
"Pan z Litwy, i po polsku? Nie pojmuje wcale-
Ja myslilem, ze na Litwie to wszystko Moskale.
O Litwie, dalibogze! mniej wiem niz o Chinach..."
A.Mickiewicz "Dziady, cz. III"
Rzecz jasna uczucie goryczy po spotkaniu z niektorymi "rodakami" zostaje, szczegolnie wtedy gdy ow chelpliwy "luminarz Zachodu" podswiadomie czuje swoja, zreszta niczym nie uzasadniona wyzszosc. Dziwia sie niektorzy, ze lud podwilenski rozmawia po polsku, dla nich to jest przyjemna niespodzianka, a u nas wywoluje uczucie jakiegos niepojetego smutku. Tak wyglada, ze w Polsce nie zdaja sobie sprawy, ze to od nas szlo polskie slowo, nawet do Warszawy. To nasi Mickiewicz, Slowacki , Syrokomla w wieku ubieglym, a takze Konwicki i Milosz, chociaz mieszkajacy poza Wilenszczyzna, ale niosacy nasze slowo podwilenskie. Bylo i jest wielu innych, urodzonych lub wychowanych na Wilenszczyznie.
W swoim zyciu zwiedzilem prawie wszystkie kraje Europejskie, bylem w Ameryce i Azji, ale tak zielonego miasta, jak Wilno nie widzialem nigdzie. Wilno znajduje sie w nizinie, zewszad otoczonej niewielkimi gorami. Dalej zaczyna sie las, od razu lisciasty, stopniowo przechodzacy w sosnowe bory. Juz sama puszcza Rudnicka zaczyna sie w 20 km od Wilna i ciagnie sie nieprzerwanie ponad 40 km, a dalej przechodzi do innej , puszcza Oranskia. Mimo, ze sniegu jest sporo, postanowilem jechac samochodem. Do niedawna puszcze przecinaly nieliczne waskie drogi, lekko wyjezdzone wozami konnymi, ale w ciagu ostatnich kilku lat na przelaj przez lasy, w niektorych miejscach zostal odnowiony stary trakt historyczny, ktorym jezdzili nawet Krolowie Rzeczypospolitej. Co prawda trakt jest zwyczajna zwirowana, miejscami wyboista droga, ale daje szanse przedostania sie przez puszcze. Z obu stron drogi przemijaja ogromne sciany swierkow, ozdobionych bialymi czapami sniegu. Od czasu do czasu olsniewajace swiatlo zasniezonego pola zmusza przymruzac oczy. Im dalej od miasta, samochodow coraz mniej. 25 km od Wilna przejezdzam most przez Mereczanke i wjezdzam do Jaszun. Jaszuny, kto zna te wioske poza granicami Litwy? Bardzo niewielu. Znane z 1402 roku, dzieki wspomnieniom starych kronik Krzyzackich. Z dawnych czasow przyciagalo uwage. Przewinelo sie przez nia wiecej slynnych ludzi, niz przez taka ,naprzyklad, Bydgoszcz, nie mowiac o jakichs zwyczajnych wsiach. W 1650 roku Janusz Radziwill, brat stryjeczny Boguslawa, obiecal w Kiejdanach oddac Litwe pod panowanie krolowi Szwecji Karolowi Gustawowi, zastawil Jaszuny Magnatowi Karolowi Oginskiemu i przez kilka lat panowala tu inna slynna familia, zanim Radziwillowie nie odkupili ja ponownie. Ksiaze Radziwill, ten nazwisko ktorego jest zapisane na Arc de Triomphe w Paryzu, przyjmowal wiele slynnych gosci , a przede wszystkim Napoleona Buonaparte, ktory tu spedzil kilkanascie dni. Jego brat, Dominik sprzedal pozniej posiadlosc rodzinie Balinskich, a centralnym objektem Jaszun jest