
Pracowałem i mieszkałem wtedy w N.Y.C 1981 r. Dlaczego piszę w tej kolejności?
Dlatego, że pracowałem po 10 godzin dziennie. Dwie do 3 godzin używałem na dojazdy do pracy. 7 godzin spałem łącznie z przewracaniem się na materacu. Resztę czasu poświęciłem na przygotowywanie jedzenia, mycie, pranie. Najważniejszą była zawsze praca. Pracowałem przy remontach domów, mieszkań i przeróżnych sklepów, przeważnie na Manhattanie. Przeważnie milczałem w pracy. Wszystko było jasne. Taczki, łopata i młot "Teodorek" wielkości głowy ludzkiej. Robiłem roboty najcięższe bo na pierwszy rzut oka objawiała się moja siła fizyczna a nie intelekt. Siłę w tym czasie miałem ogromną. Końską. Jak określali moi współtowarzysze z Łomży i okolic. "Ty Rysiu, kurwa musiałeś całe życie pracować przy węglu". Oczywiście myśleli o stacji kolejowej i składzie węgla. Mówili to z szacunkiem. Strasznie się mylili. Całe życie byłem projektantem. Siła moja pochodziła ze sportu. Najcięższego sportu jaki można sobie wyobrazić i wybrać. Z zapaśnictwa. Nikt nie mógł wiedzieć, że byłem inżynierem. Byłbym skompromitowany. Przy przyjmowaniu do pracy demonstrowałem mój numer. Podniesienie 40-sto kilowego ciężarka nad głowę jednym palcem. Ci ludzie przywykli do ciężkiej pracy potrafili docenić siłę.
Wracam do tematu.
Skończyliśmy pracę w podziemiach budynku na ulicy 41 pomiędzy 7 i 8 Ave. na Manhattanie. Nie wiecie co to znaczy? To centrum prostytucji w N.Y.C. Wyszedłem na ulicę brudny i zmęczony bo przecież wody nie było dla nas. Po kilku krokach idący z naprzeciwka murzyn podszedł do mnie i zarządał pieniędzy. Kategorycznie. Popełnił dwa błędy. Nie poprosił na jedzenie. To bym zrozumiał. Sam byłem wielokrotnie głodny w swoim życiu. Nie wyjął noża. Odpowiedź była błyskawiczna. Cios wyprowadzony był "z kujawiaka" i trafił w sam punkt. Murzyn padł do tyłu lekko przykrywając się nogami. Nie wstał. Nie miał prawa. Ludzie na obu chodnikach stawali i bili brawo. Byłem jednym z nielicznych białych, którzy uderzyli murzyna w N.Y.C na Manhattanie w centrum miasta w biały dzień. Nie wiedząc o skutkach prawnych intuicyjnie wbiegłem do kolejki podziemnej pod Port Autority. Ten dworzec sam w sobie wielkości powiatowego miasta w Polsce zabezpieczył moją anonimowość. A gdyby złapała mnie policja? Nie wylazłbym z mamra i płaciłbym milionowe odszkodowanie. Na takie sytuacje mieszkańcy N.Y.C mają przeznaczone w porfwelach kilka dolarów. Najważniejsze jest to, że nie jestem rasistą i to samo spotkałoby białego. Ale nie spotkało ...
