List do przyjaciela

Andrzej Badura

List pierwszy
Zdrowko przyjacielu, i tak po polskiemu do dna na ta okolicznosc. Pytasz na jaka, no coz, na okolicznosc tego listu i tego co on zawiera. A zawira wiadomosc ktora moze zwlic cie z nog. Otoz wyobraz sobie stary ze na stare lata zgupialem i dom sobie budowac kazalem. No nie, nie tak odrazu. Naipierw byly planowania, przymiarki. Nabierania odwagi i kalkulacje. Trzeba bylo pokonac straszna mysl a co sie stanie gdy pieniedzy nie starczy, albo jak pracy zabraknie, albo jak ze zdrowkiem nie tak bedzie. A czort z tym gdybaniem.
Powiem Ci ze jak sie tak zastanowic nad tym co by bylo gdyby bylo cos nie tak to czlowiek w sekundzie po urodzeniu powinien sie w debowa jesionke zapakowac. Bo przeciez zawsze cos jest nie tak. Dlatego tez nie zastanawiam sie nad tym juz wiecej. Kopa na rosped przy podjeciu tej decyzji dostalem z ofisu spodzielni skad mamy mieszkanie. Otoz wyobraz sobie ze te wszystkie spodzielnie, (po naszemu tutaj CO-OP, czytaj coap) przechodza pod zarzad federalny.
No i efekt tego jest taki ze obcieli nam wszystkie dofinansowania. No to ja sie grzecznie pytam, po cholere biora sobie to wszystko na glowe jak nie maja mamony. Dotychczas wszystko podlegalo to pod rzad prowincji a ta pieniazki miala i bylo okey. Smierdzialo mi to od samego poczatku, czyli od wrzesnia ubieglego roku. Ale dopiero w styczniu wyszlo szydlo z worka. Otoz podniesli stawki za mieszkania od 1 sierpnia o cale 100%. No to popacz drogi przyjacielu, przeddtem placilismy 450 dolcow miesiecznie, rzad prowincji dokladal jakies 10 do 15 procent, a teraz bedzie wiecej o cale 85%. Tak zem sobie dedukowal i doszedlem do wniosku ze ktos tutaj chce zarobic duze pieniadze. Ze niby te spodzielnie beda teraz juz federalne a my bedziemy dofinansowywac rzad. No to w mojej glowie powstal plan kupna domu, no bo jak juz mam placic krocie to lepiej juz placic dla siebie, no nie. Ba dom, ale jak go kupic jak kasy na niego odlozonej sie niema.
Od czego jednak glowa na karku, no od czego??? No wlasnie od krecenia. Pokrecilem wiec nia ostro i pieniadze sie znalazly. Wiekszosc wyciagnolem z RRSP. To taki plan emerytalny. Na takie cos zezwala mi prawo bo jeszcze nigdy domu nie kupowalem. Bede je musial oddac oczywista i to z procentem, bo to tylko pozyczka. Ale oddam to wlasnie sobie, i procen ktory bede placil tez idzie na moje konto. Mowie Ci zydoski interes. Ale jak tu wyrwac reszte pieniedzy, bo tych z emerytury to nawet na dzialke by nie starczylo. Ale i to mozna przeskoczyc, przeciez mamy banki, a one maja pieniadze. Ba ale czy pozycza.
Czy uwierza ze robia dobry interes pozyczajac mi tyle forsy i to az na 25 lat. Coz ja napewno bym ich nie przekonal, ale od czego sa brokerzy. Przeciez taki broker zyje z procentu od takiej pozyczki, ten procent z koleji wyplaca mu bank za to ze dal mu klienta. Czyli ze obydwoje z tego klienta zyja. No i w efekcie danie pieniedzy takiemu klientowi to ich wspolny dobry interes. I chyba tak jest bo i brokerzy i banki prosperuja wysmienicie a chalupek w Calgarkowie stawia sie coraz wiecej. Oczywiscie w tym i moja. No bo chyba nie watpisz w to ze pozyczke oczywiscie dostalem. Jak juz byla kasa zaklepana no to tszeba bylo sie wziasc za szukanie domku. Och mowie Ci stary jaka to ciezka praca. Prawie niemozliwe jest znalezienie tego co sobie juz wybudowales w swojej glowie. A jeszcze jak masz zone, ktora musi miec zielone sciany w specjalnym odcieniu, debowe szafki w kuchni a na dodatek jeszcze wyspe, i tez w kuchni, to juz wogule nie szukaj tylko buduj. Tak i ja zrobilem po dwoch tygodniach jazdy za domem. Poszedlem i poprzynosilem ruzne plany ruznych firm. Droga doboru, selekcji a takze i ostrej persfazji wreszcie wybralismy dom dla nas. Rozmowy w firmie rospoczelismy od pokazu, a raczej od ogladania dzialek. Tutaj Ci powiem ze moja malzonka swoim malym noskiem i duzym wyczuciem piekna znalazla cos fajnego.
Znalazla wiejska dzialke w miescie. No nie taka z krowami i nie zupelnie wjejska. Ale dzialke z kaczkami, zabami i ptakami. Dzialka ta dotyka swoja tylnia czescia, ze to tak okresle, tutejszego malego, rezerwatu przyrody. Takie male dzikie mokradla a obok tego nasz dom. Dzisiaj juz wiem ze miala dobrego nosa. Zastanawiam sie tylko jak to wyniuchala jak to byla dopiero polowa lutego i wszystko bylo skute lodem i pod sniegiem. Coz to chyba ten babski siudmy zmysl pokierowal Kruszynka.
