
Dzień zapowiadał się upalnie. Była dopiero ósma a termometr wskazywał już 28°C. Nabrzmiała gęba słońca, blada jak twarz chorego, co jakiś czas wyzierała zza poruszanych lekkim wiatrem brudnych kotar. Ciężkie od kurzu leniwie się kiwały rzucając dziwne cienie na polepionych smarem rękach Stacha. Przeklinał coś cicho, jednoczesnie parząc herbatę z użytej już dwókrotnie torebki expresu. Na jego twarzym malowało się zmęczenie i te dwanaście godzin jakie przepracował ostatniej nocy.
Była sobota więc większość nas była w domu. Zygmunt który stracił pracę tydzień temu, drzemał przy butelce wina. Była do połowy opróżniona i dlatego zapowiadał się kolejny dzień picia. Rano znów miał okres kiedy wydawało mu się że atakują go robaki. Obudził nas i o trzeciej nad ranem i musieliśmy go przyprowadzić do porządku. Juz raz chciano nam dać wymówienie po tym jak pijany wybiłem szybę wchodząc przez okno do sypialni. A ja poprostu zapomniałem gdzie są drzwi. Landlord nie chciał jednak uwierzyć w moje tłumaczenia i dopiero kolejna interwencja naszego sponsora wraz z czekiem za wybite okno ostudziła jego nerwy. Teraz staraliśmy się być ostrożni i jeśli ktoś w czymś przesadził to solidarnie przywracaliśmy porządek. Tak jak dwa tygodnie temu kiedy Jasiu szarpał się z Markiem. Marek wtedy za dużo wypalił trawy i wydawało mu się że Jasiu ukradł mu cześć działki.
Najbardziej głosu narobiło jednak to jak wyjechał do Polski Andzej. Był to młody chłopak w wieku 25 lat z sympatyczną żoną Jolą. Próbował tu różnych rzeczy, ale wszysko kończyło się niewypałem. Raz, wtedy kiedy nie wyszedł mu pomysł z fotografiką wracał pijany z zakładu i najechał na glinę na motorze. Poszedł do kicia na miesiąc i wypuscili go za kaucją księdza. Po tym miał dość buiznesu i pracy za 5 dolców. Żona sprzątała w motelu i często widać było jak ukradkiem wyciera łzy kiedy idzie do pracy. W Polsce chyba nic nie robiła bo Andrzej miał dzianych rodziców, a on sam kręcił walutą. Jeszcze do dziś pamiętam jak w dzień wyjazdu narobił do basenu i zniszczył pół apartamentu wylewając zawartość lodówki na posadzkę i ściany.
- To za wyzysk świniom kapitalistycznym - wytłumaczył jakiś czas potem w liście już z Polski. Wspominając Andrzeja przyszedł mi pomysł żeby zaproponować Jasiowi żeby znów zadzwonił po Lindę.
Linda to tania dziwka. Jasiu poznał ją u znajomych. Była u nas tydzień temu. Brała tylko dychę od osoby, akurat tyle by kupić sobie na działkę heroiny. Martwiło nas czy znajdziemy taką tanią k... jak się skończy, bo widać było że słabnie jej organizm. Ostatnio jak obracałem ją w łazience to skuliła się na muszli bo chwyciły ją dreszcze czy co tam innego i trzeba było odwieść ją do domu, a Marek był zły że nie doszło do niego.
