Powrot do Pieszyc

Jeszcze o powrocie do Pieszyc nie mysle
jeszcze nie jestem przygotowany do powrotu
choc jak kazdy emigrant, obiecuje sobie,
ze byc moze po Nowym Roku:
chcialbym, aby moj powrot odbyl sie w poludnie,
w sloneczny dzien, w ktorym rodziny Marczukow,
Michalskich, Duszkow, Kucow, Mazurkow, Kidziakow,
Majcharzakow, Wondraszkow, Redzikow,Pelcow
krzataja sie wokol domow jak pszczoly wokol ula.
W ogrodach, sloneczniki, pszczola w tarcze ich mierzy,
lwie paszcze, labirynty dla trzmieli, dumnie kwitna
kalafiory, kapusta, pomidory, groch, ogorki
wygrzewaja sie na grzedach w wakacyjnym sloncu.
Ktos wola kogos na obiad przez otwarte okno
ulatnia sie zapach odcedzanych kartofli,
pranie suszy sie w ogrodach, pies o imieniu Argos
spi pod grusza, dwadziescia lat na mnie czekal,
przez sen merda ogonem, na boisku ukrytym
pomiedzy domami biegaja glosy dzieci.
Niczym nie - Ikar nie - spadam w otchlan ojczyzny
ale po szczeblach codziennosc schodze w dol
przez nikogo nie zauwazony, a miasteczko
niczym dzwon z kosciola sw. Antoniego drzemie.