Palac Balinskich wedlug projektu slynnego architekta J.Podczaszynskiego. Teraz wokol palacu lezy snieg, ale chetnie wychodze z samochodu i przez kilka minut spaceruje wokol pieknego neoklasycystycznego objektu, rozmieszczonego w cudownym parku w stylu angielskim, co prawda park jest dosc zaniedbanym. Ale ktoz to mial utrzymywac porzadek?! Przeciez za Sowietow w palacu miescilo sie kierownictwo sowchozu (gospodarstwo bardziej upanstwowione niz kolchoz). Obecnie palac nalezy do samorzadu, ktory za 250.000 USD chce ten palac oddac w wieczysta dzierzawe na 99 lat. Co prawda, by doprowadzic do porzadku ow palac i odnowic piekne freski, podlogi etc, trzeba bedzie oddac jeszcze conajmniej tyle. Pozlacane ornamenty tez wymagaja opieki. Malo kto wie , ze w tym palacu mieszkal slynny polski historyk Michal Balinski (najbardziej znane dziela to "HIstoria Wilna" oraz "Starozytna Polska"). Tutaj czesto przyjezdzal J.Lelewel, tutaj powstala idea zalozenia t.zw."Towarzystwa Szubrawcow". Dochodze do niewielkiego cmetarzyka, otoczonego kamienna sciana posrod zczernialych starych klonow i topoli. Widze kilkanascie nagrobkow, a posrod nich nagrobek Jana Balinskiego-wybitnego naukowcy-lekarza, zalozyciela pierwszej Katedry Psychiatrii w Rosji, ktory pracowal w Petersburgu, ale na starosc przyjechal w strony ojczyste. Dalej widze nagrobek Jana Sniadeckiego, ktory byl zieciem corki Michala Balinskiego. W Jaszunach analizowal dane astronomiczne, poswiecal sie matematyce, przygotowywal tezy reformy szkolnictwa wedlug prosby A.Czartoryjskiego, z ktorym byl w dobrych przyjacielskich stosunkach . To tutaj, w Jaszunach powstaly takie nazwy, jak ilomian, iloraz, wielomian etc, a w pewnym stopniu i wiekszosc slow polskiej naukowej terminologii. W Jaszunach czesto bywal takze jego brat Jedrzej, tutaj rodzily sie naukowe idee. Palac byl miejscem spotkan wybitnej inteligencji. Tu czesto bywal Adam Mickiewicz i jego przyjacel Tomasz Zan. Po drodze do swoich posiadlosci w Jundziliszkach i Podborzu, przez Jaszuny jezdzil slynny biolog i botanik S.Jundzill, odwiedzajac, oczywiscie sasiada Balinskiego. Czesto w Jaszunach bywal Ignacy Domejko, mlody wowczas znawca mineralow i nalezacy do filomatow. Juliusz Slowacki przyjezdzal do Jaszun nie tylko oficialnie, ale takze po kryjomu do corki Sniadeckiego, w ktorej byl zakochany i poswiecal swoje pierwsze romantyczne wiersze. Dopiero po upadku powstania w 1863, gdy porazka w powstaniu zmusila wielu uciekac za granice, znaczenie Jaszun zaczelo sie zmniejszac. Zamkniecie kosciolka wladzami carskimi jeszcze bardziej pogorszylo sytuacje duchowa. Niewielki kosciolek z XVI wieku, przebudowany z reformackiej swiatyni na kosciol katolicki w XVIII wieku jest ladnie odnowiony w tym roku dzieki pomocy samorzadu rejonu Solecznickiego, w ktorym dominuja Polacy, mimo, ze samorzad ma ograniczona samorzadnosc na Litwie, a do tego jest dosc biedny.
