
Jesteśmy teraz pod Pałacem Namiestnikowskim na Krakowskim Przedmieściu, czyli Pałacu Prezydenckim, w którym prezydent zamknął się i nie wychodzi do nas.
- Kwaśniewski, człowiek niedobry, zaprzedany i co najgorsze, pół-żyd...
- ojca ma żyda
- nie - matkę ma żydowkę
- co też pani mówi, matka dobra katoliczka o ojciec ubek-żyd w Koszalinie spotyka się właśnie z prezydentem Austrii.
Pochód jest w głębokim nastroju religijnym i śpiewa rotę. Gdy przysięga
- tak nam dopomóż Bóg - to dziesiątki rąk chłopskich wznosi się do nieba. Brudne paznokcie i krzyże wyciągnięte na prostych rekach do nieba. Symbolika rąk wyciągniętych prosto do góry jak na komendę zaskakuje mnie, bo nigdy dotąd nie czynił tego tłum, którego byłbym częścią. Faszyci podnosili otwartą prostą dłoń, komuniści zamkniętą prostą dłoń, a my Polacy podnosimy teraz dłoń zamknietą, z zaciśniętym w niej krzyżem jako symboliczne pozdrowienia - taka myśl niewinna na widok tego lasu rąk. Nigdy tego w "moich" peerelowskich pochodach politycznych nie widziałem i zadziwiło mnie to wielce.
Śpiewamy Rotę. Rota zawsze była jakaś trochę wstydliwa i unikana w czasach komuny, więc wzrusza mnie to.
... tak nam dopomóż Bóg, tak nam dopomóż Bóg - śpiewamy, i krzyże znowu do nieba, niech zobaczy zły czerwony prezydent z okna pałacu ile nas i jacy jesteśmy zwarci.
... ziemi polskiej nie oddamy - krzyczymy chórem,
... niemcowi ... i żydowi - dodają niektórzy z nas.
- Komuna na Kubę.
- Balcerowicz precz.
- Kwaśniewski precz.
- Kwachu do piachu - podszeptuje facet o złośliwych oczkach do swojego niesionego na plecach małego głośnika. Nie wygląda na chłopa, a raczej na prowokatora, ale cholera wie kto to, kiedyś bym go wziął za prowokatora, dziś za wariata. Ale mówi dość składnie po polsku, więc jeśli nawet wariat, to nie wariat przeciętny.
- Kwaśniewski, do Moskwy - drą się kosynierzy co idą na czele pochodu. Dwóch ich tylko, ale bardzo zabawni i malowniczy. Jeden przystojny i rezoner, drugi brzydula - głupek.
Ładne młode Rosjanki w tłumie gapiów chichoczą głośno i gardłowo, ryczą wprost z zadowolenia i koniecznie chcą sobie zrobić zdjęcie z przystojnym kosynierem. Podbiegają do niego, a on przytula je po obu stronach i obcałowywuje,
- no, bo się przecież same nastawiają. A teraz kobitki cudzoziemskie robią sobie zdjęcia z oboma kosynierami i już obaj je ściskają i obcałowywuja wielokrotnie.
- Niech żyją Białorusinki - krzyczą panowie z pochodu. Białoruś niech żyje, zawsze z Polską - krzyczą niektórzy z pochodu - ale czy nie wiedzą że to Rosjanki? - niektóre głosy są zaniepokojone.
- a co mieli krzyczeć? że Rosjanki? - uspakaja pan starszy.
Tłum warszawskich gapiów jest też Rosjankami ubawiony i też tolerancyjny.
Pani z tłumu warszawiaków, obwieszona złotem elegancka i kulturalna podbiega do starego chłopa w garniturze, idącego cicho i spokojnie tuż za kosynierami, i ściska mu rekę wymachując nią jak cepem. I patrzy mu w oczy z uwielbieniem.
- Przepraszam, przepraszam, nie poznałem, dziwi się chłop wyglądający na górala, i patrzy pytająco - może jaka letniczka?
