wyprawa ko³ymska, 1991r
S³oneczny poranek, ch³odno, delikatna mgie³ka snuje siê pomiêdzy pagórkami zielonej doliny. Tak rozpoczynam przygotowywan± od miesiêcy wyprawê na Ko³ymê. Warkot silnika, zgrzyt pierwszego biegu, ciê¿arówka "Zi³" rusza. Droga wiedzie lekko pod górê bocznymi uliczkami Magadanu. Wyje¿d¿amy na g³ówn± ulicê. W tym miejscu rozpoczyna siê pierwszy kilometr ws³awionej niechlubnymi dziejami okresu stalinowskiego TRASY KO£YMSKIEJ. Szeroka aleja wysadzana po obu stronach modrzewiami, brzozami i kêpami s³annika, przecina dolinê rzeczki Magadanki. Dolina w której wyros³o miasto os³oniêta jest od morza ochockiego wysokimi wzgórzami na których przez okr±g³y rok le¿± ³achy ¶niegu. Dawno temu teren poro¶niêty by³ gêstym modrzewiowym lasem. Pierwsi wêdrowcy z "cywilizowanego ¶wiata" zastali nad brzegami rzeki kilka jurt zamieszka³ych przez miejscow± ludno¶æ - Jakutów, ¿yj±cych z hodowli reniferów, po³owu ryb, zbieractwa jagód i grzybów.
Po 1930 roku do doliny zaczêli przybywaæ pierwsi pionierzy tych ziem, komsomolcy. Budowali ziemianki i baraki, organizowali wyprawy geologiczne, zape³niali bia³e plamy na mapie wielkiego socjalistycznego pañstwa. Szybko jednak obok komsomolskich baraków zaczê³y wyrastaæ szopy ogrodzone zasiekami z drutu kolczastego. Zony ros³y jedna po drugiej. Pod szczytnymi has³ami zagospodarowania dalekiej pó³nocy przysy³ano tu setki tysiêcy ludzi tzw. "wrogów ludu" os±dzonych czêsto z b³ahych powodów, ma³ych przewinieñ, donosów s±siadów lub odmiennych pogl±dów. Przywo¿eni z W³adywostoku statkami towarowymi w ³adowniach ludzie, w przewa¿aj±cej wiêkszo¶ci nie wiedzieli, ¿e prze¿yj± z nich tylko nieliczni, ci najbardziej odporni fizycznie i psychicznie. Wiêkszo¶æ z³o¿y swe ko¶ci na rozleg³ych terenach z³otodajnej Ko³ymy, które do dzi¶ s± jeszcze w wielu rejonach dzikie i puste.
Obszar dorzecza Ko³ymy rozci±ga siê pomiêdzy morzem ochockim a oceanem lodowatym. Teren górzysty, porozcinany dolinami rzek, na pó³nocy bagnisty przechodz±cy w ubog± tundrê. Surowy klimat, zima trwaj±ca dziewiêæ miesiêcy z mrozami do -600 C , stwarza niezwykle ciê¿kie warunki do ¿ycia. Jednak niewyczerpalne bogactwa naturalne tych ziem by³y i s± tak ponêtne, ¿e ci±gle trwa praca - walka o ich wydobycie. Jest tu z³oto, platyna, uran, diamenty, rudy prawie wszystkich metali, wêgiel kamienny wydobywany metod± odkrywkowa, grubo¶ci pok³adów dochodz± do kilkunastu metrów! W obecnych czasach jest jeszcze jedno interesuj±ce bogactwo - piêkna przyroda, jeszcze dziewicza i dzika.
Nieprzebrane bogactwa mineralne w latach 1930 -1956 przyczyni³y siê do powstania najwiêkszego w dziejach ludzko¶ci obozu przymusowej pracy "³agry Ko³ymy". Ilu ludzi zginê³o tu, nikt ju¿ ich nie policzy. Setki obozów rozsianych po górach, dolinach rzek, bagnach, dawno rozgrabili i zdewastowali miejscowi ludzie, resztê zniszczenia i zatarcia ¶ladów dope³ni³a przyroda.
W ³agrach nie by³o komór gazowych, krematoriów, ¶cian ¶mierci. Rolê kata spe³nia³y choroby, g³ód, mróz i mordercza niewolnicza praca. Dopiero w ostatnich latach nieliczni historycy i pracownicy rejonowych muzeów zaczynaj± nie¶mia³o gromadziæ dokumenty i ¶wiadectwa minionych koszmarnych czasów. Ci którzy prze¿yli, byli wiê¼niowie, pisarze, w swoich pracach po wielu latach milczenia,(zakazu publikacji) opisali mroczne czasy Ko³ymy. Nale¿± do nich Walam Szalamow, Wiktor Wiatkin, i inni. Napisane przez nich opowiadania czê¶ciowo oddaj± klimat panuj±cy w osiedlach i ³agrach Ko³ymy tamtych lat. Chyba rzeczywisto¶æ by³a bardziej surowa, twarda i okrutna.
