
Mimo oficjalnie poprawnych stosunków politycznych, jakie istnieją między Polską a Litwą, ciągle docierają do nas informacje o kolejnych konfliktach i problemach na linii władze litewskie a polska mniejszość. Źródeł takiej sytuacji należy szukać w historii stosunków polsko-litewskich w ciągu ostatnich stu kilkudziesięciu lat. Do połowy XIX wieku relacje między Polakami i Litwinami były bardzo poprawne. Doszło nawet do tego, że ze strony polskiej postrzegano obie nacje jako jeden naród. Swietnie to określił Adam Mickiewicz w swoim emigracyjnym dziele "Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego", gdzie pisał: "Litwin i Mazur bracia są; czyż kłócą się bracia o to, iż jednemu na imię Władysław, drugiemu Witowt? Nazwisko ich jedne jest: nazwisko Polaków". Jednak już po upadku powstania styczniowego, w którym uczestniczono jeszcze razem, sytuacja zaczęła się zmieniać, a było to konsekwencją tworzenia się litewskiego ruchu narodowego.
W połowie XIX wieku wyższe warstwy społeczeństwa litewskiego były w większości spolonizowane. Proces ten był tak daleko posunięty, że nawet dzisiaj jesteśmy skłonni traktować wiele dawnych rodów litewskich jako czysto polskie. Trzeba tu podkreślić, że polonizacja była całkowicie dobrowolna i w pewnym sensie zainicjowana przez wspomniane rody, które przyjmując język i kulturę polską wchodziły w krąg kultury zachodniej. Fakt ten był odbierany bardzo źle przez młodych narodowców litewskich, którzy w większości wywodzili się z warstwy chłopskiej. Jak to zauważa historyk litewski J. Geniuszas, elita ich narodu - szlachta: "wyrzekła się języka swych ojców; po dworach i kościołach przeważał język polski. Litewski język i litewskie dainy dźwięczały tylko na wsi, po kurnych chatkach poddanych włościan". Fakt ten odbierano po stronie litewskiej jako jedną z głównych "zbrodni" polskich wobec ich narodu, polegającą na pozbawieniu go własnej elity oraz zawłaszczeniu kultury. Tak więc to, co strona polska traktowała jako jedno z większych osiągnięć I Rzeczypospolitej, dla Litwinów było czymś wręcz odwrotnym.
Język polski i kultura dominowały także wśród późniejszych ojców litewskiego odrodzenia narodowego. Jak zauważa prof. P. Łossowski, w owym czasie, w tym środowisku: "do rzadkości należała nieznajomość języka polskiego, większość posługiwała się nim w życiu codziennym". Co więcej, nawet o dziejach Litwy dowiadywali się oni z publikacji w języku polskim. Właśnie ze względu na ogromną bliskość języka i kultury polskiej wśród litewskiej inteligencji, inicjowany przez nią ruch narodowy musiał przybrać już na samym początku charakter antypolski. Zaczęło dominować myślenie, że dla odrodzenia czystej litewskości należy zniwelować wszelkie pierwiastki polskie w społeczeństwie litewskim. Rodzący się w owym czasie litewski antypolonizm był więc wynikiem chęci ratowania wszystkiego, co swoje, a nie nienawiści do Polski i Polaków. Dopiero w następnych latach, w wyniku sporów politycznych oraz w konsekwencji podejmowanych działań pojawiła się u niektórych liderów litewskich także nienawiść do Polaków.
W okresie I wojny światowej sytuacja zaczęła się komplikować jeszcze bardziej. Litewski ruch narodowy już okrzepł, istniało wiele organizacji i partii czysto litewskich, które właściwie od początku stawiały sobie za główny cel odbudowanie niepodległej, samodzielnej Litwy ze stolicą w Wilnie. I tu pojawił się główny przedmiot sporu polsko-litewskiego. W ciągu kilku wieków współistnienia w ramach kolejnych unii, a w końcowym okresie wspólnego państwa, doszło do tego, że niektóre połacie Wielkiego Księstwa Litewskiego okazały się być zamieszkane w większości przez ludność polską lub spolonizowaną. Szczególnie dotyczyło to Wilna i jego okolic. Warto tu może wspomnieć, że w końcu XVIII i na początku XIX wieku Wilno było jednym z ważniejszych centrów kultury polskiej i odgrywało ważną rolę w dobie reform Rzeczypospolitej, szczególnie w pracach Komisji Edukacji Narodowej. Jeszcze przed powstaniem listopadowym, w latach 1804-1833 Wilno zajmowało drugie miejsce po Warszawie pod względem liczby wydanych tam polskich książek, znacznie wyprzedzając pod tym względem inne znane polskie ośrodki wydawnicze, jak Kraków czy Lwów.
Smutnym paradoksem dla Litwinów było to, że dawna stolica Wielkiego Księstwa Litewskiego, do której obecnie pretendowali, stała się miastem zdominowanym przez język i kulturę polską oraz żydowską, gdzie udział Litwinów był znikomy. Według danych niemieckiego spisu ludności, jaki przeprowadzono w czasie I wojny światowej (9 III 1916 r.), w Wilnie mieszkało: 50,2% Polaków, 43,5% Żydów, 2,6% Litwinów, 1,5% Rosjan oraz w mniejszej liczbie kilka innych narodowości. Na całym obszarze okupowanym wtedy przez Niemców, który w znacznej części pokrywa się z terenem dzisiejszej Litwy, Polacy stanowili 58% mieszkańców, Litwini 18,5%, Żydzi 14,7%, Białorusini 6,4% i Rosjanie 1,2%. Kiedy weźmie się pod uwagę dane szczegółowe tego i następnych spisów ludności aż do roku 1989, to można określić terytorium, na którym Polacy stanowili zawsze zdecydowaną większość. Do dzisiaj główny rdzeń tego obszaru wyznacza trójkąt między Wilnem, Solecznikami i Trokami na Wileńszczyźnie. Im dalej przesuwamy się od tego obszaru na wschód, zachód czy północ, tym rejestrujemy mniejszy odsetek Polaków. Jeszcze w okresie międzywojennym bardzo znaczne procentowo grupy Polaków mieszkały także w głębi Litwy, na przykład w Kownie i jego okolicach.
