Kalifornijski punk spotyka smoleńskiego NarBola

John Dolan

Meeting the NatsBols,
tłumaczył Piotr Szymański

Smoleńsk - Latam dookoła Smoleńska w śnieżnej zamieci starając się nawiązać kontakt z miejscowymi Narodowymi Bolszewikami. Wstrętnymi "NarBolami", najbardziej demonizowaną partią we współczesnej Rosji. Do tej pory widziałem tylko ich transparenty wyborcze wolające "Śmierć wrogom ludu", z wizerunkiem trupiej czaszki na granacie zaczepnym - tzw. limonce. Obawiałem się że ich nigdy nie znajdę, ale jeszcze bardziej bałem się że ich spotkam - ci ludzie nie żartują.

 NarBole są diabłami tasmańskimi rosyjskiej sceny politycznej. Co więcej, są z tego dumni. Telewizyjni komentatorzy dopiero co zaczęli marszczyć brwi z powodu "narodowego socjalizmu" lub "czerwono-brązowych" nurtów wewnątrz Dumy, podczas gdy NarBole już od dawna połączyli radykalną lewicę ze skrajną prawicą. Dali temu wyraz w głupawej nazwie partii.

 NarBole nie grają według reguł większych partii. Specjalizują się w bezkrwawej, acz spektakularnej przemocy. Rzucają wiele jajek, pomidorów i innych pocisków rozpryskowych. To w ich przypadku skutkuje. Jak na ich rozmiary poświęca się im więcej uwagi niż jakiejkolwiek innej rosyjskiej partii. Są dowodem tezy że lepiej mieć dziesięciu poważnych aktywistów niż tysiące apatycznych zwolenników.

 Gdy się ogląda rosyjskie wiadomości to widać ich w akcji. Kilka lat temu, dwóch celnych NarBoli obrzuciło jajkami Nikitę Michailkowa podczas uroczystej premiery knota pt. "Cyrulik Syberyjski". Ostatnio NarBoli coraz częsciej widać w telewizji. Podczas konferencji prasowej reprezentantow NATO, uzbrojeni w kilka pomidorów błysneli w telewizyjnym spektaklu gdy zaskokoczony biurokrata cofnął się by pozwolić swej ochronie odeprzeć atak pociskami warzywnymi. Pranie garniturów ochrony kosztowało więcej niż cały budżet propagandowy NarBoli. W niedziele, w dniu wyborów, NarBolka czekała przed lokalem wyborczym gdzie Kasjanow miał oddać swój uroczysty głos. Na powitanie NarBolka krzyknela "Wybory są farsą" i oddała celny rzut jajem, prosto w bańkę. Tym to czynem zakwalifikowała się do wiadomości wieczornych. Kasjanow musiał odwołać wyborczą migawkę. NarBole nie tylko są ideowcami, ale porafią też rzucać.

 Podczas ostatniego ataku balistycznego, pewna pulchna i rudowłosa NarBolka zaciągneła za sobą ekipę telewizyjną do straganu warzywnego gdzie dokonała wyboru płodów rolnych którymi zamierzała miotać. Kamery śledziły ją od momentu gdy pacneła mówcę, poprzez posterunek policji gdzie ją skuto, aż po sławny "bunkier" - moskiewską komendę głowną NarBoli. Tam dostała pochwałę od założyciela i przywódcy NarBoli - Edwarda Limonowa.

 Odkąd Limonow wyszsedł z więzienia, rok temu, NarBole stały się bardziej agresywne. Opanowali kolejowy wagon pociągu jadącego do Kaliningradu by zaprotestować przeciw nowym wymaganiom wizowym dla rosyjskich podróżnych. Tuż przed wyborami kilkunastu NarBoli skuło się łańcuchami, przed ministerstwem sprawiedliwości, z transparentem - "My was nauczymy kochać konstytucję".