Trasa Ko³ymska liczy oko³o 1200 km , zaczyna siê w Magadanie, biegnie na pó³noc do ¦rednikanu, gdzie skrêca na pó³nocny zachód przez Susuman do Artyku. Dalej podró¿owaæ mo¿na promami i barkami po rzece Indygirce i Lenie do Jakucka.
Na dziesi±tym km trasy przeje¿d¿amy obok lokalnego lotniska, na którym stoi kilka samolotów AN-2 produkowanych w Polsce. S± to doskona³e samoloty na panuj±ce tu warunki klimatyczne, brakuje im tylko wspó³czesnego oprzyrz±dowania. Tak± opiniê s³ysza³em czêsto od pilotów lataj±cych nimi po bezkresnych obszarach Ko³ymy. Trzynasty kilometr trasy, posterunek milicji - kontrola dokumentów - i dalej w drogê. Piêædziesi±ty szósty kilometr, osiedle Soko³. Najwiêksze miêdzynarodowe lotnisko na Ko³ymie. Kilkutysiêczna osada w której mieszka obs³uga lotniska z rodzinami. Czyste uporz±dkowane miasteczko, co jest rzadko¶ci± na Wschodzie. Podobno nie by³o w nim ³agru , ale sze¶æ km dalej by³ i funkcjonuje w mniejszej skali do dzi¶. Lotnisko i osiedle ma du¿e perspektywy rozwoju, zw³aszcza po politycznym otwarciu na Daleki Wschód, Alaska, Japonia. S± ju¿ regularne loty do Anchorage na Alasce. Korzystne warunki geograficzne i klimatyczne , mróz spada zima tylko do -200 C , ma³a ilo¶æ dni mglistych i pochmurnych w roku, by³y czynnikami decyduj±cymi o budowie lotniska.
Kolejny , siedemdziesi±ty drugi km, Stiekolnyj. Tu w jednym z ³agrów, uwiêzieni in¿ynierowie wybudowali hutê szk³a, od tego w³a¶nie wziê³a nazwê osada. Produkowano w niej szk³o na lokalne potrzeby, a tak¿e regenerowano ¿arówki - co jest ciekawostk± na skalê ¶wiatow±! Zregenerowane ¿arówki mo¿na obejrzeæ w magadañskim muzeum.
Mijamy nastêpne osiedla: Pa³atka, Karamken, Jabloniewyj. Pocz±tkiem ka¿dego z tych osiedli by³ ³agier. Kolejne kilometry, zbli¿amy siê do stromego podjazdu prowadz±cego na prze³êcz jab³oniow±. D³ugie, rozlegle serpentyny oplataj± zbocza pomiêdzy dwoma kamienistymi sopkami miejscami poro¶niêtymi srebrzystymi ³achami mchu i kêpami s³annika. Doje¿d¿amy do prze³êczy. Na lewo od drogi resztki zabudowañ. W najwy¿szym punkcie prze³êczy, przy drodze stoi obelisk i mogi³a. Le¿y tu jeden z nadzorców budowy tego odcinka trasy zamordowany prawdopodobnie przez zeków.
Prze³êcz Jab³oniowa znajduje siê na linii dzia³u wodnego dwóch zlewisk - morza ochockiego i Oceanu Lodowatego. W tym miejscu zaczyna siê zjazd do brzegów Ko³ymy.
Koñczy siê asfalt. Wieczna zmarzlina powoduje czêste pêkniêcia i osuwiska nawierzchni drogi. Wymaga to napraw, które trwaj± cale krótkie pó³nocne lato. Szeroka szutrowa jezdnia ma po ¶rodku wyje¿d¿one koleiny. Jedziemy nimi z du¿± prêdko¶ci±. Nasza ciê¿arówka niemi³osiernie siê trzêsie i piszczy na zakrêtach. To tutaj powsta³ ten dowcip o kierowcach opowiadaj±cych sobie zalety dróg w ich krajach. Wania przechwala siê, ¿e on w czasie jazdy mo¿e graæ w karty z koleg± na tylnym siedzeniu, - a samochód?- pytaj± cudzoziemcy, na co Wania odpowiada spokojnie,- a gdzie on z kolein ma zjechaæ?
