Bojówki hollywoodzkie wkroczyły do Tybetu

Tadeusz Słupski

Tybet w Hollywoodzie

Na ekrany kin wchodzą właśnie dwa filmy zrealizowane w Hollywoodzie, które wywołują wielkie oburzenie w Chińskiej Republice Ludowo-Demokratycznej.

Pierwszy z nich to "Siedem Lat w Tybecie" reżyserowany przez Jean-Jacques Annaud. Opowiada on autentyczną historię austriackiego alpinisty Heinricha Harrera (gra go Brad Pitt), który zostaje internowany w Indiach w momencie wybuchu II Wojny Światowej. Następnie wraz ze wspóltowarzyszem wyprawy ucieka z brytyjskiego obozu internowania w Himalaje i po dwuletnim błąkaniu się w lodowych pustyniach Tybetu, wokól zakazanego dla cudzoziemców Świętego Miasta Lhasy uzyskuje przyzwolenie regenta na osiedlenie się w stolicy Tybetu. Tam trafia na dwór trzynastoletniego Dalajlamy, uczy go sportów i podstaw techniki. Po siedmiu latach spędzonych na Dachu Świata musi uchodzić przed inwazją komunistycznych Chin.

Sam Dalajlama jest centralną postacią drugiego filmu "Kundun" Martina Scorsese. Film został nakręcony w wytwórni Walta Disneya i wszedł na ekrany w Boże Narodzenie 1997.

Chiny nie ukrywają, że interesy Walt Disney Co. na terenie Chin mogą z tego powodu bardzo ucierpieć.

Zamrożone zostały rozmowy na temat chińskiej wersji ulicy Sezamkowej i plany budowy Disneylandu w okolicach Szanghaju.

Rzecznik chińskiego ministerstwa spraw zagranicznych powiedział dziennikarzom w listopadzie "Jeśli chodzi o wymieniony film to jestem pewien, że rozumiecie nasze stanowisko: Tybet był naszym terytorium od czasów starożytnych. Jakakolwiek akcja, która zniekształca historię Tybetu i śpiewa hymny pochwalne Dalajlamie - przeczy faktom, jest kłamliwa, i - oczywiście - nie będzie się cieszyć naszą popularnością".

Amerykanie przypuszczają, że za tymi słowami kryją się restrykcje wymierzone w Walt Disney Company. Mówi się też, że wszyscy aktorzy i reżyserzy zostaną uznani za "persona non grata" w Chinach, a niektórym odmówiono już wiz wjazdowych. Żadne sceny w obu filmach nie mogły być kręcone w Tybecie. Nawet Indie i Nepal odmówiły zezwolenia ekipie filmowej na wjazd na skutek interwencji dyplomatycznej.

Ostatecznie w filmach wykorzystano plenery Andów Argentyńskich, tam też stanęła atrapa stolicy Tybetu.

Co spowodowało taką reakcję Chin?

To proste. Film przypomina Światu dramat Tybetu. Jego inwazję i aneksję przez komunistów zwaną eufemistycznie "pokojowym wyzwoleniem". Po ucieczce Dalajlamy do Indii dokonana została zagłada kultury i religii, połączona z ludobójstwem. Zginęło ponad milion osób, co stanowiło jedną piątą ludności Tybetu. Ponad sto tysięcy Tybetańczyków, wraz z Dalajlamą uciekło do Indii.

Społeczność aktorska od wielu lat wspiera Dalajlamę. W Hollywoodzie aktorzy tacy jak Richard Gere, Harrison Ford i Steven Seagal zabierają głos w sprawie łamania praw człowieka w Chinach i niszczenia kultury. Nie jest tajemnicą, że wielu ludzi sztuki praktykuje buddyzm i Dalajlama jest dla nich duchowym mistrzem. Sam wspominam słynną gwiazdę filmu polskiego, która przez całą drogę do Lhasy przesuwała paciorki buddyjskiego różańca. A nie była to wygodna podróż samolotem. Jechało się wynajętymi odkrytymi ciężarówkami przez Nepal i przełęcze o wysokości ponad 5000 metrów, w kurzu i brudzie, w upale w dzień i mrozie w nocy. Dla niej to była pielgrzymka do Lha-Sa - Ziemii Bogów. Dla mnie też - ale do krainy fascynacji... Moja książeczka do nabożeństwa była książeczka Harrera "Powrót do Tybetu" oraz raport szpiegowski Cybikowa, wydany po polsku w serii ceramowskiej pt. "Pielgrzym buddyjski w świątyniach Tybetu". Raport napisany około 1900 roku przez profesora Uniwersytetu w Petersburgu, który przebrany w habit mnicha korzystał przez rok z gościny kolonii buriacko-mongolskiej w Tybecie. Będąc Buriatem znał świetnie doktrynę buddyjską i organizację klasztorów. Jego opis Tybetu odnosi się do początków wieku, ale z relacji jego, tak samo jak z póżniejszej relacji Harrera wyłania się obraz społeczeństwa szczęśliwego, o wielkiej kulturze, ale dramatycznie zacofanego - w którym lamowie nie pozwalają używać pojazdów kołowych, bo koło jest symbolem zarezerwowanym dla religii. Jak przedstawi to społeczeństwo Hollywood - czy będzie to jeszcze jedna lukrowana historia w scenografi Disneylandu, czy dramat walki ducha z materią, teokracji z komunizmem. Wielkie nazwiska reżyserów stwarzają nadzieję, że raczej to drugie. Pierwsze recenzje wieszczą: "Hollywood nakrecił film religijny!".

