrzycki

Udało się nam w lipcu wyskrobać dwa tygodnie na wakacje, więc postanowiliśmy wykorzystać to na trzy miejsca, w które bardzo zawsze chcieliśmy pojechać: parki narodowe w Górach Skalistych. Obawialiśmy się wprawdzie, że będą tłumy, ale dla nas dwojga była to sytuacja typu: albo teraz, albo nie wiadomo kiedy, ale na pewno nieprędko...

Podróż była bardzo udana, wyjąwszy niewielkie kłopoty z wynajętym samochodem. Ale i te kłopoty skończyły się pozytywnie, bo gdy nawrzucaliśmy firmie, że dali nam nadpsuty samochód, to nam odjęli 1/3 całej kwoty od rachunku...

Polecieliśmy do Salt Lake City, wynajęliśmy samochód, i pojechaliśmy w trzy miejsca: najpierw do Grand Teton National Park w Wyoming, potem, omijając na razie Yellowstone, bo był weekend i obawialiśmy się tłumów, do Glacier National Park w północnej Montanie, i potem wracaliśmy do Salt Lake City przez Yellowstone. Trzy fenomenalne miejsca, każde o innym charakterze.

Grand Teton to, jak się zdaje, najmłodszą geologicznie część Gór Skalistych. Są to piękne, strzeliste góry, siegające 4100 m n.p.m., wyrastające z dna szerokiej i bardzo płaskiej doliny, co jeszcze powiększa wrażenie. Glacier to z kolei wspaniałe i bardzo jak na USA dzikie góry, wręcz wymarzone do włażenia z plecakiem i odcięcia się od świata. No a Yellowstone to każdy wie...

W Grand Teton wybraliśmy się na bardzo ostrą wspinaczkę górską - weszliśmy na trzecią co do wysokości górę w tym paśmie, Middle Teton (3903 m n.p.m.). Korcił nas Grand Teton, ale okazało się, że wymaga on używania hakow i lin, no a ani Danusia ani ja nie należymy do tych, którzy drapią się tam, gdzie nas nie swędzi (jak jeden mój znajomy zwykł był określać alpinistów). Więc poszliśmy na najwyższą górę, która sprzetu nie wymagała, ale to też było tylko o mały szczebelek niżej niż "prawdziwa" wspinaczka. Momentami było naprawdę ostro, a najbardziej dały się nam we znaki duże i bardzo strome pola śnieżne. Doradzono nam wypożyczenie czekanów, ale w wypożyczalni ich już zabrakło, gdy przyszliśmy to zrobić.

Najpierw wyszliśmy na 3100 z dużymi plecakami, z namiotem, śpiworami i kuchenką. Chcieliśmy wyjść wyżej, ale mieliśmy pod koniec dnia, gdy już byliśmy mocno zmęczeni, mały wypadek - Danusia się obsunęła po polu śnieżnym i wpadła na kamienie. Na szczęście skończyło się tylko na lekko skręconej kostce. Zostaliśmy więc na 3100 i nazwaliśmy miejsce dumnie Obozem Pierwszym.

Następnego dnia, już lepiej wybierając drogę, tzn. tak, żeby jak najwięcej iść po skałach, mimo że było to nadkładanie drogi i wspinaczka skalna była momentami dość trudna, najpierw weszliśmy na przełęcz między Middle Teton i South Teton. Stamtąd już prosto pod górę na Middle Teton, znowu mocno się momentami gimastykując. No i w końcu doszliśmy na szczyt. Zrobiliśmy długą sesję fotograficzną, pozachwycaliśmy się widokiem na pobliski Grand Teton, i ruszyliśmy w dół. Też było ostro, ale te pola śnieżne zrobiły się bardziej przyjazne: można było na nich zjeżdzać. Doszliśmy do Obozu Pierwszego, spakowaliśmy manatki, i ruszyliśmy w dół.