Strona litewska od dziesiątków lat stara się podważać wiarygodność poszczególnych spisów ludności, które systematycznie wykazują dominację ludności polskiej na Wileńszczyźnie. Bez specjalnego wdawania się w szczegóły, najlepszym dowodem na wiarygodność takich danych jest dzisiejszy skład narodowościowy Wileńszczyzny, rozdzielonej aktualnie między Litwę i Białoruś. Mimo licznych działań zbrojnych, mających tu miejsce od początku wieku, deportacji radzieckich w latach czterdziestych i przesiedlenia się znacznej liczby Polaków na zachód po II wojnie światowej, Polacy stanowią ciągle większość mieszkańców wokół Wilna i dalej na południe poprzez Soleczniki, aż po rejon woronowski na Białorusi. Według danych z roku 1989 w rejonie wileńskim mieszkało 63,5% Polaków, zaś w rejonie solecznickim 79,5%. Natomiast 30 lat wcześniej było to odpowiednio 80,3% i 85,2%.
W latach I wojny światowej polską dominację na Wileńszczyźnie było widać równie dokładnie. Mimo to Litwini twardo stali na stanowisku budowy czysto litewskiego państwa z Wilnem jako stolicą, co pozostawało w całkowitej sprzeczności z interesami polskimi. Już po zakończeniu wojny Polacy starali się jeszcze przez pewien czas rozwiązać ten problem, próbując odbudować państwo w kształcie podobnym do przedrozbiorowej Rzeczypospolitej. Brakowało jednak akceptacji takiego rozwiązania po stronach litewskiej, białoruskiej i ukraińskiej, a i po stronie polskiej, jak się okazało, też zabrakło szerszego poparcia. W takiej sytuacji pozostała Polakom walka o te tereny, na których rodacy wyrażali wolę znalezienia się w granicach Polski. W latach 1818-1919 z ziem wschodnich, w tym też z Wileńszczyzny, napływało do Warszawy wiele petycji od zgromadzeń mieszkańców poszczególnych miejscowości z prośbami o szybkie objęcie ich przez Polskę.
Losy Wilna i jego okolic ważyły się aż do roku 1922, kiedy zadecydował o wszystkim tzw. Sejm Wileński, który tak naprawdę był plebiscytem określającym jego przynależność państwową. Większość mieszkańców obszaru objętego wyborami głosowała na partie, które stawiały sobie jako jedyny cel połączenie się z resztą Polski, co też ostatecznie się stało. Mimo demokratycznej procedury wyborów, kontroli międzynarodowej i ostatecznie międzynarodowego uznania, strona litewska aż do roku 1939 uważała, że Wilno i Wileńszczyzna są okupowane przez Polskę. Co było konsekwencją zapisu w ich konstytucji, że Wilno jest stolicą Litwy. Przez cały okres międzywojenny granica polsko-litewska była przez nich określana jako linia demarkacyjna, zaś w każdej litewskiej publikacji, gdzie znajdowała się mapa kraju, zaznaczano na niej także rejon Wileńszczyzny, który był opisywany jako "obszar Litwy okupowany przez Polskę". Warto tu dodać, że takie mapy publikuje się na Litwie także dzisiaj, na przykład jako dodatek do mapy z nowym podziałem administracyjnym kraju.
Inkorporacja Wileńszczyzny do Polski ostatecznie zadecydowała o zerwaniu przez Litwę oficjalnych stosunków dyplomatycznych z Polską. Nie wytyczona jeszcze dokładnie granica polsko-litewska, tzw. pas neutralny, do 1923 roku był terenem bezpośrednich, polsko-litewskich walk partyzanckich. Trwało do momentu, aż 3 II 1923 r. Rada Ligi Narodów zadecydowała o linii podziału pasa neutralnego między Litwę i Polskę. W ten sposób Polacy mieszkający w granicach Litwy zostali całkowicie odcięci od Macierzy.
Konkurowanie o to samo terytorium stanowiło źródło otwartego konfliktu polsko- litewskiego i przekładało się na stosunek Litwinów do Polaków zamieszkałych na obszarze objętym granicami państwa litewskiego i vice versa. Postrzegano ich bowiem jako przedstawicieli narodu, z którym toczono walkę, czyli tych, którzy mogli stanowić potencjalnych sprzymierzeńców strony przeciwnej, to znaczy Polski. Aktywna postawa polskiej ludności z terenu pasa neutralnego, zmierzającej do połączenia się z resztą ziem polskich, dawała Litwinom aż nadto przykładów, że tego typu myślenie jest zasadne. Zapewne decydujący wpływ na późniejszą politykę represyjną wobec polskich mieszkańców niepodległej Litwy miało zaangażowanie się Polaków w próbę obalenia litewskiego rządu, w sierpniu 1919 roku, po to, aby ułatwić przejęcie władzy ludziom bardziej skłonnym do kompromisu z Polską. Bezpośrednie uczestnictwo w tej akcji Polskiej Organizacji Wojskowej stało się przyczyną jeszcze bardziej podejrzliwego traktowania przez władze litewskie miejscowych Polaków i ich organizacji. Pokazano bowiem, że są oni skłonni nie tylko do popierania strony polskiej w bezpośredniej walce obu państw o sporne terytoria, na których Polacy mieszkają, ale także mogą podejmować działania dywersyjne godzące bezpośrednio w niezależność i integralność państwa litewskiego.
