Janusz Drzewucki
Być emigrantem
Jego biografia jest jednoczesnie typowa i nietypowa biografia polskiego emigranta. Urodził się w 1956 roku w Dzierzoniowie, przez lata pracował w Pieszycach na Dolnym Śląsku. W roku 1979 zostal laureatem jednego z wielu konkursów poetyckich organizowanych w Krakowie. Jako poeta zadebiutowal na lamach Tygodnika Kulturalnego. Gdy wprowadzono stan wojenny, Lizakowski byl akurat w Austrii. Wtedy tez zdecydował się na emigracje. Z Austrii wyjechal do Ameryki i w roku 1982 znalazl się w San Francisco. Tutaj podjal studia na wydziale dziennikarstwa The City College, nastepnie zaczal studiowac slawistyke na University of California w Berkeley. Zalozyl grupe poetycka Krak. Nawiązał współpracę z wieloma pismami emigracyjnymi. Zaczal publikowac na lamach paryskiej Kultury i nowojorskiego Nowego Dziennika, a nadto w specjalistycznych pismach amerykanskich, takich jak Mr. Cogito Poetry, Poetry Flash czy The Gallery Sall Review. W roku 1984 nakladem oficyny Speedy Gonzales opublikowal w wersji dwujezycznej swój pierwszy zbiór wierszy Cannibalism Poetry. W roku 1990 wydal w Polsce Wiersze amerykanskie, niestety, przeoczone przez nasza krytyke, a w USA tom Zlodzieje czeresni. Dwukrotnie w roku 1987 i 1990, zostal laureatem The Golden Poetry Award. Przez piec lat (1985-1990) wydawal miesiecznik Razem.
W roku 1991, jak napisze w swoim dzienniku, którego fragmenty oglosil w tomie Wspólczesny prymitywizm (1992): San Francisco zrobiło się dla mnie za małe i przeprowadził się do Chicago. Wjeżdżając do Wietrznego Miasta, zanotował: Niebo brudnoszare, podobne do koloru ziemi. Po raz pierwszy miałem odczucie, że podobne niebo jest w Polsce. W Chicago robił to samo, co dotąd: założył grupę poetycką Nie zapłacony rent i redagował w latach 1992-1995 kwartalnik poetycki Dwa końce języka. Zniechęcony do większości gazet polonijnych, pozbawionych najmniejszych ambicji kulturalnych, napisał sarkastyczny wiersz Wydawca polonijnego pisma, w którym czytamy:
|
czy pan myslisz że ja wierszy nie lubię, lubię, ale kto dziś czyta poezję prędzej pan kijem Wisłę zawrócisz niż kielbasiarz da reklamę do gazety gdzie wiersze drukują prędzej Bałtyk wyschnie niż adwokat da reklamę do gazety gdzie wiersze drukują |
W ostatnich latach Lizakowski sporo tłumaczył, głównie dwudziestowiecznych poetów amerykańskich. W roku 1996 Zapiskami znad Zatoki San Francisco wygrał konkurs im. Generała Stanisława Maczka Zachodnie losy Polaków i ogłosił zbiór wierszy Nie zapłacony czynsz. Pod koniec ubiegłego roku opublikował obszerny, liczący ponad 80 utworów, tom poezji Chicago miasto nadziei.
W tych dwóch ostatnich książkach Lizakowski dokonał rekapitulacji swoich emigracyjnych doświadczeń. Co więcej, książkami tymi Lizakowski wystawia sobie - jako poecie - dobre świadectwo. Już pierwsza lektura tych tomów pozwala stwierdzić, że skazany na samotność, poeta musiał odnaleźć własny ton, wypracować oryginalny styl, wolny od jakichkolwiek wpływów i nie mający niczego wspólnego z liryką tworzoną akurat w Polsce.
Listy do Polski
W swoich wierszach rzadko kiedy Lizakowski uzywa pierwszej osoby liczby mnogiej, kiedy juz mówi my, to wylacznie po to, aby okrelic siebie wzgledem wspólnoty. W wierszu Lubimy pić powie: urodzeni w latach pięćdziesiątych wieku XX dzieci dzieci połamanego pokolenia. Interesują go przede wszystkim indywidualne ludzkie losy. Pisze więc wiersz o umierającej Portorykance, o umierajacym Starym Kaziuku, o profesorze Gutku szukającym w Dzienniku Związkowym ogłoszen w sprawie pracy, o góralach z Zakopanego mogących wysprzątać całą Amerykę, o robotniku, któremu po wielu latach przyznano wreszcie zieloną kartę, ale także o weteranie wojny wietnamskiej N.M., o Irlandczyku Collanie Fitzpatricku, którego rzuciła Kasia z Białegostoku, wreszcie o żałosnym Jacku Friday'u ubiegającym się o godność prezydenta USA.