- Ale ja pana poznałam - mówi pani z emfazą - ja pana poznałam, chłopie polski.
- Pośrednicy powodują że konsumenci w mieście płacą za dużo.
- krzyczy pan w zielonym garniturze do mikrofonu.
- To pan Wierzbicki, mówią z szacunkiem chłopi, nasz przywodca.
Jest wyraźny rozdział między tłumem chłopów i wyglądem i zachowaniem ich przywódców w eleganckich zielonych garniturach. Ich hasła, ich nagłaśniające aparaty, głośniki na samochodzie jadącym przodem, a w tyle, małe głośniki ręczne. Inne hasła z tyłu, a inne z przodu pochodu. Powiedziałbym, politycznie niespójne. Pan Wierzbicki nigdy nie powie na przykład złego słowa na żyda, a z tyłu pochodu żyd często przywoływany bywa, podobnie zresztą rusek - skurwysyn.
Maszerują sztandary, Bóg na nich i Ojczyzna, na przykład, sztandar gminy Grabowiec 12 V 1981: Matka Boska Częstochowska i napis Solidarność.
Pani z warszawskiego tłumu spluwa - chcieliście chłopy komunistę, to teraz go macie, tfu...
Tłum śpiewa:
... niech się rozpadnie w proch i pył, czerwona zawierucha
Nie będzie czerwony (tu część śpiewała - rusek) pluł nam w twarz, ni dzieci nam czermanił.... coś tam coś tam,
... duch będzie nam hetmanił.
Rota... i znowu mam łzy w oczach.
A z drugiej strony, co to znaczy czermanić dzieci? Zapewne, kiedy niemiec germani to czerwony skurwysyn czermani.
Pani "dziennikarka" o wygladzie młodej kurewki i krostach na gębie zamalowanych grubą warstwą szminki chce mi odsprzedawać kasetę z nagraniami.
- Dlaczego mnie? - pytam.
- bo pan wygląda na zachodniego dziennikarza -
- Dlaczego? przecież ja piszę w brulioniku ręcznie, długopisem, a to właśnie pani ma zachodni magnetofon ?
- Nie wiem, ale tak pan wyglądał, to pytam, nie mogę ? To może pan wie? Ja jestem z powstającej gazety Wólka
- Może pan wie co ja mam z tym materiałem zrobić, mam pełno kaset takich, komu to sprzedać?
- Nie wiem - ja nie kupię - mowię do niej ostro, bo ona na mnie dycha z bliska i boję się że mnie zarazi AIDSem z samego oddechu. W USA zbliżenie się do kogoś na 20 centymetrów to już sexual harassment, ale w Polsce ludzie często rozmawiają z takiej odlegości. Kiedyś tego nie dostrzegałem, teraz nie mogę znieść że ona zbliża swoją twarz do mojej na 15 centymetrów.
Oho, Clintonowa jedzie - krzyczą baby w pochodzie. Przejechała kawalkada aut, w jednym jasna kupa włosów Clintonowej. Roześmiana i umalowana.
- Precz z komuną, precz z Clintonem - krzyczy mały facecik, a na moje zdziwienie wyjaśnia - to ichni Wałęsa jest.
- Albo i gorszy - dodaje matrona w czerni - on jest taki jak Kwaśniewski. Ładnie mówi ale falsz za sceną.
- I w sercu - dodaje jakiś facet.
Podchodzi emeryt wojskowy albo inny weteran z orderami na piersi i w maciejówce - nie oddamy ani piędzi polskiej ziemi - krzyczy na całe gardło i jest autentycznie wzruszony.
- Uciekaj do Ameryki, Pani Clinton.
- Pilnuj męża, nic tu po tobie - dodaje monstrualnie gruba baba w białej przepoconej bluzce.
- My, jako rolnicy, nie sprzedamy naszej ziemi. Protestujemy że państwo polskie oddaje naszą ojcowiznę agentom imperializmu i międzynarodowej finansjery. Ziemia polska jest za tania, niemiec kupi nas za bezcen - mówi pan Wierzbicki, który wygląda bardzo okazale, ale nie na takiego co to kosę kiedy w ręku trzymał, lub za pługiem szedł. Albo i na traktorze.