Posunięciem mającym ogromny wpływ na położenie ludności polskiej na Litwie była ustawa o reformie rolnej. Jeszcze w 1919 roku prawie 90% majątków ziemskich o powierzchni większej niż 100 ha pozostawało w rękach Polaków. W efekcie reformy większość z nich została rozparcelowana właściwie bez odszkodowania, a ziemię otrzymali litewscy chłopi, którzy przy okazji stali się na tych terenach kolonizatorami wpływając na zmianę składu etnicznego danego obszaru.
Innym sposobem rozwiązywania polskiego problemu na Litwie było podejście władz do spraw narodowości. Otóż w okresie międzywojennym mocno lansowano teorię, że na Litwie nie ma Polaków, lecz są tylko spolonizowani Litwini, których w związku z tym należy przywrócić do kultury i języka litewskiego. Konsekwencją tego było stworzenie takiej sytuacji, w której Polacy musieli udowadniać swoją przynależność narodową zamiast ją po prostu deklarować. Problemy z określeniem narodowości miały swoje konsekwencje, na przykład: jeśli rodzice chcieli, by ich dziecko uczyło się w szkole polskiej, oboje musieli mieć w paszporcie adnotację, że są Polakami, jeśli nie - dziecko miało obowiązek nauki w szkole litewskiej. To właśnie m.in. dlatego było niewiele szkół polskich, np. w roku szkolnym 1927/28 było ich dwadzieścia, a w następnym już tylko czternaście. Odpowiedzią na brak szkół polskich było nauczanie prywatne, czyli tak zwane komplety. Ci rodzice, których było na to stać wynajmowali nauczyciela, który prowadził lekcje w domu. Niestety, bardzo szybko, poprzez różne formalne nakazy, doprowadzono do maksymalnego ograniczenia tego rodzaju nauki. Po pierwsze ze względu na obowiązek szkolny trzeba było mieć specjalne zezwolenie na taki rodzaj nauczania własnych dzieci, co więcej przed nauczycielami stawiano wysokie wymagania, których spełnienia rygorystycznie przestrzegano. Rodzice, którzy nie posyłali swoich dzieci do szkoły litewskiej i próbowali bez zezwolenia uczyć je w domu, podlegali karze grzywny lub zamiennie aresztu. Karani byli także, a może przede wszystkim, nauczyciele. Wysokość grzywny za to "przestępstwo" wahała się od 35 do 300 litów, a w przypadku braku pieniędzy grzywnę można było zamienić na areszt (za 35 litów - 5 dni aresztu, za 75 litów - 2 tygodnie, za 250 do 300 - miesiąc). Polem do ostrych starć polsko-litewskich, nawet w dosłownym tego słowa znaczeniu, były kościoły. Wszystkie incydenty antypolskie w kościołach Litwy związane były z likwidowaniem polskich nabożeństw. Zaczynało się od tego, że grupy nacjonalistów litewskich przerywały nabożeństwa. Tak było na przykład w Kownie między 20 stycznia a 24 lutego 1924 r. Grupa Litwinów, prawdopodobnie Szaulisów, wielokrotnie w tym czasie nie dopuszczała do polskich kazań poprzez ostentacyjne krzyki w kościele, popychanie wiernych, śmiechy itp. Z powodu braku reakcji służb porządkowych i w obawie przed zamieszkami polscy księża najczęściej przerywali nabożeństwa. Pomimo to w wielu przypadkach dochodziło do pobicia wiernych. Znamienna była postawa policji, która aresztowała Polaków, którzy się aktywnie bronili przed pobiciem, pozostawiając bezkarnie atakujących Litwinów. Niektórzy litewscy księża bardzo aktywnie uczestniczyli w opisanych wydarzeniach, często będąc ich inspiratorami. Co więcej, najwyższa hierarchia Kościoła litewskiego była stale informowana o tym, lecz nic właściwie nie robiła, aby zażegnać konflikt. Jakby tego wszystkiego było mało, niektórzy katecheci litewscy starali się wykorzystywać naukę religii jako narzędzie lituanizacji polskich dzieci. Otóż zdarzało się, że litewski ksiądz z miejscowej parafii zgadzał się prowadzić naukę religii w polskiej szkole jedynie po litewsku.
Mimo licznych represji Polacy starali się jednak trwać przy swojej kulturze i języku oraz działać na polu gospodarczym dla polepszenia swojej sytuacji materialnej. Udało im się nawet wprowadzić własną reprezentację do parlamentu. Wychodziło też regularnie kilka tytułów prasowych. Oczywiście wszystkie organizacje, czy to o charakterze kulturalnym, czy gospodarczym oraz czasopisma były pod stałą obserwacją służb specjalnych Litwy i kiedy była tylko taka możliwość czyniono wszystko, aby je zniszczyć lub przynajmniej maksymalnie ograniczyć działanie. Tak było w sferze gospodarczej. Z powodu braku tanich kredytów bardzo słabo rozwijały się polskie organizacje rolnicze, jak i spółdzielnie. Sytuacja poprawiła się dopiero na początku lat trzydziestych, kiedy rząd polski postanowił wyasygnować 2 miliony złotych z przeznaczeniem na kredyty dla Polaków na Litwie. O przydziale kredytów na miejscu decydowało Polskie Towarzystwo Drobnego Kredytu z siedzibą w Kownie oraz Towarzystwo Wzajemnego Kredytu z Poniewieża. Władze litewskie potraktowały pomoc z Polski jako niebezpieczny precedens, tym bardziej, że co najmniej jeszcze dwie mniejszości narodowe mogły liczyć na znaczną pomoc ze strony swoich rodaków za granicą - Niemcy i Żydzi litewscy. W związku z tym wprowadzone zostały przepisy ograniczające wysokość przyznawanych pożyczek, a w konsekwencji polskie organizacje gospodarcze zaczęły mieć problemy z nadmiarem gotówki, której nie można było wprowadzić do obiegu.
