Milosc po chicagowsku
Milosc po chicagowsku daleka jest od doskonalosci,
ale jest najlepszym lekarzem na samotnosc,
balsamem na chora dusze, spiewem ptaka o swicie,
sniezna wysoka gora, pienista rzeka,
kolem fortuny, koszem pelnym kwiatow.
Ona lat 52, babcia Asi, rodzina w Monkach
on lat 39 zonaty, skazany na dorobek
zona z trojka dzieci pod Tarnowem
mozemy sobie wyobrazic dusze jego pelna tesknoty
smutek wykrzywil mu twarz, zwezyl oczy
ona pociesza go glosem aktorki dramatycznej
slowa puchna w gardle, doradza mu,
pomaga wybrac sukienke dla zony, buty dla corek,
przyjmuje nowe warunki zycia na swoje barki:
przyszyje guzik, ugotuje zupe, zrobi kanapki do pracy,
najpiekniejsze wybierze kartki na swieta.
On dopiero jest tutaj trzeci rok
duzo uplynie wody w rzece Chicago
zanim finansowo stanie na nogach
przyswoi sobie umiejetnosc
zycia na emigracji, zrozumie
roznice miedzy niebem a ziemia:
ona jeszcze rok moze dwa
dokonczy budowe domu, wroci do meza,
rodziny, wnukow.
Jej mocna twarz chlopki
nie zdradza ani smutku ani meki
nawet w myslach nie uskarza sie:
nie zobaczysz jest placzacej
ani niczego, co byloby jej ujma.
|