 To co odróżnia NarBoli od innych euro-aktywistów którzy miotają w ludzi ciastem drożdżowym, jest to że gotowi są zapłacić wysoką cenę za tego typu działalność. Jak zwykle Limonow służy przykładem. Trzy lata temu został oskarzony o próbę wszczęcia zbrojnej rewolucji wsród etnicznych Rosjan w Północnym Kazahstanie. Główne środki masowego przekazu spisały go na straty, piećdziesięciolatka któremu przepowiadano śmierć w więzieniu. Gdy go zwolniono zeszłego czerwca, niewiele ciekawego miał do powiedzenia o tym jaka jest cena akywizmu; ani środkom masowego prazekazu, ani swym sympatykom.

 Inni NarBole zapłacili wysokie ceny za swoje chwile chwały w wiadomościach wieczornych. W końcu to Rosja, a nie Belgia w której dygnitarze dowcipkują sobie wycierając żółtko z krawatów. Tych dwóch którzy obrzucili jajkami Michaiłkowa zostali pojmani przez ochronę reżysera, zaciągnięci głowami w dół na podium, gdzie Michaiłkow sprzedał im po zdrowym kopie w głowy. Gdy jeden z miotaczy jaj okazał się być Ukraińcem, z policyjną kartoteką, to skończył z wyrokiem więzienia. Tam nabawił się gruźlicy odpornej na antybiotyki.

flaga  W dużej mierze zainteresowanie NarBolami wynika z tego że są tym co zachodnia inteligencja kocha i czego się boi zarazem. Zgrywusów którzy wierzą w to co robią. Limonow zrozumiał głęboką estetyczną potrzebę tego ruchu. Zakładał partię która raczej służy bystrym, desperackim romantykom, raczej niż nudziarzom którzy przylgneli do Żuganowa, lub żałosnym lizusom pętającym się po stacji metra sprzedając "Pamiat" w czarnych, pseudo-kozackich mundurach. Na swój nieśmiały sposób NarBole mają klasę. Ich kolory to solidny czarny, czerwony i biały, z czarnym sierpem i młotem. To wyglada jak jeden zażenowany zachodni innostraniec zauważył - "trochę jak swastyka". Powoduje drżenie rąk - taki jest też tego zamiar.

 Och, jak ja dobrze rozumię tę zabawę. Tym samym był dla mnie punk. Nie jest przypadkiem że Limonow mieszkał w Nowym Jorku słuchając Ryszarda Hell'a akurat wtedy gdy punk na krótko zakwitł. Lecz punk w Stanach nie miał celu ni podstawy. Rozmył się w szarość. W latach 90-tych powrócił do Rosji ze wzmożoną złością. Limonow użył tego czego nauczył się w Nowym Jorku, zmieszał z futuryzmem wczesnych bolszewików, przyprawił szczyptą pieprzu z Berlina i tak upitrasił NarBoli.

 Z tego powodu czułem się nieswojo błąkając po zaśnieżonym Smoleńsku. Nie tylko czułem wstyd na myśl o spotkaniu prawdziwych rewolucjonistów, ale i lęk jaki czuje pies spotykając wilka. Z wrażenia pokiełbasiły mi się proste wskazówki które podał mi przez telefon Limonow. Podał w grzecznym i starannym angielskim, numery telefonu domowego i komórkowego Sergieja Fomczenki kandydata NarBoli na jedno miejsce ze Smoleńska w rosyjskiej Dumie. Wszystko co ja miałem zrobić to znaleźć hotel i zadzwonić do Sergieja.

 Oczywiście wylądowałem w hotelu Centralnym w pokoju bez telefonu, prysznica i toalety. Mój błąd polegał na tym że kazałem się zawieźć taksówkarzowi do "taniego" a nie "niedrogiego" hotelu. Kierowca zrozumiał przymiotnik dosłownie, a w Smoleńsku tani zanaczy "tani pokój". Recepcjonistka hotelowa starała się mnie ostrzec. "To nic specjalnego, ten pokój..." tłumaczyła, ilustrując to ruchem palca po łupiącej się farbie jej kantorka. Lecz cena była rozsądna, 230 rubli. Tak, za cene filiżanki dobrej herbaty w Moskwie kupisz pokój na noc w Smoleńsku.

