
Tymczasem w nocy chwyci³ mróz i w parku alejki siê zaiskrzy³y. Z samego rana, kiedy bapty¶ci przywie¼li kawê i kanapki z tuñczykiem, Pche³ka, który spa³ po s±siedzku, mia³ padaczkê alkoholow± i miêkkie serce, potrz±sn±³ Dyrektorem raz i drugi, ale ten siê nie poruszy³.
Pche³ka przysiad³ ko³o niego, napi³ siê kawy i prze¿egna³. Zamkn±³ mu wyba³uszone niebieskie oczy i zamy¶li³ siê.
Akurat nadlecia³ wiatr znad oceanu. Przegoni³ zimn± mg³ê ze ¶rodkowego klombu. Skrêci³ w polsk± aleje, pobawi³ siê chwilê siwymi kud³ami na g³owie Dyrektora i zniechêcony powlók³ siê w górê miasta.
Zaraz potem z wie¿owca przy Avenue B wysypa³a siê i zanurzy³a w szachownicy parku grupka m³odych urzedników z Wall Street. Trzaskaj±c teczkami i my¶l±c o rzeczach niedostepnych dla innych, szli w stronê metra na St. Mark's Place. Za nimi, zatacz±jac siê z niewyspania i ko³ysz±c umalowanymi biustami, przesz³y przez park trzy siostry prostytutki, pracuj±ce w burdelu na 11 Ulicy. Przy wej¶ciu do parku bogacz Pijawka zapuszcza³ krzywe oczka w okna swoich czterech wychodz±cych na park kamienic. Mia³ nadziejê, ¿e zobaczy co¶ nieprawid³owego, za co mo¿na wyrzuciæ albo chocia¿ podnie¶æ czynsz.
Tymczasem na ³awkach, postêkuj±c i dygoc±c, wychodzi³o ostro¿nie ze snu coraz wiêcej ludzi.
Dwie ³awki za Dyrektorem Grzesio, drapi±c siê i ziewaj±c, ustawia³ na dnie blaszanego kub³a na ¶mieci kawa³ki drewnianej skrzyni. Wcisn±³ pod spod gazetê i podpali³. Niebieskie p³omyki objê³y papier, liznê³y drewno i buchnê³y ku górze. Grzesio z ulg± wyprostowa³ opuchniête cia³o, osadzone nierowno na krotkich nogach. Zerknal na wystajace za lawke nogi Dyrektora.
- Ale¿ to by³ kawa³ ch³opa - powiedzia³ z uznaniem.
- On by³ du¿o wiêkszy - mrukn±³ Pehe³ka.
- Tylko kiedy¶ polaz³ w nocy do tej czê¶ci parku, gdzie spi± Ukraincy. Tam mu po³amali ¿ebra i siê skróci³ chyba o g³owê.
Pche³ka wygrzewa³ nad ogniem chudziutkie, pokrzywione cia³o. W Polsce skonczy³ technikum ogrodnicze. Jak ka¿dy marzy³ o przyje¼dzie do Ameryki i swego dokona³.
Po³yskliwy boeing American Airlines przelecia³ nisko nad parkiem. Zadarli g³owy i patrzyli w niebo. W tej czê¶ci Manhattanu obdrapane, mizerne, z odra¿aj±cymi pasemkami wyp³owia³ych chmur. Samolot zatoczy³ ³uk i polecia³ w stronê lotniska Kennedy'ego.
- To jak bêdzie? - zapyta³ cicho Pche³ka.
Grzesio spojrza³ na niego, wzruszy³ ramionami i roze¶mia³ siê skrzekliwie.
- On nie ma papierów. - Pche³ka smutno popatrzy³ w ogieñ.
- Jak go policja znajdzie, to go wywioz± na Hart Island i zakopi± na Potter's Field. To jest teren wiêzienia. Nikt go nigdy nie odwiedzi. Groby s± nie oznakowane. Nikt go nie odnajdzie.
