
spod Rubinsteina palców
nietoperzami w wielonoc
nokturny Chopina
wirowały w walcu
w paryskie salony
mój smutek oszklony
a szczęście za oknem
w ciepłym deszczu moknie
i z wikliny kosze --
odpowiedzcie ściany
czy świat to Mazowsze
czy my się tułamy?
the night rain
and Chopin
fall onto
my comforter
and smell
good
so good
the street light
explores my eyes
searches for my brain
but my brain
is dead
so dead
noce mnie kusza/
jak kiedys' w dziecinstwie--
o czym wtedy myslalem?
chyba o przyszlosci;
a ksiezyc skosem sie rzadzil na scianie
teraz tesknie do moich
doroslych juz dzieci i
do chwil
gdy byly male;
a ksiezyc skosem rozposciera na scianie
pieluszki
Pod stołem jak czarna kula kot
Śni strumień i białe lilie
Nie jestem ależ skąd bożym synem
Kontrol-De i urwie się ascii kod
W wilgotnej ziemi ciało zgnije
Lub ulecę w niebo kominem
Jak czarna kula pod stołem kot
I czarna będzie noc
I biały będzie dzień
I nie dosięgnie mnie chłodny cień
Ani spierzchniętych warg gorąc
Rozsypie się centówkami ascii kod
Grzej stopy czarna noc otula
Płachtami białych jarzeniówek
Pod stołem kot jak czarna kula
Pijany gacek po ekranie hula
Ascii-cekiny u mych powiek
Dwudziesty kotku doturlał się wiek
drzewa z nieba w detalach
wyłoniły się o szóstej rano
ciche nieruchome dostojne
zdobne w księżyc
noc opadła
woreczkiem piasku
w łeb
próbujący się unosić
na czarnej fali kawy
oj przydałaby się szklanka wódki
wstydliwy księżyc z cicha pęk
sturlał się z nieba nie wiem gdzie
za kilka dni ja też
sturlam się w niedzielę/
jasne światło od sufitu do podłogi
pokój jak krągła bombonierka
a ja - czekoladka z likierem
z dołu od sąsiadki motor
klimatyzatora ciężko haruje
Ziemia się obraca
kręci się w głowie
melodia
jazzowa:
the open windows let the breeze inside
the silly birds keep singing "You are mine"
turn the key, turn the key, say "Hello!"
i'll kiss you, squeeze you, press against the door.
nad ranem opadlem
kamieniem na piaszczyste dno
a oknem
przez weneckie zaluzje
wniknely fladry
i unosza sie
na sennych falach...
noc pod znakiem dnia
szkoda dobrej nocy
przesyt i niedosyt
w głowie biała brednia
ptaki w wąsach sosny
w słońcu nowy dniu
ptaków lament głośny
zetniesz mnie na pniu
ze zdziwieniem pytam
nie widzisz analogii?
a ona zdziwiona
i mówi że nie
już idzie do domu
ja jeszcze zostanę/...
nocami
korytarzami
spaceruję/
z Analogią/
brak snu mowią/ życie skraca
myśle (hej!) na odwrót
fala za falą/
przez oko lewe przez oko prawe
noce
dnie
mnie
gnają/
gdzie
szumi
szumi
pochłania
...
...
woda szemrze w umywalce
myśli z głowy uleciały
mydło pieni sie na dłoniach
ślizgających machinalnie
się/ po sobie ślizgających machinalnie
a w pokoju brata niebo
bladym światłem uduchawia
bladą/ kołdrę i zegarek
mojego młodszego brata
zółte blade ostre mdłe
czarne białe dobre złe
ciemne jasne dziwne nie
chyba zasnę przede dniem
przyjdz o swicie lekki snie
z mokrego puchu co wyschnie w poludnie
na godzine na dwie
zwine sie w klebek schowaj mnie
pierwsza nieprzytomnia
pla/cze korzenie mysli
z innego drzewa liscmi
druga
gubi widoczki
w chmurach i mgle
trzecia nieprzytomnia
zsyla na mnie piekla:
mieszkania za kratami
dzieci
twoja
w oknach prezydenckie twarze i ołtarze
królicza rozrodczość
wołają o pomoc
w marijuany kurzu
płciowe kapliczki
w ubikacjach
elektryczne krzesła
czwarta nieprzytomnia
ulga bo już mnie nie ma
okrutne radio sie przedziera
przez otchłanie przez nieprzytomnie
godzina siódma minut dwie
dziewiećdziesiąt procent że deszcz
jeszcze chwila jeszcze śnię/
mój wróg przepięknie arie śpiewa
podziwia moje zrozumienie
godzina siódma minut dziesięć
gorący prysznic zimny deszcz
kolejny dzień
Włodzimierz Holsztyński, 1962--1997
