
To znaczy ten od mąki pędził do kolejki przy postoju taksówek. Mister Ristov natomiast wsiadł do swojego pontiaca i bardzo wolno pojechał w kierunku Żerania.
- Ci kierowcy tu jezdżą jak maniacy. Jakaś frustracja? A za kierownicą forma wyzwolenia? Musi przecież być jakieś źródło. (Ta psychoanaliza!)
Mister Ristov nigdy jeszcze nie bał się tak o swoje życie, jak tu w Polsce.
Gdyby monsieur Claude Lecomte, od dwóch lat koordynator dostaw częsci zamiennych w warszawskim biurze Berlieta, miał coś poradzić nowo przybyłemu koledze, powiedziałby tak:
- słuchaj, jesteś w Polsce, nie we Francji, nie sądź pewnych rzeczy w pewien sposób
Reszty niech się sam uczy, jemu też nikt nie mówił, a Herr Gottfried Pikel - Austriak, od dwóch lat przedstawiciel firmy elektronicznej Univax, usłyszał od zaprzyjaźnionego pracownika amerykańskiego banku:
- jak ty tu chcesz robić interesy, to pamiętaj - nigdy nie bądź dumny, bądź pełen nadziei.
Ten bankier programowo nie prasował w Polsce garniturów, nie zawiązywał sznurowadeł, a wychodząc z hotelu przekrzywiał sobie krawat. Podobno odnosił szalone sukcesy, co tylko potwierdza tezę, że najlepsze rady nie zastapią indywidualnego wyczucia sytuacji.
- Cały urok tej sytuacji polega na tym, że praca w Polsce to jest a challenge - wyzwanie - mówi miss Anne Divine, młoda przedstawicielka elektronicznej firmy Singer, w Polsce od czterech lat. I nawet teraz, kiedy przez cały rok nic nie sprzedała (co jest oczywiście very depressing - przygnębiające) miss Divine pociesza się, że to jest nowy rynek, nie nasycony i ma ogromne perspektywy.
Nie wiedzieli o Polsce nic. Albo prawie nic. Taki kraj między Związkiem Radzieckim a Europą. Bardzo nieszczęśliwy kraj.
Ciągle wojny, polska kawaleria przeciw czołgom. Miss Divine (od Singera) miała tremę. Niewykluczone, że ludzie chodzą obdarci, a nawet w uniformach. W koncu Polska nie jest w jej kraju tematem rozmowy. Nie wydaje sie, zeby tak sie tu znowu duzo dzialo.
Trudno powiedzieć, że znaleźli się tu, bo sobie Polskę szczególnie upodobali. Z mister Ristovem (od budowy zakładów mięsnych) było tak: miał już dośyć. Tego wtrącania się i dyktowania mu, co ma robić, odkąd jakaś fabryka czekoladek wykupiła firmę miesną, w której pracował dwadzieścia jeden lat. Wtedy zadzwonił kumpel - pracowali kiedyś razem w biznesie mięsnym - świetny facet, decyzje podejmuje jakby z palców strzelał.
- Polska? O.K. Niech bedzie!
Gunnar - Szwed z budowy Skanska Cementgjuteriet (prosił o nieujawnienie nazwiska) mówi, że przyjechał, bo trzeba przecież mieszkać i pracować w róznych krajach. Człowiek zdobywa doświadczenie. To bardzo ważne mieć tę możliwość. On sam był przedtem w Liberii, ale woli Polskę. Tam jest dżungla, a tu bądź Co bądż cywilizacja.
Mister Nowak - sprzedaje w Polsce wielkie maszyny do robót ziemnych firmy Caterpillar - przyjechał do Polski dziesięć lat temu.
Pół roku góra, powiedział sobie, ale został i, jak sądzi, doczekał lepszych czasów. Tylko z telefonami jest wciąż ten sam kłopot; zamawia błyskawiczną i wszelki słuch po niej ginie. I z hotelami; Forum to przeciez orzeszek ziemny.
- Bo turysta to jest turysta - mówi mister Nowak ale biznes to jest biznes, a biznesmen to dziś arystokrata. On nie dba o cenę. On płaci. I za te pieniądze chce mieć, co potrzeba.
