Dobry Mormon

Ryszard Zambrzycki

Zorganizowałem wycieczkę do Bryce i Zion Canyon w stanie Utah. Zwiedzaliśmy Bryce Canyon przez cały dzień a pod wieczór zaczęliśmy myśleć o miejscu na wypoczynek i spanie.

Byliśmy we trójkę. Dwie panie w wieku trzydziestu lat, bardzo atrakcyjne i ja starszy pan, ponad sześćdziesit. Jestem z tymi Paniami spokrewniony. Ten zestaw lat okazał się ważny.

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na campingu gdzie stały tee-pee, czyli duże indiańskie namioty i "cabins" czyli małe drewniane, jednopokojowe chatki wyposażone w jedno łóżko piętrowe przypuszczalnie dla dzieci i tapczan dla rodziców. Piętrowe łóżko zajęły wysportowane panie. W negocjaciach na temat ceny poprosiłem aby tapczan był możliwie obszerny. Jestem bardzo duży.

Przy podawaniu klucza do wynegocjowanej chatki, pani, przypuszczalnie właścicielka patrząc mi głęboko w oczy powiedziała:

- "Ty jesteś dobry Mormon!"

Nie skojarzyłem sobie początkowo. Potem jednak zaczęły mną szarpać mieszane uczucia! Czy chciała powiedzieć że jestem dobry ananas, czy była to aluzja pełna aprobaty?

Nie dogodzisz mężczyźnie ambitnemu!


Ameryka