Potem juz byla moja dzialka i mojego przyjaciela. Czyli targi z bilderem. Suma sumarom na dzialce dostalismy 3 tysiace obnizki, na domie 6 tysiecy, a na dokladke jeszcze pralke i suszarke ktorych nie bylo normalnie w wyposarzeniu domu i kazdy musial sobie je kupic za wlasna kase. Potem jeszcze byla nerwowka czy rzadowy inszuranc zagwarantuje za nas. Wreszcie a Ottawy przyszla zgoda. Wszystkie kondycje zostaly zniesione, podpisy zlozone, 5% ceny wplacone i mozna bylo nakleic nalepke SOLD. A stalo sie to 28 lutego 1999 r.
Tym samym droga odwrotu z tego postanowienia to strata wniesionych 5% procent. Na takie odwroty to ja jednak sie nie pisze. Zaczely sie wiec nerwowe dni oczekiwania. Kiedy wreszcie rusza z naszym domem.
Codziennie wieczor te same pytania, no co Lajkonik, zaczeli juz cos robic.
I codziennie ta sama odpowiedz, nie, jeszcze nie.

List drugi
Witam Cie moj przyjacielu juz po raz drugi. Przez te kilka dni jak czekalem na Twoj odzew na moj list nie wiele sie zmienilo. Owszem byl Pan mierniczy, powbijal niezliczona ilosc palikow, pomalowanych na rozne kolory. Przez dwa dni byl spokoj. Spokoj na dzialce, zato wewnatrz mnie az furczalo.
Wiesz jak to sie czlowiek glupio czuje jak niby zdal egzamin a nie zna jeszcze wynikow. Zawsze jest jakis procent zwatpienia, niepewnosci, czy cos takiego. W kazdym razie ja codziennie urywalem sie z roboty, grzalem te 26 kilosow w jedna strone aby sie uspokoic ze cos ruszylo. No i po chwili rozczarowany wracalem do tyrki zly i zamyslony.
Gdy 15 marca po raz tam ktorys pokonowalem te kilometry mowilem sobie, no Lajkonik, dzisiaj napewno cos sie ruszy. Stary co za radosc. Na mojej dzialce zobaczylem potezna koparke ktora mozolnie wgryzala sie w zmarznieta i NIGDY nie ruszana ziemie. Tak, napisalem dobrze. Ta ziemia jeszcze nigdy nie byla ruszana.
To wlasnie ja sprawilem ze ta wielka maszyna poruszyla owlok ziemski zatszymany w czasie od swego powstania. Z wielkim zainteresowaniem i podnieceniem patszylem na prace operatora. Zpoczatku wydawalo mi sie ze jego uklad nerwowy jest zespojony z wielka lyszka jego koparki. Doskonale czul kiedy zmarznieta bryla ma juz sie oderwac od calosci gruntu. Popuszczel wtedy troche lyzke na dol a ta skamieniala ziemia, doslownie i w przenosni tez, odrywala sie od calosci i spadala na dol. Nagle na drodze lyzki pojawil sie wielki glaz. Byl potezny chociaz jeszcze nie calkiem odkopany. Lyzka zaczela podbierac ziemie najpierw wokol jego bokow, gdy zostal juz on odsloniety z gory i w okol swojego obwodu operator wyszedl ze swojej maszyny i zaczol go mierzyc po obwodzie. Ja strasznie zdziwiony po co on to robi podszedlem do niego i oto zapytalem. Otoz wyobraz sobie przyjacielu ze jezeli te kamyczki maja pewna ustalona wielkosc to jada na badania. Tam sa najpierw przeswietlane, potem ciete czy lupane. Okresla sie tez ich wiek i pochodnos z jakich skal, czy gor pochodza. Otoz te tereny zawieraja bardzo duzo kamienie z epoki lodowcowej i do tej pory jeszcze nie wszystko zostalo odkryte i zbadane. Poniewaz jednak moj kamyczek byl mniejszy niz powinien byc wiec dostal na glowke piekna stalowa siateczke, linka zostal przyczepiony do tylu koparki i pomalu, stopa za stopa zostal wycholowany z dolka. Potem pan musial zalozyc nowego zabka do lyzki od swej maszyny. Bidak nie wyczumal w walce z tym kamulkiem i sie ukruszyl.
Stal bym tak i patszyl na prace tej maszyny i wcale do pracy bym nie pojechal. Jednak wiesz jak jest gdy sie pracuje na swoim. Niestety jak sie nic nie robi to i nic sie z tago niema. Zadowolony ze wreszcie cos sie ruszylo pojechalem do pracy.
Jednak na drugi dzien gdy tylko zostawilem Kruszynke przed siudma pod jej praca, pognalem natychmiast na budowe. Przez cala droge zarla mnie ciekawosc. Skonczyl, czy nie skonczyl kopac.
Jednak skonczyl. Przed moimi oczami byl potezny dol, a w dole juz uwijalo sie trzech ludzi. Z grubych desek robili na ziemi rozne skrzynie. Jedyne czego sie domyslalem to byla taka scieszka z desek przypominajaca zarysc podstawy domu. Ale na co te inne kwadraty, prostokaty tego jeszcze niewiedzialem. A wiec czeba sie tego dowiedziec. Mlody meszczyzna, prawie chlopak, jak sie pozniej dowiedzialem zaledwie po technikum, wyjasnil mi wszystkie te lamigowki w prawdziwie meskim jezyku. Czyli ze co drugie slowo bylo fack lub pochodne. Bedac jednak mechanikiem, w dodatku z praktyka z Polski nie mialem problemow ze zrozumieniem tego wszystkiego. Otoz moj przyjacielu to co oni robili to nic innego jak t.z. po polsku lawa fundamentu. Lawa jest duzo szersza od samych scian fundamentu. Jest dlatego tak szeroka aby rozlozyc nacisk calego domy na wieksza powierzchnie. Przez to dom sie nie zapada a fundamenty nie osuwaja i nie pekaja. Tak oswiecony wracalem wte pedy do pracy z nadzieja zawitania tutaj jeszcze raz wieczorem.