Ponieważ zapominaja wyłączać przycisk przy mikrofonie, często ich prywatne rozmowy są transmitowane przez głośnik. Wygląda to tak.
Na początku głos jest agresywny.
- Pan prezydent mówił że będzie prezydentem wszystkich Polaków. Ale nie jest. Nie chce przyjąć delegacji polskich chłopów. Pan Kwaśniewski nie reprezentuje narodu polskiego.
Po chwili jednak inny głos łagodnieje i robi się wręcz przymilny gdy wymieniane są oficjalne funkcje i tytuły:
- Dostaliśmy informację od Pana Marka Siwca, sekretarza Pana Prezydenta Kwaśniewskiego że Pan Prezydent jest zajęty ale Pan Radca Marek Siwiec przyjmie naszą delegację celem oddania mu naszej rezolucji dla Pana Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
- Zocha, gdzie ta rezolucja,... była tu gdzieś,... ty ją miałaś, taka w skoroszycie,... nie, Tomek miał, nie ja.
- Który Tomek? pan Zdzichu ją miał w kopiach.
- Jest tu, o jest, nie denerwuj się, no to idziemy,
- Ach, ty, mikrofony zapomniałeś wyłączyć.
Pstryk.
Gap warszawski do pochodu, wygięty do przodu: - do roboty chłopie, do roboty.
Pochód skanduje:
- Precz z Michnikiem - zawistnikiem, czerwony do Kuby.
- Precz z Hitlerem, precz z Szechterem.
- Precz z Hitlerem, precz z Szechterem.
- Precz z Hitlerem, precz z Szechterem.
To hasło, jak każde rymowane jest powtarzane wiele razy i z wyraźnym ubawieniem.
Jakaś ruda kobieta z tłumu patrzących puka się na to wytrwale w czoło do rytmu przechodzącego pochodu. Ktoś z pochodu krzyczy
- precz z tę rudą co się puka!
Precz z żydokomuną, precz, powtórzone wiele razy.
Nie-Od-Da-My-Pol-Skiej-Zie-Mi.
Nie-Od-Da-My-Pol-Skiej-Zie-Mi.
Nie-Od-Da-My-Pol-Skiej-Zie-Mi.
Maszeruje teraz pod transparentami Partia Kupiecka. Pochód skanduje
- Czer-wo-ną Ho-ło-tę, Raz sier-pem, raz mło-tem. Pochód skanduje
- Ró-żo-wą Ho-ło-tę, Raz sier-pem, raz mło-tem.
Widzę ich ogorzałe chłopskie twarze, poorane żyłkami i zmarszczkami, ich potężne jak bochny łapy, toporne paznokcie i wzruszają mnie. Autentycznie. To są napewno polscy chłopi, a nie "wysłańcy Moskwy", "wysłannicy międzynarodowej finansjery", czy "pachołki Nowego Jorku". Piękni i autentyczni. Ale mi smutno że niektórzy tacy głupi są. O, Boże.
A może tylko nadmiernie nieszczęśliwi?
A co ty byś, Żeromski, o nich powiedział?
A ty, Prusie Bolesławie?
Dyć to polski chłop polskiej ziemi broni.
Czy byś się zapłakało Konopnicko?
A ty drogi Drzymało i Witosie i Rataju?
Co wy trzej, tak często przez pochód wywoływani, powiedzielibyście teraz?
A dlaczego pachną wódką? Nie wielu co prawda, ale są i tacy. A może po prostu muszą jakoś przetrwać tę spiekotę i długą podróż autokarami i pociągami z rzeszowskiego i krakowskiego.?
Ci dwaj kosynierzy wspaniali. Jeden jak Bartosz Głowacki, nawet tak do niego mowią
- Hej Bartoszu, a nastawcie się do słońca to wam zrobię zdjęcie. A on
- a przyślecie mi panie, bo mi wszystkie robiom, a żadne nie przyślom.
