X-Originating-IP: [64.24.55.24]
      From: "Tymoteusz Bakowski" tymek65@hotmail.com
      To: redakcja@najmici.net
      Subject: Okruchy kultury
      Date: Wed, 29 Mar 2000 00:40:37 -0600

      Kimże jesteście Wy, samookreślający się jako WOLNI NAJMICI (chyba szydzicie ze znaczenia tych pojęć)?

      Podoba mi się wasza charyzma, lecz odnoszę wrażenie, że nigdy nie zaznaliście tej prozaicznej prawdy wyrażającej się w beznadziei bycia Polakiem w Chicago. Na nic umiejętności (ba - wykształcenie), energia czy ambicje - Polak znaczy tutaj wół roboczy, który będzie egzystował na krawędzi nędzy i za samą narodowość skazany jest na ciężką pracę za najniższe uposażenie.

      Gratuluję dobrego samopoczucia.
      Bawcie się dalej.

      Tymoteusz Bakowski


      From: "P Zambrzycki"
      To: Z_FRANK@prodigy.net
      Cc: redakcja@najmici.net
      Subject: Kosowo
      Date: Fri, 18 Feb 2000 02:20:57 PST

      Szanowny Panie,

      Przeczytałem Pana repostę na opowiadanie o Albanach "wiszące" na stronie mojego przyjaciela Piotra Szymanskiego.

      Bardzo "typowo po polsku" podszedł Pan do zagadnienia. Mam na myśli natychmiastowe zgnojenie tworu jak i tworcy za to że coś tam się nie zgadza z tekstem encyklopedii.

      Na podobnych zasadach można zmieszać z błotem trylogię Sienkiewicza, gdzie jest setki "błędów" historycznych, rzeczowych, przekretow heraldycznych itp. Mozna. Jednak nie chodzilo tu o stworzenie podrecznika do studiow wojen szwedzkich tylko o oddanie ducha Rzeczpospolitej i o zarazenie czytajacych patriotyzmem.

      Nie przytaczam tu Sienkiewicza zeby stawiac Potop na jednej polce z opowiadaniem o Albanach. Poprostu jest to przyklad ktory "wszyscy" dobrze znaja. Innym takim przykladem jest Biblia czy Hamlet (wzmianka o Polakach walczacych na lodzie).

      Zadaniem opowiadania o Albanach nie jest byc podstawa do studiow historii tego regionu. Jest to opowiadanie o duchu miejsca, ktorego uczone a suche jak prazony pieprz zrodla ktore Pan podaje nie oddaja za zlamany grosz.

      Nie mam do Pana pretensji bo Pana reakcja jest typowa-polska: zgnoic samemu nie robiac nic w danej dziedzinie.

      Jesli Pan kiedys bedzie pisal o Islamie albo o Wschodzie czy o sztuce a nawet o broni to nie musi sie Pan obawiac ze Pana "rozstrzelam" za blad rzeczowy. Moja reakcja raczej bedzie radosc, ze kolejny Polak publikuje. I jesli Pana blad bedzie nie do pominiecia to bede probowal napisac artykol, ktory naswietli aspekt bez deptania Panskiej pracy.

      O ile przyjemniej czytalo by sie Pana list gdyby nie byl drapiezny.Jesli Pana tak boli temat Kosowa, to prosze cos o tym napisac.Wie Pan bardzo duzo na ten temat i domyslam sie, ze spedzil Pan tam mnostwo czasu.
      NIEBYWALE ciekawie bylo by przeczytac Pana wypowiedz, zwlaszcza, ze mieszkajac w Moskwie obserwowalem wojne balkanska przez CNN, BBC jak i rosyjskie zrodla.

      Bede rad widziec Pana material. Zakladam, ze drapiezna reakcja na niescislosc jest jedyna "typowa" Pana cecha i nie "uniesie sie Pan Honorem" wybierajac obraze jako powod milczenia. W zasadzie to powinien byl sie obrazic Ryszard Zambrzycki bo te baty byly niezasluzone.

