Radość
Ci, którzy się cieszą
Z pewnością grzeszą
Ewa z jabłkiem w dłoni
Adam ukryty pod listkiem figowym
(Kto jest kusicielem?)
W burzy jej czarnych włosów
Odnajduja niebo i spokoj
Starszy pan z brodą
Wygląda przez okno
"Może to Zuzanna?" - myąli
Jego zmęczone nogi już dawno
Odmówiły mu posłuszeństwa
Młoda pielęgniarka z ośrodka
dla emerytów przynosi mu mleko
"Dam jej za to jabłko" - postanawia
I czerwony rumieniec wykwita na jego twarzy
radość
Juliet
Jest jakiś nieporzadek w idealnym porzadku
I jakaś niezgoda w cudownej harmonii
Ukryta duma w niskim uklonie
Perlista łza w kamiennym uśmiechu
Zmarszczka na twarzy kobiety
I delikatnosc męskiej dłoni
Czasem sie zdarza bez uprzedzenia
Jak deszcz w słoneczne południe
Jak moj Romeo śpiacy na balkonie
Popsute
Na zawsze popsute
pomiędzy Nami
to co mieliśmy
zabawka złota
Serce na korbkę
Jak katarynka
beztroska muzyka
a obok pies z kotem.
Kataryniarz umarł.
Muzyka zamiłkła.
Pies pogryzł się z kotem.
Wyspa
Samotna wyspa kobiecości
Niezamieszkana
Opuszczona
Czeka w nieskończoność wód
oceanu dookoła
aż po horyzont Twojego powrotu.
Marcel i Halina
Mój dzień jest monotonny
Filiżanka herbaty i magdalenki
Moje sny są kolorowe
A noc czuwa przy lampie
Zegar wybija godziny
chwila uderza o chwilę
I rodzi sie wspomnienie
opowieść długa jak życie
Moje serce spragnione miłości
bije dłużej niż przewidzieli
Wszystko ma kolor czerwony
a życie jest poezją
Zdażyłam nacieszyć się Tobą
Przepisać wszystkie marzenia
z oczu Twych w noc księżycową
Rozwiesiłam na niebie jak gwiazdy
Lubię Cię
Lubię cię jak wiosnę
kiedy przychodzi po zimie
Jak noc kiedy usypiam
zmęczona dniem
Jak długą rozmowę
po latach milczenia
Jak cień w upalne południe
Lubię cię jak muzykę
przy której kwitną kwiaty
Jak poezje...
Puszysty kot przechadza się po dachach
Samotna gwiazda wzdycha do księżyca
Świat krzyczy nie zwracając uwagi
Ty milczysz zasłuchany
Ten wiersz jest dla Ciebie...
Spotkanie
Spotkali się na Atlantydzie
Na dzień przed zagładą wyspy
Jej usta były czerwone
A suknia utkana z tęczy
On miał policzki blade
Był nagi o silnych ramionach
Starożytna bogini miłości
Uratuj ich od śmierci!
Spotkali się tam
gdzie wschodzi słońce
On był dniem
A ona nocą
Na linii horyzontu
znaleźli kompromis
Ziemia dzielona na dwoje
Spotkali się na bezludnej wyspie
On jej wybudował dom
Ona dla niego zaplotła warkocze
A kiedy spał zmęczony
Była aksamitnym spokojem
Wzruszeni do łez bogowie
darowali im nieśmiertelność
Daj mi urodę diabła i spryt anioła. Rozkochaj we mnie
piekło i wkup w łaski Boga. Daj mi spojrzenie gorące
jak ogień a uśmiech spokojny jak woda. Stwórz mnie
na niepodobieństwo swoje i zbaw od wiecznego nieba.
Umyj mnie deszczem i otul w ramiona. Módl się ze mną.
Naszą religią jest miłość.
Czasem mam ochotę
wywrócić świat do góry nogami
Pomylić białe z czarnym
Anioła z szatanem
Kobietę z męzczyzną
Sprawdzić jak wygląda miłość
bez porzadku
Czasem mam ochotę
uciec stąd
daleko i zamieszkać na bezludnej wyspie
pełnej śpiewających ptaków
i milczących ryb
Sprawdzić czy samotność
zmusza do myślenia
Czas po prostu mija
Czas po prostu mija
Płynie jak najdłuższa rzeka świata
Wstapił do niej Heraklit
raz i drugi
I nigdy nie było tak samo
Każdy dzień jest inny
uderza jak fala
jak zmarszczka na tafli twarzy
Marszczy się i odchodzi
Zabiera ze sobą nastepny kawałek brzegu
Biegnę po płytkim dnie
po ostrych kamieniach
Niedaleko Cyganki piorą brudne koszule
Wszystko odpływa niewiadomo dokąd
Cofam się i chcę biec pod prąd do Mamy
i spacerować z Nią po piaszczystym brzegu
Miłość trzyma jak pies mocno
w zębach kość, miska pełna łez
Miłość trzyma plikiem starych zdjęć
uśmiechnięte twarze, rząd samotnych serc
Miłość trzyma znajomym zapachem
w błękitnej pościeli odwrócone do mnie plecy
Wolność czeka za drzwiami
walizki cieżkie jak kamień
dzieńdobry na pożegnanie
Jest we mnie spłoszona mysz
jaszczurka i lwica nieoswojona
Mam delikatne ręce, zwinne ciało
i drapieżne serce
Jestem z tysiąca kolorów
z deszczu, słońca, powietrza, oddechu
Między Bogiem a człowiekiem
Kobietą. Kiedy spię, kiedy budzę się,
kiedy kocham
wiatr moje włosy roznosi na cztery strony
Zamknięta w Twoim spojrzeniu
jem z reki i piję
spragniona miłości
Dotyk Twoich szorstkich
nie przyprawia mnie o dreszcze
lecz o spokój.
