Legenda Chicago
Z bolem glowy lub serca, szklanymi oczami lez
a nawet bez bolu tworzyli legende miasta,
w ktorym nigdy nie byli opowiadali o jego urokach,
wielkich bogatych domach, fabrykach, rzezniach,
mozliwosciach nadrobienia wszelkich zaleglosci finansowych,
mowili o nim tak jak sie mowi w bajkach codziennosci
o rzeczach, ktore sa najlepsze, chleb na stole,
pokoju umeblowanym, rosole w niedziele,
udajac, ze nic nie wiedza o miescie jego poczatkach,
czarnych, bialych, czerwonych mieszkancach
rozlewisk rzek, indianskich strzalach, bobrowych
skorkach, dzikiej cebuli, tancach, krzykach, tupocie nog,
ktory oni zagluszyli swoja pazernoscia, lakomstwem, chytroscia.
Sa ich miliony, tworza armie bebnow miasta:
ida przez historie bez gniewu, wybija rytm do marszu,
tym co polegli na gruzach marzen,
tym co uznano za zwyciezcow, lub zwyklych szczesciarzy
ale nikt nie znalazl w ich oczach laski ani uznania
kto nie mial mocnych nerwow, twardej piesci, mocnej glowy.
Naciagnieta skora miasta niosla echa melodii daleko
ponad wody, gory, lasy, od domu do domu,
od mieszkania do mieszkania krew pulsowala niczym
echo werbli unoszace sie w powietrzu,
sami niewiedzac kiedy stali sie bebnami miasta,
w ktore zycie wali piesciami wygrywajac na ich grzbietach
piesn milosci do ziemi rodzinej,
hymn tych co wyszli o swicie w swiat i nie wrocili
idac za glosem serca walacego jak beben
legende miasta,
ktorego slawe zacmic moze tylko slonce.
|