Szedlem ulica Michigan

Szedlem ulica Michigan jak dumny uczen
na ten spacer osobiscie przez nia,
pania profesor - zycia zaproszony
na uczte ogladania i podziwiania miasta
profesor- ulica mowi patrz, sluchaj, ucz sie:
slyszalem w wielkim, bogatym hotelu ze zlotymi klamkami
na trzydziestym pietrze brzek zastawy stolowej,
nalewanie herbaty do filizanek z chinskiej porcelany,
metaliczny dzwiek klucza kas pancernych,
blask deponowanych diamentowych kolii
glosy przedstawianych gosci
tak waznych i slawnych, ze wiele gazet
bez pisania o nich zyc by nie moglo,
slyszalem rozpinanie sukien jedwabnych,
usychanie kwiatow w krysztalowych wazach,
widzialem twarze ludzi dumnych tak bardzo waznych
zajetych swoimi sprawami, ze smierc szukala sposobu
jak ich usmiercic, slow jaki ich pozegnac,
dziwilem sie sobie, ze wolno mi o tym myslec
idac wzdluz jeziora, wiekszego niz niejedno morze
slyszalem, ze Ameryka jest bardzo grozna
nie dlatego, ze jest bogata, wspaniala, piekna,
nie dlatego, ze ma najlepsza armie na swiecie
ale dlatego, ze rodzi marzenia i pragnienia,
dlatego, ze rodzi nadzieje, dlatego, ze jest Ameryka,
i gdyby jej nie bylo trzeba by bylo ja wymyslec
albo poszukac jak Atlantyde wyplywajac na zachod
i dziwilem sie jak malo to wszystko mnie obchodzi.