
W stanie Nevada znajduje się Goldwell Open Air Museum blisko osady Rhyolite opuszczonej przez poszukiwaczy złota dziesiątki lat temu. Jest to muzeum rzeźby na otwartym powietrzu zapoczątkowane przez Charlsa Alberta Szukalskiego w 1984 roku. Szukalski wraz z grupą przyjaciół zainstalował tam swoją pierwszą rzeźbę Ostatnią wieczerzą jako pierwszą z kilkunastu monumentalnych rzeźb jakie można tam dzisiaj oglądać. Dwudziestokilku stopowe rzeźby w surowym krajobrazie Nevady robią wrażenie duchów ziemi niczyjej niezmąconego niczym, poza przejściem światła w ciemność, w oprawie surowego krajobrazu pustyni. Charles Albert Szukalski to belgijski artysta urodzony w Polsce w 1945 roku a zmarły w Antwerpii w styczniu roku 2000. Po śmierci Szukalskiego w sierpniu ubiegłego roku inicjatywa zapoczątkowana przez niego otrzymała nazwę Goldwell Open Air Museum i miano "non-profit organization" co znaczy że przechodzi pod opiekę funduszy stanu Nevada.
Istneje kilka parków rzeźby w USA, jak choćby "The Donald M. Kendall Sculpture Gardens" czy "Grounds for Sculpture" w New Jersey. Historia "Grounds for Sculpture" znanego do 1984 roku pod nazwą New Jersey State Fairgrounds sięga naprawdę głęboko w historię, bo aż do roku 1745 i króla Jerzego II. Mniejsze terytorialnie i mniej ukierunkowane na sztukę po swoich kolejach losu tereny wystawowe doczekały się w roku 1987 zatwierdzenia projektu przebudowy na muzeum rzeźby współczesnej na wolnym powietrzu. Architekt Brian Carey z firmy AC/BC Associates w Nowym Jorku został zwycięzcą konkursu i zrealizował projekt parku w formie istnejącej dzisiaj. W roku 1996 miała w tym parku swoją wystawę Magdalena Abakanowicz prezentując 24 prace z czego trzy można oglądać tam do dnia dzisiejszego wsród kilkudziesięciu rzeźb innych autorów.
"Grounds for Sculpture" jako instytucja graniczy bezpośrednio z Johnson Atelier. Gdzie gromadzi się śmietanka najlepszych rzeźbiarzy świata by studiować rzeźbę monumentalną na dwuletnich podyplomowych studiach. Trzy lata temu zdecydowano się na nową inicjatywę i powstała w ten sposób koncepcja wystawienia rzeźb monumentalnych na terenach przylegających do kolejowej trasy Washington - New York jako specjalny projekt organizacji "Grounds for Sculpture". Podstawowa różnica pomiędzy parkiem rzeźb a ekspozycją przy trasie kolejowej polega na tym że w parku wystawiane są rzeźby "naturalnej wielkości" czyli 6-14 stóp wysokości i że park jest czynny jak wszystkie inne muzea w wyznaczone dni i godziny. Dzieła wystawione przy trasie kolejowej to monumentalne rzeźby o rozmiarach więcej niż 10 stóp a najwyższa obecnie praca to siedemdziesięciostopowej wysokości husarz na koniu, autorstwa Andrzeja Pityńskiego. Poza tym można je oglądać cały rok o każdej porze. "Sarmata - Spirit of Freedom" to druga już po "Partyzantach" rzeźba Andrzeja Pitńskiego dla "Grounds for Sculpture". Instytucja ta zaprasza arytstów amerykańskich znanych z rzeźby monumentalnej i uznanych na świecie dając im możliwość realizacji projektów nie komercyjnych. Andrzej Pityński jest jedynym do tej pory autorem dwóch prac wystawionych przy trasie Waszyngton-Nowy Jork.
Pityński podobnie jak Albert Szukalski jest urodzony w Polsce. Jednak całe swoje dotychczasowe życie twórcze spędził na emigracji. Tu spaltają się ciekawe trzy wątki z życia Pityńskiego. Jego fascynacja sztuką innego polskiego rzeźbiarza tworzącego w USA, Stanisława Szukalskiego nie żyjącego od 1987 roku. Drugi to Alberta Szukalskiego rzeźby monumentalne i idea stworzenia muzeum na otwartym powietrzu właśnie w Ameryce. Naturalnie trzecia to fanatyczne poświęcenie się tych trzech polskich rzeźbiarzy realizacjom monumentalnym. Bez specjalnego naciągania można by tu dorzucić Korczaka-Ziółkowskiego z jego niedokończoną rzeźbą "Crazy Horse'a".