No i wyobraz sobie ze bylem. Bylo juz dobrze po ósmej wieczor jak wyszedlem z pracy. Przeciez musialem odrobic poranne zaleglosci. Lawa byla pieknie wylana i beton juz twardy pd dotykiem palca. Jednak napewno bedzie musial jeszcze z dzien postac aby do reszty sie zwiazal. Tym samym na drugi dzien nie bylem na budowie bo zdawalem sobie sprawe ze tam sie nic jeszcze nie moze dziac. Ale na trzeci dzien odrazu po przacy pognalem. I co ja widze, kochany z tego wielkiego dola wystaja wielkie plyty dykty. Dopiero gdy podjechalem blizej zobaczylem ze to nie jakis nowy domek z kart, tylko ze jest to szalunek na wlasciwy fundament. Po raz pierwszy widzialem taki sposob szalunku. To nie tak jak w polsce ciesla musial zbijac cale sciany z desek. Tutaj kazda plyta ma swoj numer i swoje miejsce. Pospinane specjalnymi skoblami, maja powtykane w specjalne szpary metalowe cienkie dosyc plaskowniki. W nie powkladane sa od zewnetrznych stron plyt bolce. To ma nie pozwolic na wybrzuszenie sie plyt pod naporem cieklego betonu. W srodku zalozona stalowa platanina pretow zbrojeniowych. A w mojej glowie znowusz powstaje metlik. Jak oni cholera te prety tam wlozyli. Mlodzieniec, ktorego sobie nazwalem Mr. eF i ta zawilosc mi wytlumaczyl.
Otoz najpierw na lawie jest stawiana, (spinana) wewnetrzna konstrukcja plyt. (tych od srotka domu) Potem zaczyna sie zakladac plyty zewneczne i jednoczescie montuje wewnatrz zbrojenie. Tak z takich niby klockow lego powstaje w przeciagu jednego dnia, ale takiego od switu do wieczora, w wykonaniu trzech ludzi wielki szalunek. Szefem i zarazem wlascicielem tej firmy byl wlasnie ten mlodzieniec. Pozostali dwaj to jego podreczni, tacy co nie skonczyli szkoly a chca w miare dobrze zarobic. Taka trzy osobowa firma pracuje na zlecenie wiekszej i bogadszej firmy. Nazywa sie to subcontract co mozna przetumaczyc na kontrakt odstapiony, przekazany, czy cos w tym guscie. Facet ma trzy rozne szalunki na trzy rozne domy. Teraz planuje kupienia trzech nastepnych takich szalunkow na inne wersje domow. Aby szalunek mogl byc wykorzystywany wielokrotnie to od wewnetrznej strony natryskuje sie go parafina.
Jak widzisz stary pomalu z mechanika zaczynam sie przeksztalcac w budowlanca. To oczywiscie zart. Bo doskonale zdaje sobie sprawe ze nikt nie bedzie dobrym mechanikiem jezeli nie skonczy szkoly i nie bedzie potem poglebial swoich wiadomosci. Pewnie i te same reguly dotycza i budowlancow. Jezeli jest inaczej to ja domu nie buduje. A po co mi sie ma zawalic. No ale jutro maja okolo 12stej wylewac beton, czy bede mogl przyjechac??? Niestety nie moglem. Robota co prawda nie zajac i nie ucieknie, ale dom kosztuje i mamona jest potszebna. Oj jak potszebna. Nie pojechalem na budowe ale pojechalismy z Kruszynka i z nasza kolezanka Magda wybierac wyposazenie naszego domu. Z wytypowanych sklepow pojechalismy do tego co polecili nam znajomi ze maja najwiekszy wybor. I zeczywiscie maja. Jak Kruszynka weszla w labirynt lodowek to nie mozna jej bylo znalesc. Po okolo trzech godzinach mielismy juz wybrana lodowke, kuchnie do gotowania i smarzenia, i to taka ktora moze sie sama oczyscic. To znaczy likwidowac te brudy jakie powstaja przy okazji pieczenia czy smazenia w pikarniku. Jest i zmywarka do naczyn oraz pralka i szuszarka. W miedzy czasie zlapalem na komurce intendenta z budowy i dowiedzialem sie ze beton zostal wylany. Coz za owocny dzien. Juz niedlugo rusza ciesle. Z tak zwanych two by six beda stawiac wlasciwy dom. A ja pewnie znowu sie czegos naucze. A wiec poczekajmy na ciesli. Czyli do nastepnego listu do Ciebie.

Lajkonik juz betoniarz.

List trzeci
Czesc moj druchu i spowiedniku. Dobrze ze zadzwoniles do mnie. Twoj telefon z przstworzy sprawil mi wiele radosci. Ciesze sie ze zaczynasz rozumiec moja decyzje kupna domu. Nie wszystko potrafilem wylozyc Ci do sluchawki. Dlatego tez powroce do tego teraz. Mysle ze potrafie to zrobic skladniej, bardziej przekonywujaco, a przede wszystkim swobodniej. Znasz mnie na tyle ze wiesz ze nielubie rozmawiac przez telefon. Zawsze wtedy gdy chce sie otworzyc, przypomina mi sie czas gdy w sluchawce bylo slychac glos z tasmy, rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana. Dziwne prawda, minelo tyle lat a jednak moja odraza do telefonu pozostala. Musze chyba z tym jednak zyc jak z wieloma niemilymi wspomnieniami.
Gdy sobie tak rozmawialismy zadales mi pytanie, Lajkonik powiedz mi dlaczego nie poszedles po pozyczke prosto do banku, tylko kozystales z posrednictwa brokera. Coz, cos niecos juz baknolem na ten temat na samym poczatku w pierszym moim liscie do Ciebie. Ale to nie wszystko. Najwazniejsza sprawa sa pieniadze.
