
Żyłem kiedyś długi czas w Nowym Yorku na świętej ziemi Greenpointu. Jest to miejsce przesycone aż do obrzydzenia naszymi rodakami ze wszystkimi przywarami takimi jak agresja, pijaństwo, złodziejstwo. Przez około 10 lat przed moim przyjazdem zaczęła się tworzyć oryginalna subkultura tego ludu pracującego aż prosząca się o kilka doktoratów z socjologii, w sposób poważny i rzeczowy zajmujących się wszechzwiązkiem i rzeczy i zjawisk czyli co z czego wynika. Czy pierwotna jest współzależność zachowań wynikajacą z tradycji wsi Rzeszowskiej i Białostockiej, które to regiony w znacznym stopniu zapełniły gasarbajterami wielkie metropolie amerykańskie Nowego Yorku i Chicago?
Zachłanność na pieniądze jest tak przepotężna że trzyma tych ludzi jakby w kleszczach, otępiałych i zapominających o strukturach, które były bardzo ważne dla nich przed przyjazdem. Robiłem różne doświadczenia socjologiczne starając się nadać nowy bieg życia. Przypomniało mi się to z racji zabójstwa trzech owadów, którego dopuściłem się ostatnio. Zabiłem muchę. Gdy powiedziałem o tym żonie nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia. Kazała sprzątnąć zwłoki i tyle. Otoż inaczej przebiegało takie zdażenie w N.Y.C. Klimat w N.Y.C. jest inny niż w Los Vegas (gdzie obecnie mieszkam). Bardziej zmienny, mroźny i wilgotny. Czasami śnieg zasypoje ulice i ludek pracujący brnie skulony po przemielonej zalegającej chodniki bryi. Zabicie pirwszej muchy w marcu świadczy o zbliżającej się wiośnie. Pierwsze budzą się wiosną śmietniki od strony kuchni.
Promienie słoneczne wyzwalają smród, który unosi się do góry. Na tym wznoszeniu szybują muchy, duże, dorodne. Mieszkancy mają przygotowane łapki, których kształty zawierają w sobie duży ładunek aero-dynamicznej myśli technicznej. Ogłosiłem święto pierwszej zabitej wiosennej muchy. Położyliśmy ją na stole na czystej kartce papieru. Szybko udaliśmy się do sklepu aby kupić wódkę, chleb, boczek i ogórki. Szklo mieliśmy na miejscu.
Kierowałem rozmowę na temat przyszłej pory roku - wiosny. Połowy ryb były głównym tematem rozmówy. Moi współspacze nawet nie spostrzegli że wprowadziłem zupełnie nowy obyczaj świętowania. Zabita mucha leżała na środku stołu nie wadząc nikomu. Czasami wracałem do tematu muchy w kontekście dokonania wiosennych porządków. Wszystkie porównania naszego życia do życia i nagłej śmierci muchy były przyjmowane niemile, a przecież nasuwały się same takie skojażenia. Wiem, że rozmowy na temat oryginalnego święta przeniesione zostały na grunt towarzyski. Moja osoba występowała jako przykład niepoprawnego wariata lub oryginała, który może zainteresować wybredne gusta kobiet. Wpewnym sensie o to chodziło.
Zabiłem karalucha. Śmierć tego owada dała mi poczucie siły i ważności mojej osoby. To moje D.N.A. będzie na wierzchu. Mnie mogą sklonować gdy zechce. Witalnie silniejszy jest karaluch, lecz w obliczu zagrożenia bezpośredniego stoję wyżej. Karaluchów w Las Vegas jest niewiele z powodu suchego klimatu. W N.Y.C. jest to realna siła, która niejednego wprowadza w stan nerwowy. Niesłusznie. Karaluch jest nieszkodliwy a nawet jadalny. Oczywiście okazyjnie i zupełnie przypadkowo. Naprzykład w zupie. Przydaża się to czasami przy zbyt zachłannym konsumowaniu posiłków wieczorową porą w mrocznym świetle.
Zabiłem czarną wdowę. Była jeszcze nie wyrośnięta lecz na dobrej drodze rozwoju. Jest to pająk niezwykle jadowity budzący grozę skutecznością jadu. Jej mamę też wdowę zabiłem poprzedniego roku. Mieszkała pod murem pomiędzy moją posesją a sąsiada. Działała nocą. To właśnie przez głupiego pająka wdowy nie budzą mojej namiętności. A powinne! Nie jestem rasistą.
Gdzie więc jest puenta? Puenta jest w ogromnym wpływie, który mają na moje życie owady i rola ich śmierci w tworzeniu nowych obyczajów i zachowań obyczajowych z seksualnymi włżcznie.