Co pociąga Zachód?

Dlaczego na całym świecie mówi się wciąż o Tybecie, znacznie więcej niż o jakim kolwiek innym państwie pod obcym zaborem. Złożyło się na to wiele przyczyn - czar "Dachu Świata", wyprawy himalajskie, niezwykła osobowość Czternastego Dalajlamy.

Jednak największe fascynacje wzbudza kultura duchowa Tybetu: religia, mistycyzm, medytacje. Kultura duchowa stworzona w niezwykle trudnych warunkach przyrodniczych, maksymalnie nieprzyjaznych człowiekowi. Ludzie żyją tu na wysokościach przekraczających 4000 metrow, a klasztory budują jeszcze wyżej. Gdy pytałem dlaczego większość klasztorów stoi zdala od wiosek i nie stoi - a wisi nad przepaściami przyprawiającymi o zawrót głowy odpowiadali mi: "Bo tu jesteśmy bliżsi nieba niż ziemi".

Jeśli ksiądż Tischner tak wysoko ceni górali za ich umiejętność filozofowania, to nikogo nie zdziwi, że super-górale świata stworzyli super - filozofię. A zaczęło to się już w VI wieku, gdy uczony Tomi Sambhota utworzył tybetański alfabet (nie są to chińskie hieroglify) na wzór alfabetu używanego w Indii. Od tego czasu Tybetańczycy wykonali mrówczą pracę przetłumaczenia całej dostępnej literatury buddyjskiej z języków Indii na swój. Dziś, gdy wiele oryginałów indyjskich zaginęło, traktaty znane tylko z nazwy są odkrywane w tłumaczeniu tybetańskim i ponownie tłumaczone na język oryginalu. t.j. na sanskryt lub pali. Następne pokolenia mnichów pracowały już mniej nad systemami filozoficznymi, a bardziej nad doskonaleniem praktyk rozwoju duchowego.

Ludzi Zachodu fascynuje głównie to, że nauczyciele są ogniwami jednej, ciągłej linii przekazu, są to autentyczni mistrzowie duchowi, którzy wiedzą jak prowadzić tego, kto pragnie wstąpić na drogę duchowego rozwoju.

Buddyzm akceptuje inne systemy religijne, w panteonie tybetański włączono tysiące gniewnych duchów z wcześniejszej religii bon i uznano ich za "dharmapala", czyli obrońców wiary. Ale do tych wyobrażeń nie przywiązuje się takiej wagi, jaką inne religie przywiązują do swoich bogów. Niektórzy mistrzowie mówią nawet, że buddysta musi "zabić" bogów w swoim umyśle, a nawet samego Buddę, żeby uzyskać przebudzenie.

Co więcej mistrzowie zachęcają swoich uczniów - chrześcijan i wyznawców judaizmu, żeby stosować wypracowane przez buddyzm metody medytacji i kształcenia ducha w ramach własnej religii. To bardzo podoba się liberałom.

Dalajlamowie i panczenlamowie

Dalajlama Tenzin Gjaco (ur. 1935 r) jest czternastym Dalajlamą - wlładcą Tybetu. Obecnie żyje na wygnaniu w Indii, w mieście Dharamsala, jako głowa Rządu Tybetańskiego na Uchodźctwie.

Dla buddystów jest on żyjącą emanacją Bodhisattwy Współczucia. Sam podkreśla, że uważa się tylko za zwykłego mnicha buddyjskiego. Dziennikarze często go pytają czy rzeczywiście jest żyjącym buddą - wtedy ze śmiechem stwierdza:

"Im dłużej żyję tym bardziej odnoszę wrażenie, że coś w tym jest"