      Jak Pan cos wie to swietnie, niech sie Pan ta wiedza podzieli z nami a nie niszczy nas, ze jej nie posiadamy.

      Oczekujac na material o Kosowie,
      Pozdrawiam,

      Mirza Zekir ibn Rustam al Buchari


      From: Zbigniew Frank
      To: redakcja@najmici.net
      Subject: Wśród Albanów
      Date: Sun, 26 Sep 1999 09:31:00

      Z wielkim zdumieniem przeczytalem opowiadanie Ryszarda Zambrzyckiego - "Wsrod Albanow". (Zdumli kto woli - prowincja) Zdumienie moje było spowodowane tym, że osobnik nie mający pojęcia o zagadnieniu stara się sprawić wrażenie autorytetu. Poniżej cytuję obszerne fragmenty opowiadania i swoje komentarze.

      "Potem jadąc cały czas na pierwszym biegu pod potworną górę, szutrowa droga wjechalismy do Titogradu stolicy Czarnogory a nastepnie do Kosowa -republiki autonomicznej Albanczykow w ramach Republiki Serbskiej. O tej cześci byłej Jugosławii chcę opowiedzieć."

      Kosowo nie jest i nie było republiką autonomiczną w ramach Republiki Serbskiej. Było REGIONEM (lub jeśli kto woli - prowincją) autonomicznym Serbii.

      "Republika Autonomiczna ma nazwe Kosowo-Metohija chociaż powinna nazywać sie ze wzgledow etnograficznych Metohija. Metohija to nazwa Albańska i republika ta zasiedlona jest conajmniej w 75% przez Albanczykow."
      Pozwole sobie "wkleić" w tym miejscu wyjasnienie zamieszczone na stronie http://www.jurist.law.pitt.edu/kosovo.htm przez profesora Nikitica z Uniwersytetu w Belgradzie.

      A Contribution to the Muenzel-Antic Debate

      Recently and accidentally I came across the Muenzel--Antic dispute [http://jurist.law.pitt.edu/academic.htm] on the Law Professors' Network JURIST. One small but probably important detail riveted my attention and prompted me to contribute belatedly to the polemic although Dr. Antic already approached the issue more closely in his second reply.[2] Dr. Muenzel's first article [3] opens with the word "Kosova" (explaining in a footnote that "Kosova is an Albanian name"). This is a false statement from the linguistic point of view. The etymology of the name "Kosovo" ("Kosova" is genitive, so it is used incorrectly by Dr. Muenzel) tells us that it originates from the Slavic word "kos" which is a name for the blackbird (lat. Turdus Merula; order Passeriformes). The German name is "Amsel" (or "Schwarzdrossel"). From many sources easily accessible to him Dr. Muenzel could have learned that "Kosovo" stems from "Kosovo Polje" = Blackbird Field (in English) or Amselfeld (in German). For example, in the Welt--Atlas der deutschen Buch--Gemeinshaft the region is indeed called "Amselfeld" and "Kossowo". The true meaning of the term "Kosovar" (or "Kosovac" as it is often read) is, therefore, "A Person from Kosovo" ("Amselfelder" in German) --- again, contrary to Dr. Muenzel's usage, a name devoid of any ethnic connotation. Italic, Germanic, and sometimes Hellenic versions of the Slavic names and toponyms pertaining to the Kosovo region, used for centuries, corroborate their usage as "official" or "legally recognized" as defined by Dr. Antic.[4]

      Unfortunately "Kosova" is only one of Dr. Muenzel's many solecisms of language. Another example of language corruption could be found in Dr. Muenzel's second paper [5] where he says that "...Metohija [is] not at all 'historically approved' [name], as Antic claims, but [was] made up only in this century to bolster Serbian claims...". Dr. Muenzel obviously did not bother to look for the etymology of the ancient name "Metohija" (of Hellenic origin) meaning "The Land of the Monastery". The "age" of many of these monasteries (and the name Metohija) is certainly beyond dispute.

