Josif Brodski wraca do Rosji W ciagu jednego dnia Umarl poeta emigrant z Rosji mieszkajacy od lat w Greenwich Village pepku wolnosci, posrod artystow i gejow; byly krolik uciekajacy przed wszechobecnymi psami gonczymi panstwa robotnikow, spod pomnika Piotra I w Lenigrandzie pod Jefferson Market Courthouse w Nowym Jorku. Odkryl wiele praw juz w siodnym roku zycia, ze klamstwo pozyteczniejsze jest od algebry a trzej medrcy komunizmu wcale nie sa tacy madrzy, dar poezji jest podarunkiem od Boga. Od dawna gral o zycie ze smiercia w szachy a jednak smierc wyrwala go niespodziewanie wysylajac zimy telegram do Rosji a tam piekne zycie po smierci w slowie co ojczyzna to ojczyzna ( nawet nie kochana ) Ameryka zegna lacinskim alfabetem nekrologow Rosja wita poete cyrylica klepsydr Josif Brodski wraca do Rosji do swojego prawdziwego domu niesiony na ustach mlodych poetow posrod zamieszania politycznego pojawiaja sie czarne prostokaty w najpoczytniejszych gazetach: droga emigranta wypelnila sie w Sankt Pieterburgu ktos o pieknym imieniu wychodzi na spacer, chce troche powspominac pomyslec co dalej, tak, tak, teraz Josif pozostanie tutaj na zawsze nigdzie juz stad nie wyjedzie. |