Należy tu wyjaśnić, że według doktryny buddyjskiej boddhisattwa to nie Budda, a istota doskonała, człowiek, który mógłby już osiągnać nirwanę, ale wstrzymuje proces przejścia do stanu buddy aż do momentu, dopóki nie wyzwoli z cierpienia wszystkich innych żywych istot. Nie jest to zadanie na jedno pokolenie i dlatego po śmierci jednej ludzkiej powłoki bodhisattwa odradza się w jakimś innym dziecku (lub zwierzęciu). Jeden z bodhisattwów Avalokiteswara - wcielił się w XIV wieku w mnicha tybetańskiego - pierwszego Dalajlamę. Piąty Dalajlama (XVII w.) był jednym z najwybitniejszych władców Tybetu. Wszyscy następni (za wyjątkiem Szóstego - poety i twórcy erotyków o zabarwieniu religijnym) przyjmowali święcenia mnicha buddyjskiego i zostawali władcami Tybetu. Po śmierci zostawiali zazwyczaj wskazówki, w jakiej stronie kraju mogą się odrodzić i tam szukano dziecięcia, które po przejściu różnych testów (takich jak rozpoznawanie, który spośród kilku przedstawionych różańców należał do niego w poprzednim wcieleniu) - zostawało uznawane za nowego władcę. W okresie dziecięcym władzę sprawował jednak regent - najczęściej przeor jednego z wielkich klasztorów.

Obok dynastii dalajlamów w Tybecie mamy też dynastię inkarnowanych panczenlamów. Nie jest im powierzana władza świecka, ale mają za zadanie dbać o czystość doktryny buddyjskiej i zatwierdzać inkarnację kolejnych dalajlamów. Również na odwrót - dalajlamowie zatwierdzają pancanlamów, po ich odszukaniu. Urząd panczenlamy był poprzez wszystkie wieki wykorzystywany przez cesarzy Chin (także tych komunistycznych) w rozgrywkach z dalajlamą. W 1995 roku komuniści uwięzili w Pekinie 8-letniego panczenlamę i represjonowali przeora klasztoru Taszilhunpo za to, że powiadomił o odnalezieniu inkarnacji Dalajlame, a nie ich. Dalajlama ogłosił odnalezienie inkarnacji, tymczasem komuniści unieważnili jego wybór, i choć wyznają ateizm - to odnaleźli inną inkarnację. To dziecko też wzięli do Pekinu w celu nauki buddyzmu. Wiedzą, że panczenlama będzie kiedyś zatwierdzał odnalezienie XV Dalajlamy i wolą nie wypuszczać sprawy z ręki.

Czy Tybet był chiński od zawsze?

Tak twierdzą Chińczycy. Tybetańczycy twierdzą zaś, że nigdy. W początkach państwa Tybetańskiego to raczej król Trisong Decen (755-797) panował nad dużą częścią Chin, a nie Chiny nad Tybetem. Buddyzm przyszedł do Tybetu z Indii poprzez Nepal. W albumach o Tybecie Chińczycy eksponują wszędzie żonę pierwszego króla Tybetu, która była Chinką, ale cenzura nie puszcza pełnych wizerunków królewskiej rodziny - bowiem w ikonografii tybetańskiej król przedstawiany jest zawsze z dwiema żonami - a druga żona była Nepalką. W wiekach średnich nastąpiła unia między Tybetańskimi dalajlamami i cesarzami Chin. Problem leży w tym, że cesarze Chin nie byli wcale Chińczykami - byli to Mongołowie, a potem Mandżurowie. Z Mongołami łączy Tybetańczyków wspólnota religii, bowiem Mongolia przyjęła buddyzm tybetański ze szkoły dalajlamów. Do dziś językiem religii dla Mongołów, Buriatów, Kałmuków jest język tybetański. W 1642 roku Piąty Dalajlama, zwany Wielkim zawarł z Mandżurskim Cesarzem Tai Tsung w Mukdenie unię zwaną "czo-jon", czyli "nauczyciel duchowy - uczeń". Tybetańczycy twierdzą, że unia ta wcale nie dotyczyła Chin, bowiem były one wtedy tylko prowincją imperium mandżurskiego. Jako analogię europejską można podać stosunki cesarstwa z papiestwem. Na podstawie tych stosunków nie wnioskujemy, że Watykan lub Italia jest częścią Niemiec, a Chiny takie wnioski wysuwają w stosunku do Tybetu.

Na początku XX wieku, po bezprecedensowej inwazji wojsk mandżurskich na Tybet i wyparciu ich z kraju Dalajlama ogłosił ustanie unii "czo-jon".

Wtedy w sprawy Tybetu wmieszali się Anglicy. Ich obsesją było to że w grze o Azję Centralną ostatecznym zwycięzcą zostanie Rosja i zagrozi ich posiadłościom w Indiach. Słabych Chin się nie bali, ale bali się Rosji. Dlatego wymogli siła w 1903 roku traktat z Tybetem, parafowali ten traktat w Chinach, następnie wymogli na Rosji uznanie "zwierzchnictwa feudalnego Cesarstwa Chińskiego nad Tybetem". To stanowi obecnie jeden z głównych argumentów Chin w dyskusji nad statusem Tybetu.