Kosynierzy - oni są prawdziwymi Polakami, ah, jaka piękna chłopska twarz, siwe długie włosy, wąsy też staropolskie. Bliższe przyjrzenie się jednak zachowaniu tego chłopa podsuwa mi myśl że on tak samo sprzedaje swój wizerunek jak Michael Jacson, Bill Clinton, czy inni. Już się nauczył. Jego typ wyprodukowany na sprzedaż u "wizażystki" byłby - "polski chłop".
Drugi natomiast kosynier jest mniej pokazowy, bo brakuje mu ząbków w górnej szczęce, a i powiedzieć nawet coś tak prostego jak "żądamy naszych praw" do kamery jest dla niego zbyt trudne. Śmieje się tylko obleśnie jak przysłowiowy głupi Polak z żydowskich antypolskich dowcipów w USA i pokrzykuje
- precz z Szechterem - bez większego zresztą przekonania. Jest za to zdecydowanie lepszy w szermierce na kosy, i tłum fotoreporterów zachodnich lubi to naprawdę.
Mijamy Aleje Jerozolimskie i na przystanku widzę autentycznego Żyda z pejsami, mycką i innymi żydowsko-chałackimi utensyliami. Pewno przyjechał do Kielc na rocznicę pogromu. Stoję przy nim długi czas aby obserwować reakcję pochodu, który przed chwilą wznosił antysemickie hasła. Ale tłum nic, nikt Żyda nie pobił, nie krzyknął nic przeciwko niemu, nikt nawet nie wzniósł żadnego hasła ogolnego antysemickiego. Stał tak długo w swoim czarno-białym chałacie, obchodzony z lewej i prawej przez chłopów. Było staropolsko i malowniczo.
Żyd jakby czekał że kto nań co powie lub splunie, uśmiechał się ironicznie, a może z sentymentem, też był jakoś stremowany i oczekujący. Ale nic, nic doprawdy się nie stało, i wasz reporter opuścił Żyda i wrócił na czoło pochodu do kosynierów.
Mijamy Dom Partii zmieniony na wielkie banki. Kosynier niższy, numer dwa, śmieje się do wszystkich kamer bezzębnie i szczerzy do aparatów, ale i tak wolą wszyscy tego dużego Bartosza.
A Bartosz pokrzykuje - Co Panie co, ziemię odebrać chcą.
- Panie, ja tylko fotoreporter jestem, nastaw się pan tylko a nie musisz pan tak krzyczeć.
- Niech krzyczy, lepiej będzie wyglądać - mówi facet z wielką kamerą i napisem NBC.
- Eee, tam, jak chcesz pan krzyczeć to nakrzycz pan tej pani do mikrofonu. O, teraz pani przyszła, to protestuj pan, no protestuj pan. Przyslę ci zdjęcie do Krakowa. Fotoreporter jest cyniczny i protekcjonalny, a wyraźnie zna Bartosza z poprzednich manifestacji ludowych.
Mijamy pomnik Witosa i składamy kwiaty.
- Jeszcze Polska - spiewamy, kosynierzy stoją na baczność po bokach. Pięć osób z czołówki składa wiązanki. Czasem przyłączam się do pochodu, czasem idę oddzielnie. Gdy śpiewali "Jeszcze Polska..." - to się przyłączyłem.
Wołają - Pawlak przyszedł, to komunizm powtarzamy. Teraz jest transparent niesiony
- Dekomunizacja, Lustracja, Wartości Chrześcijańskie, Mikołajczykowskie Polskie Stronnictwo Ludowe.
- Pawlak oddaj nazwę PSL - skandują.
Już jesteśmy pod sejmem - Pawlak wyłaź - wołają.
Pan którego nazywam "Mały Głośnik" robi się doprawdę histeryczny.
- Polska umiera. Dławi się, zdycha. Polska zdycha, Polska,... zanosi się od bolu, i zdycha. - powtórzone niewiadomo czy z satysfakcją czy głębokim żalem, ale jakoś dziwnie brzmi.
