Walt Whitman

Walt Whitman urodził się 31 maja 1819 roku w maleńkiej wiosce West Hills na Long Island. Rodzice go żyli z pracy rąk. Matka pochodziła z rodziny rolników przybyłych do Ameryki z Hollandii, a ojciec pochodził z rodziny kolonistów angielskich. Jednym z ważniejszych momentów w życiu przyszłego barda Ameryki było zetknięcie się przyszłego poety z dziennikarstwem. Whitman został dziennikarzem wchodząc do redakcji gazet kuchennymi drzwiami. Chociaż urodzony i wychowany w tym kraju rozpoczynał swoją karierę jak typowy emigrant. Najpierw był pomocnikiem składacza w czasopiśmie Long Island Patriot wydawanym na Brooklynie w nakładzie 500 egzemplarzy.

Stanowiska, wykształcenie i tytuły nigdy go nie interesowały nigdy też nie były ważne dla niego. Po prostu nigdy też nie przywiązywał do nich większej wagi. Pracając jako pomocnik i osoba do wszystkiego w redakcjach gazet uczył się szybko a przede wszystkim podpatrywał mechanizmy funkcjonownia polityki którą si pasjonował aż do śmierci. Ten dziwny moim zdaniem pęd do polityki można jedynie wytłumaczyĺ tym, że od urodzenia aż do śmierci był demokratą, ale demokratą w tym starym stylu i znaczeniu i nie należy słowa demokrata dzisiejszego tak samo tłumaczyĺ czy stawiać znak równości pomiędzy demokracją z początku XIX wieku.

Jako dziennikarz, który stał się dziennikarzem poprzez swoją pracę a nie wykształcenie wyrobił sobie bardzo swoisty a wręcz naturalny styl pisarski, który zdoninował jego poezję do tego stopnia, że wielu ówczesnych krytyków literackich uważało, że w jego poezji wcale nie ma poezji, a tylko dziennikarstwo.I upłynęło ponad 20 lat po śmierci poety, zanim krytyka literacka Ameryki przekonała się do swojego największego poety, ale to tylko i wyłacznie dzięki starej Europie, która zwróciła uwagę na Whitmana.

Na początku XIX wieku amerykańskie dziennikarstwo było jeszcze w powijakach a przede wszystkich nie było tak wielkiej biurokracji jak obecnie i więcej jakby wierzono w człowieka, któremu jeśli chciał albo miał talent, albo wiarę w to co robi nie rzucano kłod po nogi. Były to piękne czasy, w których pomocnik składacza mógł także dziennikarzem, właścicielem gazety, sprzedawcą reklam, sprzątaczką, roznosicielem własnej gazety. Wtedy też narodził się slogan amerykański pt. American dream, czyli po polsku coś w rodzaju: nie matura lecz chęc szczera zrobi z ciebie oficera. A jeśli wydawca czy dziennikarz był tak zdolny i chłonny życia jak Whitman mógł zostać także działaczem społecznym i poetą.

Dziennikarz i poeta w jednej osobie. Kombinację tę ciekawie określił Emerson: skrzyżowanie Bagharat Gita z New York Herald. Whitman poeta jednak więcej zawdzięcza Whitmanowi dziennikarzowi. Po prostu poeta tak barzo nasiąkł dziennikarstwem, że samu z trudem udaje mu się uwolnić od stylu dziennikarskiego, który jakby wzbogaca może nie przez przypadek, ale w natchnieniu poprzez terminy i zwroty literackie, metafory i przenośnie. Bardzo świadomie unikając tzw. efektów litrerackich, streotypów, frazesów literackich, banałów, do których tak chętnie nawiązują i odwołują się młodzi czy początkujący poeci a przede wszystkim grafomani. Dziennikarstwo ogromnie pomogło poeci, ale też i przeszkodziło, dzięki niemu został ojcem poezji amerykańskiej, ale też dzięki niemu przez długie lata musiał walczyć z krytyką literacką o swoje miejsce w poezji amerykańskiej. Jego społeczno polityczne zaangażowanie i poglądy znalazły odbicie w jego poezji.Gazetowe artykuły mają swój odÎwięk i swoje miejsce w jego wierszach. Dziennikarz poeta pracował dla kilku demokratycznych gazet takich jak; Sun, Democratic Review, Statesman.