      Now, the bottom line of this short passage is that I am truly surprised that a learned person could demonstrate such a carelessness with respect to the basic terminology of his discourse (after all "Kosovo" is THE keyword of Dr. Muenzel's articles!). As a natural scientist I am not used to read and appreciate a scholarly article in which the key terms are misrepresented. In the cited article [3] Dr. Muenzel has discredited himself at the very beginning and thus obviated the audience from the need to read it through. It is regrettable that such a gesture comes from a professor of the Goettingen University --- a place which gave us such intelectual giants as [6] Carl Friedrich Gauss, Max Born, Werner Heisenberg, or Manfred Eigen.

      S.R. Niketic, Ph.D.
      Professor [7] of Chemistry
      Faculty of Science
      University of Belgrade

      References and Notes

      "Jugoslawia czy Serbia nigdy nie zrezygnują z podwójnej nazwy, ani nie oddadzą tej cześci Albanii nawet za cenę III wojny światowej. Na terenie tej republiki leży małe miasteczko Kosowo, które jest tym dla narodow południowych Słowian czym Grunwald dla Polaków i Kulikowe Pole dla Rosjan."

      Nie ma małego miasteczka Kosowo na terenie tej prowincji. Jest miejsce zwane Kosovo Polje (Kosowe Pole) na którym w 1389 roku 40,000 armia Serbska (nie południowych Słowian a więc nie Jugosłowian. Jug, znaczy południe) pod wodza księcia Lazara stanęła do walki ze 120,000 armią turecką. Nie jest to jak Grunwald dla Polaków a raczej jak Gniezno lub Kraków. Jest to kolebka Serbskiej państwowości. W roku 1217 Stefan Nemanja otrzymał koronę królewską z rąk Papieża, stając się pierwszym KRÓLEM Serbii "Bitwę pod Grunwaldem wygraliśmy. Wygraliśmy swój byt państwowy. Pod Kosowem wojska zjednoczonych Południowych Słowian przegrały z Turkami w całodniowej krwawej bitwie, lecz na długi czas powstrzymały ekspansję Turcji w kierunku północnym. Najważniejsze że bitwa spowodowała ogromny wzrost poczucia narodowego, którego tradycje widać do dziś. Mahometanie w Bośni to zdrajcy idei która narodziła się w Kosowie. Nie zmienia to faktu że w miasteczkach i wsiach leżących w dolinach wieczór i noc należy do Albańczykow, a godziny urzedowania niewielu urzędow w dzień, należą do Serbów. Tego dowiedziałem się po powrocie do Polski."
      Na terenie regionu autonomicznego Kosovo (Kosovo utraciło autonomię w 1996 roku zaś obecnie jest protektoratem ONZ i NATO) znajduja się setki cerkiew i klasztorów prawosławnych z których wiele to zabytki klasy zerowej. Tragedia dla kultury światowej jest fakt, że od czasu wkroczenia wojsk KFOR wiele z tych zabytków zostało przez Albanczyków zrujnowanych. Co zostało zrujnowane i jak można zobaczyc na stronie: http://www.decani.yunet.com/.

      "Wioski zamieszkałe w 100% przez Albańczykow położone są blisko szczytów bardzo wysokich gór. Nigdy tam nie byłem. Wieczorem zatrzymaliśmy się w gościnnicy bo czulismy że musimy się umyć i naprawić motory. Obok gościnnicy czyli hotelu była kawiarnia wyposażona w alkohole. Poszliśmy tam wieczorem."