Po upadku i dynastii mandżurskiej w 1913 roku XIII Dalajlama wydał deklarację potwierdzającą niepodległość Tybetu. W okresie międzywojennym usiłował prowadzić samodzielną politykę i otworzyć Tybet na świat współczesny, jednak klasztory torpedowały wszystkie próby reform. Nawet zezwolenie na przejście wypraw Brytyjczyków pod Mt. Everest wywołało falę protestów. Zdaniem klasztorów cudzoziemcy zagrażali odwiecznemu porządkowi i religii. Po śmierci XIII Dalajlamy regentura prowadziła politykę izolacji i pełnej neutralności w czasie II wojny Światowej. Odrzucano wszystkie prośby Aliantów o tranzyt przez terytorium Tybetu do Chin walczących z Japonią. Po wojnie Tybet pozostał sam, nie ubiegał się nawet o przyjęcie do ONZ.

Wkrótce zemściła się na nim ta polityka wielowiekowej izolacji.

"Pokojowe wyzwolenie Tybetu" 1949-1952

Kluczowym rokiem w historii Tybetu okazal sie byc rok 1949. Zaraz po zwyciestwie nad wojskami Cziangkajszeka i proklamacji Chinskiej Republiki Ludowej (1 pazdziernika 1949) Radio Pekin zaczelo nadawac komunikaty mowiace, ze Armia Ludowo-Wyzwolencza musi zebrac wszystkie ziemie chinskie w tym Tybet, Xinjan, Hainan i Tajwan. W odpowiedzi na to rzad tybetanski wydalil z Lhasy wszystkich chinskich urzednikow. W rok pozniej osiemdziesiat tysiecy zolnierzy Armii Ludowo-Wyzwolenczej przekroczylo rzeke Driczu, stanowiaca granice z Tybetem, a radio chinskie oglosilo, ze w rocznice zdobycia wladzy przez komunistow rozpoczelo sie "pokojowe wyzwalanie Tybetu." W Tybecie bylo w tym czasie tylko kilku cudzoziemcow. Armia tybetanska liczyla osiem i pol tysiaca zolnierzy, byla niewyszkolona i dysponowala prehistorycznym sprzetem. W Tybecie zawsze bardziej polegano na ochronie bogow niz na armii. Dalajlama wspomina, ze sluzbe wojskowa uwazano niemal za hanbe, zolnierzy traktowali jak rzeznikow. Teraz mogli zalowac swojej lekkomyslnosci. Rzad zwrocil sie do ONZ z prosba o interwencje. Niestety tu zemscila sie polityka izolacji prowadzona w czasie II wojny swiatowej. Narody Zjednoczone tylko doradzily zeby Chiny i Tybet pokojowo rozwilzaly swoje problemy. Nie pomogl zbrojny opor ludnosci w przygranicznych rejonach - wkrotce Amdo i wschodnia czesc Kham zostaly wcielone do Chin. Do Lhasy przybyl starszy brat Dalajlamy, ktory byl opatem klasztoru na zagarnietych terenach i opowiedzial co robia komunisci.

Tak to opisuje Dalajlama w swoich wspomnieniach " Wolnosc na Wygnaniu":

"Jakal sie opowiadajac mi swoja historie. Amdo to prowincja, w ktorej sie urodzilismy i w ktorej lezy Kumbum - graniczy z Chinami, szybko wiec znalazla sie w rekach komunistow. Mego brata natychmiast pozbawiono wolnosci. Ograniczono swobode mnichow, a on sam zostal uwieziony we wlasnym klasztorze. Jednoczesnie Chinczycy probowali mu wpoic nowe zasady, zasady komunistycznego myslenia. Powiedzieli, ze puszcza go wolno, jesli pojedzie do Lhasy, zeby sklonic mnie do zaakceptowania chinskiej wladzy. Jeslibym sie opieral, mial mnie zabic. Obiecali, ze go za to nagrodza.

Dziwna to byla propozycja. Przede wszystkim zabicie jakiejkolwiek zywej istoty jest dla buddysty po prostu nie do pomyslenia. A oferta zamordowania dalajlamy dla zysku pokazuje jak bardzo Chinczycy nie rozumieli Tybetanczyków."

