
Właściwy powie - ty nie masz prawa bo ty tu nie mieszkasz. Moja odpowiedź brzmi. To są czysto przypadkowe brednie. Osoby i fakty nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Teraz mam nadzieję, że mu lepiej.
Pierwsze spotkanie po dwudziestu latach to nasza stacja radiowa. Odbieram ją już w okolicach Chemnitz - musi być silna, bo jest jedyna. Uważam się za wiernego, ale to co słyszę każe mi wątpić czy jestem, a jeżeli tak, to pewnie jestem zbłąkany. Stacja podobno ma bardzo wielu wiernych słuchaczy - to też ciekawe? No więc Szczęść Wam Boże. Za to Ci powiem że w twojej Hameryce, jak mówią ludzie z Podhala, też są takie stacje i już.
Wjeżdżam do kraju autem - Granica, pada śnieg jest -18°C
Na Naszej granicy, w odróżnieniu do innych granic, jest specyficzna atmosfera, czuć że coś w powietrzu jest to coś czego nie da rady żadnym dezodorantem wyczyścić. Ja to czuję może dlatego że wychowałem się na Woli w Warszawie (w slangu mów Woly z przegłoską na y). Co to jest spytasz mnie dokładnie, ale ja nie wiem i powiem więcej; nie chcę wiedzieć, to coś jest w tych spojrzeniach, wyglądzie, zachowaniach.
Po godzinie czekania w kolejce wreszcie bez problemów przejechałem.
Jadę dalej
Widzę TIRY ustawione w kierunku granicy, w kolumnie długości circa 5-7 km. (Takie sprawy jak kibel, mycie, śmieci - to we własnym zakresie). Kręcą się przy nich tzw. ludzie dający jakieś polecenia. Z wyglądu są to ludzie interesu, ale żyj i daj żyć innym, przecież musisz uwzględnić dynamikę restrukturyzacji ustrojowej, jak to w szkole uczyli na lekcji ekonomii politycznej.
Globalnie patrząc - ileż to pieniędzy stoi i czeka aby przejechać przez granicę, (so what?) ten sam problem co i skupu makulatury na papier toaletowy sprzed 20-tu laty. Może ktoś jest zainteresowany aby właśnie tak było?
Jestem w restauracji by coś zjeść. Z głośnika krzyczy Budka suflera "A do tanga trzeba dwojga" - fajne, a ja przy stoliku czekam sam i po 15 minutach wychodzę. Jak za starych dobrych czasów.
Moja dalsza trasa - kierunek Katowice, Kraków i Rzeszów na drodze kolumna świątecznej orkiestry. TIR jadą podobno od jednej do drugiej granicy państwa w odstępach do 100 m.
Autostrada Göringa na Wrocław - wytrzęsło mi światła - dwie żarówki do wymiany, a w domu stwierdziłem że amortyzator też. Kolega powiedział mi że jechałem źle, tzn. ta autostrada jest przejezdna po lewej stronie w zakresie szybkości do 30km/h, a następnie od 120 km/h przy pozostałych szybkościach samochód wpada w rezonans z jezdnią. Przy pierwszej i drugiej harmonicznej lecą elementy samochodu. Wydaje mi się to ciekawa droga dla konstruktorów samochodów - można wynajmować i kasować za badania.
Jechałem za szybko - złapał mnie i pyta - piszemy?, a ja już rozumię.
Wrocław - taki jak był, widać brak pieniędzy, ale się kręci. Pod miastem wielkie centra handlowe do wyrywania od ludzi pieniędzy. Widzę duży magazyn Cash & Carry, znam tą sieć sklepów z przeszłości. Zajżałem - tłumy ludzi walczą o wejście bo podobno to wszystko tylko dla wybranej klienteli. Aby dostać przepustkę należy pokazać zestaw dokumentów, że ma się jakiś tam business od jakiegoś urzędu, a następnie nowoczesna drukarka drukuje twoją kartę ze zdjęciem i zakleja w plastik.
Wydaje mi się to dobry pomysł. Sprawia wrażenie że jest to duże przeżycie dla potencjalnego posiadacza takiej karty, a wejście za barierkę wraz z żoną dopinguje go do wydania pieniędzy ponieważ jest już wybrańcem i ma szczęście więc musi.
Stacji benzynowych dużo, europejskie, ze sklepami i ubikacjami - czyste - miło.