      Najwidoczniej pan Ryszard Zambrzycki miał tyle kłopotów z motocyklem, że nie miał czasu zainteresować się zabytkani Kosowa i musiał raczej zaglądać do "gostionici" (a nie do gościnnicy). "Gostionica" jest słowem serbskim i nie oznacza hotelu a raczej restaurację (patrz; "Słownik serbochorwacko - polski i polsko - serbochorwacki" - Wiedza Powszechna -1966)

      Z poważaniem
      Zbigniew Frank - Chicago


      From: "Srebrakowski"
      To: redakcja@najmici.net
      Subject: potomkowie Włóczęgów
      Date: Mon, 6 Sep 1999 22:37:49 +0200

      Drodzy Najmici,

      Od pewnego czasu śledzę Wasze działania w internecie. Muszę stwierdzić, że jest to tutaj jedno z ciekawszych miejsc. Po pewnym namyśle postanowiłem wysłać wam tekst mojej broszury towarzyszącej wystawie, którą przygotowałem na bazie materiałów jakie otrzymałem od członków Akademickiego Klubu Włóczęgów Wileńskich działającego na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie aż do roku 1939. Niestety mam ograniczony dostęp do skanera, więc tekst jest bez obrazków. Usunąłem także przypisy i bibliografię. Jeśli ktoś będzie zainteresowany pełną wydrukowaną wersją może ją zamówić we wrocławskiej księgarni "Pod Patronatem", dawna księgarnia "Ossolineum" lub w Dolnośląskim Odziale Stowarzyszenia Wspólnota Polska.
      Aktualnie kończę pisać pełną monografię klubu opartą głównie na zachowanych archiwaliach, które otrzymałem od żyjących jeszcze klubowców oraz krenych tych, którzy już zmarli. Mam nadzieję, że może jeszcze przed publikacją uda mi się dotrzeć do kolejnych potomków "Włóczęgów". Generalnie będę wdzięczny za wszelkie kontakty.

      To tyle tym razem. Łączę pozdrowienia
      Aleksander Srebrakowski


      Date: Mon, 25 May 1998 18:53:51 -0400
      From: "Janusz Zdanowicz"
      To: Piotr Szymanski Iwona
      Subject: Skandale

      Przeczytalem relacje z "balu" Krzysztofa Szablowskiego i moge dorzucic swoje "trzy grosze". Troche podrozowalem po swiecie i mialem okazje bywac na kilku imprezach.
      Sam ponadto czesto angazowalem sie w organizacje wieczorkow i potancowek. Od dawna "gralem" muzyke na dyskotekach (1978-84) w Polsce. Roznie to z tymi imprezami, a jeszcze rozniej z polonusami o czy moglem sie przekonac czesto podczas " wygnania" w Australii i Niemczech a ostatnio w USA. Zdaje sobie sprawe ze sa osoby gotowe zaplacic za godziwa obsluge i rozrywke. W wiekszosci jednak przypadkow trudno jest to pogodzic. Dwa przyklady. Mialem okazje organizaowac bal karnawalowy z udzialem Krzysztofa Krawczyka i jego grupy w roku 1996 w Baltimore. Przewidywalismy okolo 200- 250 uczestnikow z Baltimore i Waszyngtonu w ladnej klimatyzowanej sali Domu Polskiego. Cena $25 za ... Krawczyka, dwa cieple dania podane do stolu, zimne zakaski i napoje, piwo za darmo i alkohol za przyslowowego dolara. Impreza miala trwac od godz. 20 do 1:30. Trwala do 6 rano. Krzysztof pokazal sie z najlepszej strony wykazujac kunszt i powage balu. Wszyscy byli bardzo zadowoleni. W czym wiec rzecz?
      Polonia !! Po wielu, wielu wysilkach udalo udalo sie nam sciagnac okolo 170 gosci. W trakcie rozprowadzania biletow nasluchalismy sie wielu epitetow pod naszym adresem: dlaczego tak drogo?? ile na tym zarobicie ( dodam ze w tym czasie probowalismy uruchomic audycje radiowe dla polonii i zbieralismy fundusze) ile moze kosztowac taki obiad itd, itp.
      Przez trzy lata nie ruszylem palcem aby cos organizowac. Ostatnio podkusilo mnie aby zorganizowac spotkanie zeglarskie z okazji regat Whitbread. Koszt $15, urocze miejsce mariny Tidewater w Baltimore. Specjalnosc: szaszlyk, flaczki, salatki, beczka piwa, trzy galony "Zeglarza" i " Pirata" (napoje alkoholowe na bazie spirytusu + miod i korzenie). Dochod mial byc przeznaczony na odbudowe klubu zeglarskiego "Spinaker". Efekty, podobne. Ilosc osob z Kanady (10 godz. jazdy) = 10 Nowy Jork ( cztery godz. sam.) i okolice = 10 . Baltimore i okolice 15 !!!.
      Jak zwykle znalazlo sie kilka osob dopytujacych sie dlaczego tak drogo!!!!!!!????? z wyliczeniem kazdego dania na glowe z dokladnoscia do centow i najciekawsza opinia dlaczego wogole organizujemy spotkania platne z zaznaczeniem ze amerykanie robia to o wiele lepiej, bo kazdy moze cos przyniesc i obywa sie bez !! DOLAROW!!
      Gosc ten niestety nie moze pojac ze ja strasznie nie nawidze chpisow jak wiekszosc moich znajomych.
      Po tych doswiadczeniach zapewne nie predko bede mial znow ochote na dzialnosc rozrywkowa.
      Zdaje sobie sprawe ze sa grupy bardziej zorganizowane, lecz nalezy to chyba do wyjatkow.