Dla człowieka, który we wszystkim co robił poszukiwał prostoty i jasności, imię Walter było zbyt pretensjonalne. Zmienił je na Walt używając Walter tylko przy podpisywaniu dokumnetów. Walter Whitman dziennikarz umarł 4 lipca 1855 i w tym samym dniu rodzi się poeta Walt Whitman.

Kim jest Walt Whitman!?Walt Whitman, kto to taki, że w sto lat po jego śmierci poezja jego żyje tak jak nigdy dotąd. OdpowiedÎ jest tylko jedna, Walt Whitman to poeta. Nowy Poeta!!!Wielbiciele jego poezji powiedzą, pierwszy i jedyny poeta Ameryki, prawdziwy poeta jaki kiedykolwiek stąpał po ziemie amerykańskiej. Jedyny w swóim rodzaju, niepowtarzalny i niedopodrobienia o szczególnym charakterze. Przeciwnik muzy europejskiej poezji, zuchwały piewca życia osadników, prerii, przyrody,miast, człowieczeństwa, kosmosu, dÎbła trawy, wojny, demokracji, maszyn. Piewca zapachu ziemi, pól bitewnych, miłości i śmierci, zapachu chłopięcych ciał, dziewczęcych włosów. Miłośnicy jego poezji nazwią go bardem wszystkich poetów wszystkich czasów, współczesnym Homerem Ameryki.

Wielu jego przeciwników zapyta się czy wiersze Whitmana są naprawdę wierszami??? Wielu z nich odpowie chórem NIIIIIIIEEEEEEEE??? Ich aranżacja podobna jest do wiersza, ale nie są wierszami. Nie mają metrum, zwrotek Jest to co najwyżej proza poetycka. Na pierwszy rzut oka są chłodne i szorskie, sztywne pozbawione formy, rozgadane. Delikatniejsz ucho usłyszy w nich euforię, natomist wytrawne szykany. Słowa poezji Whitmana mogą oznaczać wszystko albo nic, mogą przechodzić od nicości do nieokreśloności. Ton jego wierszy razy uszy wielu wytrawnym miłośnikom poezji. Whitman w klimacie swóich wierszy nawiązuje do starodawnych pieÎni pochwalnych w nastroju podobnych do biblijnych proroctw. Ton często nierówny, podniosły, wręcz emocjonalny nasiąknięty treścią banałów, pozbawionej liryki. MImo tych braków akademickich, poezja Whitmana jest najpiękniejszą jaka kiedykolwiek narodziła się na ziemi amrykańskiej i zaliczana jest do jednej z najpiękniejszych na świecie. Wielu krytyków a zwłaszcza profesór akademickich, poetów uniwersyteckich, oddałoby swoje opasłe tomy wierszy za jeden wiersz Whitmana.

Whalt Whitman umarł 30 marca 1892 roku. Został pochowany na Harleigh Cementary w Carden bez żadnych ceremonii pogrzebowych. Przyjaciele jego zredagowali nowy rodzaj ceremonii pogrzebowej, odpowiadający nowej religii poetyckiej, którą stworzył poeta. Przy wiejściu na cmentarz przed tłum zeberanych wystąpił Francis Heward Williams, który odczytał inowokację do śmierci z wiersza When Licacs Last i nthe Dooryard Bloom, oraz cytaty z Konfucjusza, Buddy, Koranu, Jezusa Chrystusa, Proroka Izajasza, Księgi Objawienia, Platona i inych.

Walt Whitman autor jednej tylko książki bezustannie poprawianej i przepisywanej pt. Leaves of Grass umarł. Poezja jego jedna żyje nadal i ucieleśnia go, żyjać własnym niezależnym życiem, stając się nie tylko przewodnikiem po poezji amerykańskiej, ale wręcz biblią poetów Ameryki, która będzie tak długo czytana, dopóki rodzić się będą nowe pokolenia poetów.