Jest już dwupasmowa zwykła szosa jedzie się z szybkością ca 60km/h widoczność zła, szosa rozjechana tak że od czasu do czasu szoruję zawieszeniem gdy wjadę w tzw. rynny, powstałe od opon ciężkich TIRÓW. Utrzymanie toru jazdy wymaga koncentracji. Wydaje mi się, że koszty naprawy, lub tylko frezowania są nie takie straszne. Przecież ludzie płacą podatek drogowy. Ciekawe czy ktoś z niego się rozlicza? Przed kim? Czy jak za starych czasów - cicho nie pytać.
Jadłem golonkę wędzoną - pyszna. Pomidory i ogórki o smaku i zapachu pomidorów i ogórków. Tego chyba w pozostałej Europie i USA już nie ma.
Zwróciłem uwagę że zatrzymywane są głównie samochody ze wschodnią rejestracją w celu sprawdzenia sprawności technicznej? W knajpie powiedzieli mi, że ich puszczają, ale pouczenie kosztuje w twojej walucie $50. Ciekawa dynamika, z pewnością wzbudza sympatię sąsiadów.
Pod Krakowem rozjechali pijanego rowerzystę (Boże świeć nad jego duszą) - piszę rozjechali bo został potrącony, a następnie przez kilka następnych TIRów dojechany i nie zauważony. Mówiąc szczerze też bym prawdopodobnie go rozjechał bo woda w spryskiwaczu nie nadąża czyścić błota i śniegu z deszczem. Tylko tam gdzie zgarniają wycieraczki widać tylne światła TIR-a przed tobą. Aha - dużo mniej widzę pijanych. Skutkiem błota?
Dojechałem do amerykańskiej firmy, która kupiła znany mi wcześniej zakład. Rozmawiam z dyrektorem technicznym i pytam co się zmieniło? Mówi że ma dobrą kasę, wyrzucili 60% załogi, potroili produkcję, unowocześnili, otoczyli drutem kolczastym, chodzą warty i produkują dzień i noc. 80% produkcji to export na wschód. Do rozmowy dołacza się Amerykanin - przedstawiam ofertę. Są zainteresowani, ale zakład macierzysty w USA podejmuje decyzję o zakupie, a oni są tylko od produkcji, a nie od zakupów.
Straciłem czas - muszę skontaktować się w USA.
Odwiedzam też kilka innych zakładów z rodzimymi strukturami i kapitałem. Są niedoinwestowani ze strasznymi strukturami sekretarsko - dyrektorskimi, które wyrywają co się jeszcze da. W jednym przyjął mnie nadęty dyrektor w gabinecie gdzie nie było krzesła po drugiej stronie biurka. Jak to zobaczyłem to usiadłem w sekretariacie i powiedziałem mu, że możemy tu prowadzić rozmowę, bo tylko tu są dwa krzesła. Szkoda, ale może tak musi to być żeby coś się urodziło to coś musi umrzeć. Trochę z tym urodzeniem widzę to czarno, bo inwestorzy głównie walczą o rynek, a nie są zbytnio zainteresowani produkcją.
Jedziem dalej - pod Ukraińską granicą handel tzw. naręczny pełen koloru i życia - myślę że to jest odrodzenie.
Jest to trochę szemrane, wspaniałe egzotyczne twarze - kupiłem koniak od Mongoła - podobno ich specjalność.
Na tym targowisku możesz dostać wszystko, a nawet po mordzie. Funkcjonują tu wewnętrzni ochraniarze.
Pytasz Co to? To jest specjalny typ człowieka, który Cię ochroni?
Osoba - byk, młody, silny, krótko ostrzyżony w ubraniu czarnym, wojskowym. Tryb życia musi być lżejszy od spania tzn. wstaje rano lub i nie. Idzie na siłownię po której jest silny (taki narzeczony jest marzeniem wielu niewiast, one też chodzą na siłownię i są silne). Ma szefa, który mówi mu co ma ochraniać i tak stoi i chroni. Zna wszystkich innych ochraniarzy i nie ochraniarzy. Aha, ma auto i jeżdzi nim szybko ignorując wszystko i wszystkich, bo on chroni i jest uosobieniem FBI/CIA, a oni przecież szybko jeżdzą. Sam widziałem na filmach. Takich młodych ludzi widać dużo. Napadów podobno jest sporo i wydaje mi się, że chyba tak to jest - bo jeżeli by ich nie było to po co ochraniarz? Więc jakieś siły dbają żeby równowaga była zachowana.
W Rzeszowie w hotelu grają "a do tanga trzeba dwojga" i jacyś miejscowi notable pchają imprezę jak za dawnych czasów. Wszystko to samo, notable chyba też lub to są ich dzieci. Mają kasę, dojścia, niewiasty i ciekawą kulturę obycia. Teksty też takie same jak dawniej tylko bardziej brutalnie - jakiś tam Kazik wie dokładnie gdzie jego miejsce w szeregu.