      Janusz


      Od: Falco
      Do: Piotr Szymanski Iwona
      Temat: Troszke narzekania
      Data: 18 maja 1998 16:53

      Czesc Piotrze

      Tak sobie pomyslalem, ze trzeba napisac do rodaka, ale glowny powod to ten, ze zmienilem stosunek do Polakow mieszkajacych za granica, po rozmowach z Toba i po felietonach tych, co przeczytalem na stronie Wolnych Najmitow. Oczywiscie chodzi mi o emigrantow.
      Rzadko interesowalem sie tymi sprawami, prawie wcale nie zajmuje sie polityka, w zasadzie to tylko tyle ile potrzeba by moc rozmawiac z ludzmi. No coz.. Ty moze tez nie zajmujesz sie polityka i tak jak ludzie ktorzy pisza te felietony unikasz tego tematu. Ale przeciez to jeden z glownych powodow wyjazdu Polakow za granice.
      No coz.. na emigrantow nie patrzy sie tu z podziwem... moze tylko z zazdroscia, ze sie komus udalo, ze zarobil czy zarabiaja kase a ogolnie to nikt nie zwraca szczegolnej uwagi, ze ktos np. w USA martwi sie i mysli o Polsce. Ze Polonia Amerykanska inwestuje w Polsce swoj kapital, ze w ten czy inny sposob stara sie pomoc.
      Tak, ale wiesz przeciez jaka miedzy Polakami panuje zawisc i zazdrosc. Sytulacje ta umacnia ogolny poglad na stosunek tych co mieszkaja juz tam kilkanascie lub kilkadziesia lat do przyjezdzajacych na zarobek. I chodzi tu glownie o kogos z rodziny. Mowi sie ze jak Polak przyjedzie do stanow do rodziny to predzej u obcego pomoc znajdzie niz u swojego, ze tam nie potrafia ugoscic jak u nas. Śmieszne co? :) Tu przeciez zawsze bylo tak: "Zastaw sie a postaw sie "
      Od razu powiem Ci ze mnie to nie dotyczy.. Nie mam zamiaru wyjezdzac chociaz mam okazje, nie wiem, moze jestem za leniwy, moze sie boje ze stane sie taki sam jak Ci co przyjazdzaja po roku, po trzech latach. Szpanerzy, cwaniacy i nic wiecej. Mysla ze jak zarobili troche dolcow to moga sie obracac w wyzszych sferach nie przyznajac sie do starych znajomych.
      Moze sie troche rozpedzilem, moze faktycznie ciezko zarabiali te dolary i maja jakas satysfakcje z tego, nie wiem...
      Wiem ze tam nie jest lekko, a tu nie jest zle.. I to jest glowny powod mojego wzburzenia. Polacy nie wyjezdzaja za granice dlatego ze nie maja co jesc ze jest im ciezko, tylko dlatego ze sasiad ma lepsze auto :))
      Naprawde sie w kraju poprawilo i jak ktos chce zarobic to zapracuje sobie smialo tutaj, uwierz mi. Tylko ze tu sie nie pracuje... tu sie kombinuje, kradnie i oszukuje.
      Dalej panuje chociaż w mniejszym stopniu poglad: "Czy sie stoi czy sie lezy to wyplate sie nalezy" :) Druga sprawa to ta ze jak zaczynasz pracowac uczciwie to Cie nie lubia bo... jestes niepewny..
      Ale to sie zmienia. Kilka dmi temu wyjechal na 3 miesiace do USA moj znajomy, jego zona jest juz tam kilka miesiecy, wcale im nie tu zle nie powodzi. Ich wybor i nie mam nic do tego. Ale mysle ze za zadne pieniadze nie wyslal bym zony zeby zarabiala za granica. Wstydzilbym sie tego...
      Pozdrawiam
      Piotr Kondeusz


