Psia mać

Z cyklu "Uśmiechnij się, jutro będzie gorzej"

Jacek Kozak

Po pierwsze - to ja niezbyt lubię psy. Nie żebym chodził po mieście i kopał wszystko, co ma cztery nogi i szczeka (chociaż czasami chciałoby się, szczególnie jeśli człek wdepnie w coś, co nie pachnie jak mimoza), ale nie rozczulam się też zbytnio na widok małego białego dupelka, który ciągnie różową smycz z przytroczonym na drugim jej końcu właścicielem. Ot, żywe toto, więc niech se żyje. Jak pająk, jaszczurka albo inna żywizna.

kundel A jednak wdałem się w ostry spór ze szwagierką. Poszło, oczywiście, o psy. Moja szwagierka, osoba skądinąd urocza, wywodzi się z rodziny spsiałej do imentu. W hierarchii ważności na samym szczycie każdej klasyfikacji umieszczają czworonoga, a następnie - po długiej przerwie - resztę Bożego stworzenia. Wchodząc do domu, w którym jest pies, witają się najpierw z czworonogiem, a później ewentualnie z resztą współmieszkańców danego lokalu - jeśli zasłużyli sobie na ich szacunek odpowiednią troską o psa. Może troszeczkę przesadzam, ale nie bardzo. W moim sporze ze szwagierką poszło oczywiście o psa, a raczej o przysłowie z psem w roli głównej. O porzekadło:
"pies jest najlepszym przyjacielem człowieka".

Zatrząsnęło mną owo sformułowanie. Proszę przyjąć, chociaż na chwilę, mój tok rozumowania. Co mamy z psa? Ano - w zamian za miskę kości i ewentualnie jakiś smakołyk wydzielany z ręki pod warunkiem, że siądzie na ogonie i zamacha łapkami - pies łasi się, patrzy panu w oczy, macha ogonem, robi sztuki (czyli wykonuje czynności, które z psiego punktu widzenia na świat nie mają absolutnie żadnego sensu, jak na przykład podawanie łapy), wyciąga pana lub panią na spacer niezależnie od stanu pogody i pory dnia, a co najważniejsze - nieustannie domaga się, by uwzględniać jego obecność w pana lub pani życiowych planach. Nie ma możliwości, by współmieszkać z psem na zasadzie partnerskiej - ja sobie, ty sobie; gdy nam sie drogi zbiegna, pójdziemy razem. Nie. Pies nie da sie zostawić na chwilę. A jeśli się da - po naszym powrocie urządzi nam takie "powitanie", jakbyśmy wrócili z sześciomiesięcznego safari we wschodniej Afryce. Skoki, ocieranie się o łydki, ujadanie, ewentualnie zsikanie się na dywan z racji niepohamowanej podobno radości. Wszak to oczywiste, prawda, że to wszystko oznaki przyjazni? Więcej powiem - głębokiego przywiązania, najgłębszej miłości. Toż to symptomy, iż bez nas wprost żyć zwierze nie może.

Ano właśnie - pies nie jest przyjacielem. Pies jest szantażystą. Poda łapę. Skoczy, lub przewróci się na grzbiet i uda zdechłego. Zaszczeka lub poliże - wszystko po to, by na niego zwrócić uwagę. Pies pójdzie na każdy układ, byle tylko kochać go i pieścić, dbać o niego i nieustannie zwracać na niego uwagę.

A gdy już osiągnie swój cel, dopnie swego, by zwiazać człowieka z sobą więzami najsilniejszymi - grając na emocjach nieopatrznej istoty ludzkiej - pies jest zwycięzca. Ma zapewniony byt i opierunek, może robić co chce, może nawet spać z tobą w jednym łóżku.

Na czym w zamian polegają psie obowiązki? Co mamy z psa? Od czasu do czasu wykona kolejna "sztukę", od czasu do czasu zaszczeka ("Patrzcie jak on radośnie mnie wita!") i ma sprawe z głowy.

To jest przyjaźń?! To jest ta najszlachetniejsza kombinacja stosunków międzyludzkich, o której wieszcze pisali wzniosłe strofy?! Toż to nic innego jak układ między panem a niewolnikiem - i nie bardzo wiadomo, który jest tu władcą.

Pal sześć psy i ich psiarzy. Chcą - niech jedzą ze swymi psami z jednego talerza. Rzecz w czym innym - w ponurym stanie rzeczy, w którym wielkie i szlachetne słowo, wielka i szlachetna treść zostały sprowadzone do zapewniania bezmyślnemu zwierzęciu miski z kośćmi. Jakże samotny i bezradny jest człowiek, który za najlepszego przyjaciela uważa czworonogie stworzenie, które jedyne, co potrafi, to patrzeć się w twoje oczy. Jakże obcy staliśmy się sobie nawzajem, jeśli po bliskość, po intensywność wzajemnych uczuć musimy sięgać do głupich (obiektywnie) czworonogów.

Z uporem godnym lepszej sprawy będę upierał się, że przyjaciel, to człowiek z niewyjaśnionych przyczyn bliski nam na dobre i na złe. To człowiek, który odezwie się, gdy jakoś nie masz ochoty do nikogo zadzwonić, lub człowiek, który zadzwoni właśnie do ciebie w środku nocy, bo ma nieodpartą potrzebę porozmawiać o życiu i jego przejawach z kimś, do kogo ma zaufanie.

Przyjaciel to ktoś, na kogo możesz liczyć. To ktoś, kto bedzie po twej stronie, nawet jeśli nie masz racji - wszak czasem bywa i tak, że nie masz racji, ale upierasz się przy swym stanowisku, bo przecież... Przyjaciel to człowiek, który ci dobrze życzy, chociaż czasami należałoby cię zdrowo sprać.

Przyjaciół nie ma się wielu. Bywa, że nie masz ani jednego. Bywa, że myślałeś, że masz przyjaciela, a tu... Przyjaźń to rzecz skomplikowana i trudna, czasami piekielnie niewygodna. Zarazem jednak - to coś unikalnego w życiu każdego człowieka. Jak prawdziwa miłość, chociaż to jeszcze coś innego.

Powiedzieć "Pies jest najlepszym przyjacielem człowieka" to tak, jakby stwierdzić "Madonna jest najwybitniejszą artystką wszechczasów". To sprowadzić cenny rodzaj stosunków międzyludzkich do poziomu trawnika. Obsranego (excusez le mot) przez psy.

Zaiste - zeszliśmy na psy, jeśli psy sa naszymi najlepszymi przyjaciółmi. Pozostaje mi tesknić za czasami, w których psa traktowano tak, jak na to zasługuje - jak psa.


indeks - Ameryka