Trek do Doliny Langtang

Krystyna Konopka

W pazdzierniku ubieglego roku wybralam sie na trek do Nepalu. Nasz grupa liczyla 8 osob (wszystko Polacy ale z roznych stron swiata), a na kilka dni dolaczyla do nas Krystyna Goraj z Krakowa, ktora akurat byla w Indiach. Spotkalismy sie w Katmandu. Z Polski przylecieli weterani: Jano Kurczab, Rysiek Urbanik i Wiesiek Krajewski, z Anglii Jacek Gierlinski z synem Filipem (21 lat), ze Szwecji Gosia Rutkowska, z Kanady Andrzej Slawinski i ja z Kalifornii. Nieformalnym kierownikiem calej imprezy byl oczywiscie Janusz Kurczab.

Trek uwazam za BARDZO udany pomimo tego, ze nie dopisala nam pogoda i nie bylo pomonsunowej "blachy". Bylismy w dolinie Langtang. Trek rozpoczelismy w Sundarijal. Szlismy 9 dni do Kyanjin Gompa (3750 m) przez Pati Bhanjyang, Kutumsang, Thare Pati, przelecz Surjakund (Laurebina, 4600 m), swiete jeziora Gosainkund, wioski Syabru, Lama Hotel i Langtang. W Kyanjin Gompa spedzilismy 7 dni. Niestety z powodu kiepskiej pogody nie udalo sie nam za duzo pochodzic, pomimo ze mielismy "raki-haki-tobogany" przytargane do gory przez 5 tragarzy. Wiekszosc grupy weszla na Tsergo Ri (4984 m) a Jacek i Filip Gierlinscy na Yala Peak (5500 m). Powrot zabral nam 3 dni, dwudniowy trek do Syabrubensi plus 12 godzinna jazda autobusem do Katmandu. Po powrocie spedzilismy kilka dni w Katmandu i okolicach. Poprzednio bylam w Nepalu w 1977 roku, a wiec dwadziescia lat temu, na turystycznej wyciece w okresie monsunu. Gory udalo mi sie zobaczy wtedy tylko raz - w Pokharze o 6 rano. Jestem ponownie zafascynowana Nepalem - przyroda, ludzmi, gorami, etc. oraz trekiem jako takim. Mam nadzieje ze uda mi sie jeszcze kiedys pojsc na nastepny trek. Namaste!


Swiat