Widzisz ja za chinskiego luda nie dostalbym takiego dilu w banku jaki dostalem wlasnie za posrednictwem brokera. Przytocze ci fakty. Moj broker zalatwil mi pewna bardzo wysoka pozyczke na okres 25 lat splaty. Bank od takiej pozyczki wtedy liczyl sobie 6.75% interesu w skali roku. Gwarantowal utszymanie tego procentu przez pierwsze piec lat. Byl jednak maly warunek napisany malymi literkami.(zawsze czytaj te najmniej zucajace sie w oczy literki) Nasz klien musi sie zaliczac do 1-szej kategori klientow banku. No ja taki nie jestem, chociazby dlatego ze ani ja ani Kruszynka nie mamy gwarantowanego na 100% zatrudnienie. Taka gwarancje masz n.p. jak pracujesz dajmy na to wiecej niz 15 lat w szpitalu, i to nie jako salowy. Albo w policji, czy dla rzadu. Pozostali ludzie nie sa gwarantowani i w zwiazku z tym bank ustala z nimi inna stope oprocentowania tej pozyczki. Mozesz wiec dostac n.p. 7.10% jezeli sie nie zgodzisz to idziesz do drugiego banku. Tam oficer od przyznawania takich pozyczek wchodzi do federalnego rejestru bankowego i widzi ze n.p. Royal Bank dawal Ci pozyczke ze stopa procentowa 7.10 % w skali roku, a ty jej nie przyjales no to albo to potwierdza, albo Ci daje pol procenta mniej. Jednym slowem to jest jedna wielka finansowa mafia. Natomiast jezeli za Ciebie zalatwia to wszystko broker, to przedewszystkim ty zaoszczedzasz na czasie. To ON kontaktuje sie z bankiem, to ON diluje jak najlepsze warunki za Ciebie.
Tym wlasnie sposobem ja za 15 minut wiedzialem ze moge miec pozyczke z procentem 6.09 % (zamrozony interez na 5 lat) a nie 6.75%. Jak policzysz to przez piec lat to zobaczysz jaka sume zaoszczedziles. Wtedy tez sie przekonasz jak duzo musi zarabiac bank jezeli dal taki upust a mimo wszystko na tym zarabia i jeszcze odpala dzialke brokerowi. Bo to wlasnie bank jemu placi za jego prace a nie ja. No i tym samym wszyscy sa zadowoleni.
Stwierdziles tez ze kupno domu to przywiazanie do mjejsca. No i masz calkowita slusznosc. Ale przeciez czlowiek zawsze sie do czegos przywiazuje. Ja przywiazalem sie do Canady, a wszczegulnosci do Calgary. To miasto mnie urzeklo od pierwszego z nim zetkniecia. I przywiazalem sie z nim przez zalozenie w nim swojego biznesu. Czy myslisz ze jego jest sie latwiej pozbyc niz domu???? O, napewno nie. Latwiej jest sprzedac dom niz biznes. Bo dom kupi kazdy, natomiast biznes tego rodzaju jaki ja mam kupi tylko ktos taki co sie na tym zna i na dodatek ma pieniadze. A do tego wszystkiego nie boi sie ich zainwestowac.
No ale to jest taki moj punkt widzenia, Ty mozesz miec inny, chociaz mnie i tak nie przekonasz. Chociazby dlatego ze ja w tym juz siedze a Ty sie narazie tylko temu przygladasz. No ale czas wracac na budowe. Wlasnie przyjechal potezny 60 tonowy track i przywiozl cale drewno potszebne na wystawienie mego domu. Dwoch ciesli, obydwaj Izraelici z Izraelu skrupulatnie przegladaja spis materjalu. Potem dokladnie sprawdzaja czy ilosc na papierze zgadza sie z iloscia wlasciwa zdejmowana przez dzwig z cizarowki. Oni tez wlasnie dyryguja gdzie polozyc dany materjal. To oni wiedza co najpierw beda zuzywac.
Ja osobiscie bardzo sie ciesze ze moj dom beda budowali ludzie z Izraelu. Mam do nich wielkie zaufanie i sentyment. Ten sentyment bierze sie z tego ze urodzilem sie na dawnej zydowskiej dzielnicy Krakowa, czyli na Kazmirzu. Nie, wtedy juz oni nie mowili nasze ulice.... Wtedy ja stawalem w obronie mojej kolezanki z klasy, corki mojego dozorcy. Dlugo jeszcze po 68 roku pisalismy ze soba. Potem, juz na emigracji w Rzymie, wlasnie Zydowka polskiego pochodzenia podala mi pomocna reke. To Ona zalatwila mi prace. Dobra prace, to Ona przekanala zwiazki ze ja potrafie zrobic to co napisalem w swoim C.V. ba nawet zrobie wiecej.
Polacy wtedy reke wyciagali tylko po pieniadze, ale ja nigdy nie kupilem kota w worku. Zawsze mowilem dasz mi prace to okey, ale dzialke to bedziesz dostawal jak przepracuje pol roku. No i pracy nie mialem. Tej dobrej pracy. Teraz ci ludzie zaczynaja budowac moj dom, jejku jakie to zycie potrafi byc zagmatwane.
Najpierw ruszaja od najnizszej czesci fundamentu. Czyli od tak zwanego walk out basement.