- A kto bedzie go szuka³? - Grzesio dorzuci³ do kub³a wilgotn± szmatê i znikn±³ na chwilê w k³êbach gorzkiego, dobrego dymu.
- Tam grzebi± bez mszy, w nie po¶wiêcanej ziemi - marudzi³ Pehe³ka.
- Grzesio splunal do ognia i przymknal oczy.
Alejk± przeszed³ dwuszereg trzymajacych sie za rêce dzieci. Mia³y nasuniête na oczy czapki. Znad szalików stercza³y bia³e nosy i p³on±ce policzki. Za nimi kroczy³a z godno¶ci± m³odziutka nauczycielka. Dzieci skrêci³y do wydzielonego ogródka i p³osz±c go³êbie, z krzykiem rozbieg³y siê miêdzy hu¶tawkami.
- Zakopiemy go na bocznym klombie przy ogrodzeniu. Tam w nocy nikt nie chodzi. Wiosn± mo¿na posadziæ frezje. Fioletowe, bia³e i ¿ó³te. Tyle ¿e frezje ciê¿ko rosn± z ziarna. By¶my musieli skombinowaæ sadzonki.
- ¯adne by¶my - skrzywi³ siê Grzesio.
- Ja nie mam z toba ¿adnej spó³ki. Ty masz szczê¶cie, ¿e wszystkiego siê wygrzebiesz, a mnie deportuj±.
Pche³ka z namys³em poskroba³ zapadniête policzki. To prawda, nie móg³ narzekaæ. By³ tak lekki, ¿e jak padaczka t³uk³a nim o ziemiê, nigdy nie zrobi³a mu wiêkszej krzywdy. Mia³ dopiero trzydzie¶ci lat, ale by³ tak zniszczony, ¿e wygl±da³ na pieædziesi±t. Dzieki temu w zesz³ym roku wziêli go bez sprawdzania dokumentów do najlepszego schroniska dla bezdomnych na Manhattanie, gdzie prawie nie gwa³c±, nie wpuszczaj± z broni± w reku i przyjmuj± po czterdziestce. Tam przechowa³ siê ca³± zesz³± zimê, a¿ dopiero kto¶ zawistny na niego donios³.
Spojrza³ na rozwalone na ³awce cia³o i pokrêci³ g³ow±:
- On sobie nie zas³u¿y³, ¿eby go zakopywaæ we wspólnym grobie na Potter's Field. To by³ cz³owiek z kultur±. My³ rêce, a potem jeszcze opala³ je nad ogniem.
- Mog³ byæ peda³em - Grzesio zapali³ skrêta, zaci±gn±³ siê i rozkaszla³.
- Peda³y czêsto pakuj± siê w straszne k³opoty przez to, ¿e siê brzydz± brudu.
- Jakim peda³em. - Pche³ka wyci±gn±³ z kieszeni resztki kanapki i porz±dnie roz³o¿y³ je na ³awce.
- On w Polsce domy budowa³. Jak tu przyjecha³, mia³ wszystko. ¯onê, wspólnika, cadillaca... Jad³ tak na co dzieñ jak ¿aden Amerykanin nie je od ¶wiêta.
Zamachn±³ siê i zacz±³ szeroko siaæ okruszynami. Wiewiórki zbli¿y³y siê w milcz±cej tyralierze.
- A to ciekawe, czego szuka³ w parku? - usmiechn±³ siê Grzesio. Cisn±³ petem w dorodnego szczura, który przepych±³ siê miedzy wiewiórkami.
- Wspólnik go zdradzi³, oszuka³, odebra³ mu wszystko po kolei. - Pche³ka urwa³, prze³kna³ raz i drugi ¶linê i zadygota³. Zapu¶ci³ rekê do kieszeni i wy³owi³ zmiêtego dolara.
- Do³ó¿ siê. - Spojrza³ na Grzesia.
