Przyjazd do San Francisco
autorowi wiersza pt. Odjazd do Bizancjum
To jest kraj ludzi mlodych. Emigrantow z calego swiata
scisnietych w malych pokojach, zyja tym co dopiero bedzie
jak ptak na galezi, oni spiewaja piesni o wschodzie slonca
slawia to co jest juz poczete, ale jeszcze nie narodzone.
San Francisco potrzebuje rak do pracy, rece potrzebuja pracy
zoladki jedzenia, kapitalisci kapitalu, banki pieniedzy,
spragnieni picia, nieszczesliwi szczescia, piesniarz piesni
Kalifornia w kazdej godzinie pragnie, spelnic twoje zyczenie.
Ona slyszy poprzez gory Skaliste, poprzez oceany traw i wody
bicie serc, westchnienia tych co kochaja, tych co maja odwage
ona widzi kruche rece wyciagniete po to co ma najwiecej
ona slyszy smutne glosy tych co wzywaja ja w potrzebie.
Przyjazd do San Francisco jest lagodnym dla oczu widokiem
wzgorz, pachnacym oceanem wlosow dziewczat, slodkich cial
w ustach masz jeszcze inny smak, w oczach inne widoki,
ale serca nie oszukasz, kraina to ludzi pieknych i mlodych.
Jak sny nad ranem, echo pomiedzy wzgorzami powtarza
slowa tych co byli przed toba, oni pozdrawiaja cie radosnie
jestes przekonany, tobie sie tez przeciez cos nalezy, no nie,
puste mieszkanie, tarcza oslaniajaca ciosy rezpedzonego zycia.
W czterech kolorach: zielony nadzieja, czerwony milosc,
czarny mozliwosc ukrycia sie przed swiatem w samotnosci
zolty niczym zloto, ale takze zazdrosc wszystkich tych, co
w fali morskiej, z wodorostow umieja wrozby czytac.
|