Co to znaczy, otoz slowo basement to nic innego jak piwnica, natomiast walk out to tlumaczy sie jako wyjscie na zewnatrz. Czyli piwnica z wyjsciem na ogrod. Takie rozwiazania stosuje sie ruwniez w Polsce, n.p. w gorach. Wtedy jedna z czesci budynku jest wyzej a druga nizej, n.p. na stoku gory. Tutaj zawsze front budynku jest wyzej, a wiec jest nizszy, natomiast jego tyl zawsze jest usytuowany na nizszej pochylosci i zawsze wychodzi na ogrod, czyli po angielsku na backyard. Dzisiaj panowie zalozyli sobie postawic konstrukcje nosna z desek o wymiarach 2 incze na 6 inczy. ( jeden incz odpowiada 2 cm. i 54mm.) Konstrukcja drewniana wymaga przestszegania pewnych wymog. Nie moze byc n.p. wbite zaduzo gwozdzi, musza byc to gwozdie minimum dlugie na 3 incze. Odleglosc od jednej deski do drugjej nie moze byc wieksza jak 16 inczow. To wszystko i jeszcze troche dotyczy domow 1 klasy, first clas home). Sa jeszcze domy budowane na tak zwana economic clas. Wtedy to do konstrukcji uzywane jest inne drewno, gorszej jakosci, (dopuszczalna wieksza ilosc sekow na jard biezacy, wymiary takich desek tez sa inne, sa to tak zwane dwa razy cztery, czyli two by four. (Grubosc dwa incze, szerokosc szesc inczy). Na takiej ramie, ( lub innej, ekonomicznej) kladzie sie poprzeczna konstrukcje, czyli belki podlogowe, a jak kto woli sufitowe. Czasami w Polsce zwanymi legarami albo belkami stropowymi. To wszysztko obija sie specjalna impregnowana sklejka. Potem wycina sie dopiero otwory okienne. Oczywiscie okna sa juz skonstruowane w samym framingu. Tym systemem praca idzie bardzo szybko. Inaczej juz stawia sie sciany od pierwszego pietra wzwyz. Najpierw zbija sie sama rame sciany na podlodze, potem sie ja obija ta impregnowana sklejka, a nastepnie wycina okna, jezeli takowe sa na danej scianie. Potem sciane taka sie stawia do pionu i przybija do podlogi. Tutaj mam dla ciebie ciekawostke. Otoz oni prawie nie uzywali mlotkow. Mlotki sluza im tylko do dobijania ewentualnych gwozdzi. Natomias same gwozdzie sa wbijane specjalnym pistoletem zasilanym sprezanym powietrzem z wlasnego kompresora. Tym wlasnie sposobem za kazda moja wizyta widac wielkie postepy w budowie. O ile stawianie scian zewnetrznych idzie szybko o tyle stawianie scian wewnetrznych zajmuje wiecej czasu. Nie mozna juz stawiac prostych elementow. Tu sa zawijasy do schodow. Tutaj ma byc kuchenna wysepka z lada barowa. W innym kacie ma byc spizarka. Gdy robota ciesielska trwa my zajmujemy sie innymi sprawami. Jezdzimy po producentach i wybieramy inne zeczy do domu. O pralkach, kuchniach itp. juz pisalem. Ale przeciez sa jeszcze lampy. Firma skalkulowala w swoich planach ze w sumie za 650 dolcow powinnismy kupic wszystkie lampy jakie sa potszebne do domu, i zeczywisie w sklepie ktory odwiedzilismy jest za ta sume taki zestaw. Ba, ale on nam sie wogule nie podoba. Wybieramy wiec inne oswietlenie. Maja byc to lampy europejskie wszystkie na zarowki halogenowe. No i kolory, ale to juz domena Kruszynki. Wreszcie dostajemy podsumowanie naszego wyboru. Calkowita suma to prawie 3 tysiace dolcow. Ja staje sie purpurowy. To pierwsza oznaka przed eksplozja. Kruszynka doskonale znajaca ten kolor, odrazu zagaja sprawe i zaczyna wykreslac swoje ulubione pozycje. Nastepne dwie godziny to juz dyskusja z tematu co i za ile. Suma sumarom i tak musialem wyjac ksiazeczke czekowa i wypisac czek, bo ten od budowlanca nie wystarczal. Ba, to nie wszystko, nie kupilismy jeszcze dwoch lamp. One maja byc o miodowym kolorze swiatla. I to ja mam zalatwic, co autoratywnie stwierdza moje malenstwo pieczetowujac to calusem, co wywoluje oczywiscie wielkie zaskoczenie wsrod personalu sklepu. No bo za co tak dziekowac jak nie kupilismy n.p. zadnego zyrandola za na przyklad 12 tysiecy dolarow. A takie tam byly. Na cale szczescie nie znaja oni polskiego i nie zrozumieli mojego jadu w podziece za tego calusa. A lampy, oczywiscie ze kupilem. A jakze poszly stary na koszt wystroju mojego biura.
A potem byl wybor wanien i umywalek, z gory zastrzezony ze nie ma zadnego abgreydingu tak sie to pieknie tutaj nazywa przekroczenie limitu. Umywalki sa jak najbardziej proste, czyli ze sztucznego marmuru, to samo wanny. Sraczniki zas z prawdziwego fajansu-porcelany. Krany normalne. Ale bozliwe dyskusje zaczely sie przy wyborze kafelek do kuchni, kafelek obuduwujacych kominek, koloru farby na sciany oraz koloru karpetu. Czyli wykladziny podlogowej. No ale wybrnelismy z tego wypisujac nastepnego czeka. W calym wyborze pomagala nam pani po artystycznym uniwersytecie, oplacana przez budowniczego. Pewnie tszymaja razem sztame i dziela sie dodatkowa kasa bo zawsze najodpowiedniejsze to bylo to co najdrozsze. Ba tyle ze Lajkonik ma weza w kieszeni, a raczej tylko weza a pieniedzy wcale. Wiec i te najdrozsze rzeczy nadal zostaly jako ekspozycja. Czeka niestety skasowali jeszcze tego samego dnia. Pewnie sie bali ze sie rozmysle i zrobie zatszymanie wyplaty/realizacji. Potem byly jeszcze wybierane inne rzeczy ale to juz innym razem. Teraz musze drogi kolego zwilzyc troche moje gardlo bo od tych wydatkow znowu mi w nim zaschlo.

Lajkonik co nie lubi a musial wydac.

List czwarty
Czesc Koles. I znowu pisze, byc moze Cie juz nudze, nie odezwales sie po moim ostatnim liscie. Byc moze cos Ci wypadlo. A moze nie miales checi. Nie wiem, ale postanowilem ciagnac ten list do konca.