 I co to był za pokój: dwa łóżka, kaloryfer ciut chłodniejszy od temperatury ciała, chwiejne drzwi które niedawno były wyłamane z zewnątrz i ta dziwna akustyka którą się spotyka w prawdziwie tanich hotelach, gdzie wyraźniej słychac każde słowo spierających się pokojówek na końcu korytarza niż własne przekleństwa pod ich adresem.

 Nasłuchawszy się kłótni pokojówek ciekawość miasta wzieła górę i postanowiłem zwiedzić Smoleńsk. Zima tu przyszła wraz z mym pociągiem, zawiewało śniegiem i nagle słynna katedra nie wydawała się już być aż tak warta oglądania.

 Witryna www Smoleńska nazywa to miasto bramą do Rosji, lecz co słynniejsi turyści wtargali tu hordami. Miasto jest starsze od Moskwy, a jego historia jeszcze krwawsza. Polacy zajeli Smoleńsk i stracili, Napoleon wkroczył do miasta i je stracił, Niemcy je podbili i stracili. Na skutek tego miasto jest bogate w pomniki i muzea wojenne, lecz wyniszczone i wyludnione. Statystyki demograficzne Smoleńska są bardziej przerażające niż reszty Rosji. Sto lat temu ponoć mieszkało tu według jednego ze źrodeł 1,7 miliona ludzi, dziś około 350 tysięcy.

 A większość z nich to starzy i zmęczeni. Drepczący po stromych uliczkach pod wiatr i śnieżycę. Smoleńsk omineła kosztowna renowacja jakiej poddana była Moskwa. Nadal jest "bohaterskim miastem" w sowieckim stylu po tym gdy zostało ostatecznie zrównane z ziemią podczas ostatniej wojny. Ulice zachowały swe bolszewickie nazwy, Dzierzyńskiego, Lenina, komunistów. Fragmenty starych murów obronnych nadal stoją, ku pamieci tego czemu miały zapobiec. A w lukach między nimi stoją pomniki i muzea. Polegli bohaterowie z 1812 konkurują z ofiarami 1941-43 roku, stłaczając żywych zwiedzających i skazując ich na widok olbrzymich kamiennych napisów przypominających poległych. Po jakimś czasie to wkurwi każdego. Zmarli przynajmiej nie muszą już cierpieć skutków prywatyzacji.

 Podczas mojej pierwszej wizyty smoleńskie muzeum historii przy ulicy Lenina, pozbawione zostało elektryfikacji. Och, te żelazne prawa arytmetyki. Wewnątrz, w halu było mile ciepło, więc usiadłem na chwilę przyglądając się watachom dzieciarni szkolnej podążającej za nauczycielami po to tylko, by się dowiedzieć od kustoszy że "Jesteśmy pogrążeni w ciemnościach". W sklepie z wyrobami piekarniczymi kupiłem za 40 rubli chleb turecki i dwie słodkie bułki plus trzy puszki coli. Można tu żyć dość tanio jeśli się ma mój niezdrowy gust kulinarny.

 Plakaty wyborcze były wszechobecne, większość to drogie afisze "Zjednoczonej Rosji" z niedźwiedziem grizzly, wprost z kalifornijskiej flagi. Wołały "perswazja czynami".

 Inne plakaty lepiej oddawały obraz życia w prowincjonalnej Rosji. Zwłaszcza te które proponowały kupno włosów. Sprzedaż włosów to duży interes w Smoleńsku, sądząc po ilości ofert kupna naturalnych włosów za wysoką cenę, niższą za farbowane lub siwe. Wysoka to znaczy do 650 rubli. Przekładając to na moskiewskie ceny, włosy smoleńczanki kosztują tyle co kolacja w "Kitaj gorod" dla jednej osoby. Bez wina.

 Ja zjadłem swój 40-to rublowy obiad w pokoju przyglądajac się śniegowi padającemu na hotelowy parking. Widziałem jak mężczyzna wjechał na placyk, zawahał się, znów podjechał by zaparkować, wysiadł i przyjrzał się swej robocie. Następnie sprawdził oba zamki drzwi i lekko się oddalił. Stojąc w śniegu zamyślił się. Wrócił do samochodu i sprawdził zamki po stronie pasażera, włączył alarm. Sprawdził alarm pilotem dwukrotnie by usłyszeć kojące ćwierkanie sygnału zanim się na dobre oddalił. Własność prywatna nadal jest tu bardzo umowna.

