
akwarelka znad morza
włosy spięła w koczek z tyłu głowy
młodziutka i śmieszna z tą dorosłą fryzurą
wyjątkowo niesforne włosy
wymykają się z koczka
wysuwają zza uszu
falują jak jak sinusoida zamiast płasko przylgnąć do skóry
falują jak morze przy słonej plaży gdy irena stoi i woła
czy mnie słyszysz
tadeczku czy mnie słyszysz
cicho szumią różowe kumulusy
płótno bez ireny
dobrze że pani dzwoni
rozmawialiśmy z mężem właśnie nie tak dawno
dlaczego irena
już rok jak nie widzieliśmy jak jej drobna postać
przebiega przed naszymi oknami
jak idzie do kościoła co niedziela
w jasnej sukni z kapeluszem i z torebką
co się stało
dobrze że pani dzwoni
chcieliśmy z mężem zapytać...
halo halo
bardzo proszę nie odkładać słuchawki
wnetrze
to było gdzieś na wsi na wyjeździe
wspólny pokój ireny i tamtej dziewczyny
rozbieranie się do snu
wysokie poduszki nakrochmalone
poszwy śnieżnobiałe
pierzyny nie pikowane w których co rano
pierze kuliło się gdzieś w rogu
irena zdjęła spódnicę
jak zawsze długą do pół łydki
(nie zawsze kiedyś
parę lat wcześniej
nosiła szerokie suknie aż do kostek)
noc zaczerniła okno
irena zdjęła spódnicę
szukała wzrokiem jasnej płóciennej koszuli
zdobionej falbanami
irena!
ty masz zgrabne nogi!
krzyknęła tamta dziewczyna
i zamilkła speszona
irena pokraśniała z zadowolenia
i nic nie odrzekła
życie toczyło się potem jak przedtem
chabry zamglone
nabrzmiały wydarzenia wojenne
irena stanęła przy rzeźbionym biurku
bardziej niż płacząc
i właśnie wtedy tadeusz
podał jej papierosa
zapal irutko
zło przeleci
przeleciało zło i tuziny wiosen
nad tadeuszem chabry rumianki
perz
i ziele przeciw mrówkom
irena zamiast znicza
zapala papierosa
myśli wigilijne Ginny St. Clair
Wirginia St. Clair w rok po narodzinach tego wiersza zginęła
w katastrofie lotniczej w Dominikanie. Samolot runął do morza.
Niektóre ciała pasażerów zostały zżarte przez rekiny
leżę stara ciotka pięset wiosen od wieków
przykuta do łóżka baldachim nade mną
czerwone niebo płonących wspomnień
a dziś
taki spokój
przed wigilią
zapach starości zamiast ryby
leżę stara ciotka przykuta do łóżka
miriady telefonów wesołych świąt mi życzą
aparat milczał kilka dni jak zaklęty
a dzisiaj jakby go ktoś odmienił
dzwonili wszyscy krewni nawet
odezwały się po latach rozłąki
młodziutkie pannice
czternaście byłych żon wnuka mojej siostry
odezwały się wszystkie po latach rozłąki
jak zmowa ciepłe światło życzeń
taki dziś spokój przed wigilią
każda pannica te same słowa szepcze
obok życzeń wielka pajda zwierzeń
poprzednie dziewczyny zrobiły mu krzywdę
tamte żony nie dość wrażliwe
na jego duszę nie dość troskliwe dla jego ciała
leżę stara ciotka przykuta do łóżka
pięćset wiosen temu też szeptałam
ja jestem inna jakże lepsza
poprzednie dziewczyny zrobiły mu krzywdę...
ileż miłości przeszło przez milenium
dziś taki spokój przed wigilią
znów westchnę sobie do pana boga
tamte dziewczyny zrobiły mu krzywdę
daj mi panie z moim chłopcem sprzed wiosen pięciuset
wspólną zdobioną złotem i bursztynem skrzynię na wieczność
właśnie ze mną wieki wspólnych marzeń snów
wilgotne pachnące piżmem obok siebie
w łonie ziemi matki nasze ciała