Ciagnac tak jak ciagnie sie budowa mojego domu. Wlasnie spdl snieg, przez puste oczodoly okien do srodka napadalo go bardzo duzo. Dach, nie pokryty dachowka nie zabespieczyl domu.
Jest zimno, mrozno i bialo. A przeciez to juz kwiecien, na dodatek moje urodziny.
Ciesle siedza w domach i ani im w glowi mysl nie powstanie zeby zbierac sie do roboty. Dobrze ze to drewno jest chociaz woterproof. Dni leca jak szalone, pokazuje sie sloneczko, a widc i sniezek znika. Budowa wraca do zycia. Dzisiaj wlasnie przyjechali fachowcy od dachu. Cholera. Mogli byc wczesniej. Pokrywaja najpierw dach specjalna papa samo przylepna. Tutaj juz nikt nie zna smarowania dachu lepikiem. Potem od dolu zaczynaja klasc czarne kwadratowe tafle grubej na siedem milimetrow papy.
Ona tez jest samo przylepna, a na dodatek laczy sie po bokach z drugimi plytkami na tak zwana zakladke.
Aby pokryc caly dach, to dwoch ludzi musialo zuzyc az caly dzien na to. Cholera wie czy duzo to czy malo.
Zaraz nastepnego dnia z samego rana przyjechal dyzy track. A w nim rulony aluminiowej blachy w ruznych kolorach. To spec od rynien. Na poczekaniu w specjalnych krztaltowych walcach krepuje prostokatne rynny. Nie takie okragle jak w Polsce, ale wlasnie prostokatne. Idzie mu ta robota jak po masle. W tym samym czasie inspektor z city odbiera cala konstrukcje drewniana w srodku. Na kazdym znaczacym wiazaniu przybija stempel i przykleja kartke. Tej kartki i tego stempla nie wolno usunac. To jest gwarancja dla insurancu gdyby sie cos stalo. Oni to potem badaja i opisuja. Gdyby cos wyszlo nie tak to ten co to podsteplowal jest sadzony. Wreszcie do pracy przystepuje elektryk. Ma do polozenia az 1120 metrow cabla. Tutaj instalacja elektryczna jest calkiem inna niz w naszym kraju. Przedewszystkim bierze sie to z tego ze dom jest w calosci drewniany. A wiec i wieksze zagrozenie. Przekroj przewodow jest duzo wiekszy a i jego plastikowa warstwa izolacyjna jest duzo grubsza. Nie ma t.z. polaczen na okretke. Wszystko jest albo skrecane albo zaciskane.
W Kanadzie i w USA napiecie w domach wynosi 110 volt, za to natezenie pradu jest wyzsze. Natomiast zasilanie kuchni jest 220 V. ruwna sie ono w praktyce polskiemu 380 voltom.
Elektryk potszebowal az poltora dnia aby wykonac swoja prace. Jutro przyjda juz hydraulicy. Beda zakladac wiele rur i kolanek. A ja na dzisiaj juz Ci daje spokoj. Cos mi sie widzi ze te pole elektromagnetyczne mnie zabardzo zmeczylo.

Do natepnego - Lajkonik.

List pi±ty.
Wybacz stary powierniku ze przez kilka dni milczalem. Hydraulicy zalozyli juz wszystkie rurki i kolanka, ja zdazylem juz zrobic awanture ze nie mam doprowadzenia do zmywarki do naczyn, i to calkiem nie potszebnie. A nie zdazylem nic do Ciebie napisac. Ale tak to juz jest gdy nikt nie chce mi pozyczyc swojego czasu a doba nie chce sie naciagnac do 48 godzin. Ale wroce do tej hydraulicznej awantury. Najpjerw poszlo o to ze z chwila gdy nanosilismy poprawki i uzgodnienia na plan to ja zarzyczylem sobie aby w mojej piwnicy bylo kanalizacyjne wyprowadzenie dla urzadzen sanitarnych. To jest tutaj normalne wiec sie nie smiej. Tutaj piwnica nie sluzy do przechowywania wegla i kartofli na zime. Tutejsza piwnica jest czescia domu. Znajduje sie tam przewaznie jeden albo dwa pokoje goscinne, jest tez pokuj w ktorym spedza sie gorace letnie popoludnia. Jest barek i telewizor i kominek. Jest tez czesc gospodarcza w ktorej stoi piec do grzania powietrza potszebnego do ogrzewania domu w zimie(dom ogrzewa sie cieplym powietrzem, kazdy pokoj ma taka kratke w podlodze, i tamtedy idzie strumien cieplego powietcza, wymiar takiej kratki to 10 cali na 5 cali).
I jest tez bojler na goraca wode, ruwniez zasilany gazem. W niektorych domach sa tez pomieszczenia gdzie sie pierze i suszy. Nie nie to nie strych, poprostu jest suszarka i w niej sie suszy pranie. U nas pralnia bedzie na polpietrze pomiedzy garazem a kuchnia.
Ale wroce jeszcze raz do tej hydrauliki. Otoz gdy przyjechalem do domu i weszedlem do piwnicy, odrazu w oczy mi sie zucilo ze te rury jakos nie po mojemu ida. Poprosilem hydraulika o plan i okazalo sie ze on na planie ma jak byk podlaczenie do wanny, a ja sobie zyczylem podlaczenie do kabiny z prysznicem. Kazalem wiec mu przestac robic ta robote. Facet chociaz z pewnymi oporami, no bo wiadomo czas to pieniadz, przerwal robote i pojechal na lunch. A ja za komurke i dzwonie do intendenta. Intendent to facet odpowiedzialny za wszystko co sie dzieje na budowie. A firma buduje okolo 400 domow w roku. Poniewaz jest sam jeden, wiec mozecie sobie wyobrazic ile ma na glowie. Coprawda firma mu zapewnia kilka telefonow, samochod terenowy i piekne zarobki, (okolo 50 tys. dolarow na reke w roku) to mimo tego zlapac go i sciagnac na budowe to jest wielka sztuka. Mialem troche szczescia bo byl na sasiedniej ulicy ale pewnie i tak by nie przyjechal gdyby mnie nie lubjal i wczesniej nie byl ze mna na lanchu. Wiadomo, przez bufet do interesu. W kazdym razie juz gdzies po okolo 20 minutach byl na miejscu. No i sie zaczelo, on kaze hydraulikowi zmieniac a ten mowi ze on tak ma na planach. Denio sie wkuzyl i pyta sie go, kto ci dal plany. Hydraulik na to, no przeciez ty, oddaj mi je natychmiast, pada polecenie Denia. Gdy juz mial te plany w reku, pyta sie go, chcesz pracowac czy chcesz siedziec i czekac az architekt zmieni to w planach???