Rozmowy o wszystkim,
rozmowy o niczym -
- lubię kiedy dzwonisz.
Do Ciebie
Nie wiem jeszcze jak bedę tęsknić za Tobą
(Szaleństwo, smutek i łzy)
Jeszcze nie wiem jakie listy napiszę
(Pięknie, gorące i długie)
Wszystko zależy od tego czy kochasz...
W wieczności czasu
czekam na Twoje trwanie
W błękicie nieba
na błękit Twoich oczu
Rozpływasz się wokół mnie
jak przestrzeń różowa
i czekam aż się staniesz.
Śmierć jest szara
Ile mi jeszcze dni pozostało, ile nocy
wypisane jest tajemną linią na mojej dłoni
wyliczone na palcach Boga w przestrzeni
rozpalone w blasku moich oczu...
Śmierć jest szara - biały dzień
łączy się z czarną nocą
by stworzyć trzeci wymiar czasu
Śmierć jest szara
jak popiół ugaszonych oczu.
Podczas lekcji yogi
moje ciało rozpada się na kawałki
rozbija się jak lustro
siedmiu lat nieszczęścia
zbieram je, układam
w mozaikę czegoś lepszego
Wijesz się wokół mnie
jak liść winogrona
przy starym domu
W okna zaglądasz
czerwonym owocem
Dojrzewasz i prosto
w usta spadasz
Naprawdę nie mam nawet
czasu na swobodny oddech
w tym uścisku natury
i cegły - bo Ja nie jestem domem...
Ty chcesz abym nim była.
Jestem kobietą niezwykłą
i nikt o tym nie wie prócz mnie
Mam usta w kształcie serca
i orzechowe piękne oczy
Dzisiaj na śniadanie zjadłam lody
a na obiad płatki kukurydziane
i pierwsza zadzwoniłam do Ciebie
i słuchałam jak płaczesz z tęsknoty...
Nowojorskie metro
nie jest źródłem
silnych wrażeń
ani wielkich wzruszeń.
Brudny Murzyn
gra na saksofonie
swa marną piosenkę,
Chwila zadumy...
i pewnie
ten turysta obok
napisze o tym wiersz,
A ja, nim wysiądę,
sprawdzę
czy nikt nie ukradł
mojego portfela...
Nowojorskie metro
pełne jest
żebraczych marzeń
i naiwnych ludzi...
Bóg upiekł ciasto, na podwieczorek, mówiąc:
"To dla Ciebie...ze śliwkami...twoje ulubione..."
Chwilę potem ukrył twarz w dłoniach i począł płakać.
"Czy coś się stało?" - spytałam - ale on nie mógł
mówić...połykał łzy i unikał mojego wzroku.
"Czy coś się stało?!" (pozostawałam nieprzekonana).
Ogarnęła mnie niepewność i straciłam apetyt...
Nazajutrz umarłam i nikt nie wiedział dlaczego
Nikt...
Mam wielki problem
Ze szczerością wobec siebie
Obserwuję niebo nocą myśląc:
To ja rozrzuciłam gwiazdy
W mleczną drogę,
Wielki wóz, mały wóz,
Wielka niedźwiedźice na biegunie polarnym
Zbieram pocałunki - wielkie sprzątanie przed zimą
Mam być wielką damą, zabić wiosnę...
A jednak...
Twój dotyk rozpala ogień
Obserwuję niebo nocą zgadując:
To ja rozrzuciłam gwiazdy
To ja jestem białą niedźwiedźicą
na biegunie...
Ukrywam twarz w dłoniach
I wstydzę się
Ubrana w nagość i twoje spojrzenie
Nie potrafię kłamać możesz mnie pytać
jak długo zechcesz odpowiem tylko milczeniem
Możesz mnie torturować pocałunkiem pod którym
zatracam oddech i siebie możesz mi grozić...
Ubrana w nagość i twoje spojrzenie
Wciąż nie wiem czy cię kocham...
Odszedł ode mnie
droga
przed Nami
była zbyt prosta
a on
urodził się
ciekawym człowiekiem
odszedł ode mnie
stanęłam
nad brzegiem
Morza Czarnego
a on
poszedł dalej
Dzisiaj ja
odchodzę od niego
w świat
droga jest kręta
i niebezpieczna
nie lękam się jednak
kroczę przetartym śladem
Zbyt późno odkryłam
że jestem piękna -
zmarszczki rozgościły się
na mojej twarzy...
i jak nie proszone kuzynki
popijały kawę podgryzając
ciasteczka pomiędzy plotkami...
