Lonely Planet

Kostaryka
4 marzec - 10 marzec 2000 rok

Piotr Szymański

Puerto Viejo na Karaibskim wybrzeżu Kostaryki. Tu od trzech miesięcy wraz ze swym kolegą mieszka Chris Moinard. Źle skanalizowanymi uliczkami przewala się tłum jemu podobnych turystów. przewala się tłum

Zaczynamy rozumieć co nam mowił Chilijczyk Tito:

- ci ludzie - tłumaczył on - przyjechali tu z $2000 w kieszeni.
- jedni wydadzą to w ciągu dwu tygodni i wrócą do swych zajęc w domu, inni nie mający po co wracać zostaną tu pół roku aż się im te dwa tysiące skończy. Dłużej się bez przygotowania nie da.
- Ci pierwsi kupia pamiątki, wynajmą samochód, wypiją i zjedzą - drudzy jakkolwiek niechętnie wydadzą te pieniądze na hamak pod daszkiem liche jedzenie i być może starczy im na marychę.
- chyba że - tłumaczył Tito - ukończą kursy "Funky-way-of-life School"
- w niej to uczył bym adeptów wszystkich nacji, kolorów skóry i preferencji seksualnych jak ci drudzi mogą spędzić to życie kosztem tych pierwszych.
- pieniądze leżą tu na plaży - wskazywał palcem na muszelki - wystarczy je pozbierać, nanizać na żyłkę i sprzedać po $3.
- kto nie kupi skoro głupie piwo kosztuje dolara!
- ważne jest by dobrze wybrać miejsce na deptaku, a nie we wszystkich miasteczkach da się to zrobić. W Kostaryce najtrudniej. Jest ona dobrze skonstruowaną pułapką na turystów. Najłatwiej w Nikaragui i Gwatemali.

plaża na cypelku Punta Uva Jedziemy wzdłuż wybrzeża na południe by zbadać najpiękniejsze plaże w całej Kostaryce. Wpierw plaża na cypelku Punta Uva. Drobny biały piasek, młode palmy i dzewka kakaowe. Wąską plażą przechadza się tu sporo ludzi. Nastepną noc spędzamy na najładniejszej ze wszystkich plaż Kostaryki. Leży ona z kilometr na wschód od Manzanillo w "Gandoca Refuge". Złoty piasek, rozłożyste drzewa kakaowe i wysokie palmy pipa. Przeprawiamy się przez płytkie rzeczki, przeciskamy między palmami aż trafiamy na tak wąską ścieżkę że musimy odkręcać boczne lusterka. Wydawało by się że głębiej w tę dżunglę zaszyć się nie da. Tu kończą się kostarykańskie przesieki. Aż tu nad ranem podchodzi do nas dwudziestoosobową wycieczka młodzieży licealnej z Hamburga. Choroba - w Kostaryce nie ma bezludnych plaż. Gandoca Refuge

Panuje uporczliwa wilgoć. Rozciągamy sznur do bielizny między pałmą z ciężarówką licząc że być może uchronimy nasze ręczniki i od wszechobecnej pleśni. płodność świata roślinnego

Tej nocy Piotr ma brzemienny sen. Sni mu się że na pchlim targu gdzieś w Panamie, wśród sterty azjatyckich przyborów kuchennych znajduje nóż "Ginsu" do którego doczepiony jest kupon: "$1.40 OFF next Jerzy Grotowski Performance" Pojmuje on także znaczenie terminu "Rzeka świadomości", lecz po przebudzeniu wymyka mu sie istota wyrażenia. Merde. Wnioskujemy że wilgoć oświetlona słońcem jest przyczynkiem płodności świata roślinnego, a wilgoć pod osłona ciemności - źrodłem nocnych majaków. Klinicznym jej objawem jest nocne moczenie.

16 marca 2000 SAN JUAN DEL SUR

Nadajemy to z San Juan del Sur w Nikaragua 11°15.36N 85°52.36W 0 stop npm

Opuszczamy kostarykańskie Karaiby. Puerto Limon, jedyny kostarykański port na Atlantyku nie jest taki straszny jak go przewodnik naświetla. W 1502 roku zakotwiczył tu Krzysztof Kolumb i w nadziei że w głębi lądu znajdują się nieprzebrane bogactwa nazwał ten kraj Costa Rica (bogate wybrzeże). Bardzo się pomylił. Źle zrozumiał gest miejscowych Indian gdy wskazywali na północny zachód, w stronę Meksyku - kraju Azteków. Gandoca Refuge

Zostajemy na noc w narodowym parku Barbilla i przyleglym rezerwacie indiańskim. Tu nad ranem po raz pierwszy widzimy ptaka Quetzala. Rzeczywiście krwawo czerwony i płochliwy. Poza nami i ukrytymi w gęstym tropikalnym lesie Indianami - nie ma tu żywej duszy. W głębi dolinki słyszymy huk wodospadu.

