Przekraczamy granicę do Belize. Idzie gładko, wszystko poza ubezpieczeniem na samochód $12/tydzień jest za darmo. Urzędnik wypisujący polisę ubezpieczeniową, na pytanie jak często zmieniają fotokopię premiera i członków jego gabinetu wiszącą na ścianie, odpowiada:
- my tu mamy demokrację - spostrzega
- raz na cztery lat, chyba że się któryś skompromituje, wtedy flamastrem przekreślamy jego zdjęcie - informuje.
- mamy tu prawdziwy problem z Chińczykami i Hindusami.
- już w tym roku kilku Chińczykow padło ofiarami czarnych.
Jedziemy na wybrzeże.
"Mercenary Commerce" kwitnie w Placencia. To miejsce każe nam się zastanowić nad definicją turyzmu. Po co jechaliśmy kilkaset kilometrów cieżką żwirową drogą na sam kraniec cypla? Co spodziewaliśmy się zastać w tej wiosce o której przewodnik informuje że ma najpiękniejsze plaże na Karaibach?
Działalność PTTK utożsamiała:
Turyzm = poznanie kraju i ludzi
Tu w Placenci czarni mieszkańcy wioski wcale nie chcą się dać poznać, ani nie są nas ciekawi. Zresztą nie do nich należy rozmawianie z przyjezdnymi.
Do tego są nieliczni biali, właściciele hotelików i organizatorów wypraw na koralową rafę. Ci pierwsi pobierają $50 za noc, a ci drudzy $75 za dwa nurkowania. Jakakolwiek inna działalność jest dla nich stratą czasu i energii.
Nigdzie indziej nie widzieliśmy tyle apatii w oczach przyjezdnych co i tubylców. Plaże - są bardzo wąskie i o tej porze roku porośnięte wodorostami. Wilgoć, komary i muchy piaskowe.
W południe ruszamy na drugi kraniec Belize podglądać ptactwo wodne na rozlewiskach rzecznych w okolicach Crooked Tree. Cały ten kraj można przejechać jedyną, lecz bardzo dobrą, asfaltową drogą w cztery godziny. Nie sposób ominąć stołeczne miasto Belize City, które liczy sobie zaledwie kilkaset tysięcy mieszkańców. Gdyby nie tabliczki oznajmiające brytyjską ambasadę moglibyśmy pomyślec że to wioska rybacka.
W Crooked Tree o tej porze roku zlatują się miliardy ptaków wodnych by tchnąć życie w olbrzymie rozlewisko rzeczne poprzecinane dziesiątkami polnych dróżek. Zapędzamy się na czuja w głąb rozlewiska. Rano budzi nas jazgot ptactwa które postanowiło poćwiczyć starty i lądowania na wodzie. Nie potrafią tego robić z zamkniętym dziobem.
Po tym co widzieliśmy w pozostałych krajach Środkowej Ameryki Belize wydaje sie być sztucznym tworem. Właściwie jest. W 19-tym wieku Brytyjczycy odkroili sobie kawałek Gwatemali po to by wywozić stąd drzewa Zapaton. Gwatemalczycy tolerowali to jako że bez drogi nie mieli jak się tu dostać. Przypłynąć też nie mogli jako że nie mieli czym. Brytyjczycy zaludnili ten teren niewolnikami z zachodniej Afryki i tak zostało. Aż do niedawna. Teraz w swej bezgranicznej mądrości Amerykanie zaludniają Belize Azjatami.
Jedziemy do nacjonalistycznego Meksyku. Ci przynajmniej potrafili Amerykanom powiedzieć NIE. Dziś mamy co do tego wątpliwości. |