Mijamy Atkê, Poworotnyj - na skrzy¿owaniu jedna z dróg odbija w prawo do pasio³ka Ta³aja. Jest to znana w okrêgu magadañskim (i nie tylko) miejscowo¶æ uzdrowiskowa. Znajduj± siê w niej sanatoria lecz±ce schorzenia reumatyczne. S± tez naturalne gor±ce ¼ród³a. Kolejne kilometry, Strje³ka - ko³ymska trasa rozdziela siê - w lewo do Jagodnego i Susumanu, - w prawo do Siejmczanu, w ni± w³a¶nie skrêcamy. Jedziemy drog± po brzegu niewielkiej rzeczki. Zaczynaj± siê z³otono¶ne pola Ko³ymy. P³askie dno doliny pokrywaj± sto¿kowe usypiska przemytych rzecznych kamieni, otoczaków. Dooko³a pustynny kamienisty teren pozbawiony ro¶linno¶ci. Koryto rzeki zryte g±sienicami buldo¿erów. Taki widok towarzyszyæ nam bêdzie przez najbli¿sze kilka godzin jazdy. Siedemdziesi±t kilometrów za Strie³k±, przy drodze opuszczona osada Annuszka. Podobno mieszka³a w niej m³oda, ³adna dziewczyna, komsomo³ka któr± zamordowano w jej domu. Od imienia dziewczyny nazwano osadê. W kilku miejscach przecinamy nasypy starej drogi. Obecna trasê poszerzono i wyprostowano wiele zakrêtów. To po tych nasypach i starych drewnianych mostach sz³y kolumny zeków w dalekie ³agry Ko³ymy.
Zapada noc, nie zd±¿ymy na prom w Ust-Srednikanie. Osada ¦rednikan by³a stolic± z³otono¶nych terenów Ko³ymy. Po jednorazowym przekopaniu i przemyciu bogatych z³ó¿ w latach trzydziestych, obecnie prowadzi siê ponowne przemywanie z³otono¶nych piasków.
Sieriozka, kierowca naszej ciê¿arówki proponuje odwiedzenie jego ojca pracuj±cego gdzie¶ tu w okolicy na jednej ze staratielskich dzia³ek w brygadzie kopi±cej z³oto. Skrêcamy z trasy w tajgê. ( "Priisk")
Nastêpnego dnia wje¿d¿amy ponownie na trasê ko³ymsk±. Kilkana¶cie km dzieli nas od brzegu Ko³ymy. W Ust-Srednikanie jedziemy na przystañ promow±. Mo¿emy siê przeprawiæ na drugi brzeg dopiero za dwie godziny. Wykorzystujemy wolny czas i jedziemy zobaczyæ budowê mostu przez Ko³ymê. Za kilka lat potê¿ny most po³±czy na sta³e dwa brzegi. Bêdzie to najbardziej wysuniêty na pó³noc most na Ko³ymie. Dotychczas kilkutysiêczne miasteczko Siejmczan i kilka pasio³ków na lewym brzegu Ko³ymy odciête jest od trasy dwa razy w roku - wiosn± i jesieni±, gdy zamarza i wstaje Ko³yma. W tym czasie po³±czenie zapewniaj± ¶mig³owce i samoloty z lotniska w Siejmczanie. Most jest imponuj±cy. Wielkie stalowe kratownice osadzone na betonowych podporach le¿± wysoko nad powierzchni± wody. Z pewno¶ci± wytrzymaj± wiosenne lody.
Razem z nami na prom wje¿d¿a kilka ciê¿arówek wy³adowanych towarem i motocykl z bocznym koszem (jeszcze nie wiem, ¿e bêdê takim je¼dzi³ po bezdro¿ach tajgi). W tym miejscu Ko³yma jest prawie dwa razy szersza ni¿ Wis³a w Warszawie. Wracamy na prom. Na przeciwleg³ym brzegu czeka ju¿ kolejka samochodów w przeciwn± stronê. Do Siejmczanu pozosta³o kilkadziesi±t kilometrów szutrow± drog±. Na trasie jest spory ruch samochodowy - same ciê¿arówki. Przed nami "S³oneczna dolina" Siejm-Czan. Tu koñczy siê biegn±ca na pó³noc ponad piêciuset kilometrowa ko³ymska trasa, dalej w tajgê biegn± tylko ¶cie¿ki my¶liwych, a transport towarów na pó³noc zapewniaj± barki p³ywaj±ce po Ko³ymie i jej dop³ywach oraz ¶mig³owce i samoloty.
Za kilka dni czeka mnie zaplanowany 700 km sp³yw ³odzi± po Ko³ymie do Zyrianki.
