Moglbym...
moglbym to wszystko rzucic,
(czasem mysle o tym)
nawet nie obejrzec sie za siebie
zapomniec o ulicach tego miasta
placach i pomnikach
w zimnej wodzie umyc twarz
spakowac wszystko do jednej torby
notes z poezja schowac do kieszemi
nawet nie mówic see you later i wyjsc.
Ale zeby tak zrobic musialbym porozmawiac
sam z sobe, powiedziec sobie czego chce
cala prawde o sobie, a ja tego nie wiem
... i w tym miejscu jest pulapka
o czym mam rozmawiac z soba???
o zdradzie? ktogo i czego?
o marzeniach? jakich?
nadziejach!!! czy ja jestem dzieckiem aby miec nadzieje!?
taka rozmowa nie jest godna mnie emigranta
z moim zamilowaniem do zycia i przygód
rozmawa taka bylaby nie na miejscu
jesli nawet mialbym cokolwiek sobie do powiedzenia
to opis zdziwienia tym miastem
nam wrazenie, ze wszyscy biedacy, wariaci, oblakani
nawiedzieni, uliczni poeci, muzykanci, filozofowie
odszczepiency, zboczency z calego kraju
do tego miejsca uciekli
co za mozaika - czyni San Francisco jeszcze cudowniejszym.
|