 Z braku telefonu w moim pokoju, musiałem postarać się o karty telefoniczne. Okazało się że są one do nabycia na poczcie w jednym z tych ogromnych sowieckich budynków, które zdają się nie mieć w środku urzytkowych przestrzeni, lecz są jedynie gargantuańską fasadą. Nie widziałem takich pompatycznych i ciasnych budynków od czasu gdy przestałem uczęszczać na uniwersytety.

 Następnie przyszła kolej na próbę dodzwonienia się do NarBoli z telefonu w halu, posługując się 9-cio cyfrowym numerem z karty a następnie 11-to cyfrowym numerem komórki Sergieja. Po dwóch godzinach spacerów do i od wiszącego w halu telefonu przekonano mnie abym się przeniósł do lepszego hotelu o nazwie Rossija, tam gdzie się zatrzymują goście z zachodu.

 Dzięki przedziwnej hotelowej akustyce usłyszałem NarBoli na długo zanim sie pokazali i byłem mile zaskoczony łagodnym brzmieniem ich głosów. Oczekuje się że radykałowie okażą sie głośnymi, agresywnymi ludźmi, a w rzeczywistości rzadko kiedy tak jest. To ci pospolici, kupcy, sprzedawcy krzyczą; społeczne marginesy polityczne z reguły są bardzo grzeczne. Limonow, ich przywódca, jest na to idealnym przykładem, trudno znaleźć uprzejmiejszego i z większym dystansem obywatela Moskwy.

 Gdy otworzyłem im drzwi doznałem kolejnego szoku. Ja znam tych ludzi! Nie ich osobiście, lecz ludzi im podobnych. Od dawna ich znałem w Kalifornii. Takie nagłe identyfikacje są groźne, powierzchowne i często mylące. Zwłaszcza skroś kulturowe, ale ja obstaje przy tym, są to krewni punków z San Francisco, z dawnych lat.

Sergiej Fomczenko, Ilia Kondraszow, Tosia Osipowa Było ich troje, Sergiej Fomczenko, kandydat do Dumy i szef smoleńskich NarBoli, jego żona, Tosia Osipowa, i członek partii Ilia Kondraszow.

 Tosia wydała się najbardziej znajoma. Była wyższa od męża i nosiła ciężki, ciemny wełniany płaszcz. W stosunku do Sergieja była opiekuńcza i zdawała się być od niego nieco starsza. Sergiej był cichy i uważny. Ilija, podniecony, brodaty facet zdawał się być wścibskim, często kończył zdania za pozostałych dwoje.

 Oczywiście wszyscy byliśmy zażenowani. Zastanawiam się w jakim stopniu towarzyskie zażenowanie wynika ze skrajnej estetyki i ideologii. Z mojego doświadczenia jedno i drugie zdaje się iść w parze. Pamiętam, wyznając innej punkówie, którą teraz sobie przypominam - wyglądała jak Tosia, że chodziłem sam na wszystkie te wydażenia w Temple Beautiful z których wracałem do domu sam, pomimo całego dzikiego szaleństwa któremu się tam oddawałem. Ona mi na to odpowiedziała: "ja też, my wszyscy to robiliśmy". Nieskojażalni romantycy, w bardzo nieromantycznej kulturze, w zimnej kulturze amerykańskiej.

 Może wszyscy ci elokwentni ekstremiści są nieśmiałymi romantykami z mordem w sercach. Raz jedyny widziałem unaocznienie tego powiązania. We francuskim filmie "Królowa Małgorzata" gdy słaby król w końcu godzi się na masakrę dnia Św. Bartłomieja o którą dopominają się krewni Medici. Król domaga się śmierci 5 tysięcy buntowników, a nie kilku tuzinów które oni mają na myśli. Niech nie pozostanie nikt kto ma mnie przklinać. To jest rodzaj radykalizmu który ja rozumiem. Ten mały pokój hotelowy był pełen radykalizmu kiedy sciskaliśmy sobie ręce.

