Golden Gate Park
Widzialem brame do lasu, porosnieta bluszczem bylo
i zlote slonce za wiezami zlotego mostu sie chowalo
i zrodlo radosci w sercu moim bilo, bo to wszystko dla mnie
jest stworzone, bo to wszystko dla mnie bylo.
Ta zlota tajemnica co ludzi czasem tylko przenika
to boskie uniesienie, ledwo przeczuwalne nie wiadomo skad
moj los, dopiero co rozpoczela sie przygoda
to co pozostawilem niczego mi nie szkoda.
Wsrod tych pagorkow i szczytow zlocistych
zlotej pustyni a radosci zieleni jest az tyle, ze serce skacze
nie slyszalem krzyku mlodzienca co z dna przepasci
oskarzal o swoj ciezki los matke ziemie glosem szalenca.
Jestem w parku, gdzie glos ptakow najszlachetniejszy
z milosci do matki przyrody zrodzony, jego chce tylko slyszec
jego najmilsze sa mojego serca tony, piesn tych co sie odwazyli
na czolo ktorych padl promien slonca, oni dojda do konca.
Najpierw raz jeszcze sie urodza w wielkim bolu, placzu, rozpaczy
beda na nowej ziemi jak niemowleta, chodzic na czworaka
pelzac z nosem przy ziemi, w oczach beda miec plonace lasy
na glowe spadac beda przeklestw blyskawice.
Widzialem brame do raju i poczulem to co czuja niebianie
i wstapila we mnie sila herosow i zgadlem, ze musze zniszczyc
w sobie to co ukochane, to co marzyciele skrywaja pod gruzami
przyszlosc od tego zalezy, na gruzach szczescie bedzie wybudowane.
Zaslubiny czlowieka z przyszloscia, bogom tylko znanej
los na szali sie wazy, sen slodki jest za ciezki, mozna przegrac zycie
marzenia przewazaja, kto tak slodzi, dom, kwiaty na stole
ma swoja wage, ten kwiat w wazonie z zyciem sie nie zgodzi.
Wszystko czego tylko zapragnal niebezpiecznym bylo:
wygrzanej sciezki w sloncu, spokojnej starosci
zdazylo sie zycie, przygoda, wyprawa, mlodosc w chmurach
medrzec nieszczesc nad ktorym nie zawisla laska litosci.
|