Jesienia wojska chinskie zblizaly sie juz do Tybetu Centralnego. Oburzeni mieszkancy Lhasy skierowali gniew na nieudolny rzad i regenta. W kryzysowej sytuacji postanowiono cala wladze powierzyc Dalajlamie, chociaz jeszcze byl niepelnoletni, i nie objal urzadu wladcy. W przyspieszonym tempie przeprowadzono intronizacje, a zaraz po niej Dalajlama udal sie na granice z Indiami. Za rada starszego brata wyslal delegacje do USA, Wielkiej Brytanii, Indii , a takze upowaznil gubernatora prowincji Czamdo do negocjacji z Chinami w sprawie rozejmu. Gubernator Ngabo udal sie do Pekinu i podpisal z Chinami 17-punktowa ugode, ktora stwierdzala , ze "lokalny rzad Tybetu aktywnie dopomoze Armii Ludowo-Wyzwolenczej we wkroczeniu do Tybetu i wzmocnienia obronnosci kraju". Tym samym Tybet zrzekl sie niepodleglosci. Pozniej okazalo sie, ze Ngabo jest glownym kolaborantem komunistycznej wladzy. Nie mial on upowaznien, ani pieczeci do sygnowania takiego dokumentu jak 17-punktowa ugoda. Chinczykom to nie przeszkadzalo, pieczeci zostaly sfalszowane, triumfalna wiadomosc o ugodzie poszla w swiat. Delegacje wyslane do mocarstw swiatowych wrocily z niczym, nawet ich nie przyjeto. Topor spadl.

Powstanie narodowe i ucieczka Dalajlamy w roku 1959.

Przez pierwsze kilka lat Tybet mogl jeszcze rzadzic sie swoimi prawami. W 17 punktowej Ugodzie po raz pierwszy w komunistycznych Chinach wprowadzono slogan "Jeden kraj - dwa ustroje", ktory obecnie ma zastosowanie w stosunku do Hongkongu. Dalajlama pozostal na swoim urzedzie, pozostawiono rzad lokalny i kaszag - czyli sejm. Jednak narastala obecnosc Chin, liczebnosc kontyngentu wojskowego wkrotce wzrosla do 250 tysiecy. W ugodzie bylo powiedziane, ze "armia bedzie uczciwie kupowac i sprzedawac, i samowolnie nie zabierze ludowi nawet igly i nici" jednak wkrotce Chinczycy przestali placic za zywnosc i kwaterunek.

Spowodowalo to drozyzne i kleske glodu - pierwsza od niepamietnych lat. Rzad protestowal, ale jedynym efektem jego protestu bylo oskarzenie premiera o spisek imperialistyczny i jego odwolanie, jak tez calkowity zakaz krytyki wladzy komunistycznej. Duzo gorzej wygladaly sprawy w Kham i Amdo, prowincji oddzielonych od Tybetu i wcielonych do Chin. Wprowadzono tam przymusowa kolektywizacje, a szlachcie nakazano zdanie broni. Spowodowalo to natychmiast wybuch powstania Khampow, na ktorego czele stanal mlody i zdolny dowodca z arystokratycznej rodziny - pulkownik Andrugcang. Powstancy szybko zdobyli bron na niemrawej armii chinskiej i przecieli drogi komunikacyjne, Chinczycy zaczeli niszczyc klasztory podejrzewane o pomoc powstancom i mordowac ludnosc cywilna.

Raport Miedzynarodowej Komisji Prawnikow przytacza najokropniejsze zbrodnie na ludnosci cywilnej krzyzowanie, wiwisekcje, cwiartowanie, zakopywanie zywcem. Zeby prowadzeni na egzekucje nie krzyczeli hasel narodowych i imienia Dalajlamy wyrywano im jezyki.

Powstanie wkrotce ogarnelo caly wschodni Tybet. Dalajlama znalazl sie w trudnej sytuacji, nie byl w stanie wystapic zbrojnie przeciwko ogromnym silom chinskim stacjonujacym w Lhasie, nie mogl rowniez wyslac armii tybetanskiej na walke z powstancami, czego domagal sie gubernator chinski. Wiedzial, ze armia zwroci orez przeciwko Chinczykom. Byl przeciwny jakimkolwiek dzialaniom zbrojnym i rozlewowi krwi.

Ale gubernator chinski obawial sie tez takiego obrotu spraw i w koncu zarzadal stawienia sie Dalajlamy w swojej rezydencji. Pretekstem bylo zaproszenie na przedstawienie chinskiego teatru. Wszystkich zdziwilo zadanie, aby Dalajlama udal sie tam sam, bez swojej strazy przybocznej. Mieszkancy Lhasy -- podejrzewajacy, ze chodzi o uwiezienie lub zabicie Dalajlamy -- otoczyli letni palac Dalaj Norbulinke i rozpoczeli insurekcje. Po dwuch dniach oczekiwania gubernator nakazal zbombardowac Norbuline i otworzyl ogien z karabinow maszynowych do oblegajacego ja tlumu. W tym czasie Dalajlama przebrany w stroj zolnierza tybetanskiego od dwu dni przedzieral sie przez Himalaje w strone granicy z Indiami. Przed przekroczeniem granicy w ostatnim klasztorze na ziemi tybetanskiej Lhunka Dzong wydal pismo odrzucajace "17-Punktowa Ugode", proklamowal niepodleglosc Tybetu i awansowal pulkownika Andrugcanga na generala armii tybetanskiej. Powstancy z Kham przez wiele lat stawiali jeszcze zbrojny opor Chinczykom, dzialajac glownie z przygranicznych rejonow Bhutanu i Nepalu.