- W Polsce jest 3 miliony bezrobotnych, 300 tysięcy bezdomnych. Ile nieszczęścia, ile zła, ile bólu. Teraz myślę że ten z głośnikiem to jaki poeta który czasem tylko ma taką wspaniałą widownię.
- Balcerowicz sprzedał Polskę za judaszowe srebrniki - kontynuował posiadacz małego głośnika
- I to jest zbrodnia wobec narodu. zbrodnia wobec narodu. Boga ... i historii. Litości ...
- Precz z komuną, czerwony do Kuby - wołają teraz samodzielnie chłopi, dla których ten mówca też był dziwny jakiś i nie budził ich zaufania, (zbyt inteligencki? nie ten patos?) ale mu grzecznie nie przerywali i jak mowił to słuchali, choć nie specjalnie.
Teraz do głównego głośnika dorwał się nowy mówca.
- Mieszkancy Warszawy, idzie polska wieś. Pamiętajcie że polsko-języczna prasa kłamie, że jest produkcja. Polska jest w upadku, w największym upadku w swojej historii. Na Żeraniu składają tylko koreańskie części. Polska myśl techniczna nie istnieje, jest zabijana. Polska jest w upadku... - mówca się całkowicie zachrypiał i stracił głos.
Wracam do tyłu pochodu chodnikiem. Inny mówca mówi tak:
- Proszę Państwa, idziemy teraz pod sejm. Witos powiedział - ile ziemi polskiej w polskich rękach, tyle będzie Polski. Proszę państwa, Drzymała przewraca się w grobie, a żydzi nasi sprzedają żydom światowym naszą Polskę. Proszę państwa, a ... a polskie dzieci głodują.
Japoński dyplomata, lub dziennikarz, przechodzi przez maszerujący tłum na drugą stronę Wiejskiej. Patrzy na nich z dobrotliwym powątpiewaniem. Oni też mają w Japonii protestujących chłopów, tylko że tamci biją drewnianymi mieczami i palą.
Pod sejmem kordon młodych wysokich krótko ostrzyżonych blondynów z policji w zielono - szarych polowych mundurach. Prezentują się zdecydowanie znacznie lepiej niż ci milicjanci którzy mnie kiedyś pałowali i rewidowali w 1968. I mam do nich więcej sympatii. A są tak samo synami ludu jak tamci.
Wysoki policjant nic nie mówi, choć stoi pierś w pierś ze starą chłopką.
- A wy tak, co stoicie - mówi do niego chłop - wy tak samo powinniście Polski bronić. (dyskusje z milicją, też to przerabialiśmy w Marcu).
- My tylko stoimy bo nam kazali - mówi inny policjant.
- One nic mowić nawet nie mogą - dodaje baba - ale one też ze wsi są i wiedzą co myśleć mają.
- Synek, a skąd ty jesteś - pyta serdecznie wysokiego policjanta.
- Nie jestem pani synek - dał się w końcu sprowokować wysoki, ale nic więcej już nie odpowiedział na zaczepki baby.
- Pani ładna, głosowali na Kwaśniewskiego, to teraz mają, nie bedę ich żałować.
- Różni byli różni, nie może pani chłopa polskiego tak uogólnić - unosi się pan chłopo-inteligent w garniturze i wysokich butach, na pewno mu się często Rataj przyśnił.
- Za czapkę gruszek kupują nasze zakłady, to jest dorobek całego narodu, tak dalej być nie może - krzyczy nowy mówca, a kurwowata ślicznotka podstawia mu mikrofon pod sam nos.
Tłum niesie siatki, torby plastikowe z jedzeniem, z zakupami z Warszawy. Jakieś tobołki. Mają herbatę w butelkach i truskawki w gazetach. Przypomina mi się dzieciństwo w Kolnie, rajdy na Kurpiach, Polska z czasów studenckich. Tłum nie wygląda groźnie, raczej po polsku, katolicku i swojsku. Policjanci i tłum inteligencki też są kochani i właśni. Mam do nich wszystkich sympatię, choć się z nimi naogół nie zgadzam. Czy ja tu jestem obserwatorem czy uczestnikiem?