Mimo licznych represji i utrudnień Polakom udało się jednak przetrwać na Litwie do wybuchu II wojny światowej, zachowując sześć organizacji kulturalno-oświatowych, sześć gospodarczych i cztery towarzystwa samopomocowe. Ponadto istniało jeszcze wtedy dziesięć polskich szkół powszechnych, do których uczęszczało 222 dzieci oraz trzy gimnazja, mające 416 uczniów. Instytucje te przeznaczone były dla - jak podają oficjalnie Litwini - 65 599 Polaków (polskie szacunki podają liczbę 202 026).
W roku 1939 populacja Polaków na Litwie bardzo wzrosła m.in. dlatego, że po interwencji litewskiej u władz radzieckich w Moskwie, zostało im przekazane Wilno i część Wileńszczyzny, które od 17 września 1939 okupował Związek Radziecki. Obok dawnych pojawiły się także nowe problemy, o których opowiemy w następnej części.
Tuż przed wybuchem II wojny światowej Litwini dostali propozycję ze strony niemieckiej, aby razem uderzyć na Polskę, za co mieli otrzymać upragnione Wilno. Mimo tak bardzo kuszącej propozycji, Litwini odmówili. Jednak już wkrótce, kiedy wojska radzieckie zajęły po 17 września ponad połowę Polski, rząd litewski z własnej woli zwrócił się do przedstawiciela radzieckiego w Kownie z propozycją podjęcia rozmów o przekazaniu Litwie okupowanej przez Sowiety Wileńszczyzny. Nawiązywano tu do układu radziecko-litewskiego, na mocy którego granica między obu państwami pokrywała się w przybliżeniu z późniejszą granicą polsko-radziecką na odcinku północno-wschodnim. Władze w Moskwie przystąpiły do rozmów bardzo ochoczo. Po stosunkowo krótkich pertraktacjach już 10 października doszło do podpisania układu radziecko-litewskiego, na mocy którego Litwini przejęli od Sowietów okupowane Wilno i część Wileńszczyzny. Jak jednak wiadomo, nie ma nic za darmo. Kiedy doszło do pierwszego spotkania w Moskwie, od razu poinformowano litewskiego ministra spraw zagranicznych Urbsysa o tym, że zgodnie z układami radziecko-niemieckimi Litwa znalazła się w radzieckiej strefie wpływów. Oczywiście tłumaczono to chęcią obrony interesów małych narodów, które były zagrożone zachłannością hitlerowskich Niemiec.
Litwa, podobnie jak Łotwa i Estonia, została zmuszona do wyrażenia zgody na rozmieszczenie radzieckich baz wojskowych na terenie swojego kraju. Jednak w przeciwieństwie do dwóch pozostałych krajów, którym rozmowy w tej sprawie narzucono siłą, strona litewska zainicjowała je z własnej woli, chcąc otrzymać dla siebie Wilno i Wileńszczyznę, okupowane przez Sowietów. W ten sposób Litwa stała się dodatkową stroną dokonującą rozbioru Polski na mocy układu Ribbentrop-Mołotow.
27 października 1939 roku Litwini przekroczyli granicę Polski i rozpoczęli marsz na Wilno, gdzie dotarli 28 października. Sytuacja w mieście bardzo ich zaskoczyła. Co prawda na ulicach wiwatowały tłumy, ale - jak się okazało - znaczną ich część stanowili Litwini przywiezieni specjalnie z Kowna. Natomiast w ukochanej litewskiej stolicy tak naprawdę Litwini stanowili niecały procent ludności (1 579 osób wg danych z 1931 r.). Mając na uwadze taki stan rzeczy, Litwini przystąpili do szybkiej lituanizacji miasta. Usunięto Polaków ze wszystkich urzędów, zamknięto Uniwersytet Stefana Batorego i rozpoczęto represje w szkołach średnich, które doprowadziły ostatecznie do strajku szkolnego zakończonego aresztowaniami oraz relegowaniem ze szkół najbardziej aktywnych uczniów.
Rządy niepodległej Litwy na Wileńszczyźnie trwały 9 miesięcy, po czym Sowieci doprowadzili do obalenia legalnej władzy w państwie i wprowadzenia w to miejsce rządu robotniczo-chłopskiego. Następnie zaś, w lipcu 1940 roku, włączono Litwę do ZSRR jako kolejną republikę. Miało to niewielki wpływ na położenie Polaków, którzy nadal w większości pozostawali obywatelami drugiej kategorii. Działo się tak, mimo że grupka Polaków znalazła się w nowych władzach radzieckiej Litwy. Nadal większość urzędników, także na Wileńszczyźnie, stanowili przyjezdni Litwini lub Rosjanie, a dla Polaków nie było tam miejsca.