Wracam do samochodu,z przyjemnoscia wlaczam piecke oraz calodobowe radio "Znad Wilii", ktore nadaje po polsku z Wilna i swoim stylem nieco przypomina warszawskie "Radio Zet". Pod akompaniament ostatnich przebojow wyjezdzam z Jaszun i jade dalej przez puszcze. Puszcza Rudnicka byla jednym z najbardziej ulubionych miejsc polowania Ksiazat Litewskich i Krolow Polskich. Trzebiez lasu byla zabroniona w ciagu kilku wiekow. Dopiero Wladyslaw IV w 1636r. rozkazal wprowadzic tak zwana "puszczowa ordynacje" i puszcza byla podzielona na 84 ostepy i 4 lesnictwa. W tamte odlegle czasy puszcza przechodzila w inne puszcze az do Bialowiezy i dalej. Rzeczywiscie "na Litwie mysliwiec niby okret na morzu, gdzie chcesz, jaka chcesz droga, buja po przestworzu!". Jeszcze Ksiaze Witold rozkazal by zrobiono zwierzyniec krolewski. Jade traktem, na ktory kiedys wyjezdzaly watahy rozbojnikow. Wiele opowiadan z pokolenia na pokolenie widocznie sklonilo A.Mickiewicza do napisania "Powrotu taty". Geste knieje po trzesawiskach, ktore gwarowo nazywaja sie "rojstami", na szczescie podmarzly, jedynie ruczajki, ktore nie zdazyly zamarznac, ciemnieja spod zasniezonych krzakow. W tych miejscach w 1640 roku zboje napadli na wybitnego holenderskiego malarza Petera Dankersa, ktory byl nadwornym malarzem krolewskim. Po dwoch dniach malarz poniosl smierc, ale przed smiercia zdazyl narysowac wizerunki bandytow, ktorych wkrotce ujeto i natychmiast stracono. Teraz o napadach glosno w miastach, w lasach zima panuje blagoslowiona cisza, tylko czasem slychac werble dzieciola, lub jakis sek peka pod ciezarem sniegu. Niedaleko wsi Rudniki (kiedys przetapiano rude zelaza), krolowa Bona i Zygmunt Stary kazali zbudowac kosciol, ale w 1655 roku kosciol ow jak i cala wies spalili Moskale, ale pozniej wszystko odbudowano. Zygmunt August rowniez lubil polowac w okolicznych lasach, tym bardziej, ze do Wilna niedaleko. W Rudnikach byla namaszczana i przygotowywana do pochowku Barbara Radziwillowna, przywieziona z Korony, zanim w Wilnie szykowano miejsce w Katedrze. W Katedrze miedzy innymi zostaly pochowane "Cor et viscera" Krola Wladyslawa IV. W Puszczy Rudnickiej czesto polowal Prezydent II Rzeczypospolitej Ignacy Moscicki, z jego rozkazu zbudowano piatrowy dom dla mysliwych. Wjezdzam do Rudnik-zapadlej wsi, z rzedami domkow, nie wyrozniajacych sie bogactwem, chyba mniej wiecej podobnie wies wygladala przed stu laty. Prawie wszyscy mieszkancy to polacy. Sa potomkami ludzi, ktorzy wspierali powstancow z listopadowego, a potym styczniowego powstania. Tutaj urodzil sie jeden z przywodcow powstania 1863r. P.Dalewski. Przejezdzam most przez Mereczanke. Widze drewniana tablice na wyrzezbionych slupach. Po litewsku przypomina, ze tutaj odbylo sie kilka bitew powstancow z wojskiem carskim. Niestety napis tylko po litewsku. Ludwik Narbut, ktory stoczyl kolo Rudnik 9 marca udana bitwe przeciwko piechocie i kozakom carskim, gdyby teraz zechcial przeczytac owa tablice, nic by nie zrozumial, tak jak i wielu miejscowych ludzi, ktorzy tylko od kilku lat usiluja wyuczyc ciezki jezyk litewski, ktorym tu nikt nigdy sie nie poslugiwal, a ktory nalezy do osobnej baltyckiej grupy jezykowej, bardziej zblizonej do sanskrytu, niz do innych jezykow, ale teraz jest jezykiem panstwowym. W pazdzierniku 1863r. obbyla sie kolejna bitwa pod dowodztwem Gustawa Czechowicza, co prawda mniej udana. Podczas II wojny swiatowej wies byla opora AK , las i okolice