Skrupulatnie zbiera informacje o swoich bliskich, którzy rozjechali się po świecie, czego wyrazem przejmujacy List od Alka z RPA. Mało tego, pisze Listy Stasia Gersa - chłopa spod Ostrołeki, jasno i brutalnie widzącego swoją sytuację: jestem tu w USA pod dwoma influencjami (wpływami): polską i amerykańską. Sa to dwie zwalczające się influencje. Influencja polska chciałaby, abym ja wysyłał wszystko do Polski. Influencja amerykańska chciałaby, abym ja kupował buble, rupiecie, tandetę, złom, wydał pieniądze i był biedny.
Do najważniejszych osiągnięć poetyckich Lizakowskiego zaliczam Listy poetyckie do Pieszyc z Chicago, stanowiące główną część wspomnianego tomu Nie zapłacony czynsz. W listach tych - skierowanych do kogoś bliskiego w Polsce - poeta spowiada się z własnego życia, z głeboko osobistych wyborów. Odpowiadając na najprostsze pytania: jak żyje, z czego żyje, czy jestem szczęśliwy, jak mi się podoba w Chicago, czy kupiłem dom - udziela odpowiedzi szczerych, aż do bólu. Najlepszym tekstem tego cyklu jest List Ósmy. Poeta stwierdza w nim nie bez ulgi:
|
Czy klepię bidę? Bida, nierozłączna towarzyszka życia wszystkich emigrantów jest obecnie ze mną w zgodzie. Wprowadziła się do mnie po dobroci i wyprowadziła się po dobroci, jakiś czas temu. Nie znam jej adresu, ale co chwilę ktoś mi mówi, że ją widział. Co jakiś czas dzwoni do mnie. |
Uprzywilejowana forma wypowiedzi Lizakowskiego jest - jak się zdaje - reportaż liryczny. Jego wiersze rozgrywają się w konkretnym miejscu: trzech Meksykanów na skrzyzowaniu ulic Damen i Division dzwiga znaleziona na smietniku lodówke, stare spracowane kobiety rozmawiaja na skrzyzowaniu Belmont i Milwaukee, gruba Murzynka spiewa piosenke Where is my heart na Maxwell Street, Rosjanka zebrze pod piekarnia na Chicago Avenue. W kolejnych wierszach Lizakowski opisuje spacer Michigan Avenue, nocna wlóczege ulica Fullerton, msze dla 3 tysiecy Polaków w kosciele sw. Jacka.
Mit skompromitowany
Poeta konsekwentnie kompromituje amerykanskie mity, zderza legende z rzeczywistoscia. Wysiadajacemu z samolotu na lotnisku O'Hare ma do powiedzenia niewiele, a zarazem wszystko: Pan Bóg wyslucha twojej prosby pozwoli zarobic jesli pozwoli wrócic wracaj. Z jednej strony nie ukrywa, ze jest obywatelem drugiej kategorii i nikim wiecej nie bedzie, bowiem: na polskosc stac najbiedniejszych, tylko bogaci Amerykanami zostaja. Z drugiej zas strony miasto, w którym mieszka, jest ciagle dla niego miastem nadziei. I jako takie podlega poetyckiej nobilitacji. Cicho suna po niebie chmury ksiezyc zawisa na czubku Sears Tower czytamy w wierszu Czterech, w Swietym miescie Chicago po pracowitym dniu kapie się swiatlami w jeziorze Michigan, natomiast w Wiezowcach w Chicago jezioro Michigan w promieniach slonca lsni jak zgubiona moneta. Obrazowosc tych tekstów stanowi znakomite antidotum na rezonerstwo i dyskursywna publicystycznosc, od których liryka Lizakowskiego nie jest przeciez wolna.
Chicago okazuje się nie tylko Jerozolima XX wieku Zydów z calego swiata, ale takze druga ojczyzna. Lizakowski w najnowszych wierszach staje się kronikarzem amerykanskiej metropolii. Tematami jego utworów sa: Majowe popoludnie w Chicago, Jesienny poranek w Chicago, Chicagowskie cmentarze, kresli Portret miasta Chicago. Poeta opowiada Legendę Chicago, nuci Chicagowska kołysankę. Żeby naprawdę zamieszkać w Chicago, musi opuścić nasze polskie getto.
Autor tych wierszy, chociaż zanurzony w emigracyjnej samotności, nie czuje się bezdomnym. Wpisuje się w szeroko rozumiana tradycję literacką. W jego wierszach znajdziemy sporo odwolan do Mickiewicza, Norwida i Miłosza, do Kawafisa i Brodskiego, ale także do Walta Whitmana, Carla Sandburga i Langstona Hughesa. Interesujace, że właśnie ten ostatni, jeden z najwybitniejszych poetów murzyńskich, okazuje się mentorem polskiego poety. Jego oczami oglądam Amerykę której bez niego bym nie poznał. Jego serce jest moim sercem, jego oczy są moimi oczami, jego uszy sa moimi uszami, jego rozum jest moim rozumem - wyznaje Lizakowski w utworze Langston Hughes czyli list 23 do Pieszyc i dodaje na koniec: Jestem Murzynem. W tym prostym, lecz mocnym stwierdzeniu wypowiedziane zostało centralne doświadczenie egzystencjalne i artystyczne Adama Lizakowskiego.