Ponieważ wszyscy chcą robić zdjęcia kosynierom i sobie z kosynierami, (czy kosynierzy są za to płatni?) robi się sznur fotografów w kolejce.
- Za marszałka Życha, Polska wieś zdycha.
- Nie rzucim ziemi - i mikrofon wzbudza się i piszczy.
- Nie rzucim ziemi - intonuje spiker, i mikrofon wzbudza się ponownie.
Śpiewają, ale strasznie fałszują, baba inaczej, pan szanowny o zacnym wyglądzie inaczej. Baba wysoko i szybko, pan nisko i powolutku. Ludzie ze łzami w oczach.
Sprzedawczyki z SLD i UW nie sprzedawać Polski - na transparencie. Pani senator z Solidarności wyszła do nich z Sejmu i wita. Mówi
- W żadnym kraju taki zapis nie istnieje, żądają od nas więcej niż w innych krajach europejskich. 1300 protestów dostałam.
Obok mnie stoi bardzo sympatyczny i milczący wytrwale młody średniego wzrostu chłop z pękiem zielonych kłosów i wzrusza mnie to niewymownie. Co ja mam po babci Anieli Kossakowskiej ze wsi Jabłoń Kościelna, powiat Zambrów? Łzy na widok kłosów, czy co więcej?
Babcia mowiła tak, z duma - o, my wszystkie byliśmy antysemity, a ja, och jaka ja straszna antysemitka byłam, narodowa, ale te żydki bidne jak były jak ich niemcy męczyli, to ja im zawsze jeść dawałam i chroniłam, i żal mi ich było. A najbardziej te dzieciaki.
Ale tego Piłsudskiego to nie lubiłam bo on miał żonę żydówkę z domu Koń, i my wszystkie za kościołem endeki byli.
Wspomnienie babci przerywa mi pan z mikrofonem...
- Nasza ziemia jest 10 razy tańsza niż w Republice Federalnej Niemiec, a 1300 razy tańsza niż w Szwajcarii. Są kraje gdzie nie ma mowy o sprzedaży metra ziemi ornej cudzoziemcowi.
- Oj, żebyśmy się nie stali kolonią we własnym kraju.
- Przybyliście za późno - mówi pani senator.
- Sciszcie ten drugi głośnik, pani senator mówi - ktoś zauważył.
- Ustawa została już przegłosowana. Szczęść Wam Boże, ale teraz będzie bardzo trudno - Pani Senator ma zmeczoną, porządną twarz, wygląda na nauczycielkę lub ksiegową. Takie panie pamiętam z Solidarności za moich czasów.
- Teraz możemy tylko walczyć żeby wstrzymać skutki ustawy. Wzory list rolniczych są dostępne u mojej asystentki, jak również inne materiały związane z naszym protestem - mówi Pani Senator i przechodzi zmęczonym krokiem przez kordon policji wracając do Sejmu.
Staruszek siwy karzełek, o wyglądzie szaleńca i z medalem z Kirgizji w klapie czarnego garnituru (ma też bialą koszulę i krawat) za bohaterstwo krzyczy na mnie i każe robić koalicje z ROP i Bartoszcze.
Matki Ziemi nie oddamy - Wojewodztwo Zamojskie. Rozdziobią nas Kruki, Wrony - to jest taka kukiełka przedstawiająca kruka niedobrego dziobiącego mapę Polski jak się z tyłu pociągnie za sznurek.
Wie-sław Kacz-ma-rek - Ru-ski Ka-na-rek - skanduje tłum wierszem.
Teraz robi się zupełna kakofonia okrzyków.
- Gdzie jest Oleksy, co się z nim dzieje?
- Żych, zdrajca rolników.