Rewolucja Kulturalna

W 1983 roku pierwszy sekretarz Komunistycznej Partii Chin Hua Yao Bang przyznal sie do bledow popelnionych w Tybecie, do zubozenia ludnosci i odbudowy zniszczen dokonanych przez Czerwona Gwardie. Wbrew twierdzeniom wladz chinskich tybetanska kulture i religie niszczono juz w czasie powstania 1955-1960 a nie tylko i wylacznie w czasie "rewolucji kulturalnej". Ale brygady Czerwonej Gwardii dokonczyly dziela zniszczenia. Z 6259 klasztorow dotrwalo do roku 1983 zaledwie 8. Posrod zniszczonych swiatyn znalazly sie: Samje - pierwszy klaszrtor buddyjski w Tybecie z VII wieku i Ganden -pierwszy i najslawniejszy z uniwersytetow. Ocalala Potala - palac Dalajlamy , tylko dzieki temu, ze Czouenlaj umiescil w niej dowodztwo wojskowe. Rowniez najwieksza swiatynia Lhasy Dzokhang ocalala zamieniona na stajnie i koszary, chociaz pozniej niektore skrzydla ulegly bombardowaniom w czasie demonstracji ludnosci Lhasy. Sposrod 592558 mnichow i mniszek, inkarnowanych lamow i pustelnikow 110000 torturowano i zamordowano, a ponad 250000 zmuszono do wyrzeczenia sie swiecen. Takie sa dane opublikowane przez Osrodek Informacji Emigracyjnego Rzadu Tybetu.

Sytuacja obecna

Lata 1983 - 1986 byly okresem odwilzy. Po wizycie Pierwszego Sekretarza w Lasie przystapiono do odbudowy swiatyn. Jak donosi Agencja Xinhua - Rzad Centralny wydal 36 milionow dolarow USA na odnowe i ponowne otwarcie 1700 klasztorow i obecnie w Tybecie jest 460000 mnichow.

Gdy bylem w latach osiemdziesiatych w Tybecie trwaly tam goraczkowe prace renowacyjne. Na naszej ciezarowce jechal przeor jednego z klasztorow starej sekty Bon, ktoremu Chinczycy pozwolili odbudowywac klasztor. Na drugiej ciezarowce jechaly za nim stare ksiegi i przedmioty liturgiczne, ktore emigranci zabrali ze swojej swiatyni i przez lata przechowywali w Indiach. Niestety, teraz mieli klopoty z wywiezieniem ich z Indii spowrotem do Tybetu, bo celnicy indyjscy zatrzymali ladunek jako "antyki".

W ruinach klasztoru-uniwersytetu Ganden na wysokosci 4500 m n.p.m. widzialem entuzjazm mlodych ludzi, ktorym umozliwiono odbudowe. W morzu ruin (gdy pokazywalem zdjecia zburzonego uniwersytetu porownywano je ze zdeciami Warszawy w 1945 roku) wyrosly pierwsze cztery kolegia. Mlodzi robotnicy okazali sie byc mnichami, z duma wyciagali z szaf , gleboko schowane, amarantowe habity i opowiadali o swoim zyciu. Zalili sie nie na chorobe wysokosciowa, czy na warunki pracy, a na to, ze nie moga studiowac buddyzmu, bo ci nauczyciele ,ktorzy przetrwali represje sa bardzo starzy i schorowani, a nowi, ksztalceni w Chinach sa niedouczeni. Potwierdzali, ze rzad daje pieniadze na klasztor, ale wiecej jeszcze daje ludnosc Lhasy - rzeczywiscie codziennie przyjezdzala na gore klasztorna ciezarowka z pielgrzymami z Lhasy, ktorzy skladali na oltarzu kosztownosci i chinskie banknoty.

Odbudowa klasztorow zaczyna sie samofinansowac. Wejscie jest platne, a urzednicy chinscy asystuja turystom pobierajac oplaty za kazde zdjecie - jest to rownowartosc od 2 do 10 dolarow. Za pelne obfotografowanie klasztoru Sakya niektorzy bogaci turysci placili nawet 200 dolarow. Nie jestem pewien, czy pieniadze te trafiaja rzeczywiscie do klasztorow. W Potali mnisi pilnujacy sal pozwalali mi na zrobienie zdjec, ale kjak-po, kjak-po (szybko) poki Gya-mi (Chinczyk) tego nie widzi, bo jak zobaczy to mnie s- tu nastepowal wymowny gest podzynania gardla.

