Ulica Fillmore

Codziennie przejezdzam autobusem
nr.5 Fulton przez te ulice
za kazdym razem mam gesia skórke,
w zasiegu kilkunastu kroków
rozpoczyna sie murzynskie getto.
Getto - szeroko otwarte drzwi - zaprasza
za którymi jest przepasc albo jeszcze gorzej
czarne murzynskie pieklo, w którym stoja
(jako dekoracja) biali wypchani weglem i siara.
Czarni robotnicy pala marihuane
a w powietrzu unosi sie zapach
Kentucky Straight Bourbon whiskey,
wybite okna, wylamane drzwi,
wypalone domy, pokaleczone drzewa
pokrzywini ludzie, rozbite auta
w blasku zachodzecego slonca
maja moja twarz przestraszonego cudzoziemca:
rozum glosno i dobitnie mówi mi:
jestes murzynem
a serce delikatnie i slodko mówi:
nie jestes murzynem,
wtedy rozum burzy sie i krzyczy na cale gardlo:
jestes murzynem
ale serce jeszcze ciszej szepcze:
nie jestes murzynem
Za kazdym razem modle sie:
Panie, dobry Boze
nie pozwól mi mieszkac w gettcie
nie pozwól mi byc murzynem.

San Francisco, 1987