To jest normalna rzecz na całym świecie. Dlatego cudzoziemiec lubi, żeby wokół był gwar, muzyka, show i życie; żeby była atmosfera i ciągle coś innego, i żeby po pracy nie musiał siedzieć sam w hotelu. W Warszawie to jeszcze wytrzyma, gorzej na prowincji. Caterpillary mister Nowaka pracują w całej Polsce i dlatego mister Nowak ma teraz problem. Płaci pracownikom serwisu w Polsce dwukrotnie więcej niż w Anglii i o trzydzieści procent więcej niż w Pakistanie. No i nie chcą przyjezdżać. Kiedyś przyjezdżali na cztery miesiące, teraz góra sześć tygodni.
I jest jeszcze ten problem, mowi pan Nowak, że oni się często frustrują w pracy. Taki mechanik to jest pierwszej klasy specjalista, ale nie ma tytułu, więc jest mu w Polsce trudno dotrzeć że swoją sprawą do dyrektora. Był taki, co bardzo lubił, żeby wszystko było jak należy. Przyjechał jako doradca przy demontażu ciągnika, ale jakoś nikt nie przejmował się tym, co mówił. Pojechał pracować do Pakistanu.
Reguły gry są inne i trzeba je znać, bo inaczej człowiek się denerwuje albo ściąga na siebie kłopoty. Doktor Bruce Barnett, wykładowca fizyki na uniwersytecie w Arizonie, został surowo skarcony za robienie zdjęc na lotnisku teraz, ilekroć wyjmuje aparat fotograficzny, trzesą mu się ręce.
Albo taka sprawa: idzie ulicą, miał dobry dzień, więc oczywiście uśmiecha się do ludzi. A tu jakiś facet podchodzi:
- Chcesz zmienić pieniądze? Nie? No to czego się tak uśmiechasz do cholery!
Wiec Bruce demonstruje teraz swoją życzliwość ostrożnie, najchętniej w okolicach uniwersytetu, bo tam wydaje się to najbardziej na miejscu.
Albo taka: mister Ristov (ten od budowy zakładow mięsnych) nie mógł się połapać w wartości złotówki. Raz wydawało mu się, że ta złotówka warta jest jedną trzydziestą trzecią dolara, raz, że jedna pięćdziesiąta, raz, że jedna setna. Raz, że wszystko jest drogie, a raz, że tanie. I ta niepewność nie pozwala mu nic kupić. Chodził więc po sklepach i robił listę rzeczy, które chciałby zabrać do Stanów przy najblizszej okazji. Przed wyjazdem wyruszył w miasto z listą w ręku i nie znalazł - ani szachów za trzysta złotych, ani lampy z wikliny, ani serwetek lnianych w mały niebieski wzorek, ani lokomotywy dla wnuka. No nic, dosłownie. Wszystko mu wykupili.
- Słyszalem, że Polacy dużo nie zarabiają, a przecież we wszystkich sklepach ich pełno. Kupują i kupują. I jeszcze jednej rzeczy nie rozumiem. Skoro na całym świecie ludzie lubią ładne rzeczy, to dlaczego te garnitury są tu takie ohydne? Przecież jak ja coś robię, to po to żeby sprzedać.
Sprawa zasadnicza jest zrozumieć, co Polacy maja na myśli, kiedy mowią:
- robota nie zając. Francuzi rozumieja to tak: o ile we Francji zorganizowanie magazynu trwa dwa tygodnie, to tu dwa lata.
- To jest trochę tak, jakby ludziom tu nie zależało na pieniądzach - mówi mister Nowak (od ciagnikow ). No bo jak wytłumaczyć, że kupują maszynę, a do niej za dwa tysiące dolarów części zamiennych. Takie zamrożenie kapitału! Więc im mister Nowak tlumaczy
- choc żaden w tym jego interes - że jest skład, częsci można będzie wymieniać w miare, jak sie zuzywaja. A oni, ze maja pieniadze. To im mister Nowak tlumaczy, ze to sa po czesci takie czesci, ktore moga sie w ogole nie popsuc. To oni nie wierza. Wiec im tlumaczy, ze nawet komputer tak dokladnie nie wie, jakie części mogą sie przydac i kiedy. To oni znowu, że mają na to pieniądze.
- Mialem klientow, którzy kupili ciągnik. W tym ciagniku tuzinami zużywają się bolce. Takie proste metalowe gwoździe - bolce po prostu. I znalazl sie facet, który chciał te bolce robić za złótowki, tanio. A tamci, że nie, przepisy nie pozwalają Więc skrzynki z bolcami, po pięć dolarów sztuka plus transport, wedrowaly do Polski ze Stanow Zjednoczonych. Zupełnie bez sensu.