 Zawstydzony zaproponowałem byśmy poszli do kawiarni, na co oni przystali, choć byli nieco zakłopotani. (później domyśliłem się że liczyli na wywiad w pokoju hotelowym). Więc czekało nas męczące pół godziny na zmianę garderoby w szatni baru po przeciwnej stronie ulicy, tylko po to by nas stamtąd wygonił hałas karaoke. W końcu cała trójka wymyśliła inny lokal w odległości niedalekiego spaceru po śniegu.

 W trakcie marszu spytałem Sergieja o pobicie jakiego ostatnio doznał. Czy wie kto to zrobił? Czy miało polityczne przyczyny? Nie był pewien kto to zrobił lecz dodał że skoro nie ma osobistych wrogów, nie prowadzi interesów, to dochodzi do wniosku ze przyczyna tego pobicia było kandydowanie na posła do Dumy. W drodze do kawiarni wytłumaczył z nieśmiałą dumą że w Smoleńsku zawsze prowadzono brutalną politykę. Taka jest tradycja. Wiesz, niektórzy z największych gangsterów pochodzą ze Smoleńska.

 Godność obywaltelska jest jedną z tych cech które mnie u NarBoli zaskoczyła. Rozciagała się na najmniejsze detale kiedy czekaliśmy na kawę. Tosia zwróciła uwagę na malutkie metalowe czajniczki z których kelnerka nalewała kawę. Kawa gotowana w piasku - powiedziała, a ja zauważyłem że czajniczki stoją w szarym, gorącym piasku.

 Zanim zdążyliśmy się napić, kawiarnia została zamknęła. Właściciel łgał że sala na dole pozostanie otwarta, lecz po zejściu na dół kobieta poinformowała nas że również ta sala zostanie zamknięta, po czym przepędziła nas na ulicę. Trzech radykałów i ja wyszliśmy posłusznie i staneliśmy zakłopotani po środku ulicy.

 To jest rodzaj kryzysu o którym zawodowi dziennikarze nie wspominają. Gdzie zrobić wywiad trojgu nieśmiałym rewolucjonistom w pozamykanym, prowincjonalnym mieście? Zaczynałem się już poważnie martwić aż w końcu Sergiej zaproponował byśmy wrócili po prostu do mojego hotelowego pokoju, tam gdzie oni i tak, od samego początku, spodziewali się że się spotkamy. Wygdukałem kilka koślawych przeprosin i wróciliśmy do "Centralnoj".

 Chciałem zrobić kilka zdjęc ich trojga, więc wyjąłem pożyczony aparat ale zdałem sobie sprawę że nie potrafię się nim posługiwać. To była jedna z tych klęsk które nigdy nie przytrafiają się George'owi Orwell'owi ni Connie Chung. Usadawiam swych trzech rozmówców i pozuję, naciskam migawkę i nic się nie dzieje przez pięć sekund. Odstawiam aparat a on błyska oślepiając nas wszystkich.

 Ale warto było, każde z nas próbowało szczęścia z aparatem, pośmialiśmy się i to przełamało lody. Sergiej oświadczył że jest inżynierem elektronikiem i że jego kariera zawodowa była natchnieniem dla niektórych sloganów jak np. "zaciemnijmy biurokratów". Inny slogan posługiwał się podobnymi obrazami gwałtownie zapadającej ciemności i został zabroniony przez lokalną milicję jako zbyt agresywny.

 Szeczególnie dumni byli z plakatu na którym Sergiej w opasce NBP (narodowych bolszewików), trzyma podobiznę Jelcyna w celowniku snajperskim. Podpis brzmiał: Złóżmy się na płatnego mordercę. Sergiej mówił że kiedy nieśli ten transparent, starsza pani zawołała z przejęciem, O molodiec, co za wspaniały pomysł, zaraz skoczyę do banku po trochę pieniędzy!