      Date: Sat, 25 Apr 1998 17:29:48 -0700 (PDT)
      From: Jan Steczkowski
      X-Sender: steczkoj@janek
      To: Piotr Szymanski Iwona
      Subject: test komunalny

      Bialy Piotrze,

      Wzialem udzial w tescie: "Quiz na Polaka" i zareagowalem negatywnie na slowa: "Z okazji imienin zycze powodzenia we wszystkim cokolwiek robilbys ", ale uzasadnienie bylo inne od podanego dalej. Mianowicie negatywnie odebralem tryb warunkowy: "cokolwiek robilbys", bo to kojarzy mi sie z Mrozkowymi chlopami: "A moze bysmy cos zaroali?' A wiec jakas niemoc. Poza tym razi mnie relatywizm zwiazany ze slowem: "cokolwiek".

      Test jest dobry tylko wtedy, gdy odpowiadajacy nie zastanawia sie nad odpowiedzia, gdy kieruje sie odruchem plynacym z jego charakteru lub nawyku. Pewno nie zgodzisz sie ze mna, bo uwazam, ze na tym polegaja niektore quizy, w ktorych nie ma miejsca na namysl i uzasadnienie i stad zgadzam sie z Toba, iz sa reprezentatywne dla zachowan stadnych w ktorych rozum milczy.

      A moze to tylko usprawiedliwanie swojej porazki i stad zbytnie madrzenie sie? Kto wie? Same znaki zapytania na tym swiecie.

      Popatrz, popatrz ile mozna napisac na najbardziej blahy temat !

      Iwonie po krakowsku caluje raczki. Tobie z kolei sciakam tylko prawice.

      Jan z Krakowa, w ktorym wszystko zielenieje.


      To: redakcja@najmici.net
      Date: Mon, 23 Feb 1998 21:38:07 -0800
      X-MSMail-Priority: Normal
      X-Mailer: Microsoft Outlook Express 4.71.1712.3
      X-MimeOLE: Produced By Microsoft MimeOLE V4.71.1712.3

      Skandal w operze.

