Elegia do samochodu
Umarles !!!
ty ktory byles mi przyjacielem tak dlugo.
Umarles !!!
i mysl o tym, ze nie ma cie wsrod zywych
wyciska lzy.
Raz jeszcze powtarzam, umarles,
jakbym sobie nie wierzyl.
Tak malo wiedzialem o tobie,
twoim sercu, twoich pragnieniach.
Ludzie wymyslili bol duszy, bol fizyczny - jaki ty czules?
Teraz gdy pomysle o tym jak kaszlales, jak sie meczyles
aby tylko mi sprawic przyjemnosc,
uzmyslawiam sobie, jaka to musiala byc milosc;
ja zakochalem sie w tobie od pierwszego spojrzenia
ty byles przyczyna moich dzikich mysli wolnosci
w tobie pokladalem nadzieje jezdzac do pracy w srodku nocy,
ty tylko jeden znales moje mysli,
pamietasz nasze rozmowy w San Francisco,
tyle bylo w nich ciepla i milosci,
byles dla mnie ostatnim wspomnieniem tych
kalifornijskich dni pelnych dumy i obietnic.
Z toba nocowalem pod ciemnym niebem Nevady
na pustyni myslac o Jezusie,
ty byles towarzyszem mej medytacji
o sensie zycia czlowieka tutaj na ziemi
nad slonym jeziorem w Utah,
byles swiadkiem na mym slubie,
kochalem cie uczuciem najczystszym i najglebszym
wierz mi, kochalem cie,
bedzac na wakacjach w Polsce,
myslalem o tobie, brakowalo mi ciebie
moj kochany samochodzie, przyjacielu najdrozszy.
Dzisiaj jest twoj pogrzeb.
Docenialem twa inteligencje
umiejetnosc milczenia, nabierania wody w usta
prowadzenia mnie do kryjowek, tylko tobie i mnie
znanych, twe niebywale do mnie przywiazanie.
Nigdy nie podarowalem ci zadnych kwiatow
choc kochalem cie, coz te slowa znacza teraz
w obliczu smierci. Byly lata beztroski,
smiechu, gnania na zlamanie karku
droga 101 do Santa Cruz w wiosennym powietrzu,
w twoim pancerzu czulem sie bezpiecznie,
choc sam stworzomy z cienkiej skory i piszczeli,
o oczach jak blekitne niebo,
kladlem dwa palce na kierownicy
i zapach kwitnacych eukalitusow napelnial nasze ciala;
umarles!!!
niech ci reka ludzkich sepow - mechanikow
szarpiaca na kawalki tweje cialo lekka bedzie.
Teraz, wierz, mi zaluje,
ze wiecej z toba nie spedzalem czasu.
Spij spokojnie, ktoregos dnia spotkamy sie znowu
w lepszym swiecie, tylko ty i ja
na niebianskiej autostradzie
w panstwie Pana Boga bez mandatow.
|