Ale pan Nowak waha się, czy dać to do druku, bo ci klienci mogą się obrazić, a to są...
Polak zaprasza cię na obiad, płaci i wstając od stołu dziękuje, mówi z podziwem monsieur Lecomte (od Berlieta). A za co dziękuje, skoro zapłacił? Albo ich gościnność niezmienna, odkąd monsieur Lecomte jest w Polsce. Zawsze kawa, nawet wtedy, kiedy po raz drugi tego samego dnia zjawił się u klienta. Zresztą bardzo zdenerwowany; chodziło o reklamację, która jedną ze stron będzie kosztować pięć tysięcy dolarów. A polski dyrektor jak zawsze spokojny i miły.
- No niech pan powie: chrząszcz brzmi w trzcinie.
- Krzacz bzmi w czinie.
- Nie. Chrząszcz...
- Krzacz.
Herr Pikel (ten od komputerów) nauczył się szybko tego powiedzonka, czym zdobył sobie podziw i życzliwość Polaków.
- Traktują cię jak człowieka, nie jakiegoś tam sprzedawcę - mówi.
W Gdansku sam dyrektor Centralnego Instytutu Resortu Żeglugi przez kilka godzin oprowadzał go po mieście. Herr Pikel wprost nie mógł uwierzyć - dyrektor takiego wielkiego ośrodka! I miał czas!
Miss Divine (od Singera) mówi tak: uprzejmość spotyka się na całym świecie, ale tu jest sytuacja szczególna. Jak ją zaprzyjaźniony klient zdradzi z przedstawicielem IBM-u na przykład, to wcale nie znaczy, że przestaną się przyjaźnić. Polak w dalszym ciągu doradzi, gdzie się kupuje korki i spod ziemi wydobędzie mini-bateryjki do jej mini-kalkulatorka. Zupełnie jakby nic się nie stało.
Tylko do pracowników polskiego handlu zagranicznego miss Divine ma zastrzeżenia. Nie to, ze sa niegrzeczni, ale maja taka dziwna taktyke. Umawiaja sie i nie przychodza. A jak juz przyjda, to spoznieni. Moze idzie o to, zeby sie sprzedawca zdenerwowal, bo jak sie zdenerwuje, to zgodzi sie na kazde warunki. Byleby miec to z glowy. Moze to nawet skuteczne, mysli sobie miss Divine, ale nie z nia, bo ona teraz idac na spotkanie bierze ze soba do centrali ksiazke i...
Praca w Polsce na pewno poszerzaniu horyzontów sprzyja, mówi Herr Pikel. Taki przyklad: Hortex chce kupic od niego komputer, ale w zamian oferuje truskawki. No, to jest cos nowego! Herr Pikel obliczal nawet: jesli kazdy z pracownikow Univaksu bedzie zjadal dziennie kilogram truskawek, to ile lat beda musieli te truskawki jesc? Nie, to sie chyba nie da zrobic, wiec Herr Pikel szuka teraz kontaktow w wiedenskim biznesie spozywczym, czego jako przedstawiciel firmy elektronicznej nigdy by w zyciu nie robil.
Pan Billing - pełnomocnik Skanska Cementgjuteriet też ma pouczajace doświadczenie. Buduje garaz przy hotelu Forum, jest wlasnie w polowie, a tu nagle okazuje się, że zabrakło żwiru. Miało starczyć na całą budowę. Są obliczenia. Są kwity. Więc pan Billing wszczyna dochodzenie i wszyscy odpowiedzialni są obrażeni. Bo okazuje się, że na wagon ładuje się czterdzieści ton, chociaż kwit mówi sześćdziesiąt.
- Wszyscy zyskują, nikt nie traci. To jest fantastyczne - mówi pan Billing, ale żwir potrzebny do budowy hotelu Victoria zamówił w innej kopalni, u innego dyrektora. Osobiście.
To trudno wyjaśnić - mówi miss Divine (od Singera) - ale ma on inny styl. Trzeciego dnia pobytu w Polsce miss Divine wchodzi do gabinetu dyrektora duzej instytucji, blyskawicznie ogarnia wzrokiem zebrane tam osoby i przekonana, ze wita sie z dyrektorem, podaje reke jego kierowcy. W Anglii miss Divine odrozniala bezblednie przedstawicieli scislego kierownictwa od przedstawicieli kierownictwa nizszego szczebla.