Fakt, że Wileńszczyzna została kolejny raz przekazana Litwie przez Związek Radziecki (wcześniej miało to miejsce w 1920 r.), miał ogromne znaczenie dla dalszych losów mieszkających tam Polaków. Litwini uważali się za jedynych gospodarzy na tym terenie, pomimo trwających okupacji, najpierw sowieckiej, a potem hitlerowskiej (nota bene w obu wypadkach Litwini kolaborowali z okupantami). Jednak ze względu na uznawanie Wileńszczyzny za część państwa litewskiego, traktowano działania Armii Krajowej na tym terenie za "próbę oderwania integralnej części Litwy od macierzy". Co więcej, do dzisiaj uważa się na Litwie, że działania represyjne Armii Krajowej wobec hitlerowskich kolaborantów były zbrodnią, a wykonywanie wyroków sądów podziemnych na najbardziej niebezpiecznych współpracownikach hitlerowskich okupantów, przez których ginęli i Polacy, i Litwini, za mordowanie litewskich patriotów. Tak na przykład przedstawia się sprawę wykonania wyroku na księdzu Jakavonisie, który donosił na swoich parafian. Co gorsza, taka jednostronna wizja II wojny światowej na Wileńszczyźnie przedstawiana jest obecnie w nowych litewskich podręcznikach historii, gdzie Polacy występują jako okupanci Wileńszczyzny. To określenie przewija się przez wszelkie publikacje litewskie. Nawet ostatnio, kiedy wydrukowano mapy z nowym podziałem administracyjnym kraju, umieszczono też mniejszą mapkę z okresu międzywojennego, na której Wileńszczyzna jest zaznaczona jako obszar "okupowany przez Polskę". Co więcej, taką wizję dziejów tych terenów propaguje się także za granicą. A przecież Polacy byli tam przez cały czas u siebie, na swojej ojcowiźnie, zaś żołnierze Armii Krajowej walczyli o to samo, co ich koledzy z Warszawy, Krakowa czy Lwowa.
Pozornie mogłoby się wydawać, że wojna i jej niebezpieczeństwa (Sowieci wywozili na wschód tak Polaków, jak i Litwinów) zbliżą do siebie oba zwaśnione narody. Okazało się inaczej, a podczas kilkuletniej okupacji różnice jeszcze bardziej się pogłębiły. Z takim też bagażem doczekano się zakończenia okupacji hitlerowskiej. Oczywiście, mimo uczestnictwa Armii Krajowej w wyzwalaniu Wilna, miasto i region ponownie znalazły się w granicach Litewskiej SRR, zaś ci, którzy liczyli na powrót sytuacji sprzed 17 września 1939 roku, sromotnie się zawiedli.
Ponownie rozpoczęta akcja deportacyjna oraz podpisana umowa o ewakuacji w głąb Polski ludności polskiej i żydowskiej polskiego pochodzenia wpłynęły na powzięcie przez wielu Polaków decyzji o opuszczeniu stron rodzinnych i udaniu się w nieznane. Zgodnie z oficjalnymi danymi nt. ewakuacji, podpisanymi przez stronę polską i litewską, do 1 listopada 1946 roku Litwę opuściło 171 168 uprawnionych osób.
W trakcie ewakuacji ludności polskiej dochodziło do kolejnych spięć na linii polsko-litewskiej. Można przypuszczać, że podejmowane w tym czasie działania antypolskie były inspirowane z Moskwy, jednak wykonujący je bezpośrednio urzędnicy litewscy przystępowali do tego bardzo ochoczo. Spośród wielu przykładów utrudniania życia Polakom wspomnę tylko o jednym, najbardziej kuriozalnym. Otóż w wyniku wojny na terenie Wileńszczyzny znalazło się wiele polskich sierot, także z centralnej Polski, np. z Warszawy. Jednak prowadzący ewakuację Litwini czynili ogromne trudności w powrocie polskich sierot do swoich domów lub połączenia się z rodzinami, co w trakcie jednego ze spotkań litewski urzędnik wyjaśnił następująco:
"1. Wszystkie dzieci nieznanych rodziców, które się urodziły na terytorium obecnej Litewskiej SRR uważa się za dzieci, bez względu na ich wiek, narodowości litewskiej. 2. Dzieci nieznanych rodziców, urodzone na terytorium obecnej Republiki Polskiej mogą wyjechać do kraju po udowodnieniu dostatecznymi dokumentami ich miejsca urodzenia. 3. Dzieci znajdujące się w zakładach wychowawczych, a posiadające w Polsce rodziców lub krewnych, mogą wyjechać do kraju po wykazaniu się potrzebnymi dokumentami. Pisma Głównego Pełnomocnika Rządu R.P. polecające sprowadzić dzieci na skutek podań rodziców, jak również wnioski o repatriację nie będą bez wystarczających dokumentów brane pod uwagę".
Jest to tylko jeden z przykładów. Polacy, którzy z różnych względów postanowili pozostać na swojej ojcowiźnie, byli świadkami tego wszystkiego. Przyczyniało się to do utrwalania obrazu Litwina jako "polakożercy", którego jedynym celem było wyrugowanie Polaków z Wilna i Wileńszczyzny, aby doprowadzić do sytuacji, w której rejon Wilna - stolicy Litwy - będzie zamieszkany w większości przez Litwinów, a nie tak, jak to ma miejsce do dzisiaj, w większości przez Polaków. Pomimo ewakuacji, według danych z 1959 roku, na Litwie mieszkało 230 107 Polaków. Co więcej wśród 14 rejonów, na jakie była podzielona w tym czasie anektowana Wileńszczyzna, Polacy stanowili większość mieszkańców w pięciu z nich: rejonie ejszyskim - 67,4 %, niemenczyńskim - 73,2 %, solecznickim - 83,9 %, wileńskim - 81,4 % i trockim - 48,2 %. W tym ostatnim przypadku była to większość względna (Litwini stanowili tam 33,2 %, a Rosjanie 11,8 %). Można przypuszczać, że taki stan rzeczy, kiedy mniejszość narodowa republiki stanowiła na określonym zwartym terytorium większość mieszkańców, stał się główną przyczyną licznych koncesji na rzecz Polaków na Litwie. W pierwszym rzędzie było to szkolnictwo w języku ojczystym. Zaraz po wojnie szkoły z polskim językiem wykładowym istniały także na Łotwie, Białorusi i Ukrainie, jednak na Litwie była to wielka sieć placówek, istniejąca aż do dzisiaj. Oprócz krótkiej przerwy od marca 1948 do października 1949 wydawano także prasę w języku polskim. Apogeum nastąpiło tu w 1953 roku, kiedy jednocześnie wydawano 26 tytułów w języku polskim, które co prawda były tłumaczeniami gazet ukazujących się równocześnie w językach litewskim i rosyjskim, niemniej było to polskie słowo pisane. Od 1963 roku liczba tytułów zmniejszyła się do pięciu i taki stan rzeczy trwał do 1989 roku, kiedy pojawiły się nowe tytuły niezależnych polskich czasopism, wydawanych przez Polaków i dla Polaków. Wśród tych pięciu tytułów znalazł się też jedyny dziennik w języku polskim, jaki ukazywał się na terenie Związku Radzieckiego - "Czerwony Sztandar" , który następnie przemianowano na "Kurier Wileński". Redakcja tego czasopisma stała się swoistą kuźnią liderów społeczności polskiej na Litwie. To właśnie dziennikarze ówczesnego "Czerwonego Sztandaru" stali się głównymi inicjatorami polskiego odrodzenia narodowego na Litwie. To w tej redakcji szlifowali umiejętności zawodowe późniejsi redaktorzy niezależnych czasopism polskich, jakie zaczęły się ukazywać na Litwie po 1989 roku. Słuszne więc będzie zapewne twierdzenie, że bez "Czerwonego Sztandaru" tworzenie polskich organizacji na Litwie przebiegało by znacznie trudniej.
