Indianin na koniu bialo-czerwonym

I
Kiedys mowili na Ameryke Raj
albo Ziemia Obiecana
kazdy bezrolny robak dlubiacy w ziemi
kazdy bezrobotny bez syreny fabrycznej
gnal do tego El Dorado jak wariat
z mokra glowa na zlamanie karku,
bez jezyka w gebie, z wiatrem w kieszeni
za to z glowa w chmurach i glodem w oczach.
Raj w ktorym kazdy ptaszek mogl czuc sie wolnym
spiewac do woli, stroic sie w cudze piorka
nie musial byc rajskim ptakiem
mogl byc niebieskim ze slowianskim dziobem.

II
Dawniej na Ameryke mowili Hameryka
zamykano oczy puszczano wodze wyobrazni
i juz widziano kraj mlekiem i miodem plynacy
jesli ktos mial dluzszy szmurek wyobrazni
mogl sobie na wiecej pozwolic
wlozyc na przyklad dobrobyt w ramki szczescia.
Szczesliwi z pelnymi brzuchami wzdychali czule
do starych plaszczy, fotografii, twarzy,
milosci, stolkow, walacych sie stodol,
robaczywych jablek spadajacych
z jablonki rosnacej tuz za wychodkiem,
szczesliwi myslami ludzi nieszczesliwych
czesto mowili o sobie jak o skazancach
w snach bladzili po jakis zapadlych dziurach
w dzien idealizowali jej po granice
ludzkiej wytrzymalosci
dziury na podkarpaciu, Tarnowa
albo Bialegostoku lub Zakopanego
Belfastu, Essen czy Budapesztu.

III
Inni na Ameryke gwizdza wysokim
spiczastym gwizdem
skladajac usta na ksztalt dziubka od czajnika
wewnatrz bulgocac.

IV
Dla mnie ten caly amerykanski cud
to lep na muchy, cyrk na patyku,
piwo bez smaku, kraj hot dogow,
oglupiajacej telewizji, przekupnych policjantow,
politykow z haslem "wszystko na sprzedazn"
mysli profesor Gutek z Wroclawia,
dzisiaj mieszkaniec miejscowosci Aurora
na przedmiesciach Chicago.

Kiedys walczyl z komuna
przelewal atrament, rzucal slowami
mysla wiazal jej rece
komuna kopala go, pokazywala rogi, bodla
on
zony pilnikiem od paznokci
powoli z cierpliwoscia swietego Jerzego
pilowal jej rogi i kopyta
az wreszcie padla.
W panstwie katolickim zabraklo ksiedza
aby nieboszczke pochowal
zabraklo grabarzy.

V
Rozparty w fotelu jak murzynski krol
profesor Gutek kolysze sie tam i z powrotem
czyta gazete "Dziennik Zwiazkowyn"
An American Daily in Polish Language
praca ogolna

praca domowa
praca fabryczna
sprzatanie
samochody
dziwi sie oszczednoscia slow
"polsko - amerykanska restauracja
potrzebuje chlopow do scierania stolow
i podlug w kuchnin"
lub
"potrzebni doswiadczeni pracownicy
do kontraktora, praca przy sidingu
shingles, porches, dzwonic wieczororemn."

VI
Gwiazdy rozpalily ciemnosc
nad preria chicagowska,
a profesorska mysl przebija sie przez
sciane nocy jak Indianin na koniu
bialo - czerwonym:
poszukuje zdroju, srebrzystej wody,
w ktorej ksiezyc w ksztalcie pieroga sie zloci.