Tijuana
imie dziewczyny, nazwa miasta lub rzeki
a jednak to oboz armii zolnierzy oblezajacych granice;
Tijuana jawi sie jak kamien wygrzewajacy twarz
w sloncu meksykanskim skierowana w strone Stanow
ogromne milionowe miasto z ludzmi o kamiennych nogach
w kazdej chwili gotowi do wyruszenia w droge na polnoc
o kamniennych twarzach z rysami Aztekow, Majow, Tarachumara,
z telewizorami u nogi, wielkimi plastikowymi pojemnika z woda
siedza na betonowej skarpie wpatrzeni w granica
za ktora jest San Diego matka-koza zdolna wykarnic glodnych,
zwierze, ktore z nich wypilo nadzieje, ale moze zaspokoic glod
rozlozone w dolinie i na wzgorzach o krok od raju
wystarczy tylko odrobina szczescia aby
wielkim betonowym korytem rzeki Tijuana,
- ktore jest murem berlinskim mozliwym do zdobycia w nocy -
dzielacym biednych od bogatych, spelnic swe marzenia,
byc niezauwazonym, nie istniec, aby osiagnac szczescie
byc noca lub mgla, przedostac sie za granice
w przebraniu wiatru, albo kurzu pusytynnego
mozna wszystkim byc lub zostac tylko nie Meksykaninem,
ktorego rysy twarzy celnicy amerykanscy latwo wylowia
z rzeki turystow rwiaja autostrada na polnoc;
siedza na betonowej skarpie, czekaja na okazje,
niczym armia grecka pod Troja maja czas rok, piec, dziesiec,
ma cos sie wydarzyc, bogowie od dawna cos przepowiadaja
spieci i gotowi do walki o lepsze zycie
wygrzeja sie na sloncu, twarze jeszcze bardziej brazowieja,
oczy nabieraja koloru oliwek, u nog wyrastaja skrzydla,
powoli z chlopow,ludzi przegranych, jencow, wedrowcow,
przemieniaja sie w zolnierzy nadziei,
dla ktorych obojetnosc i bezsennosc to siostry,
przypominaja przebieglego Odeseusza
w lachmanach zebraczych, chca oszulac Amerykanow,
wziac ich na spryt i we wnetrzu konia trojanskiego
- wielkiej ciezarowki zmierzajacej do Chicago przedostac sie
na druga strone muru miasta-panstwa
ktore przez tyle lat atakuja.
Troja wciaz sie broni, wielki drewniany kon
|