Olbrzymia rzeźba polskiego skrzydlatego "Sarmaty" dłuta Andrzeja Pityńskiego, której uroczyste odsłonięcie odbyło się dwa tygodnie temu nosi tytuł "Sarmata-Spirit of Freedom". Duch wolnosci w życiu Pityńskiego wydaje się być czyms obowiązującym, czymś co narzuca się bezpardonowo w kontakcie z nim. Jego styl i charakter jest zupełnie zdominowany przez niezależność, nietuzinkowość poglądów i odwagę w ich wygłaszaniu a robi z jednakową łatwością słowem i dłutem. Naturalnie ten sposób bycia nie za każdym razem zjednuje mu przyjaciół. Pomnik ten a właściwie nie pomnik a rzeźba monumentalna jest bardzo osobistą pracą artysty i nie jest poświęcony komuś konkretnie nie jest przez kogoś zamówiony jest po prostu obrazem ideii wolnego ducha jak ją przeżywa w swoim życiu Andrzej Pityński jako osoba prywatna. Jest to więc bardzo nietypowa praca tego uznanego na świecie autora pomników. Husarz na koniu z gigantycznymi wyolbrzymionymi w proporcjach skrzydłami siedzi lekko uniesiony w strzemionach patrząc w niewidzialne odległości. Czy wypatruje wolności a może ją już znalazł, kto wie? Skrzydła ma tak ogromne iż wydaje się że może pokonać całą armię "bezwolnych" sam jeden. Całość konstrukcji wykonana jest z eksperymentalnego materiału "FGR-95" w którego skład wchodzi stal, cement, gips, poliestry i inne nie publikowane składniki. Z daleka wygląda jak gipsowy posąg.
Odnosi się wrażenie że każda kropla deszczu może go rozmyć co nadaje mu delikatności i ciepła wszak nie atakuje oka zimnem spiżu. Kopia wbita w ziemię obok konia jest bronią odłożoną na bok a może na chwilę. Tak czy inaczej broń odłożona to najwyższy poziom wolności. Ta kopia właśnie ma 70 stóp wysokości zaś sam husarz w skrzydłach sięga 46 stóp. Kopia zakończona jest biało-czerwonym proporcem projektu Pityńskiego. Wbrew pozorom Pityński w rzeźbie tej odnosi się z pełnym szacunkiem do szczegółu historycznego w zbroji, uzbrojeniu i dekoracjach wojskowych husarii polskiej. Źródłem tych historycznych detali, osobą pożyczającą szable i pistolety, także udostępniającym orginalną zbroję husarską do studiów, był wielki kolekcjoner i miłośnik polskich militariów Tadeusz Kwiatkowski. Z wyglądem sarmaty i husarskim wąsem był także modelem pozującym Pityńskiemu przy pracy nad orginalnym projektem użyczając swojej twarzy. Konsultacje historyczne dotyczące ułożenia broni szczegółów zbroji czy dekoracji szabli ciągnące się przez lata doprowadziły do bliskiej przyjaźni miedzy dwoma zakochanymi w koniach mężczynami: kolekcjonerem Tadeuszem Kwiatkowskim i artystą mistrzem monumentalnej rzeźby Andrzejem Pityńskim. Nagła śmierć Kwiatkowskiego blisko dwa lata temu zabrała Pityńskiemu fachowca konsultanta i przyjaciela. Dlatego też "Sarmata Spirit of Freedom" pod przyłbicą husarkiego hełmu nosi twarz przyjaciela Tadeusza Kwiatkowskiego. Tak więc nawet aspekt "wyzwolenia" się od problemów żyjących znalazł swoją puentę wolności w tej rzeźbie.
Poczuć się wolnym przy takim kolosie może każdy jak chłopiec z koniem na biegunach stojący z zadartą głową i zazdrością w oczach patrzący na żywego konia, którego kiedyś dosiądzie.
Dwa lata wczesniej odbyło się kilka mil dalej odsłonięcie pierwszej rzeźby Andrzeja Pityńskiego "Partyzanci". Rzeźba ta również "konna" to monument poswięcony bezimiennym wojownikom o wolność Polski po "sowieckim wyzwoleniu w 1945 roku". Grupa wojów z kopiami w dłoniach konno snuje się w smutku rzeczywistości. Obydwie rzeźby Andrzeja Pityńskiego można oglądać dzień i noc na odcinku trasy Klockner Rd. Równie dobrze z pędzącego pociągu jak i powolnego samochodu.
