Dwie godziny poezji

Zebrali sie poeci z miasta San Francisco
sa tacy co przyjechali z Berkeley lub Oakland
ma 22 ulice i Guerrero
w cafe Babar wielkosci dziupli wiewiórki
beda czytac poezje.
Bogata ta kawiarenka, bogata,
tyle w niej twarzy rozesmianych
tyle bijecych serc, tyle za chwile padnie slów.
Przyszedlem i ja, przejrzec sie
w lustrze tlumu poetów.
Wypic swój napój z czarodziejskich ziól - slów,
dzisiejszych kalifornijskich magów
ubranych nedznie, glodnych, nieuczesanych
o cialach pomimo kalifornijskiego slonca, bladych
(nie spotkasz ich na plazy, bo w ciemmnych swych
tanich pokojach pisze wiersze).
O!!! juz siebie zobaczylem, stoje pod sciana
jak ladnie wsród nich wygledam.
Jacy oni sa piekni gdy mówia o swoich nowych przygodach
razem z nimi sie ciesze i raduje
ich zmartwienia udzielaja sie i mnie
przez dwie godziny poezji jestem z nimi
pozniej kazdy idzie w swoja strone.

San Francisco, marzec 1987