byly kontrolowane, oficerowie nocowali na plebanii. Po II wojnie swiatowej sowieci urzadzili w puszczy Rudnickiej poligon, a koszary staly niedaleko Rudnik, co spowodowalo, ze wiele zolnierzy zenilo sie z miejscowymi polkami. "Tfu, wstyd i hanba-mawial stary Wojtkiewicz, byly Akowiec, syn zolnierza z wojny bolszewickiej,-" baby zrobily to, czego ani bolszewik, ani niemiec uzbrojeni nie potrafili. Tylez panie teraz tu kacapow (czyli moskali) narodzilo sie, ze az strach bierze". Z Rudnik wyjezdzam wzdluz ogromnych sosen. Za kilkanascie kilometrow widze pole i pagorki wsi Stare Macele, te pagorki to kurhany z IX-XI wiekow, a dalej niewielki cmetarzyk, na ktorym pochowano 15 rosyjskich zolnierzy, ktorzy zgineli w bitwie z wojskiem carskim, po przejsciu czesci wojska ruskiego na strone powstancow. Tutaj zginal dowodca tych zolnierzy porucznik Arbuzow, ale jest pochowany nie tutaj, lecz na cmetarzu Rossa w Wilnie. Minalem Stare Macele, droga staje sie coraz wezsza i nierowna, teraz tylko lasy i lasy. Wydawalo by sie, ze w tych lasach, gdzie drogi sa zasypane sniegiem, a zwaly starych drzew utrudniaja jazde nawet traktorem, na wiosne roztopy, nikt nie zyje. Przeciez wiosna roztopy wcale ograniczaja wjazd, a na jesien deszcze rozmywaja drogi, a trzesawiska staja sie szczegolnie grozne. Ale nie, ludzie jeszcze mieszkaja, chociaz "ostatnich z Mohikanow" jest nie wielu. Nie ma tu elektrycznosci, do lekarza jedzie sie tylko wtedy, gdy od razu trzeba lozyc sie na stol operacyjny. W puszczy, w miejscu, gdzie w promieniu ponad 10 km niema zywej duszy (ale do Wilna 70 km) mieszkala moja ciotka z wujkiem. Niestety ciezko zachorowala i zmarla, a wujek postanowil przeniesc sie blizej ludzi. Jeszcze wydawalo by sie tak niedawno opowiadalem dla nich o roznych nowych cudach-mikrofalowce i komputerze, telefonie komorkowym i wielu innych dziwnych rzeczach. Kiedys, gdy bylem uczniem, opowiadalem z duma, ze zulem amerykanska gume do zucia, ktora , mowilem ,jest podobna nieco w zuciu do wosku z kitem, a samo slowo Ameryka brzmialo tajemniczo dla nas, jak bajka z "Tysiaca i jednej nocy".
Przejezdzam w kierunku tak bliskiego dla mnie, ale teraz juz pustego domu. Wychodze z samochodu, kilkanascie minut spacerkiem po niewielkich jeszcze zaspach, czyli hurbach, jak u nas mowia i wychodze na polane. Maly domek stoi cicho i smetnie, zaden pies nie szczeka, pochylone ule jeszcze przypominaja, ze ktos tu gospodarowal. Zadnego sladu, tylko rzeka Wisincza w kilka krokow od malej , ale jeszcze mocnej lazni, roztacza powolne wiry. Kiedys tu, malym chlopcem boso biegalem na ryby i grzybobranie, kosilem wielka, jak nigdzie trawe, zmeczony po lazeniu po matecznikach za zwierzyna, rzucalem sie do stogu z sianem, by spac az do rana. Szkoda tego zakatka, gdzie mozna bylo doruszyc sie do starych obyczajow, teraz powoli umierajacych, zaspiewac stara, ale juz nie modna piesn ludowa, ale wszystko sie toczy i czas rowniez. Wracam do samochodu, w zadumie jade nadal. Jeszcze jade lasem, mijam miejsce, gdzie obozem stali Filomaci, a dalej juz t.zw. trakt Napoleonski, kilka weselszych laskow brzozowych. Jeszcze pol godziny i jestem na obrzezach puszczy. Przejezdzam kolo Popiszek, opisanych w "Drodze donikad" Cata-Mackiewicza i juz widze rzad dymow na mroznym powietrzu. Juz jest Podborze! Wchodze do domu, uderza zapach swiezych kielbas i pieczonych bulek, a wiec niebawem Wigilia. Siadam do stolu. Na duszy robi sie weselej.