 Miejscowe gliny nie były tym tak zachwycone. Zarekwirowali 50 tysięcy kopii Smoleńskiej gazety NBP o nazwie "Na kraju" czyli na krawędzi, pod pozorem nielegalnej agitacji. Moi rozmówcy nie byli szczególnie źli na gliny, oszczędzając swój gniew dla FSB i OMON. Ilia oświadczył że każdego dnia ktoś zostaje aresztowany. Gliny nawet nie ukrywają że powiedziano im by szczególnie nękali aktywistów NBP. Czasami nawet ich przepraszają. FSB daje im rozkazy, a oni muszą je wykonać. Lecz wykonują je bez przekonania, taką mają po prostu robotę.

 Spytałem ich o reakcje ulicy, kiedy rozdają ulotki. Wszyscy są zgodni że ludność jest neutralna, poprawiając się na "neutralnie-pozytywna". Lecz cała pomoc jaką dostają od ludności jest prywatna. Jawne popieranie ich grozi konsekwencjami.

 Okazało się że Tosia zdobyła swe ostrogi klasycznym, teatralnym popisem agresji. Trzepneła miejscowego gubernatora, nijakiego Wiktora Masłowa, czymś co zabrzmiało mi jak gwoździe. Nie całkiem mogłem to skojarzyć jako że NarBole puszczają telewizyjne obelgi a nie juchę. Ten mój rosyjski tu nie zdał egzaminu, chodziło o kwiaty - goździki.

 Wspomnę co widziałem, Czubais pod ogniem innego ataku jajkami, zaskoczony celnością miotaczy, wstał z krzesła i nawiał, nim nastepna seria nabiału zdołała go dosięgnąć. NarBole zgodnie potwierdzają że Czubais jest nowoczesnym politykiem, a Masłow wciąż nie może pojąć, że ktokolwiek może mu rozbić jajko na głowie. Po prostu nie mieści mu się w pale.

 Tosia zapłaciła za chwilę swej sławy dwoma dniami aresztu i długim zawiasem. Musi się teraz grzecznie zachowywać, trzaskanie po pysku kwiatami nie wchodzi już w rachubę. Teraz Tosia pracuje nad kampanią wyborczą Sergieja i udostępnia swoje mieszkanie NBP. Mieszka w nim teraz 12 członkow NBP, jak wspomniał Sergiej.

 Poprosiłem Sergieja by mi opisał jego typowy dzień przed zbliżającymi się wyborami. Mówi że oprócz zwykłych spotkań i rozmów z wyborcami większość czasu spędza nad partyjną gazetką i przekonywaniu komisji wyborczej j która nie uważa NBP za prawdziwą partię ponieważ nie ma dostatecznej ilości zarejestrowanych członków.

 To zdaje się boleć NarBoli bardziej niż areszty czy konfiskaty. Szczególnie Ilija, upiera się że "mamy 13 tysięcy aktywnych członków" mówi to podkreslając słowo "aktywnych". Tysiące w byłych republikach ZSRR, Izraelu i Europie...

 To jest coś co zauważyłem u ludzi Sinn Fein, dawno temu; aktywista zniesie spory ładunek nacisku, nawet przemocy, lecz kiedy zaczuci mu się izolację od społeczeństwa, staje się bezradny.

 NarBole zdecydowanie nad tym pracują. Nie mieli szans wygrać wyborów, do czego się przyznali, lecz to pozostawiło w nich to co akademicy nazywają "fałszywa świadomością". Jeśli jesteś głosem ludu to jak wytłumaczysz że tak niewielu na ciebie głosuje?

 Ich pierwszą odpowiedzią jest że wybory są całkowicie sfałszowane. Opowiedzieli mi o wszystkich machinacjach jakimi w Smoleńsku posługuje się "Zjednoczona Rosja". Jedne wredne - inne śmieszne. Ci pod kontrolą bezpieki będą głosowali na Zjednoczoną Rosję. Będą nimi żołnierze, więźniowie i pensjonariusze zakładów dla psychicznie chorych. Propagandziści Putina pracują w komitetach rodzicielskich perswadując rodzicom że dobro ich latorośli wymaga wsparcia obecnej ekipy w Kremlu. Sergiej uważał że względna popularność Putina, dużo niższa niż oficjalne 80%, jest skutkiem nacjonalistycznej retoryki.