- Jest coś w ich wyglądzie, włosach, butach, materiale, z którego szyją ubranie. Jakaś aura, że nie można się pomylić. A tu w Polsee miss Divine nie może wytropić żadnych prawidłowości.
Odwrotnie niż mister Nowak (od ciągnikow), który zauważył, że polski kierownik prawie nigdy nie zdejmuje marynarki i nie lapie za lopate. To samo zauwazyl mister Ristov (od budowy zakladow miesnych ). Ile razy mister Ristov jedzie z budowy w roboczym ubraniu i w utytlanym pontiacu, tyle razy zatrzymuje go milicjant. Widocznie tutaj nie wypada sie brudzić.
Mister Ristov zauważył jeszcze, że polski dyrektor tym się różni od amerykańskiego, że jest wszechstronny.
Często zdarza się, dziwi się mister Nowak, że kiepski dyrektor ma dobry zespół. I to go zdumiewa, bo u nich w Anglii kiepski dyrektor ma kiepski zespół, a dobry dyrektor ma dobry.
Jak Herr Pikel przychodzi w sprawie sprzedaży komputera, to rozmawia z całą komisją. Herr Pikel przeszedl roczny intensywny kurs dla sprzedawcow komputerow i ma w zanadrzu mnostwo roznych argumentow. W Polsce uzywa w zasadzie argumentow technicznych - zauwazyl, ze te ekonomiczne jakos nie trafiaja. Wiec jak Herr Pikel przedstawil swoje techniczne argumenty, komisja zaczyna dyskutowac. 0 czym, tego dokladnie Herr Pikel nie wie, bo jego tlumacz ciagle powtarza: to niewazne. Herr Pikel chce teraz zmienic tlumacza, poniewaz gdyby nie bylo wazne, toby chyba tyle nie mowili.
Mister Ristov (od budowy zakładów mięsnych) uczestniczył już w ponad dwudziestu zebraniach. Zachowuje sie grzecznie, bo jak mówi, jest tu gościem. Raz tylko nie wytrzymał i po trzech godzinach wyszedł z narady.
- Taka drobna uwaga - mówi miss Divine (od Singera).
- Tu u was jest trochę głośno. Na zebraniach wszyscy mówią naraz, a wasz dyrektor to jest taki mały Napoleon. Jakaś frustracja, a za biurkiem forma wyzwolenia? (Ach, ta psychoanaliza!). My pracujemy cichutko i podbijamy rynek.
Na przykład w weekendy cudzoziemiec jedzie czasem w Polskę. Dzieci się cieszą, bo liczą konie na szosie. Co koń to atrakcja, a więc dużo, dużo atrakcji. Rodzice się cieszą, bo czasem jakiś pejzaż przypomina im wiasny kraj: Szwedom - Mazury, Austriakom - Tatry, Anglikom - morze.
I te kwiaty, dziwią się, że ich tak dużo. Mister Ristov śmieje się, że dostał w hotelu w Mikoiajkach osobny kwit na, 5 złotych za dobre powietrze".
Zgodnie z radą amerykańskiego bankiera - tego od rozwiązanych sznurowadeł - nie są dumni, lecz pełni nadziei. Mister Nowak twierdzi, że nie mógł lepiej trafić, bo tu można coraz więcej sprzedać. Polska to bogaty kraj i według jego obliczeń za dwadzieścia lat będzie jeszcze bogatsza. Jeśli wszystko dobrze pójdzie.
A tymczasem juz teraz zdobywaja doświadczenia. Mister Ristov, na przykład, twierdzi, że kiedy wróci do kraju, będzie zawsze nosił kwiaty główkami w dół. Bardzo praktyczny zwyczaj, a nigdy by mu to nie przyszło do głowy. Będzie również chodził do opery i na balety, bo tu w Polsce był po raz pierwszy i bardzo mu sie podobało.
- U nas jest ten ciągły stres i pośpiech - mówi doktor Barnett (ten od fizyki ). - Ciągle nam powtarzają:
- możesz być kim chcesz, gdzie chcesz, za ile chcesz. Tu ludzie są pogodni. Jakoś umieja żyć. Znajomy zarabia dwadzieścia złotych za godzinę, jego narzeczona pielegniarka osiem, czyli razem dwadzieścia osiem złotych, lody kosztuja pięc złotych, wafle cztery sześćdziesiąt. A oni sobie nie odmawiają.