Oprócz szkół i gazet istniały także polskie zespoły folklorystyczne i teatry, tworzyli też polscy poeci skupieni wokół redakcji "Czerwonego Sztandaru". To wszystko razem od samych początków bardzo drażniło nacjonalistyczne środowiska litewskie. Już w roku 1956, w czasie odwilży politycznej, kiedy mieszkańcy poszczególnych republik radzieckich mogli dopominać się o swoje prawa narodowe, grupa litewskich intelektualistów zwróciła się z oficjalnym pismem do Przewodniczącego Rady Ministrów Litewskiej SRR z prośbą o podjęcie działań mających zahamować rozwój sieci szkół z polskim językiem wykładowym na Wileńszczyźnie, gdyż ich zdaniem prowadziło to do polonizacji Litwinów. W jednym z punktów wspomnianego pisma czytamy:
"...Jeżeli w jednym lub drugim przypadku Ministerstwo Oświaty, usprawiedliwiając założenie szkoły z polskim językiem wykładowym opiera się na woli wyrażanej przez rodziców dzieci uczących się w szkole, to my odważamy się twierdzić, że te przejawy woli są w większości wypadków dziełem tych reakcyjnych czynników, które przez wieki szukały środków, by utrzymać ludność kraju wileńskiego w zależności od Kościoła i szlachty."
Jak widać, mimo że rodzice dzieci sami domagali się dla nich szkół z polskim językiem wykładowym, litewscy intelektualiści uważali zgodę na to za wielki błąd lub wręcz zbrodnię władz republiki. Ich zdaniem polskie szkoły należało likwidować, a w to miejsce zakładać szkoły litewskie, aby przywrócić mieszkańców Wileńszczyzny do litewskości, gdyż ich zdaniem Polacy tam mieszkający to byli spolonizowani Litwini.
W różnych artykułach, jakie ukazywały się na temat Polaków na Litwie, podkreślano, że byli oni w znacznie lepszej sytuacji niż Polacy w innych republikach radzieckich. To prawda, trudno jednak brać stan nienormalności panujący w innych republikach ZSRR za punkt odniesienia do oceny sytuacji na Litwie, gdzie przynajmniej początkowo sytuacja Polaków odpowiadała ustaleniom międzynarodowym w stosunku do mniejszości narodowych. Obserwując jednak powojenną historię losów Polaków na Litwie, łatwo zauważyć, że było to powolne tracenie zdobyczy uzyskanych na początku lat 50. I tak: liczba gazet spadła z 26 do pięciu, liczba uczniów w szkołach i klasach polskich spadła z 32 260 w roku szkolnym 1953/54 do 9 995 w roku 1988/89, a stopień uznawania przez Polaków języka polskiego za ojczysty spadł z 96,8 % w roku 1959 do 85 % w 1989 roku. Natomiast nastąpił wzrost liczby małżeństw mieszanych: w 1990 roku aż 52,5 % polskich mężczyzn i 59,8 % polskich kobiet miało partnerów innej narodowości. Wszystko to w konsekwencji przyczyniło się do znacznego zmniejszenia liczby Polaków w tym kraju.
Jak widać z przytoczonych danych, sytuacja na przełomie lat 80. i 90. była bardzo zła i w oczywisty sposób pobudziła wielu Polaków do działania na rzecz odrodzenia narodowego. Niestety, przystąpienie Polaków do ratowania swojego stanu posiadania na Litwie stało się zarzewiem nowego konfliktu z Litwinami, którzy w tym samym czasie walczyli o odzyskanie niepodległości przez swój kraj, zaś działania Polaków zaczęli odbierać jako próby torpedowania litewskich aspiracji niepodległościowych. I ponownie, zamiast jednoczyć się w obliczu wspólnego wroga, pojawiły się nowe uprzedzenia. Co gorsza, po obu stronach zaczęto od tej pory mówić o wrogich Polakach i wrogich Litwinach. Napięcie między obu narodowościami sięgało szczytu. Dalszy ciąg losów Polaków na Litwie w następnej części.
