U Mariana,
post scriptum

Return-Path: piotr@earthlink.net
X-Sender: piotr@mail.earthlink.net
Date: Wed, 10 Jun 1998 12:27:04 -0700
To: Peter_Szymanski@netcomsystems.com (Peter Szymanski)
From: Piotr Wiśniowski
Subject: Re: u mariana-erata

Nie chciałem podawać nazwisk ponieważ nie jestem pewien czy część z opisanych w tym opowiadaniu osób się nie obrazi, chociaż masz rację że prawdopodobnie mała część z nich ma dostęp do internetu.

W latach 82-88 niestety zmuszony byłem do wspólnego zamieszkiwania z bohaterami opowiadanie ponieważ nie stać mnie było na samodzielne mieszkanie. W tym okresie przez ten mój mały apartament w Buena Park przewinęło się ponad 30 osób, często o barwnych życiorysach. Miałem więc okazję przyjżeć się tym osobom i doświadczyć prawdziwego emigranckiego życia.

Wracam do tego okresu jak do nocnej zmory - to była moja cena emigracji. Większość tych epizodów rzeczywiście się zdarzyła, byłem świadkiem lub usłyszałem o nich od współmieszkańców.
Postaram się jeszcze coś sklecić.

Malaka i Marek nigdy nie odwiedzili Mariana, ale Malaka mieszkał z nim jeszcze kiedy Marian był sam i czekał na przyjazd źony. Niestety nie pamiętam prawdziwego imienia i nazwiska Malaki, ale jest to prawdziwa historia. Bardzo mi szkoda tego człowieka, bo była to prosta osoba gotowa do wyciągnięcia ręki i pomocy, w każdym nieszczęściu. Przykro było patrzeć na to jak ten człowiek umiera, tak naprawdę nikomu na tym nie zależało, a chyba najmniej jemu samemu.

Marian miał na nazwisko Sagucki, ale mieszka tutaj jeszcze gdzieś jego córka Gosia i żona Anna.

Bogdan to w żeczywistości Czesław, nie pamiętam nazwiska, ale mogę sobie przypomnieć później. Podobno wreszcie znalazł dziewczynę po trzech próbach i mieszka gdzieś w okolicach Santa Ana.

Jurek to teraz Jerry Rajczyk lub Ratajczak i występuje on w moim pierwszym opowiadaniu jako handlarz walutą, tym się trudnił w Polsce. Cwaniak o długich rękach, trzeba było uważać przy nim na swój portfel. Nigdy nie pracował, ale lubił rozrywkę, wysoki dobrze zbudowany, typowy typ osiłka o małym mózgu. Po kilku latach jego i tak słaba znajomość języka polskiego stała się jeszce gorsza. Zawsze lubił się chwalić swoimi podbojami, ale z reguły były to właśnie ubogie emigrantki z krajów trzeciego świata. Na Meksykance się potknął, bo nie usunęła ciąży.

Stachu Malcharek mieszka teraz w okolicach Olsztyna i jest zamożnym, szanowanym obywatelem RP. Chyba najlepiej wyszedł ze wszystkich tych których znałem, bo przynajmniej dopiął tego co zamierzył.

Maciek i Wanda to w rzeczywistości Józek i Maryla Woronowiczowie. Maryla w rzeczywistości pracowała w Polsce jako laborantka. Operacja na palec się udała, podobno w rzeczywistości wydała ponad 15 tys. dolarów zanim nie dała już rady spłacać rat. Mieszka nadal w tym samym ciasnym apartamencie tak jak 12 lat temu, w mieście Fullerton. Józek żeczywiście stracił pracę i są w separacji.
Maryla jednak osiągnęła pewien sukces, bo pracuje w Orange County Health Services i żyje tylko swoją pracą. Nadzieje na wykształcenie córki spełzły na niczym, zabrakło ojca i chyba częściowo i jej. Sama ona wypomniała im to kilka lat temu kiedy było już za późno na zmianę. Zawsze będę pamietał ją schowaną gdzieś w kącie, ciągle bujającą w obłokach. Do chwili obecnej lubi jednak Amerykę i nie znosi gdy wspomina się że w kraju się poprawia, lub komuś jest dobrze i jest zadowolony.

Może to coś doda do tej mojego opowiadania.

Piotr