Winobranie w Valle de Guadalupe

Ewa Głowacka

Wczorajszy dzień (3-go września 2000) na Swięcie Winobrania w Valle de Guadalupe był pełen wrażeń. To z Corridy niekoniecznie pozytywne. Ale całość świetna. To było święto na jakieś 500 osób! Był Gubernator Baja California, Prezydent Ensenady i Biskup! Biskup święcił wino!!! Parkingi dla samochodów porobione były wśród winorośli i stamtąd jeździły mikrobusy do głównych budynków tej wytwórni wina. Acha, wytwórnia nazywa się L.A.Cetto. niespokojnie biega po arenie Najpierw na trawnikach częstowali nas zimnym białym winem, potem było poświęcienie wina (które żeśmy przegapili, bo przegadali), a potem próbowanie (15 gatunków) wina - myślmy zostali przy jednym. Potem był konkurs deptania wina. Bardzo to było śmieszne. Każda osoba (było ich chyba z 10, obojga płci) stała i tupała boso w swojej beczce i ciągle dosypywano im nowych owoców. Z beczki sok spływał do mniejszej beczki i wygrał ten, kto miał najwyższy poziom soku w beczce z sokiem. Wszyscy uczestnicy się okropnie upaprali (czerwonym winem), a wszyscy co patrzyli uśmieli. W nagrodą była skrzynka wina dla każdego uczestnika. Potem znowu autobusami zabrali nas kilkaset metrów wyżej, do gigantycznej altany, gdzie podano obiad. Najpierw sałatę z oliwkami, a potem ryż, frijoles, pieczone mięso i przepiórki. Oczywiście cały czas roznoszono morze win. Grali Mariachis. Myśmy wyszli wcześniej z tej altany, żeby zająć dobre miejsce na Corridzie. Siedzieliśmy w trzecim rzędzie. Pierwsze wrażenie: okropnie gorąco, bo to arena bez dachu, a słońce zasuwało jak szalone. Po corridzie grał już zespół młodzieżowy i ludzie tańczyli jak szaleni. Dużo jest teraz tych tańców, które tańczy się razem całym tłumem. Ja tego nie umiem. Myśmy poszli na spacer wśród winorośli . W trakcie podano tacos, ale myśmy to znowu przegapili. Oczywiście ciągle podawano wino hectolitrami. W nocy był pokaz sztucznych ogni; bardzo piękny. Potem znowu autobuesm na parking i już swoim samochodem do domu. Nikt przy wyjeździe nie stał z balonikiem (taktownie), ale za nami chyba cosś się stało, bo z Ensenady jechało mnóstwo policji na sygnale.
drażnienie Całość świetnie zorganizowana. Setki ludzi w obsłudze, autobusy, ciągłe zmiany kieliszków. Na pierwsze próbowanie były szklanki plaskikowe, potem na próbowanie właściwie kieliszki ze szkła. Potem zabierano kieliszki ze szkła gdy wsiadaliśmy do autobusu, ale przelewano wino w plastikową szklaneczkę. Przy obiedzie znowu był szklany kieliszek, ale na corridę zabierano ci szkłany i podawano wino w plastikowych. Wieczorem do tańca znowu było szkło. W nocy, w autobusie już nikt niczego nie sprawdzał. Te bilety po 65$ wydają mi się teraz za darmo (tym bardziej, że nie ja płaciłam).

drażnienie A teraz corrida. Przed wejściem każdego byka (byków zarżnięto w sumie 4) wchodził facet z tablicą jak się Byk (pisze z dużej litery, bo dzielne, to zwierzaki) nazywą, jego wagą i wzrostem. Potem wpuszczano rozjuszonego Byka, który usiłował kogoś na tej arenie dorwać. Ale Ci co drażnią to są madrzy: zaraz uciekają za zasłonę z drewna. Po kilku minutach wjeżdżają na koniach pikadorzy (konie mają zasłonięte oczy, bo się boją) i torreadorzy drażnią tak Byka, żeby zaatakował konia. Wtedy pikador wbija pikę w grzbiet Byka. Krew się leje strumieniami. Potem dalej torreadorzy drażnią Byka, a Matador wbija mu cztery szpile w grzbiet, żeby go lepiej rozjuszyć. W ostatniej części Matador drażni się z Bykiem (to co wygląda jak taki taniec), a gdy Byk jest bliski zdechnięcia, to go szpadą, przez grzebiet, uderzeniem w serce zabija. Byk jeszcze trochę atakuje i gdy pada, ktoś inny nożem przerywa mu rdzeń kręgowy. Potem jeszcze tylko w zależności od zamówień obcinają Bykowi ogon, albo uszy, a może i jeszcze cos i wjeżdża traktor i zabiera Byka. Potem wpuszczją następnego Byka. Znęcanie się nad każdym bykiem trwa jakieś 20 minut.
drażnienie Było dwóch matadorów. Jeden zabijał rzeczywiście jednym pchnięciem, a drugi za trzecim razem. Okropny rzeźnik. Najbardziej zal mi było ostatniego Byka. Był czarny z dodatkiem jasno szarego. Bardzo ładny i wyglądał bardzo inteligentnie. Okropnie szybko się ruszał i ja bym się z chęcią z nim pobawiła (ojej, wiem, że to niebezpieczne). On najdłużej walczył z płaszczem matadora i po wbiciu mu szpady (za trzecim razem) jeszcze walczył, a po przerwaniu rdzenia jeszcze wierzgał! Bardzo mi go było żal.
drażnienie Zupełnie nie wiem czym się tutaj zachwycać. Jeśli to ma być walka inteligencji z siłą, to niech ten matador zabije Byka, któremu nie upuszczono przedtem hektolitrów krwii. Albo niech dadzą matadorowi jakiś ogłupiający płynik przed tą walką. Inaczej jest niesprawiedliwie. I patrzenie się tego matadora wyzywającym wzrokiem w Byka przypomina mi niektórych sąsiadów z Radości, którzy drażnili psy przez płot. Wygrywał zawsze sąsiad (nie pies) i miał cholerną satysfakcję, a dla mnie był to dowód, że sąsiad jest na poziomie inteligencji psa, co nie najlepiej świadczy o sąsiedzie (czy w tym przypadku o matadorze). Całość polega na tym, żeby robić w konia tego Byka, wykorzystując fakt, że on reaguje na to co się rusza (czyli płaszcz, a nie stojącego torreadora); ja nie lubię gdy się robi kogoś w konia, nawet gdy to jest tylko Byk. Dla mnie jest to uderzenie poniżej pasa. Bóg stworzył Byka tak że widzi inaczej niż my widzimy. Można to wykorzystać gdy się jest gdzieś w dżungli z Bykiem sam na sam, ale nie na arenie po to, żeby ludzie ryczeli ze śmiechu.
Ja NA PEWNO nigdy więcej na to nie pójdę.

Reportaż zdjęciowy z tego wydarzenia do oglądnięcia.


Ameryka