Główną przyczyną braku porozumienia między obu narodowościami w okresie walki Litwy o odzyskanie niepodległości były uchwały Rady Najwyższej RL w kwestii języka ojczystego, które zostały zainspirowane przez litewskich niepodległościowców jeszcze w okresie istnienia ZSRR. Dla nich w tamtym czasie najważniejsze było przywrócenie właściwego znaczenia językowi litewskiemu, który do tej pory miał w republice znaczenie drugorzędne po urzędowym rosyjskim. Bardzo kategoryczne postanowienia tej ustawy z dnia na dzień postawiły litewskich Polaków w bardzo trudnej sytuacji. Do tej pory językiem ogólnej komunikacji był dla nich bowiem język rosyjski, co wynikało z wcześniejszej polityki władz radzieckich. Taki język obowiązywał w pracy, w takim języku można było się porozumieć bez problemu na ulicy, w sklepie, posłuchać radia i obejrzeć film w telewizji czy kinie. Po rosyjsku była dostępna większość literatury tak fachowej, jak i beletrystyki oraz prasy o różnym charakterze. W takiej sytuacji do normalnego funkcjonowania w republice potrzebny był Polakom tylko język rosyjski. Nowa ustawa o języku, uzależniająca normalne funkcjonowanie na Litwie od dobrej znajomości litewskiego i pozostawiająca niewiele czasu na uzupełnienie braków w tym względzie, stała się siłą rzeczy ustawą represyjną wobec ludności polskiej. Co gorsza, od samego początku wszelkie próby zmiany ustawy w ten sposób, aby inne narodowości niż litewska mogły łagodnie znaleźć się w nowych warunkach, były traktowane przez Litwinów jako zamach na rodzącą się niepodległość. W ten właśnie sposób Polacy próbujący zachować własną tożsamość stali się w oczach Litwinów głównymi sprzymierzeńcami sił próbujących zachować struktury Związku Radzieckiego, a oni przecież bronili się tylko przed zepchnięciem na margines. Niestety, po stronie litewskiej było w tym okresie niewiele osób, które rozumiały ten problem, większość postrzegała zaś rzeczywistość w bardzo prostych kategoriach: albo ktoś był za niepodległością Litwy albo nie. Zapominano jednak, że 20,4 % mieszkańców RL stanowiły mniejszości narodowe, które na określonym obszarze stanowiły większość ludności i potrzebowały przynajmniej zagwarantowania ich wcześniejszych praw.
W zaistniałych warunkach naturalnym sprzymierzeńcem Polaków na Litwie stała się ludność rosyjskojęzyczna, czyli w zdecydowanej większości Rosjanie i Białorusini. Ponieważ zaś Rosjan postrzegano głównie jako przedstawicieli komunistycznego aparatu partyjnego, takie zestawienie stało się podstawą do ukucia propagandowej teorii o tym, że Polacy byli najbardziej skomunizowaną narodowością w republice. W rzeczywistości było wręcz odwrotnie, procent Polaków - członków partii do ogólnej liczby tej ludności był najniższy wśród wszystkich narodowości. W roku 1989 spośród Polaków w partii było 3,6 % osób, Litwinów 5,1 %, Rosjan 10,1 %, Białorusinów 10,2 % i Żydów 14,3 %. Takie bezpodstawne zarzuty stały się przyczyną tego, że Polacy w coraz większym stopniu postrzegali litewską walkę o niepodległość jako indywidualną sprawę tej narodowości i to stojącą w sprzeczności z polskimi interesami. To też było przyczyną braku większego udziału Polaków w litewskim "Sajudisie", który siłą rzeczy stał się litewską organizacją narodową. Pojedyncze osoby narodowości polskiej, będące członkami tego ruchu, miały niewielką szansę na zmianę stosunku litewskiej większości wobec polskiej mniejszości.
Z czasem otwarte ataki propagandowe na ludność polską zaczęły się nasilać. Powróciły hasła propagowane przez litewskie władze państwowe w okresie międzywojennym. Ponownie zaczęto pisać, że Polacy na Litwie to tylko spolonizowani Litwini, niektórzy twierdzili wręcz, że ta polonizacja odbyła się w okresie międzywojennym. Dalej przedstawiano Polaków jako podstępnych okupantów Wileńszczyzny, która znalazła się w granicach Polski tylko dlatego, że miała silniejszą armię od litewskiej. I wreszcie mówiono, że działalność Armii Krajowej na Wileńszczyźnie miała charakter bandycki, gdyż jej członkowie "mordowali litewskich patriotów". Propagując powyższe teorie pomijano takie kwestie, jak wola ludności Wileńszczyzny w czasie określania jej przynależności państwowej czy litewska kolaboracja w czasie II wojny światowej.
Generalnie na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych atmosfera była bardzo nieprzychylna dla polskiej ludności na Litwie. Co więcej, w czasie kiedy republika otrzymała jeszcze w ramach istniejącego Związku Radzieckiego znaczne ustępstwa w sferze decydowania o polityce wewnętrznej, pojawiło się nowe zarzewie konfliktu między polską mniejszością a litewską większością. Najpierw w formie pogłosek, później zaś już w formie oficjalnych artykułów prasowych (np. w litewskiej gazecie "Politika") pojawiła się propozycja nowego podziału administracyjnego Litwy. Polaków dotykało tu głównie stworzenie tak zwanego Wielkiego Wilna. Ewentualne wytyczenie granic wg nowego podziału administracyjnego RP prowadziło do znacznego zmniejszenia odsetka ludności polskiej w rejonach na obszarze Wileńszczyzny. W okresie, kiedy samorząd terytorialny próbował odgrywać rzeczywiste znaczenie w kształtowaniu polityki na danym obszarze, był to cios wymierzony w miejscową ludność polską, która traciła w tym momencie możliwość decydowania o sobie, gdyż stając się mniejszością w danym rejonie mogła wybrać znacznie mniej radnych niż to miało miejsce wcześniej.