Ciągle idę koło kosynierów bo tu jest zdecydowanie najciekawiej. Bartosz wąs zakręca, i pstrykają, coś krzyknie i sfilmują. I jeszcze się ustawi w innej pozycji: atak kosa na pikowanie, i jeszcze innej, siekanie od góry, i ze staruszkiem zdjęcie, i z posłem fotka dla niego, i z kobitkami jakimiś boć to dla nich radość. Policjanci pod sejmem wymieniają się, teraz te nowe dryblasy wyglądają na dzieci inteligenckie, są wszyscy strasznie młodzi i sympatyczni.
- Ziemia po-pegeerowska jest blokowana rolnikowi polskiemu. - krzyczy głośnik - korzystają z tego malwersanci.
- Jagieliński zdradzileś chłopów - Za co kupileś 1500 hektarów. Jagieliński, przyznaj się, za co kupiłeś 1500 hektarów ? wrzeszczy histerycznie gruba baba.
- Za co Jagieliński kupił 1500 hektarów ? - pytam uprzejmie.
- Przecież Pan wie, każdy Polak dobry wie - agresywnie odpowiada pani.
- Ale ja nie wiem - mowię
- Coś Pan, z choinki się pan urwał - dziwi się pani, ale dalej nie wyjaśnia skąd Jagieliński wziął pieniądze na 1500 hektarów.
- Przyjechałem z USA po 15 latach jak do nowego kraju - wyjaśniam, trochę kłamiac, ale budzę tym wyraźną sympatię panów.
Pani jednak jest nieprzejednana
- Jagielinski, za co kupiłeś te 1500 hektarów - woła do mikrofonu raz po raz.
- No to za co? Jeśli sugeruje pani że nakradł, to dlaczego go nie sądzą? - pytam.
- Właśnie, dlaczego? - mówi pani
- Sądziłem że teraz jest demokracja i jak kto kradnie to go wsadzą do paki - mowię.
- Panie, czy pan udaje głupiego czy pan wczoraj z tej ameryki przyjechał? - ryczy na mnie grubaska. Ma bluzkę przepoconą do połowy monstrualnych cyców i straszne śmierdzi potem.
- Przedwczoraj - prostuję.
Co sie pani człowieka czepia - bierze mnie w obronę bardzo kulturalny starszy pan, inżynier - ogrodnik jak się potem okazało - nie widzi pani że pan chce się dowiedzieć prawdy a nie rozumie sytuacji i że trzeba rodaka z Ameryki w dobrej woli oświecić?
No wie, Pan, jak się w Polsce sprzedaje - mówi pan i mruga okiem.
- PSL - zdradził Polskę - krzyczą teraz panowie starsi w marynarkach w paseczki i kapeluszach, wyglądają na niemców-bauerów, ale są wrecz przeciwnie, choć też z ziem odzyskanych. - A tam rośnie oset w PGR, a nam nic nie chcą sprzedać.
- Pan ogrodnik wyjasnia mi inteligentnie o co chodzi i jakie są ustawy i jakie są różnice ideowe między grupami tutaj. Mówi bardzo składnie i po profesorsku na tematy na które nic nie wiem więc milczę jakie 15 minut. I słucham, choć często ciśnie mi się masa pytań na usta.
- Miło mi się z panem rozmawiało - zakonczył pan co cały czas mowił i nie dał mi prawie wcale dojść do głosu.
- A teraz - mówi prowadzący, oddaje mikrofon przedstawicielowi bezdomnych Warszawy - Aha, to był bezdomny - myślę o panu, histerycznym poecie od zdychania Polski, którego od dawna obserwuję mając go za prowokatora. Ale dlaczego go nikt nie sprawdza, dlaczego go dopuszczają - przecież gdybym powiedział że jestem przedstawicielem solidarności profesorskiej z USA to by mnie też dali mikrofon.
- Daj Boże,... (pan stopniowo rozgrzewa się i podnieca własnymi słowami),... Boże, o dobry Boże, pokój i chleb dzieciom polskim
- ten pan jedzie zawsze na najlepszych buzzwordach.