Dumna muzyko burzy! - Walta Whitmana

przekład z angielskiego Adama Lizakowskiego

 

1

Dumna muzyko burzy!
Podmuchu cwałujący beztrosko, gwiżdżąc poprzez prerie!
Mocny szumie koron drzew lasu! Wietrze górski!
Ożywione mroczne kształty! Wy ukryte orkiestry!
O wy serenady widziadeł z gotowymi instrumentami do gry,
Mieszając się z naturalnym rytmem wszystkich języków świata;
O wy akordy pozostawione nam poprzez niezliczonych kompozytorów!
O wy chóry!
O wy bezkształtne, swobodne, tańce religijne! O Wy ze Wschodu!
O ty półszepcie rzek, ryku przelewających się wodospadów;
Wy odgłosy dalekich armat i tętencie galopującej kawalerii!
  Echa obozów z wszystkimi tonami trąbki!
Poganiające zgiełkliwie, wypełniające noc, powalające mnie bezsilnego,
Wchodzące do mojej alkowy - dlaczego mnie osaczacie?

2

Podejdź! O duszo moja, pozwól na spoczynek,
Słuchaj, nic nie uroń, to do ciebie oni zdążają;
Dzieląc środek nocy, wchodząc do mojej izby,
Dla ciebie oni śpiewają i tańczą, O duszo.
Pieśni festiwalu!
Duet pana i pani młodej - marsz weselny,
Z miłością na ustach i sercem pełnym po brzegi miłości kochanków;
Zaczerwienionymi policzkami i perfumą, twarzami młodych i starych,
  orszak jej się roi.
Przy czystej muzyce fletów i dźwięcznym harf cantabile.

3

Zbliżają się dźwięki bębnów!
Zwycięstwo! Widzę ciebie w dymie armat, flagi poszarpane,
ale powiewają? drogi pomieszanych?
Słyszę okrzyki zwycięskiej armii?
(Oh, Duszo, łkania kobiet, jęki rannych w agonii,
Syczenie i trzask płomieni, czernią się ruiny,
dopalają miasta,
Lament i dewastacja ludzkości).

4

Powietrze antyku napełnij mnie!
Widzę i słyszę starodawnych harfistów na walijskim festiwalu;
Słyszę średniowiecznych śpiewaków śpiewających swe kłamstwa o miłości,
Słyszę ministreli, bardów, trubadurów wieków średnich.

5

Potężne dźwięki organów,
Drżące pod powierzchnią, (jak ukryte podstawy planety,
Od których odpoczynek, wstawanie i parcie naprzód zależy
Wszystkie kształty piękna, wdzięki i siła, wszystkie znane odcienie
Zieloność źdźbła trawy i szczbiot ptaków, dziecinne zabawy, błękit niebios),
Mocny firmament, nieruchomy z pulsującym tętnem,
Kipiel, podtrzymująca, zlewająca wszystko ze sobą,
matcząc wszystkiemu co pozostało;
z nimi każdy z miliona instrumentów,
Muzykanci grają, wszyscy muzycy świata,
Uroczyste hymny i msze, wznoszą uwielbienie,
Serca żarliwe, śpiew, smutek, wołanie,
Niezmierna słodycz wokalistów minionych stuleci,
I dla ich własnej rozwiązywalnej inscenizacji,
Z ziemi własnej rejestr,
Z wiatrów i lasów i potężnych fal oceanów,
Nowa mieszana orkiestra zlepek lat i krajów
dziesięć razy złożonych powtórzeń,
Gdy dawnych odległych dni poeci mówili Raj
Wtedy zagubiony, długo samotny, ale teraz wędrówka zakończona,
Podróż zakończona, podróżnik wrócił do domu,
Człowiek i Sztuka z Naturą stopieni w jedno.

6

Tuttii! Na Ziemię i Niebo!
Wszechmogący Przywódca wreszcie mnie dał znak
swoją różdżką.
Mężne strofy mężów świata,
I wszystkie żony odpowiedzą.
Języki skrzypiec!
(Myślę, O języki wy powiedzcie to sercu, które nie może
odpowiedzieć samo sobie;
To rozmyślające, tęskniące serce, które nie może wysłowić same siebie).