Żeby cię zgryzło - jadłem pysznego tatara z wódeczką mrożoną, a na deser dostałem pierogi ruskie z kompotem wiśniowym.
Jadę na Warszawę - dużo mniejszy ruch - jaka Polska jest wielka i piękna.
Pod Lublinem widzę na ścianie napis "Żydzi raus", ciekawe czy ten kto pisał widział kiedyś Żyda. Dużo nowych kościołów, przepraszam katedr. Zatrzymuję się u dawnych znajomych. Z rozmowy wynika że wszystko leży, brak pracy, służba zdrowia, brak leków, opieka socjalna - nędza. W domu starców nie ma opieki, noży i widelców. Rano idę z nimi do odnowionej świątyni pełnej ludzi. Na plebanii stoi nowy VW księdza. Słucham kazania - Młody, około 20-to paroletni ksiądz - ciekawa nowa siła moralno-polityczna.
Chciałem zapytać jaka jest jego rola w takiej tragedii materialnej ludzi. Czy organizuje jakąś socjalną pomoc?
Nie zapytałem - może i źle zrobiłem.
Warszawa - Warszawa nie Polska, a Polska nie Warszawa - tu widać odjazd.
Dużo inwestycji i korków na ulicach. W tę i z powrotem jeżdzą organa ścigania na sygnałach. Wiesz, ja mieszkam w kraju gdzie nie ma organów ścigania ale są organa czekania tzn. oni nikogo nie gonią, oni już na niego czekają. - Rewolucja informacji.
Ceny w hotelach jak w Paryżu lub w Londynie. Zwiedziłem starówkę - piękna, odnowiona i nabrała fajnego smaku. Pamiętasz Krakowskie Przedmieście czy Senatorską. To się nie da opisać, to warto zobaczyć.
Spędziłem wieczór w hotelu przed telewizorem. Oglądałem z zainteresowaniem burzliwe dyskusje polityczne. Moje wrażenie:
- delikwenci obkakali się nawzajem, bez ogródek, merytorycznie nic nie wnosząc, na niskim poziomie stanów średnich wody w Wiśle. Przedstawienie jak za czasów rzymskich tzn. nie program jest ważny, ale osoba - niech żyje Cezar.
Wydaje mi się że jeszcze daleko do demokracji. Jest brak struktur?, świadomości? i czujności? Politycy robią w jajo wiernych za ich własne pieniądze. Przecież to proste jak drut. On musi przedstawić program, terminy, środki, a następnie się z nich rozliczyć przed klientem tzn. Panem Podatnikiem, (i to też nie musi być koniecznie on, ale struktura, którą reprezentuje). On natomiast przylepiony do stołka bije pianę jadąc na jakimś tam układzie i wiedząc że nikt go nie rozliczy. Zdenerwowałem się.
Na ulicy widać wyraźnie silne rozwarstwienie społeczeństwa. Wszystko to sprawia wrażenia "Ziemi Obiecanej" Wajdy tzw. wczesnego kapitalizmu, bez otoczki socjalnej.
Byłem na uczelni. Zaczynają znikać szuflady z kubkiem i maczanką do herbaty, z czekaniem na "Godota". Towarzystwo jęcząco smęcące zostaje wyślizgiwane przez ludzi z inicjatywą. Jest możliwy dostęp do projektów badawczych Unii Europejskiej i pieniędzy, a to już napędza. Młodzież widzi, że ze szczęk (stanowisko straganowe gdzie sprzedaje się wszystko, które na noc zamyka się jak paszczę - stąd ta nazwa) nie pojadą dalej i zaczynają się uczyć. - dobrze.
Ich marzenie to praca w zachodniej firmie, a tam potrzeba wiedzy i języków.
Już wracam
Widzę jak to w bajkach, trzy drogi do przyszłości:
Jedna - albo Ci zdecydują się coś zrobić aby nadać ramy wolnej amerykanki - w to wątpię, są zbyt zajęci walką o układ.
Druga - Inicjatywa przyjdzie od dołu, ale jak biegasz za własnym ogonem aby przeżyc, to ciężko jest poświęcić czas na wyższe cele, a są siły które pilnują abyś dużo nie myślał.
I trzecia - Mam nadzieję że gdy wstąpią do Unii Europejskiej to będą musieli spełnić pewne normy i wymagania, a to może ukrócić kręcenie numerów.
Tak naprawdę, to jak w życiu, - nic nie jest czarne lub białe, tylko mniej lub więcej szare.
