
Swoje pierwsze dni urlopu jak zwykle spędziłam na terenie Gór Świętokrzyskich. Tym razem postanowiłam bliżej przyjżeć się ich terenom, które na to zasługują. Ponieważ miałam 17 dni czasu zrobiłam to bardziej szczegółowo niż zwykle. A było się czemu przyglądać. Stacjonuje zawsze we wsi Wzdół Kolonia, w której mam rodzinę. Wzdółów w tej okolicy jest 10, ale nie udało mi się u mieszkańców dowiedzieć skąd wzięła się ich nazwa. Jednak każdy kto zechce tam się wybrać ma po drodze wiele stancji i schronis koło Góry Świętokrzyskie znajdują się w centralnej Polsce. Gdyby kierować się kierunkami Świata z miejsca gdzie mieszkałam to widać.
Od strony zachodniej - Pasmo Klonowskie z Bukową Górą (482m) Góra Czostkowa (428m), Góra Ostra (408m), Góra Barcza (465m), Góra Jamno (403m) i Góra Psarska (412m). Dąb Bartek w Zagnańsku. Prawdopodobnie najstarszy dąb w Polsce. Około 1200 lat, wysokość 23 metry, obwód pnia przy ziemi 13,40 m.
Od wschodu - Kalków-Godów z Golgotą poświęconą pamięci poległych obrońców Ziemi Świętokrzyskiej. Jako eksponat znajduje się tam samochód księdza Popiełuszki. Są tam liczne pomniki poświęcone partyzantom II wojny światowej.
Od południa - Pasmo Bostowskie, Świętokrzyski Park Narodowy gdzie znajduje się Puszcza Jodłowa z Łysica (695m), Szklana Huta, Nowa Słupia z Muzeum Hutnictwa i dymarkami, Ośrodek Rudki z kopalnią rudy żelaza (pirytu), Pasmo Jeleniowskie, Jaskinia Raj, Święty Krzyż (593m) z Kościołem i Klasztorem Benedyktyńskim, Nowa Słupia z Pielgrzymem przemieszczającym się o ziarnko maku w kierunku szczytu Świętego Krzyża.
Od pólnocy - Pasmo Sieradowickie z Sieradowicką Górą 390m, Sieradowicki Park Krajobrazowy, Lasy Siekierzyńskie i znany z dowcipów Wąchock z przepięknym klasztorem Cystersów.
Góry Świętokrzyskie są wspaniałymi terenami dla rowerzystów, których nie trudno tutaj spotkać. Sama parę kilometrów na rowerze zjeźdźiłam, ale nie są to kilometry do pochwalenia się. Dla mnie ważnym faktem we Wzdole jest to, że można tutaj zawsze liczyć na ładną pogodę. W tym roku też słoneczka nie zabrakło. Nie wiem jak to się dzieje, że w promieniu paru kilometrów od tej wioski szaleje burza, a tutaj świeci piękne słońce. Upał zmusił mnie do skorzystania z kąpieli we wzdolskim oceanie. I całe szczęście, że udało mi się opalić w Górkach Świętokrzyskich bo potem moja trasa wypoczynkowa powiodła do Łeby gdzie niestety na nadmiar pogody nie mogłam narzekać. Jednak górską opaleniznę dowiozłam do Wrocławia. W drodze do Wzdolu wstąpiłam do Oblęgorka gdzie znajduje się prześliczny dworek sienkiewiczowski. Robi wrażenie. Przepiękna aleja wjazdowa oraz rosnące drzewka wokół dworku mogą powodować, że chce się usiąść na ławeczce i jakieś dzieło napisać. Łeba nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Poprostu miasteczko nadmorskie, w którym większość mieszkańców utrzymuje sie głównie z turystów, więc przyciągają kolorowymi szyldami każdego przechodnia. Głowna ulica jest bardzo długa i trzeba około 45 minut żeby dojść nią do morza. Po drodze ogrom kolorowych sklepików, które sprawiają wrażenie odpustu. Zdecydowanie w Łebie brakuje deptaka, z którego można by było obserwować morze podczas sztormu i nie tylko. Natomiast są dardzo ładne szerokie plaże i godne zwiedzenia okolice łebskie. Nie wspomnę o naszym cudownym Bałtyku. Szkoda tylko, że tak chłodnym. Na mnie osobiście duże wrażenie wywarły ruchome wydmy. Dzielnie pokonałam kilka razy najwyższą z nich (Łacka Góra 42 m). Do wydm dopłynęłam z Łeby stateczkiem. Stateczek robił wrażenie bardzo niepewnego. To poprostu większa stara łódź przerobiona do celów turystycznych. Płynęłam po jeziorze Łebsko (trzecie co do wielkości w Polsce). Na szczęście nie było dużych wiatrów i szczęśliwie dotarłam na miejsce. Powrót, to piesze 8 kilometrów wzdłuż morza. Piękna sprawa taki spacer. Zresztą i wschodnią i zachodnię plażę wydeptałam dość daleko. Jednak zdecydowanie spacerowałam po zachodniej, na której było mniej ludzi. Dotarłam również do Nowecina o 2 kilometry oddalonego od Łeby. Znajduje się tam stary dworek, ale nie on zrobił na mnie wrażenie bo był zamieszkały i wcale nie taki okazały jak to sobie wyobrażałam. Wrażenie zrobiła na mnie stadnina koni gdzie przywitał mnie szef stajni bardzo dobrze ułożony. Konie prześliczne, ale trochę zaniedbane o czym świadczy ich alo błyszcząca sierść. Można tam całkiem tanio przyjechać na 2-tygodniowy obóz z wyżywieniem i nauką jazdy na koniach. W porcie łebskim oczywiście nie brakuje statków i kutrów. Główną atrakcją był pływający Wiking. Kutry niczym nie różniły się od tych pływających wzdłóż całego naszego wybrzeża. Nawet jeden z nich próbowałam sobie przywłaszczyć, ale daremne moje starania. W drodze do Rabek gdzie znajduje się wieża widokowa na jezioro Łebsko, spotkałam w Parku Słowińskim przewrócone drzewo, którego korzeń robił wrażenie i postanowiłam uwiecznić to na fotografi. Zdarzyło się również, że próbowałam wejśc do Bałtyku, ale niestety woda o 16 stopniach ciepła nie zachęcała do jego głębin. I tak to w szalonym skrócie wyglądały moje wakacje. Teraz niestety smutna rzeczywistośc i powrót do szarości dnia codziennego...