7

Ach, od dziecka
Ty wiedziałaś, duszo w jaki sposób wszystkie dźwięki
stają się muzyką;
Mojej matki głos, o delikatne głosy, pamięci, kochane głosy,
Ostatni z cudów, o najukochańsze głosy matki i siostry;
Deszcz, rosnące zboże, wiatr wśród długich kłosów zbóż,
Miarowe uderzenie fali o piaszczysty brzeg,
Ãwierkot ptaka, ostry krzyk jastrzębia,
Zew dzikiego ptactwa, lecącego niskim lotem nocą
kierującego się na północ lub południe,
Psalm w wiejskim kościółku lub wśród kępy drzew,
na świeżym powietrzu w obozie,
Skrzypek w tawernie, pieśń marynarzy, śpiewana na głosy,
Ryczące bydło domowe, beczące owce, o świcie piejący kogut.

8

Wszystkie pieśni dzisiejszych lądów swym brzmieniem nachodzą mnie,
Niemieckie melodie o przyjaźni, winie i miłości,
Irlandzkie ballady, wesołe tańce, angielskie trele,
Pieśni francuskie, szkockie dźwięki, a nade wszystko
niezrównane włoskie kompozycje.
Na scenie, z bladością na twarzy, z ponurą namiętnością,
Stalks Norma, wymachuje sztyletem w ręce.
Widzę nienaturalny błysk w oczach biednej zwariowanej Lucii;
Jej rozpuszczone czarne włosy, rozczochrane.
Widzę Ernaniego spacerującego po weselnym ogrodzie,
Wśród zapachów nocnych róż, promienujący, trzyma swą
młodą żonę za rękę,
Słyszę piekielne wołanie, ślubowanie śmierci.
Za krzyżujące się szpady i siwe włosy poniesione do nieba,
Czysty elektryzujący bas i baryton świata,
Duet puzonów, Libertad na wieki!
Od gęstego cienia hiszpańskich kasztanów,
poprzez stare i ciężkie klasztorne mury, pieśń żałobna,
Pieśń o straconej miłości, pochodnia młodości
i życia stłumiona w rozpaczy,
Pieśń umierającego łabędzia, złamane serce Fermanda.
Otrząsając się ze swej niedoli, uratowana Amina śpiewa,
Niezliczone jak gwiazdy i zadowolone jak światło poranka
strumienie jej radości.
(Nadchodzi pani dająca życie!
Błyszczące ciało niebieskie, Venus contralto, matka płodności,
Siostrę najwznioślejszych bogów, samego Alboniosa słyszę).

9

Słyszę ody, symfonie, opery,
Słyszę w Wilhelmie Tellu muzykę wzburzonych
i rozzłoszczonych ludzi;
Słyszę Hugonotów Meyerbeera, Proroka lub Roberta,
Fausta Gounoda lub Don Juana Mozarta.

10

Słyszę muzykę taneczną wszystkich narodów,
Walc, wspaniałym rytmem, taktem kołysze się we mnie błogo,
Bolero przy brzęku gitar i stukocie kastanietów.

Widzę tańce religijne tradycyjne i nowe,
Słyszę dźwięki hebrajskiej liry,
Widzę krzyżowców maszerujących, niosąsych krzyż wysoko,
w wojskowym rytmie czyneli,
Słyszę derwiszów mantry, przerywane oszalałymi okrzykami,
Gdy wirują zawsze zwracając się w stronę Mekki;
Widzę ekstatyczne tańce Persów i Arabów,
Znowu w Eleusis, domu Ceres, widzę współczesne greckie tańce,
Słyszę klaszczących w dłonie, gdy kołyszą ciałami
Słyszę miarowe szuranie ich stóp.
I jeszcze widzę stary korybantiański taniec,
tańczący ranią się wzajemnie
Widzę młodzież rzymską która przy dźwięku flażoletu
ćwiczy rzucanie i łapanie broni,
Gdy upadają na kolana i podnoszą się.
Słyszę muezzina wzywającego do modlitwy ze szczytu
muzułmańskiego meczetu;
Widzę modlących się wewnątrz, (nie formę, nie kazanie, nie dyskusje
nie słowo,
Lecz ciche nieznane, żarliwe, podniesione, rozżarzające się głowy
ekstatyczne twarze).