8 marca 2000 CARTAGO

Nadajemy to z Cartago, Kostaryka 9°51.92N 83°55.10.W 5000 stóp npm

Ruszamy w kostarykańskie wyżyny. kostarykanskie wyżyny Dopiero tu w 1562 roku w okolicach Cartago, Juan Vasquez de Coronado założył pierwszą samowystarczalną kolonię rolniczą. Wszystkie poprzednie próby osadnicwa na wybrzeżu kończyły się fiaskiem. Teraz rozumiemy dlaczego dla europejskich osadników tropikalna przyroda nizin była tak wroga. Żadne z upraw które ze sobą przywieźli z Europy tu nie rosły. Karczowanie dżungli na pastwiska dla bydła było wysiłkiem ponad ich możliwości. Do tego tropikalne choroby i nieobliczalni Indianie. Nawet dziś jedynymi uprawami na nizinach są banany, kakao i awokada.

Cartago Potrzeba było wiele pokoleń na to by wykarczować lasy kostarykańskich wyżyn i zamienić je na szachownicę uprawnych pól. Przyglądamy się twarzom na ulicy w Cartago. Nie wielu tu Metysów. Ci ludzie nie chętnie się mieszali. Widzimy oznaki klanowości. Dzieciaki siedzące przed komputerami w Internet Cafe mogli by ujść za Bawarczyków. Ściągają nagrania Heavy Metal w mp3 i kopiują na dyskietki. Teraz wiemy kogo miał na myśli kolumbijski inżynier budowlany mowiąc:

- ze wszystkich latynoskich krajów jedynie Kostarykanie potrafią pracować.
Na pytanie dlaczego nie Argentyńczycy odpowiedział
- do dziś nie mogą się pogodzić z utratą świetności. Nawet Argentynę nie nazywają krajem rozwijającym się, lecz krajem poddanym rozwojowi.

nowe tumany mgły Na noc stajemy przy polnej dróżce z widokiem na światła Cartago, szachownice pól i zatknięty we mgle wulkan Irazu (3432m npm.) Mistyczne to miejsce. Jesteśmy po środku wielkiego spektaklu znikania. Co minutę przewalające się przez nas nowe tumany mgły zakrywają jedne widoki a odsłaniają inne. Chwilami słup słonecznego światła oświetli i powoła do życia element tej wielkiej inscenizacji. Jak na scenie Kantora tylko że na gigantyczną skalę i bez użycia reflektorów. Jest rześko i wilgotno. A to tylko dwa tysiące metrów npm.

wrot zakładu Intela Napatrzywszy sie na te cuda jedziemy do San Jose - stolicy Kostaryki. Jest to typowe latynoskie miasto ze zgiełkiem, pieprznikiem i pełnym kolorytem. Za miastem przy lotnisku stajemy u wrót zakładu produkcyjnego Intela. Piotr podaje się za bratanka Andy Grove'a i robimy sobie zdjęcia przed dwoma niewielkim halami procesu CR3 i CR1. To tu produkowane są Pentia, podatki od których w zeszłym roku odpowiedzialne były za połowę kostarykańskiego dochodu narodowego. Trudno uwierzyć że cała ta kawa, banany i turystyka była warta tyleż samo co kostki wyprodukawane w tych dwóch barakach. jezioro Arenal Myślimy że tak samo dziwił się Krzysztof Kolumb przyglądając się weneckim galeonom załadowanymi przyprawami z Chin i Indii. Każdy z nich wart był nie jednego europejskiego królewstwa. Dobry demagog powiedział by:

- patrzcie Kostarykanie!
- waszą krwawicą wyprodukowaliście 20 milionów kostek wartych $2 miliardy, i co z tego macie?
- nędzne 20 milionów do podziału?

Taki demagog nie znajdzie posłuchu w Kostaryce. Na tym polega atrakcyjność tego kraju dla wielkiego kapitału, w przeciwieństwie do następnego na naszej trasie - Nikaragui.

La Ceiba Po drodze odwiedzamy jezioro Arenal pod aktywnym wulkanem o tej samej nazwie. Szukamy tu farmy motyli o której wspomniał nasz znajomy. Przewodnik informuje że to Mecca wind-surfingu. Rzeczywiście wieje zdrowo, lecz na jeziorze nie widać ani jednego żagielka. Trudno nam sobie wyobrazić jak to tu robić. Jest chłodno, wysokie brzegi świadczą o zmiennym pozomie wody, tylko kilka prywatnych dostepów do jeziora. Kolejny kostarykański pic na wodę.

La Ceiba Miasteczko Tilaran. Tu krzyżują się drogi do parku Monteverde i jeziora Arenal. Bardzo sprytnie właśnie tu Tom Jafek założył swoją pizzernie. To nie pizza i darmowa kawa pozwala mu przeżyć, lecz pamiątki które kupują na prezenty dwutygodniowi turyści.

- co tu jest do zobaczenia? - pytamy - kilka mil stąd jest wielkie drzewo La Ceiba (Kapok)
- zostawcie tam dolara w skrzyneczce - poucza
Gładki z niego operator. Czuje turystycznego bleusa. Zna lokalne mechanizmy władzy.
- reka rekę myje - trafnie zauważa.
- trzeba umieć współżyc z panem, wójtem i plebanem.
- Ci ludzie są wpierw nie ufni - ciągnie.
- wielu z przyjezdnych Gringów jest uciekinierami od prawa. W zeszłym tygodniu znajomego sklepikarza przymknęli na granicy za dawny amerykański wyrok za marychę.
- kto by pomyślał!

Nikaragua 10 marzec - 21 marzec 2000 rok


Powrót do strony głównej