Wszystkie wymienione wyżej elementy stały się podstawą do oddolnej inicjatywy polskich radnych z rejonów wileńskiego i solecznickiego stworzenia polskiej autonomii w ramach Litwy na terenie Wileńszczyzny. Z jednej strony rozwiązanie to nawiązywało do tego, co miało miejsce w Polsce w okresie międzywojennym na terenie śląska, który stanowił autonomiczne województwo śląskie z własnym sejmem, z drugiej strony nawiązywano do pomysłów propagowanych wtedy przez Gorbaczowa w Związku Radzieckim. Niedługo przed ogłoszeniem polskiej inicjatywy można było na Litwie przeczytać na przykład o autonomii Niemców nadwołżańskich i próbach reaktywowania ich republiki. W projekcie polskich autonomistów była, co prawda, mowa o własnej fladze i hymnie, jednak najważniejsze jest to, że polska administracyjna jednostka autonomiczna miała funkcjonować w ramach Litwy po to głównie, aby zapewnić właściwy rozdział środków wypracowanych przez ludność polską. We wcześniejszych latach bowiem tylko niewielka część dochodu narodowego wypracowanego przez Polaków trafiała na realizację ich indywidualnych potrzeb jako mniejszości narodowej. Mimo to Litwini potraktowali tę inicjatywę jako próbę secesji i zamach na niepodległość i integralność republiki.
Pomysł stworzenia polskiej autonomii na terenach zamieszkanych w większości przez Polaków znacznie zaktywizował nacjonalistyczne środowiska litewskie, które już otwarcie wypowiadały się o polskim niebezpieczeństwie dla litewskiej niepodległości. Władze republiki zareagowały na polską inicjatywę negatywnie, Rada Najwyższa podjęła specjalną uchwałę skierowaną do ludności polskiej. W całej historii polskiej autonomii na Wileńszczyźnie najciekawsze jest to, że w czasie kiedy władze ZSRR za pomocą siły starały się przywrócić na Litwie dawny porządek i bezpośredni związek jej z resztą kraju, Litwini zaczęli rozmawiać z Polakami o stworzeniu dla nich autonomii w ramach tej republiki. Jednak po upadku Związku Radzieckiego odstąpiono od tego, co więcej postanowiono osądzić inicjatorów powołania autonomii jako zdrajców działających na szkodę republiki.
Od czasu oficjalnego uznania niepodległości Litwy przez społeczność międzynarodową, sytuacja Polaków w tym kraju zmieniła się na lepsze w niewielkim stopniu, głównie za przyczyną zmiany systemu ekonomicznego i wprowadzania demokratycznych sposobów sprawowania władzy. Pojawiły się nowe polskie tytuły prasowe, zaczęto wydawać polskie książki pisane przez miejscowych autorów, ale tylko dlatego, że w nowej Litwie możliwe stało się funkcjonowanie prywatnych przedsiębiorstw i w taki sposób działają polscy wydawcy. Na tej samej zasadzie powstała w Wilnie polska komercyjna rozgłośnia radiowa czy galeria artystyczna. W zależności od mobilności szefów tych przedsięwzięć funkcjonują one lepiej lub gorzej.
Niestety, znaczny marazm panuje tam, gdzie o przydziale środków finansowych decyduje państwo. Dotyczy to głównie szkolnictwa oraz funkcjonowania administracji terenowej na terenach zamieszkanych przez Polaków. Dalej aktualny pozostaje zarzut stawiany władzom, że tylko niewielka część dochodu narodowego wypracowana przez mniejszość polską przeznaczana jest na jej potrzeby.
Ciągłym zarzewiem konfliktu jest bardzo powolna reprywatyzacja własności prywatnej, zagarniętej przez władze radzieckie po 1939 roku. W stosunku do reszty kraju ludność polska odzyskała swoją ziemię w niewielkim stopniu. Mimo wcześniejszych protestów ostatnio doprowadzono jednak do zmiany podziału administracyjnego Litwy i rozszerzenia granic miasta Wilna. To także znacznie wpłynęło na problemy z odzyskaniem zagrabionej ziemi. Co więcej, tak jak się tego obawiano, w okresie tworzenia polskiej autonomii na Wileńszczyźnie nowe województwo wileńskie obejmujące dawne rejony, w których Polacy stanowili zdecydowaną większość ludności razem z rejonami, gdzie jest ich niewielu, doprowadziło do sytuacji, że w tej jednostce administracyjnej jest ich teraz niewiele ponad 30 %. To oczywiście będzie miało ogromne znaczenie w czasie nowych wyborów samorządowych i parlamentarnych. W ostatnim czasie sprawą dodatkowo bulwersującą społeczność polską jest proces i skazanie tak zwanych autonomistów, mimo że działali oni zgodnie z obowiązującym wówczas prawem.
W niniejszym trzyczęściowym opracowaniu nt. losów ludności polskiej na Litwie zwrócono uwagę jedynie na najważniejsze kwestie określające sytuację Polaków. Dla przedstawienia wszystkich aspektów potrzebna jest osobna monografia, w której popierając wszystko odpowiednimi dokumentami można by przedstawić bardziej szczegółowy obraz. Mając na uwadze ogólnie zarysowany krajobraz losów Polaków na Litwie należy pamiętać, że w nowej Litwie są oczywiście także Polacy, którzy mimo zachowania czy wręcz manifestowania swojej polskości potrafili dobrze ułożyć sobie życie. Generalnie są to jednak jednostki, zaś większość naszych rodaków zaczyna odczuwać coraz większą bezsilność, za którą zaczyna iść marazm. Sytuację taką może zmienić jedynie umiejętna polityka polskiego rządu, który już przecież potrafił ułożyć stosunki międzypaństwowe. Teraz wypada, aby w podobny sposób rozstrzygnąć sprawy mniejszościowe.
