Mississippi
Markowi Twain
Majestatyczna matka, rzeka Mississippi
przypomina piesn dziecinstwa, zaczarowana kulke,
same slowo jest muzyka dzwieku i czaru
tajemnicy i uroku ogromnego kwiatu
albo imieniem dziewczyny o pieknych oczach,
muzyka skrzypiec, marzeniem o wielkosci slonca
snem o pocalunku skladanym na ustach ukochanej
w swietle ksiezyca na lawce pod starym drzewem,
hymnem o czlowieku, ktory odnalazl
gwiazdke z nieba obiecana trzydziesci lat wczesniej:
stoje nad jej brzegiem;
szumi, szepce, nuci, przemawia, lazi sie
do mnie jak nikt inny, ale sie nia nie staje,
chociaz jestem z nia spokrewniony
jej mrowcza pracowitosc, doskonala pamiec
historii, trzyma mnie od niej z daleka
jej zimna wrecz lodowata odpowiedz
nie znecheca mnie do podania jej reki
jest kims uzdolnionym, kogo nalezy podziwiac,
mam dla niej wielki szacunek,
widze w niej ukryte zywioly, burze,
slysze bole rodzacej kobiety, smiech wladczyni;
Mississippi slodka nazwa, przesiaknieta potem,
rozkolysana spiewem barki, piesnia bolu i radosci,
mysle o niej z wdziecznoscia i wzruszeniem tak samo
jak wtedy gdy bylem malym chlopaczkiem rzucajacym
kamienie do Potoku Pieszyckiego.
|