Odwilz skonczyla sie w roku 1986. Demonstracje w Lhasie, strzelanie do tlumu , tortury - opisali turysci, ktorzy byli w tym czasie wszedzie. Wolnosc podrozowania sie skonczyla. Obecnie turysci sa wpuszczani do Tybetu tylko w zorganizowanych grupach pod czujna chinska opieka.

W latach osiemdziesiatych na wszystkich klasztornych oltarzach byly wizerunki ostatniego Dalajlamy. Teraz jest to znowu przestepstwem, takim samym jak wywieszenie flagi niepodleglego Tybetu.

W 1996 rozpoczeto w klasztorach Tybetu akcje "politycznej reedukacji mnichow, a w listopadzie tego roku lider komunistycznej partii w Tybecie oglosil totalna walke z rozlamowa klika Dalajlamy" i zapowiedl rozszerzenia reedukacji na szkoly i spolecznosc wiejska.

Nie sadze, zeby to pranie mozow stanowilo zagrozenie dla tozsamosci tybetanskiej i dla religii. Wiemy to dobrze z naszych polskich doswiadczen z zabocrami i komunizmem.

Najwiekszym zagrozeniem dla kultury Tybetu jest zalew kraju przez Chinczykow. W Lhasie jest ich juz powyzej 50% ogolu ludnosci, do prowincji oderwanych - Kham i Amdo-naplynelo ponad 5 milionow Chinczykow i tam juz Tybetanczycy stanowia mniejszosc. To samo grozi Tybetowi Centralnemu. Rzad stosuje szereg udogodnien majacych na celu zachecic Chinczykow do osiedlania sie. Zarobki budzetowki sa tu o 80% wyzsze niz w Chinach, pracownicy maja prawo do trzymiesiecznego urlopu platnego. Lansuje sie polityke "otwartych drzwi" dla zachodu, chociaz ze zwolnien podatkowych i nisko oprocentowanych kredytow korzystaja glownie przedsiebiorcy chinscy.

Czy przyjaciel Dalajlamy byl nazista?

Tuz przed ukonczeniem filmu wedlug autobiografii Harrera pojawily sie rewelacje na temat dwoch spraw, do ktorych nie przyznal sie on w ksiazce. Niemiecki magazyn Stern podal, ze alpinista austriacki w 1933 roku dobrowolnie wstapil w szeregi SA, w czsie gdy bylo to w Austrii karalne, a po Anschlussie zostal wlaczony w szeregi elitarnej brygady SS. W takim wlasnie mundurze odbiera gratulacje od Hitlera we Wroclawiu po dokonaniu pierwszego przejscia legendarnej polnocnej sciany Eigeru - a bylo to wydarzenie, ktore przeszlo do historii alpinizmu. Nastepnie dzielny mlodzieniec zostal wyslany na podboj Nanga Parbat w Himalajach.

Drugim przeoczeniem wspomnien byla ciezarna zona, ktora Harrer zostawil w Niemczech, gdy wyjezdzal na wyprawe i o ktorej jakos nie pamietal, gdy wojna sie skonczyla . Wracac do Europy nie zamierzal - w innej swojej ksiazce "Powrot do Tybetu" pisze: "Kiedy mieszkalem w Lhasie 30 lat temu bylem zdeterminowany spedzic reszte mojego zycia posrod tygo spokojnego i radosnego ludu. Bylo ironia losu, ze wlasnie wtedy na "Dachu Swiata" ta ucieczka przed wojna i polityka byla juz niemozliwa"

Oba fakty Annaud postanowil w ostatniej chwili wlaczyc do dramaturgii filmu zmieniajac w dwu miejscach scenariusz.

Tymczasem w Nowym Yorku rozpetala sie kampania , glownie wsrod srodowisk zydowskich, oskarzajacych Hollywood, ze robi film gloryfikujacy mlodego naziste i to w wykonaniu ulubienca mlodziezy Brada Pitta. Kampania ta niezwykle ucieszyla Chiny, ktore juz zaczely glosic, ze Tybet byl infiltrowany przez nazistow, a feudalny krwiopijca Dalajlama to ich wychowanek: "Mlodzi nazisci sa przedstawiani jak bogowie, a Tybetanczycy jak zebracy."

Harrer, dzis 85-latek, zyjacy w Huttenbergu, w rodzinnej Austrii wyjasnia dziennikarzom

(ENTERTAITMENT WIRE 2.07.1997):

"Cala masa historyjek pojawila sie w mediach o moim udziale w organizacjach nazistowskich przed 60 laty. Wiele przytoczonych faktow jest prawdziwa. Ale wnioski wysnuwane w wielu z tych relacji sa bledne.

