Sen srebrny Salomei
czeli jak Rok Nowy'śmy przyjęli...

Dorota Czajka-Olszewska

Z kronikarskim obowiązkiem
chciałam rzucić wspomnień wiązkę,
jak to żeśmy zgodnie razem,
z drugim człekiem, a też płazem
(na pustyni jak już wiecie
grzechotników masa przecie
i skorpiony nieproszone,
co uraczą cię ogonem)
w tysiąclecia nów wkraczali
na pustynnej szarej sali.

Tańce, śmiechy, dużo wina,
krajobrazy jak z Szulkina,
a na pewno to ja nie wiem,
ale było z pięć królewien,
i hippisi, dwa motyle,
jeden błazen, trzy cywile.
Smakowitej gar grochówki,
litry wódki i żubrówki,
tańce takie, że kurzyło,
w głowach trochę się kręciło,
pod namiotem z gwiazd, księżyca
nieco blade były lica.
Każda prawie że kobietka
ucałować rada Mietka,
imieniny bowiem miał
i buziaki pewnie chciał!
On zaś wcale niestrudzony,
aparatem marki Sony,
zdjęcia cykał w prawo, w lewo,
raz twarz piękną, a raz niebo.

Po tym zgiełku i hałasie
każdy zaszył się w szałasie,
tylko księżyc jasno świecił,
zakwiliło któreś z dzieci,
skorpion wyjrzał spod kamienia,
bo doglądał swego mienia,
wąż gdzieś przemknął i się skrył,
nim księżyca srebrny pył
okrył obóz niczem szal,
już skończony bowiem bal...

Cisza we mnie rośnie srebrna,
tak pustynna i tak zwiewna...
Co się dzieje?!!! Coś ją łamie!
Wszechobecne to chrapanie...

zamknij okno