Gangiem motocyklowym do Albanii (Shqipëri - wym. Szćipri).

      Z cyklu: "Psychopatologia Gnuśnienia"

      Zbliżał się koniec sezonu letniego nad Baja Kalifornia. O tej porze słońce jest już zmęczone zadawaniem bólu żyjatkom na półwyspie Kalifornijskim. Staje się ono blado złociste. Jak uśmiech matki. O brzasku powoli wynurza się z Morza Korteza i łagodnie muska promieniami śpiacych poddanych. Wreszcie pozwala się wyspać. Przychodzi pora wytchnienia. Wilgotne tropikalne powietrze ustępuje suchym pustynnym wiatrom.

      Były to ostatnie dni października. Przez trzy dni wiał silny suchy wiatr z zachodu. Iwona i ja siedzieliśmy w pace ciężarówki ustawionej na piaszczystej plaży, wejściem na wschód, w stronę morza. Porywy wiatru były tak silne że kołysały dwutonową ciężarówką jak liściem na ośice. Po trzech dniach wiatru, przed cieżarówką utworzyła się piaszczysta wydma. Nie dało się pływać ani nurkować. Siedzieliśmy więc w pace i snuli plany na przyszły rok. Wtedy przypomniał się nam Gunnar Alfter. We wczesnych pięćdziesiątych latach zapakował on do swojego mieszka kilka sucharow, ucałował rozoraną bombami ziemię Szwabii i udał się za ocean - do Kalifornii. Wpierw najął się do pracy w warsztacie produkujacym części do wyrzutni rakietowej. Toczył tłoki do siłownika hydraulicznego. Po dwudziestu latach wykasłał swoje oszczędności i sam założył warsztat, tym razem toczył tłoki do siłownika lemiesza miejskiej śmieciarki. Nie robił tego sam. Kolejna fala meksykańskich imigrantów z kukurydzianymi plackami w plecakach, stanęła przy jego tokarkach. Gunnar wtedy kupił sobie pierwszego Harley'a.

      Gunnara poznałem poprzez kolegę który poprzedniego roku wynajął od niego kompresor do pompowania butli ze sprężonym powietrzem. Do nurkowania. Gdy po raz pierwszy zadzwoniłem do Gunnara by wynająć kompresor, ten zrobił mi egzamin. Chciał się upewnić że osoba której powierzy ten delikatny, a jednocześnie niebezpieczny sprzęt nie postawi go przed sądem za obrażenia ciała. Po zdanym egzaminie, umówiliśmy się że wpadnę do niego rano, w drodze do pracy. Gunnara zastałem w warsztacie, stojącego przy stole zasłanym górą żelastwa, aż dziw brał że potrafi on się w tym wszystkim połapać. Nad stołem wisiał plakat z "Easy Rider". Nie zdawałem sobie jeszcze wtedy sprawy że wypowiadając się na temat tego filmu zarwę dzień w pracy. Wtedy Gunnar opowiedział mi o swych dwóch pasjach. O nórkowaniu i motocyklach. Marzy mu się, by ubrany w skóry "Hells Angels" wjechać do swojego miasteczka w Szwabii, tak jak w 1945 roku wkroczyli zwycięzcy Alianci. Widzę to oczyma wyobraźni, słysze basową linie melodyczną rur wydechowych. Było już zdrowo po południu, gdy Gunnar po raz pierwszy i ostatni wziął odemnie kaucję za kompresor w wysokosci $1000, w studolarówkach. Zdjął ze sciany kalendarz przedstawiający błyszczącego Harley'a podpierającego nagą panienkę z kształtnym zadkiem. Pineską przygwoździł banknoty do ściany, i całość przykrył wspomnianą już panienką. Po dwu tygodniach, gdy odwioziłem kompresor, proces ten powtórzył w odwrotnej kolejności.

      Nie trudno się teraz domyślić na czym polega ten pomysł. Myśle utworzyć kilku osobowy gang motocyklowy. Sezonowy, bez legitymacji partyjnych. Kupić tu w Kalifornii urzywane motocykle, po $1500 każdy, ukradkiem wejść w posiadanie skór z emblemami "Hells Angels, California Chapter". Całość przesłać do np. Włoch i z tamtąd rozpocząć podbój Bałkanów. Dobrze by towarzyszyły w tym ze dwa samochody z przyczepami na motory. To po to by móc się poruszać, gdy spadnie deszcz. Trasa do ustalenia. Europejskie odległości są tak małe, że wszędzie, na Bałkanach, Grecji czy Peloponezie jest nie daleko. Po sezonie sprzedać skóry Niemcom. Po $2500 za komplet i dorzucić po motocyklu na osłodę. Do tego planu zapalił się Jurek Gradzki, lecz po wyjeździe do Polski ślad po nim zaginął. Jak by go czarna dziura pochłonęła. Do dziś nie rozumię tego zjawiska. Mile zaskoczony jestem jakością reportażu Włodka Dymaczewskiego z tego niezwykłego kraju.

      Zapraszam zainteresowanych do ujawnienia się przez przysłanie mi poczty. Chętnie wysłucham rad tych którzy już to zrobili, lub tych którzy znają okolice morza Środziemnego. Interesują mnie prawa dotyczące wiz i transportu. Ważna jest znajomość przepisów drogowych, celnych i bezpieczeństwa. Jeśli są zbyt surowe może należy wyruszyć z Turcji lub Słowenii. Bardzo jestem ciekaw Albanii. Chciałbym tam zawitać zanim turyści z północnej Europy zadepczą greckie i rzymskie zabytki. Proszę dać cynk, puścić farbę lub po prostu napisać do mnie. Obiecuję dyskrecję i ile będzie potrzebna.


      Włodek Dymaczewski pisze:

      Odpowiadając mniej więcej po kolei... Byłem w Albanii w zeszłym roku, we wrześniu, więc od tamtego czasu wiele się na pewno zmieniło (np. rzad :) Ale kilka rzeczy na pewno jest takich samych...

      1. Po pierwsze to piękny kraj, wart zobaczenia.

      2. Po drugie drogi są tam w fatalnym stanie, najwyżej 1/3 jest przejezdna, w zasadzie tylko te główne pomiędzy miastami... na motorze jednak nie powinno być dużych problemów.

      3. Albańczycy są bardzo przyjaźni... prawie wszędzie proponują gościnę... Uwaga ta nie dotyczy jednak terenów górskich, a jedynie pasa wybrzeża. W górskich wioskach panuje duża bieda i już rok temu było tam niebezpiecznie, a teraz w "tłum" dostało się jakieś 50.000 sztuk broni maszynowej i nie tylko... więc ...

      4. Niezależnie od przyjazności łatwo zostać okradzionym... na motorach czy rowerach trzeba by chyba spać...(to mój domysł - myśmy byli pieszo)

      5. Albańczycy prawie nie znają jezyków obcych - strasznie trudno się dogadać, chyba że zna się włoski, który tam jest bardzo popularny...

      6. Albania ma wspaniałe wybrzeże Adriatyku, piękne plaże i w ogóle super...(szczególnie na południu - okolice Sarande)

      7. Potrzebna jest wiza która bez problemu można było dostać w ambasadzie - jak to wyglada teraz - nie wiem.

      8. Bałkany są super - ale ze skór Hell Angels bym zrezygnował - na pewno bedą się źle kojarzyć i wywoływać agresję. O ile się orientuję, tam kojarzą się głównie z neofaszyzmem co nie wzbudza sympatii... To nie są Stany...

      Mam dużo doświadczeń z całych Bałkanów, chętnie się nimi podzielę w razie pytań...

      Piotr Szymański


    Olsnienie