- Bez chleba..., panie premierze, wzywam was, wyjdźcie wy do polskiego chłopa, nieszczęsnego,... który zdycha - odzywa się znajomy pan. Na pewno lubi słowo "zdycha" bo co by nie był za temat, powtarza je wiele razy.
- Ten parlament powinien ulec rozwiązaniu, rozwiązać go jak najprędzej bo on uległ demoralizacji. Ich interesują tylko własne interesy, jak i własne pieniądze. To nie są Polacy.
To są Masonie... Masonie! - pan ryczy z patosem i traci głos. Mówi z obrzydzeniem o masoniach jak rolnicy o gryzoniach.
- Precz z komuną, odzywają się głosy, precz z komunizmem.
- Precz z Żychem, zdrajcy-złodzieje.
Budzi się z uśpienia znowu grubaska która wytrwale pyta Jagielińskiego skąd ma te 1500 hektarów. Dopiero potem dowiedziałem się że Jagieliński to jakiś minister od rolnictwa czy coś. Fotograf ustawia teraz rekę Bartosza pod różnymi kątami, i do światła, i zmienia przy tym obiektywy.
- Przyślesz mi to, przyślesz? - pyta jak zawsze błagalnie Bartosz.
- Złodzieju ZSL, oddaj nazwę PSL - ryczy staruszek z medalem z Kirgizji.
- Arbuzy, arbuzy - to nie są Polaki - krzyczy młody z oddechem monopolowym, a na moje zapytanie objaśnia że arbuzy są w środku czerwone choć na zewnątrz zielone.
W kompletnej kakofonii do mikrofonu dorywa się znów przedstawiciel bezdomnych. Przemawia w imieniu ludności całej Warszawy, a zwłaszcza bezdomnych wykazując dużą niecheć do żydów, nawet nie nazywanych miedzynarodową finansjerą ani syjonistami, ani "michnikami różnymi", ani szechterami, ani zdrobniale i serdeczne żydkami, tylko po prostu żydami.
- Ludność Polski zdycha za Marszałka Życha - kończy swe przemówienie i wzbudza aplauz. Kilka razy okrzyk ten jest powtórzony.
- Wałęsa, ja przez niego mam niższą emeryturę teraz niż ubecy - informuje następny mówca
- UBEECY - woła przeciągle.
- Ja bym chciał go wysłać, wysłać go .... na ryyyyby - przeciągle woła pan mówca
- niech Polski już nie reprezentuje, ale ryby niech wędkuje - kończy pan wierszem i wszyscy się śmieją z dowcipu, tak, tak, te wiersze okolicznościowe są najlepsze. Policjanci w zgodzie z tłumem dogadują i się mieszają. Wszyscy już są zmęczeni i chce mi się iść do domu.
Głosy ludzi zapisane bez najmniejszych zmian i skróceń.
- Pegieery niemcom oddadzą bez boju, bez boju naród polegnie.
- Jan Olszewski, Jan Olszewski
- Lustracja
- Rządamy zmiany nowelizacji ustawy z 1920 roku o sprzedaży ziemi cudzoziemcom (o co chodzi, to ta stara czy nowa?)
- nie chcemy być mniejszością narodową na zachodzie polski
- biedna wieś to głodne miasto
- wejście do Europy tak, ale nie za cenę utraty niepodległości.
- Ruch Odbudowy Polski Jana Olszewskiego.
Wyblakły pan o wyglądzie typowego podstarzałego inteligenta polskiego i żołnierz-kombatant w mundurze z jednym medalem, cały czas idą chodnikiem przy czele pochodu, już od placu Świętej Anny, ale nie mieszają się nigdy z pochodem.
Uczestniczyłem przez 3 godziny w tej imprezie, co potem wyśmieli i ci "lewicowi" i "liberalni" koledzy. Prawicowi uczestnictwo poparli ale moja "narodowo-niepewną" postawę ostro skrytykowali. Odchodzę na spóźniony obiad, ale z dali słyszę ich śpiew.
Znowu Rotę śpiewają, tym razem, pod Urzędem Rady Ministrów.