      Dnia 21 marca odbyl sie bal karnawalowy w sali bankietowej hotelu Hilton w sasiedztwie lotniska John Wayne, w powiecie Orange, w Poludniowej Kaliforni. Bal byl zapowiedziany jako: "Wielki Bal Karnawalowy Lankopolu LLC i Glosu Poloni". Na balu panowie prowadzacy bal oddali wielkie honory panu Lopata za wklad, oraz przywitali pana konsula do spraw komercyjnych Wieslawa Czyzowicza

      Skandal pierwszy.

      Bal rozpoczal sie punktualnie o godzinie 19, tak jak bylo to przewidziane w zaproszeniu, wyproszeniem z sali balowej gosci, ktorzy przyszli punktualnie, zalatwili formalnosci w recepcji, to znaczy kazdy podal swoje nazwisko, ktorego najczasciej nie bylo na liscie i otrzymal kartke (tak kartke, prosze sie nie smiac) na schabowy i usiadl przy swoim stole. Panowie krzatajacy sia po sali najzwyczajniej poprosili o opuszczenie sali akurat o godzinie rozpoczecia imprezy. Rzekomo "artysci maja probe", oznajmil jeden z panow. Goscie spedzili wiec godzine na korytarzu. Drepczac z nogi na noge z krakersem i lampka wina. Co niecierpliwsi zagladali do sali i zadnej proby nie widzieli. Na sale zostalismy wpuszczeni o godzinie 20, czyli dokladnie z godzinnym opoznieniem. Obiad zostal podany ok. godziny 21, czyli nastepna godzina opoznienia. Artysci pokazali sie po obiedzie. Ok. 22, a pozegnali nas ok. 1 po polnocy. Wystepy zapowiedziane w ulotce jako "niezapomniany wieczor" trwaly 3 godziny z przerwami. Wieczor ten bedzie dlugo niezapomniany.

      Skandal drugi.

      Obslugiwani bylismy przez Hiszpano-Amerykanow, ktorzy doslownie polowali na pozostawione porcje jedzenia. Obojetnie czy byl to deser, czy przyniesiony z baru drinek. Nawet zamowiona kawa. Wystarczylo postawic na stole i odejsc na chwile, a to cos bylo natychmiast zabierane przez obsluge. Drinki byly drogie. 5,- dolarow. Zwrocilismy uwage panu Hiszpano-Amerykaninowi zeby tego nie robil. Ostatni zabrany drinek przyniosl z powrotem. Skutek byl taki, ze pozabierala nasze napoczete dobra jego kolezanka z sasiedniego sektora. Jedzenie bylo dobre i duzo bylo, mozna by jesc na raty caly wieczor, a tu pan sprzatacz patrzy na ciebie z pytaniem w oczach "pan juz nie je?"

      Skandal trzeci.

      Muzyka w wykonaniu pana i pani Happy End bez zastrzezen. Pani Irena Jarocka i pani Katarzyna Sobczyk dawaly z siebie wszystko, zeby gosci zabawic, ale niestety caly wysilek marnowali dwaj panowie obslugujacy sprzet grajacy muzyczny podklad. Sprawowali sie fatalnie. Naradzali sie, ktory przycisk nacisnac. Nie potrafili znalesc melodii, o ktora prosila pani Irena albo pani Katarzyna. Melodie zachodzily na siebie, jeszcze jedna nie dobiegla konca, a juz druga ruszala. Poruta na calej linii.

      Impreza zasilila kieszeń organizatora w 45.000,- dolarow. Kazdy stolik wnosil 1000,- a stolików było 45, Do tego, jak bylo podkreslane na przywitanie, sponsorzy tez cos dolozyli. To byly pieniadze gosci, a co goscie otrzymali za te pieniadze? Hale, improwizacje organizacyjna i zgrzyty.

      Taka dzialalnosc w Europie nazywana jest "Polska Gospodarka". Dlaczego tak nazywa sie? Bo sa wsrod nas tacy co podejmuja sie, a nie umieja zrobic prostej rzeczy i dostarczaja materialu na posmiewisko.

      Krzysiek Szablowski