Tamten widzi ze to nie przelewki, zgadza sie zrobic to bez planow tylko na podstawie odrecznego szkicu.
Tutaj musze Ci powiedziec drogi przyjacielu ze wszyscy robotnicy to poprostu sa male firmy. Pracuja na zlecenie budowniczego. No i jak sie mu postawia to nie dostana nastepnego kontraktu. A wiec grzeja lawe, i to za darmo. Bo kase to sie tu dostaje za zrobiona robote i odebrana robote. W tym wypadku kazda taka prace odbiera inzynier z city. Czyli taki mjejski inzynier. I dokad on nie da stempla i kartki z odbioru, nie wolno przystapic do nastepnych prac. W kazdym razie skonczyl sie problem z lazienka w piwnicy to ja wpadlem na genialny pomysl aby rozgrysc te wszystkie rurki i kolanka i je sprawdzic. Poniewaz wszystko bylo dobrze a ja zmitrezylem kupe czasu na rozszyfrowanie tego labiryntu, to musialo mi to pasc na glowe.
Otoz nie zauwazylem wyprowadzenia wody cieplej i zimnej do zmywarki. Jest rura odprowadzajaca wode i nic wiecej. Ki pierun sobie mysle, kogo oni najeli do tej roboty. Nie dosc ze pyskata jucha to jeszcze jakis nie fachowy. Dawaj do samochodu, lapie komurke i dzwonie do Denia, ktory juz dawno temu pojechal. Gdy tylko odebral telefon to ja na niego. Najpierw dostalo mu sie za niedobre plany a zaraz potem za zlecenie roboty czlowiekowi co partactwo odstawia. No ale i mnie sie tez oberwalo, i to powiem Ci solidnie. A najprzykrzejsze z tego to to ze facio mial racje. Bo poco sie wcinam miedzy wodke i zakaske jak jestem abstynentem.
A no fakt faktem na hydraulice budowlanej to ja sie duzo nie znam. Mozna calkiem smialo powiedziec ze nawet wcale. A chodzi o to ze do takiej zmywarki matuje sie specjalne rurki ze specjalnym polaczeniem. Poniewaz oni jeszcze nie maja tej zmywarki i nie wiedza jakiej srednicy beda te conectory wiec nie mogli zamontowac rurek. (rurki sie odpina jak sie chce z klipsa jak sie chce taka zmywarka wyjechac do naprawy, albo ja wyczyscic n.p. po dwoch latach uzywania). A to wszystko przez Kruszynke, bo to ona chciala cos innego niz normalne. Ma byc z przyciskami, i to na dodatek z czterema. Cholera wie teraz co do czego. Pozatym te rurki sa dosyc drogie a wiec ktos moglby je gwiznac wic dopiero podlacza je na koncu. No i tym samym nie pozostalo mi nic innego jak sposcic uszy po sobie i zaprosic Denia na browca, co tak nawiasem obydwoje bardzo lubimy i przedkladamy nad krystaliczna woda calgaryjska. Od tej pory kazda moja uwaga na temat niedbalstwa/ i niefachowosci jest dokladnie sprawdzana w kilku zrodlach poczem z pewnym wywodem teori przedkladana Deniowi. Dzieki temu mam propozycje aby zostac jego prawa reka. Niestety wiem ze nic nie wiem, a ponadto to za ciezka tyrka.
On napewno wtedy nareszcie mogl by sobie pozwolic na skonczenie pracy okolo 5 pm. i poszedl by sobie na pifko, a ja biedny bym latal z latareczka i sprawdzal czyjes chalpki. Powiedzialem sobie wiec nie ma glupich i propozycja zostala odrzucona. To byla taka moja pierwsza i ostatnia wpadka. Potem nastapila izolacja scian.
Izoluje sie je specjalna wata, cos ala wata szklanna w Polsce, tyle ze ta tutaj nie jest szklanna ale plastikowa.
Wpycha sie ja pomiedzy deski konstrukcji i obija folja. Tam gdzie niemozna jej wepchnac. Albo zachodzi podejrzenie ze moze zle uszczelnic, natryskuje sie na goraco specjalny gapczasty silikon. Nim takie cos przykryje sie plytami gipsowymi, ktore twoza potem sciany pokojow. Musi przyjsc pan izynier z city i odebrac robote. Sprawdza samo wykonanie a takze specjalnym szujnikiem czy ta wata nie jest radioaktywna.
