Stad do wiecznosci

Poranek rozlewa sie po scianach domow,
galeziach drzew, ulicach, twarzach ludzi,
bladym swietlanym obliczem spoglada na mnie
stoje w oknie i przygladam sie skrzyzowaniu
zmieniajacym sie swiatlom
po raz stu tysieczny widze je
i po raz stu tysieczny jest mi obce
nigdy na nim nie postawilem
zadnego drogowskazu
ani nie usypalem kopca kamieni
nie ma tutaj niczego co moglo
by sugerowac cokolwiek
to skrzyzowanie jest jak zegar
ktorego godziny bolesnie rania
a ostatnia sekunda zabija.