 Oczywiście Sergiej nie spodziewał się wygrać wyborów. Każdy w Smoleńsku wie że kandydat "Zjednoczonej Rosji" Sergiej Antufiew dostanie fotel poselski. Wiadomości Guberni Smoleńskiej, największa miejscowa gazeta, poświęciła całą pierwszą stronę podobiźnie Antufiewa. NarBole uważają że Antofiew bezsprzecznie wygra wybory mimo że jest niepopularnym i mało znanym kandydatem.

 Najbardziej chciałem wiedzieć dlaczego NarBole biorą udział w wyborach skoro uważają je za farsę. Wszyscy troje zgodnie oświadczyli że będą walczyć w wyborach do końca i pokażą że ani porażka ani cierpienia nie odwiodą ich od zamiaru. Robiło się późno i rozmowa przygasała. Wymieniliśmy nasze nieśmiałe "do widzenia" które po raz kolejny uświadomiły mi jak znajome są te zachowania. Nie przypominali oni wcale stereotypów mini-faszystów ni zarodkowych stalinistów. Byli tymi osobnikami którzy wstępują do partii we wczesnych jej latach, lecz nigdy nie przeżywają pierwszych partyjnych czystek. W gruncie rzeczy są tymi którzy dostają kulę w tył głowy w jakiejś zatęchłej piwnicy, kiedy do zarządu parti dopychają się administracyjni mordercy i poważni przywódcy. Taka zawsze jest kolej losu. Oni byli romantykami, tak jak młodzieńczy przyjaciel Limonowa - Kostia Bondarenko. Romantycy którzy odsuwają się na peryferie społeczne po to by odnaleźć prosty i szlachetny świat młodzieńczych opowiadań. Wszystkie kultury produkują takich ludzi, lecz bardzo rzadko dają im kontekst w jakim ten prosty i niebezpieczny obraz świata może dotrwać do dojżałości.

 Chaos może dostarczyć romantykom kontekstu. Smoleńsk który jest jednym wielkim muzeum hororów i dziejowych kataklizmów zdaje się idealnym miejscem dla NarBoli. Destabilizaja i rozgardiasz jaki wywołał upadek ZSRR dopełnia obrazu. Tu, przez chwilę, romantyczny wizerunek świata ma sens. Świat garniturów w krawatach jest niczym innym jak próżnym przekomarzaniem się złodziei, natomiast rzeczywisty świat większości społeczeństwa to ogłupiające i przytłaczające ubóstwo. Wielkoduszny brak zainteresowania detalami pieniędzy i codziennego życia, który definiuje romantyka, jest potwierdzeniem przyczyny jego istnienia ponieważ jakiekolwiek zainteresowanie wytrąca ze snu. Czego by się tu nie dotknąć to syf i malaria.

 Trudno zgadnąć dokąd ta droga prowadzi. Kalifornijczyk, który mieszka we mnie każe mi się zastanawiać jaka kariera może z tej działalności wyniknąć. Moi ziomkowie z zachodniego wybrzeża, bez względu na poruszany temat, mają własną karierę na mysli. Jaki los czeka NarBola po drugim jego/jej wyroku? Więzienia są najmniej romantycznymi miejscami na świecie.

 Nawet jesli uda się uniknąć więzienia, NarBola czeka rozwijający się spektakl zwykłego cywilnego życia. Życia nabierającego rozpędu i bezwładności, stawiającego cię przed wyborem nienawiści do wszystkich, lub utajonej próby przyłączenia się do świata pieniędzy. A to jest najgorsze. Nikt nie zapłaci romantykowi za próbę dopasowania się i ideowego wyprzedania. Wierzcie mi - ja to wiem. Judaszowi, o czym się nie mówi, nigdy nie zapłacono. Wyśmiano go kiedy przyszedł odebrać swe 30 szekli w srebrze.

 Z łezką w oku wspominam teraz NarBoli, wspominając sam wywiad, ich wyrozumiałość dla mojego żałosnego rosyjskiego, ich entuzjastyczna pomoc w pstrykaniu zdjęć i stoicki sposób z jakim oznajmili że będą walczyć do końca. Boję się myśleć co się z nimi stanie za pięć lub dziesięc lat, nawet jeśli zwyciężą na skutek jakiegoś nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności.

Ameryka