Wenecja po raz ostatni

Przemek Zambrzycki

Cudowne, bajkowe miasto piratów strojne fantazyjnymi pałacami wita przybysza trzema kolumnami, które otwierają przestrzeń placu Św. Marka. Przywieziono je niegdyś z Konstantynopola. Widać tylko dwie kolumny, bo trzecia leży na dnie portu odkąd wymsknęła się przy wyładunku. Piractwo i globalny handel musiał się kręcić w rękach wenecjan wyjątkowo sprawnie o czym świadczy bogactwo mieszkańców i samego miasta. Bazylika Św.Marka to popis bizantyjskiego stylu. Bogactwo złotego wnętrza koronuje ołtarz z emaliami z Limoges.

Ktoś kto wymyślił miasto na wodzie miał niebywały polot. Z początku mnóstwo kanałów miało charakter praktyczny, dziś jest magnesem przyciągającym turystów. Jednym słowem pierwotne założenie miasta daje owoce nieprzerwanie przez kilkaset lat. To jest pomysł!

Podświetlony ciepłymi łampami wenecki mrok przecina drżący jak płomień świecy tenor śmiejącego się pajaca. Trzeba poczekać dobrych parę chwil zanim spod mostu Realto wypłynie szeroka platforma. Pod jasnym baldachimem stoi fortepian a na nim spoczywa dłoń wykonawcy arii. Na fotelach siedzą eleganckie damy i panowie. Fraki, cygara, białe koszule, kaskady włosów, plecy, ramiona, perły i smak. Platforma-barka opulentnie sunie wzdłóż Canal Grande. Przechodnie przystają i podziwiają wspaniałe obchody urodzin siwego pana siedzącego na barce, dla którego przygotowano tę uroczystość. W taki wieczór łzy na męskiej twarzy to nie wstyd. ...Tylko w Wenecji W dzień koty weneckie są wyjątkowo grube i leniwe. Z mnóstwa rąk zakończonych jakimś smakołykiem kot wybiera jedynie te, która oferuje wędzonego łososia i skinieniem głowy daje znać, że ewentualnie spróbuje... Następnie należy kotu podać tego łososia bo o tym żeby wziął sam mowy nie ma! Czysta rozpusta niszczy zwierzęta.

Całe miasto pełne jest radosnych ludzi. Każdy przyjechał tu zafundować sobie przyjemny pobyt i co najważniejsze wszystkim się to udaje. Ta radość z przebywania w Wenecji dotyczy wszystkich. Tu zawsze świeci słońce a ludzie są uprzejmi. We Włoszech jest jakoś tak dziwnie, że nawet jak donna Paola wywiesi za oknem pranie to wygląda to ładnie. A zaniedbana łódź starego Gio to temat medalowej fotografii. Skromny obiad smakuje lepiej w weneckiej oprawie z deserem w postaci widoku mostu Realto. Po prostu czary.

Tajemnica dlaczego restauracje zamykają się po jedenastej wyjaśnia się w nocy. Uczoną dyskusję przerywa nagle świadomość mokrych butów. Nocny przypływ oblizuje chodniki i przepędza od stojących na zewnątrz stolików. Żal łapie za serce, bo to miasto umiera. Zbudowane na dębowych palach wbitych w dno miasto powoli osuwa się w morze. Nie tylko z powodu rozkładu owych pali a przez naturalną ślimaczą a nieustępliwą pielgrzymkę w dół całych mas ziemi. Co za tym idzie poziom wody sięga coraz wyżej i zalewa warstwy konstrukcji, które nie powinny być zanurzone w wodzie. Dolne krawędzie drzwi wejściowych wielu domów są w nocy jakieś 15cm pod wodą. Budynki w Wenecji są w strasznym stanie a plac Św. Marka w nocy zamienia się w wielkie bajoro głębokie powyżej kostek. W Bazylice Św. Marka posadzka odchodzi od podłogi.

To jest takie cudowne miejsce i nic się nie dzieje poważnego żeby je uratować. A może się nie da?... Możliwe, że żeby coś zaradzić należy przerwać wszystkie inne prace konserwatorskie na świecie i zająć się jedynie Wenecją. Absurd i absurdalne koszty. Nie wiem...

Ostatnie poważne inwestycje w tym mieście poczyniono do czasu "nalotu" Napoleona na Włochy (to był nalot gorszy od szarańczy). Miasto przynosi ogromne pieniądze dzięki turystyce ale ludek tam mieszkający ma mentalność Chińczyków (byle zrobić pieniądz i niech się dzieje co chce).

Świadomość nadchodzącej ruiny mąci sporo radości płynącej ze smaczku jaki daje pobyt w Wenecji. Chociaż może w jakimś niezdrowym sesie przydaje dodatkowego pieprzyka tak jak zwiedzanie "mojej" Azji ze świadomością, że tamtego świata za 10 lat już nie będzie. Ponure to ale wyzwala poczucie podobne do pionierstwa jakie mógł czuć Sven Heddin. W dzisiejszym świecie nie można już być pierwszym który ogląda jakieś zamorskie cuda. W dwudziestym wieku jak się ktoś pospieszy to może się załapać jedynie jako ostatni. Też wyczyn ale o ileż smutniejszy.


Swiat