- Zrobimy piwo, du¿ego millera.
- Nie mam centa - sk³amal Grzesio i odwróci³ oczy.
Grzesio mia³ ¿onê, syna, który nie móg³ chodziæ, i parszywy charakter. Jak hiena kr±¿y³ z plastikowym kubkiem, niuchaj±c, czy kto¶ w parku nie robi przyjêcia, i nachalnie siê pod³±cza³.
Remontowa³ na czarno mieszkania po szesna¶cie godzin na dobê i porz±dnie zarabia³. Ale jad³ po ko¶cio³ach, flaszki nie postawi³ i od sze¶ciu lat nie przespa³ siê pod dachem, tylko wszystko, co zarobi³, s³a³ rodzinie za ocean. Spuch³ z tej chytro¶ci, zrobi³ siê czerwony na gêbie, a pod oczami ko³ysa³y mu siê sine worki. Kiedy¶ w Polsce siedzia³ za politykê i w wiêzieniu mu siê charakter wykrzywi³.
Prawa reka Dyrektora stuknela o ziemie.
Pche³ka podniós³ siê i podszed³ do ³awki. Dobr± chwilê mocowa³ siê z cia³em, ale Dyrektor nie da³ siê przekrêciæ twarz± do oparcia. Pche³ka zdj±³ wyp³owia³± narciarsk± czapkê, nacisn±³ mu na oczy i ruszy³ do sklepu, gdzie krzywa Hiszpanka sprzedawa³a najtañsze piwo.
Grzesio zerkn±³ na rêce Dyrektora. Potem na swoje. Poruszy³ lew±, wyciagn±³ z kieszeni praw±. Przez chwilê zgina³ i starannie rozprostowywa³ palec. Tymczasem przez szpary w chmurach przecisnê³o siê s³oñce. Trzy za¶linione kundle zaczê³y goniæ przesuwaj±ce siê po trawie ciep³e plamy. Handlarze cracka, siedz±cy równym rzêdem na oparciach ³awek, zadarli do góry ciemne twarze, a w Ukraiñskiej Alei mê¿czy¼ni wyjmowali spod p³aszczy szachownice.
Pche³ka wróci³ z litrow± butelk±. Rozla³ do plastikowych kubków. Wypili szybko raz i drugi. Potem ju¿ wolniej, smakuj±c, poci±gali po ³yku.
Naprzeciwko Dyrektora usiad³a na ³awce malutka Chinka. Miarowo ko³ysa³a wózek, w którym zanosi³o siê p³aczem paromiesiêczne dziecko. Kobieta przygl±da³a mu siê z namys³em. W jej p³askiej twarzy pali³y siê dobre czarne oczy.
- No i co to takiego le¿eæ na Potter's Field - zauwa¿y³ Grzesio.
- Ja tam by³em popatrzeæ, jest ca³kiem dobrze.
- Akurat tam by³e¶ - mrukn±³ Pche³ka. - Tam jest wiezienie, nikogo nie wpuszczaj±.
Wypili jeszcze parê ³yków, twarze im poja¶nia³y, rêce przesta³y dygotaæ.
- Nie by³em na samej wyspie. Ale dojecha³em do promu. Tam siê jedzie z Manhattanu autobusem przez Bronx, wysiadasz na Long Island City, idziesz kawa³ek, mijasz restauracjê rybn±, pole golfowe i skrêcasz w lewo. Za przystani± jachtów jest to molo, trzech klawiszów i pies, rudy... kundel. Tam zwo¿± trumny z ca³ego Nowego Jorku i uk³adaj± je rowniutko. Ka¿da ma swój numer. Jak siê zbierze wiêcej, przyp³ywaj± wiêzniowie, zabieraj± trumny na wyspê i zakopuj± je porz±dnie na tym polu. Jest spokojnie, dooko³a woda i du¿o ptaków.
- A ty wiesz, za czyje pieni±dze kupione jest to pole? - zapyta³ Pche³ka.