Jesteśmy oboje bardzo dumni z tego wyczynu. Była to najwyższa góra, na którą oboje weszliśmy w życiu (byliśmy wprawdzie kiedyś na 4600 m n.p.m., ale zostaliśmy tam wwięzieni) i zdecydowanie najtrudniejsza ze wszystkich, na które się kiedykolwiek wspięliśmy. Jedno naprawdę niesamowite wrażenie, to było zobaczenie z bardzo bliska pasażerskiego odrzutowca w locie, tzn. nie zaraz po starcie czy tuż przed lądowaniem, ale na dużej szybkości, ze schowanymi kołami i klapami, a przy tym na mniej więcej naszej wysokości! Pewnie wystartował z któregoś z okolicznych lotnisk i jeszcze nie zdążył wejść na normalną wysokość (czyli jakieś tam 10 km), ale już pruł w normalnej konfiguracji. Niestety, odbyło się to tak szybko, że nie zdążyliśmy zrobić zdjęcia.

W Glacier poszliśmy na kilka całodniowych wycieczek, już mniej ostrych niż w Grand Teton. Tzn. gdyby nie opisana wyżej wyprawa na Middle Teton, to też bym o nich opowiadał latami, ale tak to zostały zdegradowane. W Glacier przez przypadek trafiliśmy na okres, kiedy wszystkie łąki kwitły. Fenomenalne kolory, zapachy, itp.

Jedyne rozczarowanie, jakie mnie spotkało w Glacier NP to nazwa. Oczekiwałem, że będą tam lodowce, a okazało się, że to co oni tym mianem (glacier) określają, to tak naprawdę są permanentne pola śnieżne. Kudy im do takich lodowców, jakie oglądaliśmy w Ameryce Południowej. Ale, żeby nie było nieporozumien: park był naprawdę fenomenalny.

No i potem Yellowstone. Trochę mnie rozczarował. Nie sam park, ale raczej to, jak on jest zorganizowany. Yellowstone ma mnóstwo absolutnie wspaniałych rzeczy do oglądania. Problem polega na tym, że do ogromnej większości z tych rzeczy można dojechać samochodem, zaparkować, i pójść dobrze obudowaną ścieżką, asfaltową lub drewnianą, obejrzeć tenże właśnie dziw natury. Krótko mówiąc, dotarcie do tych dziwów natury nie wymaga żadnego przygotowania ani wysiłku. Rezultat jest taki, że są tam dzikie, hałaśliwe tłumy, a wszystkie pola gejzerów, wąwozy i wodospady sprawiają wrażenie, jakby były w parku w centrum jakiegoś dużego miasta.

Niesamowite wrażenie w Yellowstone robią pozostałości po pożarze z 1988. Całe połacie kikutów drzew.

Wszędzie było mnóstwo dzikiej zwierzyny. W Grand Teton wypatrzyliśmy niedźwiedzia, oraz nieomal zderzyliśmy się z kilkoma łosiami. Widzieliśmy też mnóstwo jeleni, saren, itp. W Glacier napatoczyliśmy się na kozy górskie (nie to samo co kozice) i muflony. Świstaków, wiewiórek, i różnego takiego tałatajstwa nie liczę, bo było tego mnóstwo. W Yellowstone są bizony i różne inne zwierzaki, które są strasznie do ludzi przyzwyczajone - pęta się to to po drogach, zupełnie nic sobie nie robiąc z samochodów i tłumów ludzi, którzy z nich wylegają z aparatami i kamerami wideo.

Podsumowując, wszystkim poleciłbym z całego serca Grand Teton i Glacier, a Yellowstone to z rezerwą - trzeba tam pojechać poza sezonem. W Grand Teton jest sporo ludzi, ale oni wszyscy siedzą na szosie, a żeby obejrzeć coś ładnego z bliska, to trzeba od szosy odejść - za trudne dla 99% odwiedzających. Glacier natomiast jest tak daleko od dużej cywilizacji, że nawet w szczycie sezonu nie mieliśmy kłopotów ze znalezieniem miejsca na kampingach. Są ludzie, ale łatwo ich zgubić.

I tyle.

Zdjęcia

Wszystkie zdjęcia © by Danuta Dobrzycka & Adam Dobrzycki
(ktoś mi kiedyś mówił, że wszystkie zdjęcia umieszczane na WWW trzeba tak oznaczać)

Większa część zdjęć została nienajlepiej wskanowana (mea culpa...), przez co widać na nich drobną kaszkę. Obawiam się, że nie będzie mi się chciało wskanowywać ich ponownie...

Różne takie

Grand Teton National Park

Glacier National Park

Yellowstone National Park