
W roku 1942 przybyło do Iranu około 40-tu tysięcy polskiej ludności cywilnej ewakuowanej z Rosji. Ewakuacja odbyła się w dwóch rzutach. Pierwszy przez morze Kaspijskie w marcu/kwietniu l942 roku, wraz z wojskami Gen. Andersa, które następnie powędrowały do Iraku. Drugi rzut odbył się drogą lądową przez Ashkhabad (Turkmenia) jesienią tegoż roku. Wygląd tych tłumów nędzarzy był już niejednokrotnie opisany i ofotografowany, więc oszczędzam tu sobie tych smutnych opisów. Po przybyciu do Teheranu ludzie ci, przeważnie kobiety, dzieci i starsi wiekiem mężczyzni zostali rozmieszczeni w czterech obozach wyposażonych w namioty, baraki, kuchnie polowe, laźnie i izby chorych. Było to wszystko prymitywne, ale dla tych biedaków, przeważnie chorych, było to rajem. Śmiertelność była bardzo wysoka, szczególnie wsród dzieci. Panowała wszechwładnie malaria tropikalna.
W roku 1942, staraniem Polskiego Czerwonego Krzyża otwarte zostało "Ognisko" P.C.K. Nie wiem czyim wysiłkom przypisać należy powstanie tej placówki, która odegrała wtedy rolę zasadniczą w życiu perskiej Polonii.
Siedzibą "Ogniska" był spory, bardzo porządny i ładny budynek dwupietrowy, położony obok parlamentu irańskiego. Budynek był zabudowany dokoła centralnego dziedzińca z ładnym ogrodem. "Ognisko" posiadało dwa oddziały: kulturalny z ładnie urządzoną świetlicą i biurami, oraz gospodarczy z całkiem niezłą restauracją ze stolikami ulokowanymi na krużgankach dokoła ogrodu. Podawano tu pierożki, kotleciki i pączki. Lokal był udekorowany przez braci Harow, znanych grafików 2-go Korpusu, którzy wykonali szereg ładnych fresków ściennych. Mebelki były drewniane w stylu góralskim. Było tam po prostu ślicznie!
Dostałam w "Ognisku" pracę świetliczanki. Kierownikiem świetlicy był początkowo Władysław Drążkowski, odkomenderowany z wojska, mój znajomy z Wilna, który wkrótce został odwołany i na jego miejsce przyszedł Stanisław Jukowicz
(mój przyszły mąż). Było nas pięć świetliczanek.
Do naszych obowiązków należało spożądzanie codziennych komunikatów, zredagowanych po "nasłuchu" radia londyńskiego, zagłuszanego notorycznie przez Niemców, organizowanie odczytów, zebrań, koncertów i wycieczek krajoznawczych oraz troszczenia się o wszystkich gości "Ogniska". Napływ gości był ogromny. Nie tylko przychodzili Polacy, ale rownież zaczeli się gromadnie zjawiać wojskowi; Anglicy i Amerykanie, których jednostki wojskowe stacjonowały w Teheranie.
Naszym wielkim przyjacielem był Brytyjczyk - Patryk Flynn, który zaopiekował się polską sierotką imieniem Bogusia. Zaadoptował ją i wysłał do Anglii. Dla niej nauczył się mówić po polsku.
Także zadomowiło się u nas kilku młodych Persów, przyciągniętych naszym sposobem życia, bycia i gościnności.
Nam, świetliczankom, przykazano propagowanie polskiej kultury, więc byłyśmy miłe, uczynne i czarowałyśmy tych wszystkich wojaków, spragnionych żeńskiego towarzystwa. Stałam się wtedy przewodnikiem po Teheranie i prowadziłam duże gromady Polaków do muzeów i do pałacu szacha, gdzie sala tronowa wyłożona była tysiącami drobnych lusterek.
"Ognisko" odwiedzały różne znane osobistości polskie: literaci, muzycy i politycy. Jedną ze swoich książek opracował w "Ognisku" Melchior Wańkowicz. Przez kilka dni siedział przy stoliku na krużganku z Hanka Korzeniewską, naszą kasjerką, notując dzieje jej licznej rodziny zmarłej w Rosji. Pewnego dnia zjawił się Anatol Krakowiecki, autor "Książki o Kołymie".
Był w towarzystwie małego chłopca, nie wiem czy synka własnego, czy przybranego. Oboje byli mizerni i bardzo wychudzeni. Anatol Krakowiecki traktował chłopca bardzo poważnie, jak dorosłego człowieka i widać było, że byli bardzo zaprzyjaźnieni. Przyszedł on do nas w sprawie wydania nut piosenki, do której napisał słowa. Nie pamiętam już jaki był tytuł piosenki, ale pierwsze słowa brzmiały:
"Rozszalało słońce się w Bagdadzie".
Melodia była ładna i smutna, do dziś dnia mogę ją zanucić.
Podarował mi potem nuty tej piosenki, która została wydana. Szukałam tych nut w mojej bibliotece, ale niestety zagineły gdzieś przy tych wiecznych wędrówkach.
Jesienią 1943 roku żegnałam się z żalem z "Ogniskiem". Dostałam stypendium od Polskiego Rządu w Londynie i odjeżdżałam z Teheranu do Bejrutu na studia. Nie wiem jak się potoczyły dalsze dzieje "Ogniska" P.C.K. w Teheranie.