Bylem czlonkiem SS przez krotki okres czasu w 1938, poniewaz kiedy zdobylem powszechne uznanie w Niemczech jako zdobywca polnocnej sciany Eigeru poproszono mnie zebym zostal instruktorem sportowym w SS, i zgodzilem sie na to. Z tej okazji wydano mi mundur SS, ktory zalozylem tylko raz -- w czasie mego slubu w grudniu 1938 roku, co zostalo mocno wykorzystane przez rzadowa propagande.

I jeszcze w jednym przypadku zrobiono mi czysto ceremonialne zdjecie z Hitlerem i innymi oficjalami w czasie festiwalu sportowego w 1938 roku we Wroclawiu. Nigdy zas nie bylem czlomkiem SA.

Chociaz fakty o tych wydarzeniach w ogolnosci sie zgadzaja to faslszywe jest wyciaganie wnioskow, ze bylem oddanym zwolennikiem nazizmu, czy tez w jakikolwiek sposob uczestnikiem potwornych zbrodni ery hitlerowskiej. Po pierwsze bylo to w okresie mojej mlodosci, kiedy interesowala mnie glownie atletyka - alpinizm i narciarstwo, a nie polityka. Po drugie - zwiazek z SS byl bardzo krotki. Wyjechalem na wyprawe do Indii na poczatku 1939 i nie wrocilem do Austrii az do 1952. Przezycia z okresu 1939-1952 sa tematem mojej ksiazki "Siedem Lat w Tybecie", na podstawie ktorej kreci sie film. Moja polityczna filozofie uksztaltowaly przezycia w Tybecie. To wynika jasno z tej ksiazki. Jest nia wiara odbijajaca wiele zasad buddyzmu i nadajaca wielkie znaczenie ludzkiemu zyciu i ludzkiej godnosci. I ta wlasnie filozofia kaze mi potepic tak mocno jak to tylko jest mozliwe straszne zbrodnie okresu nazistowskiego. Chociaz moje sumienie jest czyste, jesli chodzi o przeszlosc w czasie rezimu Hitlera - to jednak uwazam te wypadki zwiazane z SS za jedna z aberracji mego zycia, moze najwieksza i zaluje gleboko, ze wypadki te mogly wywolac falszywe wrazenie.

Przekazalem to oswiadczenie osobiscie, w poniedzialek, 30 czerwca w Wiedniu panu Simonowi Wiesenhalowi w czasie spotkania, na ktore on sie zgodzil i pokladam wiare, ze je zaakceptowal jako szczere i otwarte z mojej strony."

To wyjasnienie jest wiarygodne rowniez dla mnie, bowiem sledze poczynania Harrera od lat. Jego ksiazka zadecydowala o moim przejeciu sie losem Tybetu , i taki sam wplyw wywarla na tysiace innych czytelnikow na calym swiecie. Rowniez pozniejsze dzialania Harrera - pomoc okazywana uchodzcom tybetanskim, redagowanie i wydawanie ich wspomnien - swiadcza o tym, ze sensem jego zycia stala sie obrona praw czlowieka , a SS-manski epizod mozna zaliczyc do bledow mlodosci.

Ale juz wczesniej nurtowalo mnie pytanie co Harrer mowil Dalajlamie o Niemcach, i o wojnie, gdy razem - on 36-letni mezczyzna i 14-letni Dalajlama reperowali generatory i radioodbiorniki, i zapewne komentowali wiadomosci naplywajace ze swiata przeoranego wojna. We wspomnieniach Dalajlamy jest o tym krotka wzmianka:

"Pierwszy raz spotkalismy sie chyba w 1948 roku i przez nastepne poltora roku, do dnia jego wyjazdu z Tybetu regularnie go widywalem - zwykle raz w tygodniu. Dzieki niemu dowiedzialem sie czegos o swiecie, szczegolnie o Europie i o ostatniej wojnie."

Chcialem o to zapytac, gdy wraz z ekipa Telewizji Polskiej towarzyszylem Dalajlamie w jego pielgrzymce do Oswiecimia. A bylem tam wyslany przez Komitet Helsinski wlasnie w celu formulowania pytan dla reporterow, jako bardziej wprowadzony w sprawy Tybetu. Obawialem sie jednak, ze pytanie o Harrera jest zbyt marginesowe, gdyz wiekszosc Polakow nigdy nie czytala "Siedmiu Lat w Tybecie" (prawdopodobnie nasza cenzura nie pozwolila na tlumaczenie) i nie wie nic o Harrerze. Wymagaloby to dluzszych wyjasnien.

Gdybym wtedy wiedzial, jaki mundur nosil Harrer przed wojna tobym takiego pytania nie darowal, zwlaszcza w Oswięcimiu. Moze jeszcze bedzie kiedys okazja je zadac, a moze zrobil to juz Annaud albo Scorsese?


Swiat