
Przyjaźń z lwem Simbą
Pracowałem z Amerykaninem irlandzkiego pochodzenia który ujął mnie swoimi szerokimi zainteresowaniami wdziedzinie astronomii, znajomością historii Irlandii oraz znajomością języka gealidzkiego. Na imie miał Kevin.
Interesowała mnie kiedys historia Anglii a zwłaszcza czasy Cromwella pogromcy Jrlandczykow. Tym kim dla narodu Polskiego był Adolf Hitler, tym dla Irlandczykow był Cromwell. Sławny był jego rozkaz mordowania kazdego kto nie znał języka angielskiego, począwszy od niemowląt a skończywszy na starcach. Dokonał on tego że naród Jrlandzki który nie jest narodem anglosaskim mówi prawie całkowicie językiem angielskim. Tożsamość narodowa zachowała się dzięki odrębności wiary katolickiej i straszliwej nienawiści do Anglików za ludobójstwo i bezprawie.
Pewnego dnia spędzonego w biurze w czasie przerwy obiadowej zwierzył się ze swoich zainteresowań opieką nad zwierzętami. Las Vegas znane jest między innymi z występów różnych trup tresury zwierząt takich jak małpy, lwy, tygrysy, pantery. Aby zainteresować widzów tresuje się zwierzęta w precyzyjnym wykonywaniu różnych sztuczek ze skokami przez płonące obręcze włącznie. Wielkie koty panicznie boją się ognia, więc wyuczenie ich skoków przez płonące obręcze wymaga od treserów wpowadzenia żelaznej dyscypliny opartej na stałym biciu zwierząt.
Opowiadania o przyjażni pomiędzy zwierzętami i treserami są śmieszne i nie prawdziwe. Strach powodowany biciem na zawsze opanowuje zwierzęta powodując bardzo silne stresy które z biegiem czasu przechodza w choroby psychiczne o czym mało kto wie. W tym stanie zwierzęta nie nadają się do występów na arenie. Oddaje się je do przytułków unikając w ten sposób dociekliwych pytań aktywistów z Towarzystw Przyjaciół Zwierząt.
Taki przytułek znajduje się w Las Vegas.Wprzytułku znalazły schronienie lew, tygrys, czarna pantera, wilki i małpy orangutany. Mój przyjaciel Kewin chodził do schroniska jako wolentariusz pomagając czyscić klatki i wykładać jedzenie. Poprosiłem aby zabrał mnie ze sobą.
Schronisko dla zwierząt w Las Vegas ma stosunkowo dużo miejsca na wybiegi. Znacznie więcej niż niejedno ZOO. Nie miałem zaufania do tygrysa ani do pantery. Postanowiłem zaopiekować się lwem. Opieka polegała na czyszczeniu wybiegu w obecności zwierzecia. Pouczono mnie jak należy się zachowywac aby nie wywołać agresji lwa.
Dowiedziałem się że istnieją dwie granice odległości które należy respektować.Pierwsza granica jest to odległość po przekroczeniu której lew daje ostrzeżenie że nie życzy sobie aby zbliżać się do niego. Daje to ostrzeżenie za pomocą końcówki ogona poruszając nim nerwowo. Druga granica to odległość po przekroczeniu której lew obnaża kły syczy i warczy. Ta druga granica może być bliższa lub dalsza w zależności od samopoczucia uczucia sytości lub znajomości i akceptacji czlowieka przez zwierzę.
Granica ta może być również granicą agresji. Częste karmienie i przebywanie w klatce wytwarza atmosferę akceptacji i powoli można skracać dystans. Problem był w tym że zwierzęta w schronisku były znerwicowane i wszelkie sygnały mogły być zawodne i zmienne w czasie. Jest jeszcze cecha człowieka który chce zmniejszyć dystans do zwierzęcia. Lew nie może wiedzieć że człowiek boi się.
Przychodzę do niego bo ja tak chcę. Ja nie jestem jego kolegą. Ja jestem jego panem. Dobrym panem. Moje ruchy nie mogą być znerwicowane. Muszę być spokojny. Zwierzęta wyczuwają doskonale czy człowiek jest silny czy słaby psychicznie. Ten sposób postrzegania człowieka znany mi był ze slumsów Nowego Yorku. Miałem tam do czynienia z równie dzikimi ludzmi.
Wszystko to wiedziałem nim poraz pierwszy wszedłem do klatki. Furtka zamknęła się za mną i zostałem sam z lwem i z moim ogromnym strachem. Obserwował mnie od niechcenia. Syty i ospały. Udawałem że mnie nie obchodzi. Wyczyściłem wybieg z nieczystości. Wymyłem miskę do wody i nalałem świżej. Spokojnie postawiłem wiadro ze śmieciami przy furtce. Serce biło mi potężnie w piersiach. Myślałem że byłem w środku wybiegu cholernie długo. Okazało się że tylko dziesięć minut. Wyszedłem na zewnątrz. Kolega który cały czas stał przy bramce wraz z kierownikiem schroniska pogratulowali mi. Teraz dopiero dowiedziałem się że kierownik był uzbrojony. Po tym pierwszym doświadczeniu przyszły następne.
Długi czas nie przekraczałem granicy ostrzegawczej. W końcu przyniosłem lwu jedzenie z którym podeszłem blisko. Nie zareagował wrogo. Byłby chyba świnią a nie lwem. Teraz czyszczenie całego wybiegu nie stanowilo problemu. Lew zaakceptował mnie i moją obecność na wybiegu. W dalszym ciągu obserwował a ja jego. Trzymałem się ściśle regół gry. Nigdy nie patrzałem mu w oczy. Zwirzęta traktują to jako wyzwanie.
Myślę że pomagało mi to że jestem bardzo duży.Jest to ważne tak samo jak w spotkaniu z prymitywami na ulicach Nowego Yorku. Po pewnym czasie który lew traktuje jako zagrożenie swojej osoby. Jest to granica agresji. Nie zareagował.
Zaczął się okres znajomosci która jest na granicy przyjażni. Przechodziłem obok niego gdy leżał pod daszkiem w chłodku. Wykorzystywałem to że lwy są bardzo leniwe. Właściwie cały dzień śpią. Właściwie aktywne są w nocy. Myślę że Simba był bardzo znudzony. Był stary. Miał 14-cie lat. Był zadowolony że nikt go nie bije i ma spokój którego tak potrzebował.
Po pewnym czasie wyczułem że oczekuje mojego przyjścia. Odwracał głowę w moim kierunku gdy jeszcze byłem daleko od furtki. Wyczuwał mój zapach. Coś się działo wokół niego. Nie był już sam. Przemawiałem do niego Simba imieniem które znał. Napewno wiedział że byłem mu życzliwy.M nie chodziło o więcej. Chciałem go pogładzić. Dotknąć jego skóry. Zależało mi nie tylko najego akceptacji. Walczyłem z własnym strachem. Byłem już bardzo blisko. Czy go pogładziłem. Nie. Mój przyjaciel pokłócił się z kierownikiem. Były to sprawy bardzo istotne. Przestaliśmy przychodzić do schroniska.
Dlaczego ja to robilem? Chodzenie na linie pomiędzy życiem i śmiercią jest bardzo fascynujące. Wiedzą o tym wspinacze himalaiści. Wiedział o tym Kukuczka zdobywca Korony Himalajów, wiedział Zawada, wiedziała Rutkowska. Wiedzieli przed śmiercią. Mimo to ryzykowali. Coś w tym jest.