- Co to mnie obchodzi za czyje?
- Za Judaszowe pieni±dze - pochyli³ siê do niego Pche³ka.
- Za krwawe pieni±dze, za srebrniki.
- A co ma do tego Judasz? - Grzesio podsun±³ pust± szklankê.
Pche³ka nala³, zakrêci³ butelkê i wla³ sobie w gard³o resztê. Wrzuci³ flaszkê do wystyg³ego kub³a.
- Katolik jeste¶ i nie wiesz? To ma Judasz, ¿e jak wyda³ Chrystusa, to go jak ka¿dego ruszy³o sumienie i po¿a³owa³. Wróci³ do ko¶cio³a, ¿eby, oddaæ arcykap³anom trzydzie¶ci srebrników, ale oni ju¿ ich nie chcieli z powrotem, bo na nich by³a krew Jezusa. Nie wiedzieli co zrobiæ, a¿ dopiero ktory¶ wpad³ na pomys³, ¿eby za te pieni±dze kupiæ pole i grzebaæ na nim cudzoziemców. Jeden garncarz zgodzi³ siê sprzedaæ. Potter's Field to jest Pole Garncarza, znasz angielski, nie?
- Iii - skrzywi³ siê Grzesio. - Je¿eli nawet, to tamto pole jest w Izraelu. A tu jest Nowy Jork.
- A dlaczego siê nazywa Pole Garncarza? Zrozum, cz³owieku, to jest zawsze jedno i to samo pole. Dla kryminalistów, nêdzarzy bez nazwiska, odrzutków...
- Dla cudzoziemców - poprawi³ Grzesio. - Sam powiedzia³e¶, ¿e dla cudzoziemców.
- To wychodzi na to samo. - Pche³ka pogrzeba³ obcasem w ziemi.
- Ziemia nie jest bardzo zmar¼niêta. Daliby¶my radê, rozrzuci³oby siê ogieñ...
- Wszystko jedno, gdzie siê le¿y - zastanowi³ siê Grzesio.
- Wszystko jedno? Na Potter's Field jest przeludnienie. Grzebi± w piêciu warstwach. To jest miasto najwy¿szych domów i najg³êbszyeh grobów. Bêdziesz le¿a³ na samym dole, a nad tob± bêdzie gni³o czterech kryminalistów.
- Odczep sie - warknal Grzesio. - Ja wrócê do Polski. Popracujê jeszcze pó³ roku, najwy¿ej rok. Od³o¿ê jeszcze trochê pieniêdzy i wrócê. Rodzina na mnie czeka.
Pche³ka machn±³ rêk±, splun±³ i nie odpowiedzia³. Przez chwilê siedzieli w milczeniu.
- Psy go wyw±chaj± - powiedzia³ w koñcu Grzesio.
- Jak by¶my nawet spróbowali, tak czy inaczej go odgrzebi±.
- Przez plastik nie wyczuj±. Trzeba go tylko przyzwoicie owin±æ w worki.
Stado go³êbi poderwa³o siê z ³opotem, zatoczy³o ko³o i opad³o na ziemiê. Grzesio spojrza³ na Dyrektora i pokaza³ w u¶miechu wyszczerbiony p³ot ¿ó³tych zêbów:
- Swoj± drog±, je¿eli Judasz rzeczywi¶cie odda³ te pieni±dze, to miekki by³ cz³owiek. Dzisiaj by na Manhattanie daleko nie zaszedl.
Chinka wy³owi³a spod p³aszcza pe³na mleka pier¶. Wyci±gnê³a z wózka krzycz±cego ch³opczyka w niebieskich rajtuzach i czapce z ró¿owym pomponem. W³o¿y³a mu sutkê w usta. Ma³y przesta³ p³akaæ, rado¶nie zabulgota³ i zacz±³ ssaæ.
- No to jak bêdzie? - zapyta³ Pche³ka.