Jezeli wszystko mu pasuje to co kilka metrow na tej folji przybija taka specjalna pieczec a w kazdym pomieszczeniu przykleja na foli kartke ze dopuszcza do dalszej pracy. Takiej kartki nie wolno zerwac. Tam jest jego nazwisko i numer. Gdyby bylo cos nie tak to on automatycznie idzie do sadu. Ci ludzie to sa potencjalni miljonerzy. Zarabjaja kupe szmalu nie tylko dlatego ze sa izynierami, ale ruwniez dlatego aby nie skusic sie na zadne lapowki. Kiedy juz ta izolacyjna robota zostala odebrana, na plac boju weszli ci co klada plyty gipsowe, po angielsku zwane drywall czyli sucha sciana w dokladnym tlumaczeniu. Te plyty wszedzie maja napisy ze nie zawieraja w sobie ani odrobiny azbestu. Ten jako ze jest rakotworczy jest tutaj zabroniony w uzyciu. No ten czlowiek to mial kupe roboty i troche wiecej. Musial przykrecic ponad czterysta plyt. Wiele z nich musial docinac, skracac, wycinac okienka na puszki elektryczne. A potem to wszystko gipsowac, szlifowac i znowu gipsowac. W zasadzie robil sam, jedynie gdy instalowal plyty sufitowe to mjal podrecznego. Potem reszte robil juz sam. Zajelo mu to az cale dwa tygodnie. A kiedy skonczl, weszli malarze. A raczej trzy malarki, zywcem z kolchozu wziete. Baby jak piece pokojowe, z tego rodzaju co jak usiadzie to milosci pelne kszeslo i jeszcze po bokach zwisa. A dyrygowal nimi jeden facio, taki bidny, jakis wysuszony. Dlatego pewnie tylko dyrygowal, dowozil farbe i cmil.
Jejku jak on kopcil, jeszcze jeden pet mu nie zgasl pod opcasem a on juz drgiego przypalal.
Malowanie calej chalpki, na dodatek dwukrotne, o farbie podkladowej juz nie wspomne, zajelo tym dziewczyna az cale dwa dni. Mysle ze dla naszych fachowcow to i dwa tygodnie bylo by malo. Ale ale, byl tez numer. Otoz tutejsza moda na sufity kladzie sie taki gipsowy baranek. Taki europejski sufit to tylko za doplata, i to gruba doplata. W kazdym razie jak poloza ten baranek to go nie maluja bo on i tak jest bielutki. Tyle ze to jest czysty gips, a wiec wchlania wszystko co sie da. Nawet opary z drinkow. Chcialem sobie takie malowanie zazyczyc, ale jak uslyszalem cene to pomyslalem sobie. A czort z tym sufitem, niech wchlania nawet opary z bigosu. Moze tym samym w potszebie bedzie sluzyl posilkiem. Niestety moja Kruszynka oswiadczyla ze ma byc malowane i juz i bez dyskusji.
Tak, latwo powiedziec, ale jak ciezko zaplacic. Tym bardziej jak w skarpecie pozostala juz tylko dziura po duzym palcu. No ale przeciez Polak jestem, no nie. Wiec za telefon i dzwonie do kumpla. Sluchaj stary, sztukuje nawijke, nie potszebujesz ty jakiejs roboty przy aucie. No narazie nie, wiesz kupilem nowe, slysze w sluchawce.
A to pech, mowie na glos. Widzisz kupilem chalupe, a wlasciwie to dopiero ja buduja, no i potszebuje trysnac sufity a oni ze mnie chca zedrzec skore. A tu cie boli, mowi mi Piotr, okey, gdzie masz ta chalpe. Grzecznie podaje adres i tlumacze, juz calkiem zbytecznie, jak ma dojechac. Nie minelo pol godziny a koles juz podjezdrza.
Wyciaga z auta wielka pompe, weze, pistolet. Pomocnik targa banki z farba. Jeszcze tylko zamieniaja dwa slowa z suchym faciem i z pistoletu tryska piekny strumien sufitowej farby. A ja sobie mysle, no i tak, ten jego samochod ciagle nowy nie bedzie, kiedys bedzie tszeba za te sufity go naprawiac, a ja tak nie lubie robic za friko. No bo to juz jest za friko, przeciez sufity zostaly trysniete. Pewnie do tej pory zdaza sie zakuzyc.
A swoja droga jak to dobrze miec przyjaciol i na dodatek polskich przyjaciol.
Po malarzach weszli fachowcy od linoleum i od karpetu. Rany jak im to szlo. Najpier z wielkiej roli wycieli kawalki linoleum i o dziwo wszystko im pasowalo juz za pierwszym razem. Specjalnym klejem w aerozolu wysprejowali to linoleum od spodu, potem ztryskali nim podloge w kuchni i pac, i jest przyklejone. Potem, tam gdzie ma isc wykladzina, pod sama sciana poprzybijali takie listwy z gwozdziami. Pomiedzy nie podocinali i poprzyklejali specjalna gabke. Musialem do tej cholery doplacic kupe szmalu. To jest ta ich bejzikowa polityka. Daja czlowiekowi najlepszy karpet z istniejacych ale jednoczesnie najgorszy podklad pod ten karpet. Wiadomo ze kazdy sie skusi doplacic do tej podkladki. A doplacic tszeba sporo, bo to jakosc tej spodniej gabki daje nie tylko komfort chodzenia po tym ale takze i przeduza zywotnosc samej wykladziny.
No wic dokladnie sprawdzalem czy aby mnie nie oszwabili na tej gapce. Wziolem sobie nawet taki malutki kawalek, ( 20 cm. na 50 cm.) i jak wracalem do pracy to wstapilem do sklepu, oczywiscie innego, nie tego gdzie kupywalem, i poprosilem o wycene. No uczciwi ludzie w tej Kanadzie. Nie nabili mnie w butelke, chyba ze sie domyslali ze ich bede sprawdzal. Po dwoch dniach dom wygladal jak muzeum. Czysciutki, pachnacy, az z checia bym sie przespal w nim nawt na tej podlodze. Teraz juz tylko, zalozyc lampy, drzwi, szafki w kichni, krany i jeszcze inne pierdoly. Ale o tym to juz Ci napisze innym razem. Narazie przetraw sprawy hydrauliczno, malarsko, podlogowe.
Acha, plany byly poprawione juz na drugi dzien. Chyba jednak na cos sie przydala ta moja pyskowka.
No i te pare pifek.
Jak zawsze pozdrawiam Cie serdecznie Lajkonik.


Ameryka