11

Słyszę egipską harfę o wielu strunach,
Starodawnych pieśni przewoźników znad Nilu,
Święte cesarskie hymny Chin,
Do delikatnych dźwięków królewskich (rażone drewno i kamień,)
Lub hinduskich fletów i niepokojącego brzęku winy*,
Orkiestrę bajaderów.

12

Gdy Azja, Afryka opuszcza mnie - Europa, porywa wypełniając mnie;
Do olbrzymich organów i orkiestr, słyszę jakby z ogromnych zbiorowisk głosów,
Wzruszający hymn Lutra Eine Feste Burg ist unser Gott;
Rossiniego Stabat Mater Dolorosa,
Albo unoszące się wysoko w półmroku katedry,
ze wspaniałymi witrażami,
Żarliwe Agnus Dei lub Gloria in Excelsis.

13

Kompozytorzy! Potężni mistrzowie!
I wy, wspaniali śpiewacy ze starych krain soprani! tenorzy! basy!
Do was nowy bard, wolny, kolędujący na Zachodzie,
W pokłonach przesyła swe pozdrowienia.
(Tacy prowadzili do ciebie o Duszo!
Wszystkie zmysły, widowiska i przedmioty, zdążają do ciebie,
Lecz teraz, wydaje mi się, dźwięk przewodzi wszystkiemu).

14

Słyszę coroczne śpiewy dzieci w katedrze św. Pawła;
Albo, pod wysokim sklepieniem wielkiej sali, twoje symfonie,
oratoria Beethovenie, Haendelu, Haydnie,
Tworzenie w przepływach boskości oblewa mnie.
Daj mi dotknąć wszystkich dźwięków (szaleńczo walcząc płaczę),
Napełnij mnie wszystkimi głosami kosmosu,
Wyposaż mnie w ich pulsy natury także,
Burze, wody, wiatry, opery, pieśni, marsze i tańce,
Całe wlejcie się ja was wszystkie wchłonę.

15

Wtedy łagodnie przebudziłem się,
I wyczekując przez chwile, niedowierzałem muzyce z mego snu
I przesłuchując wszystkie te reminiscencje burzy w jej szale,
I wszystkie te pieśni sopranów i tenorów,
I te ekstatyczne wschodnie tańce religijnej żarliwości,
I słodka rozmaitość instrumentów i diapazony organów,
I cały naturalny lament miłości i żalu i śmierci,
I powiedziałem do milczącej zaciekawionej duszy opuść łóżko,
mojej alkowy
Chodź, gdyż znalazłem sedno tego co tak długo szukałem,
Chodźmy odświeżyć się w dniu,
Radośnie odmierzając życie, idąc w świat, ten prawdziwy,
Pokrzepieni na przyszłość przez nasz niebiański sen.
Ponadto powiedziałem,
Poprzez przypadek to czego wysłuchałeś o duszo, to nie był szum wiatrów,
Ani sen o szalejącym sztormie, ani bijące skrzydła rybitwy,
ani chrapliwy krzyk,
Ani wokaliza z jasnej od słońca Italii
Ani niemieckich majestatyczność organów, ani wielkie
zgromadzenie głosów, ani warstwy harmonii,
Ani strofy mężów i żon, ani tupot maszerujących żołnierzy,
Ani flety, ani harfy, ani trąbki obozowe;
Ale do nowych rytmów przeznaczonych dla ciebie,
Wiersze, pomost od życia do śmierci, niewyraźnie tchnięte
w powietrzu nocy, nieuchwytne, nienapisane,
Które pozwalają nam w dzień iść odważnie naprzód i pisać.

indeks - Ameryka